„Mama z siostrą zrobiły z mojego mieszkania hotel na ferie. Gdy poprosiłam o kasę, nazwały mnie egoistką”
„– Chcę tylko żebyśmy się podzieliły kosztami. Ja tu mieszkam sama, rachunki mam skalkulowane pod siebie. A teraz... – powiedziałam. – Julka, co z tobą? – wtrąciła Majka, siorbiąc kawę. – Serio chcesz kasy od rodziny?”.

Kiedyś myślałam, że najważniejsze to mieć własne mieszkanie. Swój kąt, ciszę, miejsce, w którym nikt mnie nie ocenia i nie komentuje, że „trzydzieści pięć lat, a nadal bez męża i dzieci”. Długo o to walczyłam. Kredyt, praca zdalna jako freelancerka, godziny nad projektami, samotne wieczory z serialami i cichą muzyką. Ale było mi dobrze. Lubiłam moją rutynę: poranną kawę w szlafroku, robienie jogi na środku salonu, długie rozmowy z przyjaciółką przez telefon. I świadomość, że nikt mi nie wchodzi w życie drzwiami i oknami.
Owszem, czasem byłam samotna. Czasem zazdrościłam Majce – mojej młodszej siostrze – że wciąż ma mamę na co dzień, że ktoś jej pierze, gotuje, przypomina o wszystkim. Ale szybko przypominałam sobie, jak to jest być „Julcią, co zawsze sobie poradzi”. I jak to boli, kiedy jesteś dostępna dla wszystkich, ale nikt nie widzi, że ty też czasem chcesz, żeby ktoś się tobą zaopiekował. Nauczyłam się odcinać. Przynajmniej tak myślałam. Dopóki nie usłyszałam w słuchawce słów mamy:
– Julcia, na ferie wpadamy do ciebie z Majką i dziećmi. Będziemy tydzień. Zrobiłam już listę rzeczy do zabrania.
Zrobiło mi się zimno. Nie zapytała. Po prostu mi oświadczyła.
Nikt nie zapytał o zgodę
– Będziemy tydzień. Zrobimy pierogi, może wyciągniemy planszówki. Tyle czasu się nie widzieliśmy! – kontynupwała.
Siedziałam z kubkiem kawy przy komputerze, akurat kończyłam projekt dla klienta z Berlina. Spojrzałam na telefon, nie wierząc do końca w to, co słyszę.
– Mamo... chwila. Jak to wpadacie? Kiedy?
– No przecież ferie się zaczęły. Za dwa dni. Pociąg już mamy zaklepany, Majka bierze z pracy wolne. Zrobisz miejsce, prawda? W salonie się rozłożymy.
– Mamo, ale... nie rozmawiałyśmy o tym. Ja mam pracę. Klientów. Mam swoje życie, halo?
– Oj Julcia, przecież i tak jesteś sama. Nawet nie musisz z łóżka wychodzić, tę twoją grafikę można robić w piżamie. A dzieci potrzebują śniegu, a nie Krakowa! No i nie przesadzaj, przecież to tylko rodzina.
Zaniemówiłam. Trzymałam telefon, jakby ważył tonę. Mama mówiła dalej, podekscytowana, rzucając, że „Majka już kupiła bilety, więc nie odwoła”, „przywieziemy bigos”, „może byś upiekła swoją drożdżówkę”.
Ja tymczasem patrzyłam w ścianę. Moje mieszkanie – moja bezpieczna przestrzeń – właśnie przestawała nią być. Bez pytania. Bez zgody. Bo przecież ja zawsze się zgodzę, prawda?
To było uczciwe rozwiązanie
Pierwsza noc była nieprzespana. Dzieci Majki biegały do północy, Majka gadała przez telefon, a mama postanowiła przemeblować moją kuchnię, bo tak będzie praktyczniej. Mój komputer stał zamknięty w sypialni – jedynej przestrzeni, której nie oddałam. Jeszcze.
