„Mąż często zamykał się z telefonem w łazience. Myślałam, że flirtuje z inną kobietą, ale miał co innego za uszami”
„– Słuchaj, Magda, chłopy nie siedzą w kiblu po czterdzieści minut, żeby podziwiać fugi – wypaliła, odstawiając filiżankę z głośnym brzękiem. – On tam ma swój drugi świat. Pewnie klika z jakąś babą, która wysyła mu zdjęcia, po których ty byś się rumieniła przez tydzień”.

Kiedy mój mąż zaczął traktować łazienkę jak azyl i znikał w niej z telefonem, w naszym domu zapanowała lodowata cisza. Przez ostatnie miesiące czułam się w naszym mieszkaniu jak nieproszony gość, jak cień snujący się po kątach, podczas gdy Artur budował mur, którego nie potrafiłam przebić żadnym słowem ani gestem. Każdy wieczór wyglądał identycznie: on, zatopiony w miękkim fotelu lub zamknięty na cztery spusty w łazience, i ten charakterystyczny, niebieskawy blask bijący od jego smartfona, który rzeźbił na jego twarzy grymas całkowitego odklejenia od rzeczywistości.
Nasza intymność, budowana przez dekadę, zaczęła przeciekać mi przez palce niczym suchy piasek, a ja, zamiast walczyć o nas, zaczęłam karmić się najgorszymi domysłami, które niczym czarne ptactwo krążyły nad naszym małżeńskim łóżkiem.
Przyjaciółka zasiała we mnie niepokój
Siedziałyśmy z Ewą w dusznej kawiarence, a zapach palonych ziaren wydawał mi się tego dnia wyjątkowo drażniący. Moja przyjaciółka, znana z tego, że nie owija w bawełnę, patrzyła na mnie z mieszanką politowania i irytacji, gdy po raz kolejny żaliłam się na nieobecność Artura.
– Słuchaj, Magda, chłopy nie siedzą w kiblu po czterdzieści minut, żeby podziwiać fugi – wypaliła, odstawiając filiżankę z głośnym brzękiem. – On tam ma swój drugi świat. Pewnie klika z jakąś babą, która wysyła mu zdjęcia, po których ty byś się rumieniła przez tydzień.
– Artur? Nie, on by nie potrafił... – próbowałam bronić resztek mojego złudnego spokoju, choć w głębi duszy czułam, że Ewa może mieć rację.
– Każdy potrafi, jak mu się nudzi w domu. Weź mu ten telefon, sprawdź wiadomości, bo inaczej obudzisz się jako rozwódka, która nawet nie wiedziała, kiedy przestała być żoną – jej słowa cięły jak brzytwa, zostawiając w mojej psychice głębokie rany.
Zawsze uważałam, że szpiegowanie partnera to upadek, to przyznanie się do całkowitej porażki, ale tego wieczoru, gdy wróciłam do domu i znów zastałam zamknięte drzwi łazienki, poczułam, że muszę wiedzieć. Niepewność była gorsza niż najboleśniejsza prawda.
Byłam zdeterminowana
Piątkowy wieczór miał być nasz, kupiłam wino, zapaliłam świece, chciałam, żebyśmy choć raz odłożyli technologię na boczny tor. Jednak Artur był już po drugiej stronie lustra. Siedział spięty, jego kciuki poruszały się z prędkością światła, a z głośnika telefonu wydobywały się jakieś stłumione, agresywne dźwięki.
– Artur, odłóż to na chwilę. Porozmawiaj ze mną – poprosiłam, czując, jak w gardle rośnie mi gula.
– Zaraz, teraz nie mogę, mam ważną sprawę – rzucił, nawet nie mrugając powieką.
– Jaką sprawę? Pokaż mi, z kim tak ciągle piszesz! – straciłam panowanie nad sobą i wyciągnęłam rękę w stronę urządzenia.
To, co stało się później, wstrząsnęło mną do głębi. Mąż, który nigdy nie podniósł na mnie głosu, zerwał się z kanapy z dzikim błyskiem w oku. Zasłonił telefon własnym ciałem, jakby chronił największy skarb narodowy przed najeźdźcą. Kiedy spróbowałam podejść bliżej, odsunał się. Nie było w tym nienawiści, była tam czysta, zwierzęca wręcz determinacja, by nie stracić kontroli nad tym, co widzi na ekranie. Jak oparzony wbiegł do toalety, a dźwięk przekręcanego klucza zabrzmiał jak wyrok śmierci dla naszego związku.
