„Matka całe życie udawała, że w domu panuje sielanka, a to była melina. Nie chciałam skończyć na dnie jak ojciec”
„Mama stała w progu pokoju i szlochała. – Co za wstyd, Boże, co za wstyd… – Mamo, jaki wstyd? Już za późno na wstyd. Ojciec pije na potęgę nie od wczoraj i większość sąsiadów zdaje sobie z tego sprawę. Doskonale wiedzą, że mają pod pod bokiem patologię”.

Obudziło mnie walenie w drzwi. Odruchowo spojrzałam na zegarek, z którym się nie rozstawałam. To była jedyna cenna rzecz, którą mamie udało się ocalić. Tylko tego zegarka ojciec nie przepił. Kiedy skończyłam piętnaście lat, mama uznała, że jestem już dość duża, by o niego zadbać. Wiekowe cacko ze złotą tarczą nie robiło na nikim wielkiego wrażenia, chociaż w środku kryło się kilkanaście rubinów. To była moja scheda po prababci.
Kolejna awantura
Walenie w drzwi nie ustawało, choć dochodziła już północ. Wstałam i poszłam do przedpokoju. Doskonale wiedziałam, kto się tak dobija. W przerwach między kolejnymi seriami uderzeń w domu zapadała absolutna cisza, ale byłam pewna, że mama też już nie śpi. Podobnie jak najbliżsi sąsiedzi. Słyszałam, jak ktoś próbował uspokoić mojego ojca, co wywołało następną falę wyzwisk i łomotania. Ktoś inny krzyknął:
– Wpuśćcie go, do cholery!
Mądrala! Zamiast drzeć się na nas, mógłby nam pomóc i wezwać policję!
W końcu pojawiła się mama i podeszła do drzwi. Złość na bierność sąsiadów sprawiła, że niemal w ostatniej chwili zablokowałam jej drogę.
– Odsuń się – powiedziała zrezygnowana.
– Nie! – syknęłam. – Niech tam zostanie. Jak będziemy miały szczęście, to może spadnie ze schodów.
– Nie mów tak…
– Czemu nie? – zacisnęłam zęby ze złości.
Nienawidziłam tego jej absurdalnego zachowywania pozorów.
Niedawno zamiast lekcji WF-u zorganizowano nam warsztaty z profilaktycznego programu „Siedem kroków”, który próbowałam zastosować w naszym domu. Matka niby przyznawała mi rację, że ojciec najpierw musi spaść na dno, żeby w ogóle mogło być lepiej. Ale potem przychodziła sytuacja taka jak ta i znowu była jak bezwolna owca…
Minął blisko kwadrans i ojciec jakby się uspokoił. Spojrzałam w wizjer. Nie widziałam go. Pewnie się osunął po ścianie na posadzkę. Może zasnął na klatce? Policja też się nie zjawiała. Może to i lepiej? Gliniarze zabraliby ojca na izbę wytrzeźwień, a to najdroższy hotel w mieście. Dość mieliśmy długów. Zaprowadziłam mamę do łóżka i sama w końcu też się położyłam.
Młody sąsiad wcale nie był lepszy
Ledwie zasnęłam, gdy rzeczywistość znów się brutalnie objawiła. Ktoś się śmiał na klatce schodowej, idąc hałaśliwie na górę. Wiedziałam, co to znaczy. Skończyła się piątkowa noc i sąsiad, kilka lat starszy ode mnie, wracał z imprezy. Równie pijany jak mój ojciec, ale na dokładkę dużo bardziej agresywny i silniejszy.
– Znowu tutaj? – usłyszałam donośny męski głos.
– Pokaż pan wreszcie tym babom, kto rządzi w chacie!
Stanęłam przy drzwiach, patrząc przez wizjer i podsłuchując, co się dzieje. Ojciec coś mruczał niewyraźnie, a chłopak wciąż go podburzał. We mnie krew buzowała z gniewu i ze strachu. O ile potrafiłam przewidzieć zachowanie ojca, o tyle Czarek był dla mnie zagadką.
Pomógł wstać mojemu ojcu i – jak zobaczyłam przez judasza – teraz obaj stali przed naszymi drzwiami.
Zmroziło mnie. Czułam, że zaraz znów wybuchnie awantura, i to znacznie gorsza niż poprzednia. Nie myliłam się. Zniosłabym drugą rundę walenia w drzwi. I pewnie nawet powstrzymałabym mamę przed ulitowaniem się nad ojcem. Ale jeśli do akcji włączył się młody, agresywny sąsiad, to przecież mogło być różnie.
