„Matka wymarzyła sobie zięcia jak ze snu. Zepsuła mój ślub, bo nie chciała w rodzinie zwykłego budowlańca”
„Wszystko miało się zacząć za chwilę. I wtedy drzwi się uchyliły, a w progu stanął Tomek. Blady, z drżącymi dłońmi, trzymający kilka kartek. Na mój widok przełknął ślinę”.

- Redakcja
Gdy byłam małą dziewczynką, wyobrażałam sobie siebie w białej sukni, z bukietem w dłoniach, stojącą przed ołtarzem u boku ukochanego mężczyzny. Wtedy jeszcze nie znałam Tomka, ale kiedy pojawił się w moim życiu, wiedziałam, że to ten. Był ciepły, troskliwy, kochał mnie taką, jaka jestem. Nie miał bogatych rodziców i pracował na budowie, ale był najlepszym człowiekiem, jakiego znałam.
Marzyłam o tym
Gdy w dzień ślubu spojrzałam na swoje odbicie w lustrze, serce zabiło mi mocniej. Suknia układała się idealnie, loki opadały na ramiona. Nie miałam żadnych wątpliwości. Kochałam Tomasza i chciałam zostać jego żoną.
Wszystko było dopięte na ostatni guzik. Przez ostatnie miesiące żyłam tym ślubem, planowałam każdy szczegół, po nocach dopracowywałam listę gości. Matka od początku nie była zachwycona. Nigdy nie ukrywała, że Tomek nie spełnia jej oczekiwań.
W jej oczach dla mnie było tylko jedno właściwe życie – u boku mężczyzny z pozycją, pieniędzmi, kimś, kto będzie mnie w stanie utrzymać. Mówiła to wprost, a ja wprost jej odpowiadałam, że nie interesują mnie układy ani jej ambicje. Nie dawała za wygraną, ale w końcu przestała naciskać.
Wszystko miało się zacząć za chwilę. I wtedy drzwi się uchyliły, a w progu stanął Tomek. Blady, z drżącymi dłońmi, trzymający kilka kartek. Na mój widok przełknął ślinę, ale nie uśmiechnął się, nie powiedział nic ciepłego. W jego oczach nie było radości. Był ból.
– Co to jest? – zapytał cicho, podnosząc drżący papier. – Powiedz mi, że to nieprawda.
Myślałam, że to żart
Spojrzałam na niego zdezorientowana. W jednej chwili cała ekscytacja zniknęła, a na jej miejsce wpełzł niepokój. Wstałam z krzesła, podchodząc bliżej.
– Co się stało? – zapytałam.
Nie odpowiedział od razu. Podał mi kartki, a kiedy na nie spojrzałam, poczułam, jak nogi uginają się pode mną. Na wydrukach widniały e-maile. Moja poczta, moje imię. A treść… „Kocham Cię, Adam, ale nie mam odwagi odwołać ślubu. Tomasz jest dobrym człowiekiem, ale to nie ty. Gdybym mogła cofnąć czas…”.
Serce mi stanęło. To nie były moje słowa. Nigdy bym tego nie napisała. Podniosłam wzrok na Tomka, czując, jak wzbiera we mnie panika.
– To jakieś kłamstwo – powiedziałam, słysząc, jak drży mi głos. – Nigdy czegoś takiego nie napisałam.
Pokręcił głową. Widziałam, jak bardzo chce mi uwierzyć, ale nie potrafi.
– To twój adres – powiedział cicho, zaciskając dłonie w pięści. – Twoja poczta. Jak mam uwierzyć, że to nie ty?
– Bo to nie ja! – podniosłam głos, czując, jak oczy zaczynają mnie piec. – Ktoś to spreparował, to jakaś intryga!
Byłam w szoku
Ale jego twarz nie łagodniała. Oddychał ciężko, jakby walczył sam ze sobą.
– Kontaktowałaś się z nim ostatnio?
