„Mąż codziennie po pracy jeździł do swojej matki. Wystarczył 1. telefon by odkryć, z kim naprawdę spędzał te wieczory”
„Gdy obudziłam się rano i zobaczyłam, że kanapa w salonie jest nietknięta, poczułam coś dziwnego: niepokój pomieszany z tym rodzajem zimnego przeświadczenia, że to, co mnie drażniło od miesięcy, wcale nie jest przesadą”.

Czasem myślę, że od początku byłam tą trzecią. Może nie wtedy, gdy się poznaliśmy z Michałem, ale już na pewno wtedy, gdy powiedziałam „tak” i jego matka uścisnęła mi dłoń z taką miną, jakby podpisywała wyrok.
Pomagał jej
Nigdy nie byłam dla niej wystarczająco dobra. Nie znałam ulubionych dań Michała, nie wiedziałam, że miał alergię na orzechy, że nie lubił chodzić w ciemnych koszulach. Ona wiedziała i nigdy nie dała mi zapomnieć, że znała go lepiej.
Przez ostatnie osiem lat byłam żoną Michała. Mieliśmy wspólne plany: kredyt na mieszkanie, wakacje w Grecji, dziecko. Żyliśmy jak większość – wspólne wieczory, seriale, śmiech. A potem coś się zmieniło. Teściowa miała problemy ze zdrowiem, Michał jeździł do niej coraz częściej. Tłumaczył, że musi jej pomóc, że nikt inny nie zawiezie jej do lekarza, że jest przecież tylko on jej został, a ja ufałam. Kochałam go i ufałam. Któregoś wieczoru wrócił po dwudziestej pierwszej. Zapytałam:
– I jak mama?
Westchnął ciężko, wchodząc do kuchni:
– Znowu miała atak. Siedziałem z nią do dwudziestej, dopiero jak zasnęła, mogłem się ruszyć.
– A lekarz? Był?
– Beata, daj spokój… – machnął ręką. – Ona nie chce pomocy. Chce, żebym był przy niej, tylko tyle.
Pokiwałam głową. Wierzyłam mojemu mężowi.
Jeździł do niej
W piątek Michał nie wrócił na kolację. Zostawiłam mu porcję sałatki w lodówce, żeby sobie zjadł, jak wróci. Napisał tylko, że mama znowu miała trudny dzień i że musi u niej zostać. Nic nowego. Poszłam spać sama, nie wyłączając światła w przedpokoju.
Gdy obudziłam się rano i zobaczyłam, że kanapa w salonie jest nietknięta, poczułam coś dziwnego: niepokój pomieszany z tym rodzajem zimnego przeświadczenia, że to, co mnie drażniło od miesięcy, wcale nie jest przesadą i że nie jestem przewrażliwiona. W południe zadzwoniłam do jego matki. Odebrała po trzecim sygnale, przywitała mnie z niechęcią w głosie.
– Dzień dobry, mówi Beata. Michał jest u pani?
– Michał? – zdziwiła się aż za bardzo. – A czemu miałby być?
– Pisał wczoraj, że zostaje, bo kiepsko się pani czuje.
– A to ciekawe – jej ton zrobił się ostry. – Ja mojego syna nie widziałam od tygodnia.
Zamilkłam. Serce zabiło mi mocniej.
– Może się nie zrozumieliśmy – powiedziałam w końcu. – Może coś źle usłyszałam.
– Na pewno – odpowiedziała sucho i rozłączyła się bez pożegnania.
Miałam podejrzenia
Siedziałam jeszcze chwilę z telefonem przy uchu. Próbowałam znaleźć jakieś sensowne wytłumaczenie. Może był u znajomego, może potrzebował czasu? Może rzeczywiście jego matka czegoś nie zrozumiała, może miała gorszy dzień, a Michał nie chciał mi mówić, żeby nie wywołać paniki? Po trzech godzinach telefon znów zadzwonił. Numer teściowej. Odebrałam bez zastanowienia.
– Co ty sobie wyobrażasz?! – krzyknęła do słuchawki, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. – Ty naprawdę musiałaś do mnie wydzwaniać? Michał ma dosyć tego kontrolowania! Nic dziwnego, że nie wraca do domu!
– Przepraszam, ale to chyba ja jestem jego żoną – odpowiedziałam chłodno. – Mam prawo wiedzieć, gdzie jest mój mąż.