Następnego dnia, przy śniadaniu, zebrałam się na odwagę. Wzięłam głęboki wdech.
– Mamo, słuchaj... Możemy pogadać?
– Ojej, tylko nie mów, że mleko się skończyło – zaśmiała się, krojąc chleb. – Już dodałam do listy.
– Nie, chodzi o to, że... No, wszystko kosztuje. Prąd, gaz, woda, jedzenie dla pięciu osób. Ja naprawdę nie jestem w stanie sama tego pokryć. Może mogłybyście się dołożyć?
Mama zamarła. Odłożyła nóż i spojrzała na mnie jak na obcą.
– Ty... chcesz od nas pieniędzy?
– Chcę tylko żebyśmy się podzieliły kosztami. Ja tu mieszkam sama, rachunki mam skalkulowane pod siebie. A teraz...
– Julka, co z tobą? – wtrąciła Majka, siorbiąc kawę. – Serio chcesz kasy od rodziny?
– Rodzina, która nie zapytała mnie, czy może przyjechać – syknęłam.
– Wiesz co? – mama wstała gwałtownie. – Zawsze byłaś zimna. Oziębła. Teraz widzę, że to nie przez życie. Ty po prostu taka jesteś. Egoistka.
I wyszła z kuchni. A ja zostałam – z rękami drżącymi nad stołem, z gulą w gardle, z poczuciem, że znowu wszystko jest moją winą.
Pokłóciłyśmy się
– Ale co się stało? – zapytała Majka, udając zdziwienie. – Serio się obraziłaś o to, że dzieci zjadły ci płatki?
Stałam w progu kuchni. Mama siedziała już w salonie, z obrażoną miną wertując jakąś gazetę, jakby nie słyszała, że właśnie toczy się rozmowa o niej.
– Nie chodzi o płatki. Chodzi o to, że zrobiłyście sobie z mojego mieszkania hotel, nie pytając mnie o zdanie. A kiedy mówię o podstawowych kosztach, słyszę, że jestem wyrachowana i zimna.
– Bo tak się zachowujesz! – wrzasnęła mama, zrywając się z kanapy. – Zawsze byłaś chłodna, wiecznie trzymałaś dystans. Jakbyśmy byli dla ciebie tylko kulą u nogi!
– Naprawdę? – poczułam, że coś we mnie pękło. – Bo ja pamiętam inaczej. Pamiętam, że jak byłam chora, to sama sobie parzyłam herbatę, bo „mama musi zająć się Majką”. Pamiętam, że zawsze mogłam być tylko pomocna, cicha i samodzielna. Nigdy nikt nie zapytał mnie, czy też potrzebuję wsparcia.
Mama zbielała na twarzy. Majka prychnęła.
– Ty? Pokrzywdzona? Mieszkasz sama, masz spokój, swoje życie, pracę z domu. A my? Wiecznie harujemy. Ale ty zawsze masz jakieś „ale”. Nigdy nie wystarcza.
– Bo nigdy nie chodzi o mnie! – krzyknęłam. – Jestem tu tylko po to, żeby dawać. Bez pytania, bez słowa. Zawsze tylko bierzecie!
Zapanowała cisza. Dzieci Majki patrzyły na mnie z szeroko otwartymi oczami. Ojciec milczał, jak zawsze. A ja… ja wybiegłam do łazienki, zamknęłam drzwi i pierwszy raz od dawna rozpłakałam się jak dziecko.
Siostra mnie nie rozumiała
Z łazienki wyszłam dopiero po godzinie. Ślady łez i tak zdradzały więcej, niż bym chciała. W kuchni Maja siedziała sama, dłubiąc widelcem w resztkach makaronu. Mama i ojciec wyszli gdzieś z dziećmi – może na spacer, może po to, by nie patrzeć mi w oczy.