Zabrakło mi słów. Nie kontaktowałam się, ale wystarczyło, że się zawahałam. Widziałam to w jego oczach. Zrobił krok do tyłu.
– Nie mogę tego zrobić – powiedział prawie szeptem.
Nie ruszyłam się z miejsca. Nie krzyknęłam za nim, gdy odszedł. Po prostu siedziałam, czując, jak mój najpiękniejszy dzień wżyciu, rozsypuje się na kawałki. Zanim do mnie dotarło, co się dzieje, usłyszałam, że ktoś mnie dotyka. Matka. Objęła mnie teatralnie, tak żeby wszyscy widzieli, i szepnęła mi do ucha:
– To wszystko dla twojego dobra.
Nie od razu zrozumiałam, co powiedziała. Słowa matki, choć wypowiedziane cicho, odbiły się echem w mojej głowie. Odsunęłam się gwałtownie, patrząc na nią z niedowierzaniem.
– Co ty powiedziałaś? – wyszeptałam, choć czułam, że głos mi drży.
Ona to zrobiła
Uśmiechnęła się, ale tylko ustami. Jej oczy były zimne, pozbawione współczucia.
– Nie teraz – powiedziała spokojnie, jakby uciszała rozkapryszone dziecko. – Nie rób scen.
Scena już się działa. Wszyscy goście patrzyli na mnie. Niektórzy szeptali coś do siebie, inni unikali mojego wzroku. Widziałam kuzynkę, która nerwowo poprawiała sukienkę, jakby sama czuła się zawstydzona. Wujka, który pokręcił głową, jakby właśnie potwierdziło się wszystko, co podejrzewał.
Czułam, jak policzki mnie pieką. To było gorsze niż ból, gorsze niż złość. Stałam w centrum własnego upokorzenia, w białej sukni, która nagle wydawała się obca. Zrobiłam krok w stronę drzwi.
– Paulina – matka chwyciła mnie za rękę.
Wyrwałam się.
– To ty, prawda? – syknęłam tak, żeby tylko ona mogła mnie usłyszeć. – To ty to zrobiłaś?
Przez chwilę milczała. Potem westchnęła i wzruszyła ramionami, jakby właśnie przyznała się do czegoś zupełnie błahego.
– Może to nie był ten jedyny?
Poczułam, jak w gardle rośnie mi gula.
– Jak mogłaś… – wyszeptałam.
– Kiedyś mi podziękujesz – powiedziała, patrząc na mnie uważnie. – Teraz tego nie widzisz, ale zrobiłam to dla ciebie.
Nie wytrzymałam
Odwróciłam się i wybiegłam. Za plecami słyszałam czyjeś kroki. Nie obchodziło mnie to. Musiałam wyjść, oddychać, odciąć się od tego koszmaru. Szłam przed siebie, nie zastanawiając się, dokąd. W końcu usłyszałam swoje imię.
– Paulina!
To była Oliwia, moja najbliższa przyjaciółka. Zatrzymała się kilka kroków ode mnie.
– Wsiadaj do samochodu – powiedziała tylko.
Nie protestowałam. Kilka minut później siedziałyśmy na parkingu, a Oliwia wcisnęła mi w ręce chusteczki i butelkę wody.
– Musisz mi powiedzieć, co się stało – powiedziała łagodnie, ale stanowczo. – Ludzie gadają. Jedni mówią, że Tomasz dostał jakiś list, inni, że ktoś mu coś powiedział…
– Ktoś wysłał Tomaszowi wiadomości z mojej skrzynki. Było w nich, że go nie kocham. Że tak naprawdę wciąż myślę o Adamie.
Przez chwilę panowała cisza. Oliwia wpatrywała się we mnie z kamienną twarzą.
– To nie mogło być przypadkowe.
– Wiem – przyznałam cicho. – I myślę, że wiem, kto za tym stoi.
– Twoja matka.