Uciekłam na chwilę
Nie mogłam zostać w tym domu. Czułam się upokorzona i przede wszystkim zdradzona. W mojej głowie ułożył się już cały scenariusz: on ma kogoś, ta kobieta jest młodsza, pewnie fascynuje go czymś, czego ja mu już nie daję. Spakowałam małą walizkę i pojechałam do najbliższego hotelu. Całą noc spędziłam na patrzeniu w sufit, a moje oczy piekły od nieustannego płaczu.
Rano mój telefon zaczął wibrować. Kilkanaście nieodebranych połączeń, seria wiadomości, w których Artur błagał o powrót, zaklinał się, że to nie tak, jak myślę. Czułam jednak tylko pustkę. Chciałam, żeby poczuł ten sam strach, który ja czułam przez ostatnie miesiące – strach przed utratą kogoś bliskiego. Dzieci były bezpieczne u moich rodziców, więc miałam luksus bycia samą ze swoim bólem aż do niedzieli.
Kiedy weszłam do mieszkania, Artur siedział przy stole. Wyglądał jak wrak człowieka – nieogolony, ze spuchniętymi oczami, z dłońmi, które drżały przy każdym ruchu.
– Gdzie ty byłaś? Myślałem, że stało się coś strasznego – zaczął łamiącym się głosem.
– Strzyżonego Pan Bóg strzeże, Artur. Przecież ty masz swój świat w telefonie, po co ci żona? – odgryzłam się, czując gorzki smak satysfakcji.
– Magda, proszę... nie rób mi tego. Ja nie mam nikogo. Przysięgam na życie naszych dzieci, że nie ma żadnej innej kobiety – patrzył mi prosto w oczy, a ja dostrzegłam w nich coś, czego wcześniej nie rozumiałam: wstyd.
– Więc co tam robisz? Dlaczego zamykasz się w łazience na godziny? – krzyczałam, dając upust wszystkim stłumionym emocjom.
Mąż wyznał mi prawdę
Po długiej, ciężkiej ciszy, Artur położył telefon na stole i przesunął go w moją stronę.
– Zobacz sama. Nie ma haseł, nie ma ukrytych czatów.
Z drżeniem serca wzięłam urządzenie. Spodziewałam się zdjęć kobiet, flirtów, planów spotkań. Zamiast tego zobaczyłam ikonę gry strategicznej. Po otwarciu galerii moim oczom ukazały się zrzuty ekranu z rankingami, statystyki postaci i dziesiątki powiadomień o nadchodzących bitwach wirtualnych klanów.
– To jest gra, Magda. Wpadłem w to jak w bagno. W pracy jest tak ciężko, szef naciska, kredyt rośnie, a tam... tam jestem dowódcą. Tam wszystko zależy od moich decyzji, tam odnoszę sukcesy – wyznał cicho, chowając twarz w dłoniach. – Bałem się twojej oceny. Bałem się, że uznasz mnie za niedojrzałego dzieciaka, który zamiast zajmować się rodziną, klika w kolorowe ludziki. Łazienka była jedynym miejscem, gdzie nikt mnie nie oceniał.
Siedzieliśmy tam razem, a ja nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać. Mój mąż nie zdradził mnie z kobietą, ale zdradził mnie z iluzją. Wybrał łatwą gratyfikację w grze zamiast trudnej pracy nad naszymi problemami.
Magda, 40 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Zamieszkaliśmy z teściową, żeby zaoszczędzić na kredycie. Miałam więcej pieniędzy, ale mniej szacunku do siebie”
- „Mam dziecko, bo matka ciągle mnie o nie męczyła, a ja chciałam tylko spokoju. Teraz wszyscy są szczęśliwi, tylko nie ja”
- „Każda wizyta u teściowej była stąpaniem po cienkim lodzie. Aż w końcu przy niedzielnym obiedzie wygarnęłam jej wszystko”