Usiadłam naprzeciwko niej. Chciałam wyjaśnić. Wytłumaczyć, że to nie pieniądze mnie zabolały, tylko sposób, w jaki zostałam potraktowana. Ale zanim zdążyłam otworzyć usta, Maja podniosła na mnie wzrok. I rzuciła to zdanie:
– Zawsze miałaś wszystko, a teraz płaczesz o wodę i prąd?
– Co proszę?
– No powiedz, nie było tak? Zawsze byłaś tą lepszą. Studia dzienne, mieszkanie własne, praca w domu, swoboda. Mama cię stawiała za wzór, a my musiałyśmy radzić sobie same.
– Maja, ty żartujesz?
– Nie. Ty po prostu nie widzisz, jak wiele miałaś. I że nie każdy może tak sobie wybrać spokój. My musimy żyć razem. Rodziną.
– Tylko że nikt nie pytał mnie, czy ja też chcę być częścią tej rodziny. Ja po prostu mam być dostępna, bo tak wypada. Mam dbać, gościć, zrzucać się i milczeć.
– Bo zawsze miałaś wszystko – powtórzyła, tym razem ciszej.
Pokręciłam głową. W tej chwili zrozumiałam, że moja siostra nigdy nie widziała mnie taką, jaką jestem naprawdę. Widziała tylko obrazek. Silną. Samodzielną. Bez potrzeb. A ja całe życie czekałam, aż ktoś zapyta: „A ty, Julka? Jak się czujesz?”
Byłam stanowcza
W nocy nie mogłam zasnąć. Przekręcałam się z boku na bok, słysząc zza ściany ciche rozmowy mamy z Majką, jakby właśnie omawiały sposób, w jaki powinnam „się ogarnąć”. Przez chwilę chciałam wstać, wejść tam i powiedzieć, co naprawdę myślę, ale coś mnie powstrzymało. Zamiast tego wstałam rano, zanim ktokolwiek zdążył się obudzić, i zrobiłam sobie kawę. Taką, której nikt mi nie wypił i nie rozcieńczył mlekiem dla dzieci. A potem zamknęłam się w sypialni.
Kiedy później wszyscy wrócili z kolejnego spaceru, już wiedziałam, co zrobię.
– Musimy porozmawiać – powiedziałam stanowczo, stając na środku salonu.
Mama spojrzała na mnie z niechęcią, jakby oczekiwała kolejnej awantury. Maja przewróciła oczami, a dzieci wbiegły do kuchni, nieświadome napięcia.
– Chcę, żebyście się spakowali. Dzisiaj. Dzwoniłam do pensjonatu, mają wolne miejsca. Rezerwuję wam dwie noce.
– Co?! – wybuchła mama. – Wyrzucasz nas?!
– Tak. Bo to moje mieszkanie. Mój dom. I moje granice. A wy je właśnie przekroczyłyście. Mam prawo do przestrzeni. I do szacunku.
Zapadła cisza. Maja otworzyła usta, jakby miała zaraz coś powiedzieć, ale ojciec uniósł dłoń. Po raz pierwszy się odezwał.
– Masz prawo, Julka. Przepraszam, że nic nie powiedziałem wcześniej.
Patrzyliśmy na siebie chwilę. Cicho. Prawdziwie. Mama nic nie odpowiedziała. Wyszła z pokoju, jakby to ona była ofiarą. Ale ja już nie czułam winy. Czułam ulgę. I strach, tak, ale też spokój. Taki, jakiego nie czułam od lat.
Julia, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż prowadzi firmę i nie dzieli się pieniędzmi. Ja płacę rachunki, a on inwestuje w przyszłość”
- „Po 5 latach nieobecności mąż stanął w moich drzwiach cały zmarznięty. Nie miałam serca go wyrzucić i to był błąd”
- „Myślałam, że z teściową nadajemy na tych samych falach. Wystarczyło 1 zdanie, abym szybko odkryła jej prawdziwą twarz”