Nie musiałam nic mówić
– Nigdy go nie akceptowała – powiedziałam bardziej do siebie.
– To jeszcze nie dowodzi, że to ona. Ale sprawdzimy to – Oliwia sięgnęła po telefon. – Pokaż mi te maile.
Drżącymi palcami odblokowałam skrzynkę. Były tam. Wysłane z mojego adresu, na pierwszy rzut oka wyglądały autentycznie. Ale kiedy zaczęłyśmy je czytać uważniej, coś zaczęło mi nie pasować.
– Nie używam takich zwrotów – powiedziałam nagle, czując, jak serce zaczyna mi bić szybciej. – Nie piszę w ten sposób.
– Musimy sprawdzić, skąd zostały wysłane. Jeśli ktoś się włamał na twoje konto, będzie po tym ślad.
Nie wiedziałam, jak to zrobić, ale Oliwia miała znajomego, który znał się na takich rzeczach. Jeszcze tego samego dnia dostałam odpowiedź. Wiadomości nie były wysłane z mojego komputera ani telefonu. Ktoś podszył się pod mój adres, a ślad prowadził do konta założonego kilka tygodni temu.
Nie darowałam jej
Wpadłam do domu matki bez zapowiedzi. Siedziała w salonie z filiżanką herbaty, jakby nic się nie stało.
– To byłaś ty – rzuciłam ostro.
– O czym ty mówisz, dziecko?
– Nie udawaj. Podrobiłaś maile, zniszczyłaś mój ślub!
Westchnęła ciężko.
– Kiedyś mi podziękujesz. On nie był dla ciebie.
Zacisnęłam pięści.
– Zrujnowałaś mi życie!
Wzruszyła ramionami.
– Lepiej teraz niż później.
Patrzyłam na nią, czując lodowate ukłucie w sercu. Nie żałowała niczego.
– Nie wybaczę ci tego – wyszeptałam i wybiegłam.
Tomek nie odbierał moich telefonów. W końcu poszłam do niego osobiście. Otworzył drzwi, ale nie zaprosił mnie do środka.
– Muszę ci coś pokazać – powiedziałam, podając mu dowody. – Moja matka to zrobiła.
Czytał w milczeniu. Widziałam, jak zaciska szczękę.
– Nie wiem, co mam myśleć – powiedział w końcu.
– Myśl o tym, że cię kocham – odpowiedziałam drżącym głosem.
Wszystko zniszczyła
Spojrzał na mnie z bólem.
– To było dla mnie za dużo. Straciłem do ciebie zaufanie.
Serce mi pękło.
– Ale to nie moja wina!
– Wiem… ale to nie zmienia faktu, że nie potrafię już być z tobą tak, jak wcześniej.
Łzy napłynęły mi do oczu.
– Więc to koniec?
Nie odpowiedział.
Mijały tygodnie. Próbowałam do niego dzwonić, pisać, prosić o rozmowę, ale on nie chciał już niczego naprawiać. W końcu dowiedziałam się, że wyjechał za granicę. Po prostu zniknął z mojego życia.
Matka próbowała się ze mną kontaktować, ale nie odbierałam. Dla mnie już nie istniała. Nie mogłam wybaczyć jej tego, co zrobiła. Zniszczyła miłość, której sama nigdy nie potrafiła zrozumieć. Miłość można zniszczyć jednym słowem. A najgorsze jest to, że to słowo padło z ust osoby, która powinna mnie kochać najbardziej.
Paulina, 31 lat
Czytaj także:
„Teściowa nakryła mnie na igraszkach z kochankiem. Jej zemsta była zimna jak kostka masła prosto z lodówki”
„Płaciłem rachunki za moją matkę, bo chciałem być dobrym synem. Gdy raz odmówiłem, zrobiła z mojego życia piekło”
„Dzień Kobiet zawsze mnie stresuje. Teściowa i matka przychodzą się najeść za darmo, ale w tym roku to już przesadziły”