Trochę się bałam
Czarek nie przebierał w słowach. Kiedy na chwilę przestał, znowu usłyszałam któregoś z sąsiadów krzyczącego, żeby się uspokoili.
Mama stała w progu pokoju i szlochała.
– Co za wstyd, Boże, co za wstyd…
– Mamo, jaki wstyd? Już za późno na wstyd. Ojciec chleje na potęgę nie od wczoraj i większość sąsiadów zdaje sobie z tego sprawę. Doskonale wiedzą, że mają pod pod bokiem patologię.
– Nie waż się tak mówić!
– Dlaczego, skoro to prawda? – syknęłam.
Czemu to na mnie była zła? Czemu na mnie krzyczała tym swoim znękanym głosem? Czemu nie przeklinała tego pijanego drania? Czemu chciała go wpuścić w takim stanie do domu? Nieważne, co nam zrobi, ważne, żeby sąsiedzi nie widzieli?!
Tymczasem rozległa się kolejna seria natarczywego łomotania. Przykleiłam oko do wizjera i z przerażeniem patrzyłam, jak Czarek staje pod przeciwległą ścianą, pochyla się… i rusza. Naraz usłyszałam czyjeś kroki, a potem na klatce schodowej zapadła niemal grobowa cisza. Wyjrzałam przez judasza…
Czarek skapitulował
Naprzeciw Czarka stał jego ojciec. Pan Jerzy był żołnierzem na emeryturze i nie tolerował awanturowania się. Niestety, jego syn dorastał bez ojca. Pan Jerzy dawniej ciągle był na jakichś misjach i przegapił moment, kiedy Czarek z samotnego chłopca zmienił się w chuligana. Niemniej młody osiłek, nawet napastliwy i pijany, czuł respekt przed ojcem. Skulił się i zrobił jakby mniejszy.
Na jedną chwilę odsunęłam się od drzwi, oddychając z ulgą, i to wystarczało, by mama ogłosiła kapitulację.
– Dość tych awantur na dzisiejszą noc – powiedziała i usłyszałam charakterystyczny szczęk przekręcanego zamka.
– Cholera jasna! – warknęłam, kiedy ojciec przetoczył się przez próg mieszkania.
Na zewnątrz pan Jerzy też nie promieniał szczęściem.
– Marsz do domu, gówniarzu! – rozkazał.
Czarek mruknął coś pod nosem.
– Coś ty powiedział?! – sąsiad wziął się pod boki.
– Tak jest… – wymamrotał chłopak.
Kiedy zobaczyłam skruszonego Czarka, coś we mnie wstąpiło. Wyszłam na klatkę i trzasnęłam go z całej siły w twarz. Zamachnęłam się drugi raz, ale chłopak zdążył zrobić unik. Co gorsza, wyglądało na to, że na powrót go rozjuszyłam.
A potem się wściekł
Zasłoniłam się lewym ramieniem i jego pięść trafiła prosto w mój nadgarstek. Ten z zegarkiem. Pasek się urwał i mój mały skarb gruchnął o twarde podłoże. Szkiełko osłaniające tarczę rozbiło się w drobny mak, delikatne wskazówki wypadły nie wiadomo gdzie.
Odruchowo skuliłam ramiona, ale na szczęście pan Jerzy czuwał. Kątem oka zarejestrowałam szybki ruch – podciął Czarkowi nogi i wściekły chłopak upadł na kolana. Wykręcił synowi ramię do tyłu i wywindował go do pionu. Patrzyłam zafascynowana, wstrzymując oddech. Na chwilę świat ograniczył się do tych kilku błyskawicznych ruchów, które wystarczyły, by spacyfikować agresywnego, pijanego byczka. Pan Jerzy zaciągnął zgiętego wpół syna na górę.
Ja znowu zaczęłam oddychać. Mama w domu próbowała rozebrać mamroczącego przekleństwa ojca i położyć go spać. Uklękłam, by poszukać złotych wskazówek. Centymetr po centymetrze macałam lastryko. Po długich minutach, z pokaleczonymi od okruchów szkła opuszkami, za to ze wszystkimi elementami mojego skarbu, wróciłam do domu.
Coś we mnie pękło
Tej nocy już nie spałam. Schowałam rozbity zegarek, a potem zajęłam się opatrywaniem palców i pielęgnowaniem potęgującej się we mnie złości. Na ojca, na Czarka, na siebie, że dopuściłam do tej straty, i w ogóle na cały świat. Jeśli nie da się naprawić zegarka, to chyba eksploduję i zrobię coś naprawdę okropnego!