– Mąż? – zaśmiała się krótko. – Ty nigdy nie byłaś dla niego dobra. Wiecznie narzekasz, wymagasz, żądasz. Ty myślisz, że on nie widzi, jaką jesteś kobietą?
– Pani nawet nie próbuje udawać, że jest obiektywna.
– Bo nie muszę! To mój syn! I on wreszcie zrozumiał, co dla niego najlepsze.
Byłam wściekła
Rozłączyła się, zanim zdążyłam odpowiedzieć. Siedziałam nieruchomo, z dłońmi zaciśniętymi na oparciu krzesła. Nie bolały mnie jej słowa, bolało to, że mnie oszukał, że pojechał do matki, a w rzeczywistości był gdzie indziej. To brzmiało jak coś uzgodnionego, jak spektakl w teatrze, którego nie zrozumiałam na czas.
Czekałam na Michała do późna. Siedziałam w kuchni przy zgaszonym świetle, tylko lampa nad zlewem dawała słabe, chłodne światło. Gdy w końcu usłyszałam klucz w drzwiach, nie ruszyłam się. Chciałam usłyszeć, jak wejdzie, co powie, jak się zachowa. Usłyszałam, jak odkłada klucze, jak zdejmuje buty, ale siedziałam dalej. Po chwili Michał wszedł do kuchni, od progu patrząc na mnie z irytacją.
– Co ty robisz w ciemności? – zapytał bez cienia ciepła.
– Czekam na ciebie. Musimy porozmawiać.
– O tej godzinie? Beata, jestem zmęczony – odwrócił się w stronę lodówki, wyjął wodę, nalał do szklanki.
– Dzwoniłam do twojej mamy – powiedziałam spokojnie.
Zostałam oszukana
Zamarł na sekundę, widziałam to. Drobny skurcz na twarzy, napięcie mięśni. Odstawił szklankę na blat.
– Po co?
– Bo napisałeś, że do niej jedziesz, a ona powiedziała, że nie widziała cię od tygodnia.
– A więc teraz mnie sprawdzasz? – odwrócił się w moją stronę z ogniem w oczach. – Beata, ty naprawdę masz coś z głową. Zaczynasz być chorobliwie zazdrosna.
– Nie. Po prostu chcę znać prawdę.
– Ale jaką prawdę?! – podniósł głos. – Może byś się sobą zajęła, zamiast grzebać w moim życiu? Ciągle tylko podejrzewasz, insynuujesz… Może dlatego, że nie masz nic innego, czym mogłabyś się zająć?
Zamilkłam. Nie spodziewałam się aż takiego ataku, ale najgorsze nie były jego słowa. Najgorszy był ton – obcy, zdystansowany, jakby nie mówił do żony, tylko do przypadkowej kobiety, która przekroczyła granicę.
Oskarżał mnie
– Michał – powiedziałam po chwili. – Od kiedy mnie okłamujesz?
– Nie zamierzam odpowiadać na twoje idiotyczne pytania.
– Twoja matka zaatakowała mnie przez telefon. Powiedziała, że przez mnie nie wracasz do domu, a ty się nie zająknąłeś. Nawet nie zaprzeczyłeś.
– Bo nie mam już siły! – krzyknął. – Wszystko, co robię, jest złe. Cokolwiek powiem, obracasz przeciwko mnie. Może twoim problemem nie jestem ja, tylko twoje chore oczekiwania?
Wyszedł z kuchni w milczeniu. Nie próbował się tłumaczyć, nie chciał wyjaśniać, a ja, zamiast wściekłości, poczułam coś, co bolało bardzie – poczucie winy. Przez tyle lat jego matka powtarzała, że żadna kobieta nie zrozumie Michała tak jak ona i chyba w końcu zaczęłam w to wierzyć.
Beata, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Sąsiadka poprosiła, bym odśnieżył jej podjazd. Liczyłem na zapłatę, ale jej wdzięczność przerosła moje oczekiwania”
- „Wiem, że mój mąż ma romans z szefową. Nie przeszkadza mi to, cieszę się, że mogę traktować go jak bankomat”
- „Wyjechałam na narty ze znajomymi męża i żałuję. Są tak drętwi, że myślałam, że z nudów zniosę jajo”