Zegarmistrz powiedział, że uratuje mój skarb, ale mimo to wściekłość mnie nie opuszczała. Coś we mnie pękło wraz ze szkłem zegarka, pojawiła się rysa na tamie samokontroli i czułam, że muszę dać upust kotłującym się we mnie emocjom. Inaczej wybuchnę albo… zacznę się znieczulać w najszybszy z dostępnych sposobów, czyli tak jak ojciec.
Byłam dzieckiem alkoholika. Mogłam sobie obiecywać, że nigdy nie stanę się taka jak on, ale to bardziej skomplikowane. Może nie mam genu pijaństwa, ale warunki kształtują świadomość, poza tym istnieje coś takiego jak biologiczna podatność, a to już można odziedziczyć. Mówili nam o tym na tamtych warsztatach w szkole. Rumieniłam się wtedy okropnie, bo miałam wrażenie, że te słowa są kierowane głównie do mnie.
Piekielnie się wstydziłam i zarazem bałam się, że naprawdę skończę jak mój zapijaczony stary albo jak moja matka – pokorna, bezradna żona pijaka.
Znalazłam w sobie siłę
Dlatego musiałam coś wymyślić. Nie chciałam już nigdy więcej czuć się tak bezradna i przerażona jak wtedy, gdy Czarek próbował sforsować drzwi do naszego mieszkania.
Gdy wracając od zegarmistrza, spotkałam pod blokiem pana Jerzego, uznałam, że opatrzność wskazuje mi kierunek.
– Czy mógłby mnie pan wyszkolić? – spytałam na dzień dobry.
– Co takiego? – nie zrozumiał.
– Wyszkolić. Na żołnierza. Albo chociaż na tyle, żebym była w stanie się sama obronić.
Pan Jerzy popatrzył na mnie tak, jakby chciał przewiercić mój mózg. Poczułam zimny pot na plecach, ale nie uciekłam spojrzeniem. Byłam zdecydowana i zdesperowana. Nagle jego wzrok złagodniał.
– Dobrze, moje dziecko. Kiedy chcesz zacząć?
Pierwszy raz słyszałam, żeby pan Jerzy zwrócił się do kogoś tak ciepło.
– Najlepiej od razu – bąknęłam. – Poproszę.
Nikt już mnie nie skrzywdzi
Po wielu miesiącach treningów, kiedy już skończyłam osiemnaście lat, pan Jerzy zaproponował, żebym zapisała się na kurs dla przyszłych instruktorów samoobrony. Długo się zastanawiałam, po co właściwie miałabym tam chodzić. Sąsiad powiedział, że na tym kursie będą nie tylko zajęcia ze sztuk walki, ale także indywidualne rozmowy z terapeutami. Tym bardziej nie paliło mi się, by w tym uczestniczyć. Po co mi jakieś rozmowy, skoro już dostałam to, czego potrzebowałam? Teraz muszę tylko doskonalić technikę, ćwiczyć refleks oraz
czujność.
Pan Jerzy przekonywał mnie jednak, żebym spróbowała.
– W każdej chwili możesz zrezygnować. Ale pamiętaj, że idziesz tam dla siebie, nie dla kogoś innego.
Nie wiem, może czuł się winny, że poniósł porażkę w wychowaniu Czarka, więc chciał się zrehabilitować w taki sposób. Tak czy siak, jestem mu wdzięczna. Stał się dla mnie kimś więcej niż trenerem – wspierał mnie, doradzał mi, beształ, gdy trzeba, chwalił, gdy zasłużyłam – był jak ojciec, którego tak naprawdę nigdy nie miałam.
Kiedy zdobyłam dyplom instruktora, zatrudniłam się w ośrodku szkoleniowym i już po kilku miesiącach praktyki zorganizowałam specjalne kursy dla kobiet. Po paru latach otworzyłam własną szkołę z kursami samoobrony i różnymi formami terapii, między innymi „Siedmiu kroków”, które dla mnie stały się punktem wyjścia do wyrwania się z meliny i złego życia.
Czytaj także: „Wolałam grać trudną do usidlenia, zamiast mieszkać z chłopakiem. Szybko zmienił mnie na taką bez archaicznych poglądów”
„Mąż zgubił naszą córeczkę w lesie. Byłam przerażona i wiedziałam, że jeśli coś się jej stanie, nigdy mu nie wybaczę”
„Bracia opiekowali się mną po śmierci rodziców, ale nie rozumieli, że chcę mieć swoje życie. Musiałam odciąć pępowinę”

