„Mama kazała mojej córce zmywać naczynia po wszystkich. Chce ją wychować na służącą, a ja na to nie pozwolę”
„– Wychowasz ją na księżniczkę i zobaczysz, co z niej wyrośnie. Będzie ci wchodzić na głowę. A potem zostaniesz z ręką w nocniku, bo ani chłopa nie znajdzie, ani roboty. Wszystko przez to wasze nowoczesne wychowanie”.

Od kiedy ojciec Zosi wyjechał zagranicę i przestał się odzywać, jestem z tym wszystkim sama – z wychowywaniem, martwieniem się, gotowaniem, opłacaniem rachunków i tłumaczeniem mojej córce świata, który sama czasem ledwo rozumiem. Zosia to mądra dziewczyna. Czasem aż za bardzo. Bystra, wygadana, nie daje sobie w kaszę dmuchać. I chyba właśnie to najbardziej przeszkadza mojej matce, Grażynie.
Grażyna… nie wiem, jak ją opisać. Wychowała mnie twardą ręką, wszystko zawsze musiało być „jak należy”, a „należy” oznaczało, że dziewczynki siedzą prosto, nie pyskują i zdejmują fartuszek dopiero wtedy, gdy kuchnia błyszczy. Dla niej kobieta ma być cicha, zaradna i posłuszna. Najlepiej – mężowi. A jak męża nie ma, to chociaż Bogu i tradycji.
Staram się wychowywać Zosię inaczej. Daję jej przestrzeń, słucham. Ale przy każdej wizycie u mojej matki czuję się znów jak ta cicha dziewczynka z warkoczami, co spuszczała wzrok przy stole. Dziś znowu do niej jedziemy – rodzinny obiad w sobotnie popołudnie. Matka jak zwykle zrobi rosół i mięso w sosie. Zosia się cieszy – lubi babcine jedzenie. Nie wie jeszcze, że za tym rosołem idzie cały pakiet starych przekonań. A ja… ja wciąż nie nauczyłam się jej przed nimi chronić.
Córka sprzeciwiła się
– No to do kuchni, młoda damo. Trzeba pozmywać po wszystkich – oznajmiła Grażyna tonem nieznoszącym sprzeciwu, odstawiając pusty talerz na stół. – Kobieta powinna znać swoje miejsce.
Zosia spojrzała na mnie z niedowierzaniem. Szukała w moich oczach potwierdzenia, że to żart. Ale ja zamarłam. Ile razy ja to słyszałam w dzieciństwie?
– Dlaczego tylko ja mam zmywać? – spytała moja córka, prostując się. – Czemu chłopcy nigdy nic nie robią?
Grażyna parsknęła. – Bo jesteś dziewczyną. Kiedyś ci się to przyda. Nie będziesz miała męża, jak nie będziesz umiała zadbać o dom.
– A co, jak nie chcę mieć męża? – Zosia uniosła brwi. – I umiem dbać o dom. Ale dlaczego mam zmywać po wszystkich?
– Nie pyskuj – syknęła matka. – W naszym domu dzieci słuchają starszych.
Ja milczałam. Pochyliłam głowę nad filiżanką, udając, że dolewam sobie herbaty. Bałam się spojrzeć córce w oczy. Zawstydzona. Sparaliżowana tym głosem, który przez lata mówił mi, że moje zdanie nic nie znaczy.
Zosia odsunęła krzesło. Wstała gwałtownie.
– Nie mam ochoty zmywać za wszystkich. Nie jestem służącą. – I wyszła z kuchni, zostawiając po sobie echo talerzy i niedopity kompot.
Matka prychnęła.
– No ładnie ją wychowałaś.
Zawstydzona, bez słowa zabrałam się za zmywanie. Jak kiedyś. Jak zawsze.
Pokłóciłam się z córką
Zosia nie odezwała się do mnie przez całą drogę powrotną. Siedziała z założonymi rękami, patrząc przez okno, z twarzą jak z kamienia. Milczenie w samochodzie było nieznośne. Ledwo zamknęłyśmy drzwi mieszkania, wybuchła.
– Dlaczego nic nie powiedziałaś?! – krzyknęła, zrzucając kurtkę na podłogę. – Pozwoliłaś jej mnie traktować jak jakąś służącą!
– Zosiu… Ja…
– Co?! – przerwała mi. – Że „babcia jest specyficzna”? Serio? Ty też tak uważasz? Że moim miejscem jest kuchnia?
– Nie, oczywiście, że nie! – odpowiedziałam zbyt szybko, zbyt nerwowo. – Po prostu… nie wiedziałam, co powiedzieć.
– Nie wiedziałaś?! To twoja matka. A ja jestem twoją córką! Miałam wrażenie, że jesteś po jej stronie.
Zamilkłam. Zosia patrzyła na mnie z mieszaniną zawodu i złości.
– Ty wiesz, co ona mi powiedziała? Że nie znajdę męża, jak nie będę zmywać. A ja nawet nie wiem, czy chcę jakiegoś męża! Ja nie chcę być taka jak ona. Ani jak ty.
Te słowa uderzyły mnie mocno. Zabolały. Ale miała rację. Ja też przez całe życie uczyłam się siedzieć cicho. I właśnie w tej chwili uświadomiłam sobie, że muszę przerwać to milczenie. Dla niej.
Zosia zatrzasnęła drzwi swojego pokoju. Ja usiadłam w kuchni, sama, i poczułam, jak coś we mnie pęka. Muszę wrócić do matki. I powiedzieć, co myślę. Po raz pierwszy.
Powiedziałam, co myślę
Wróciłam do niej następnego dnia. Bez Zosi. Z duszą na ramieniu.
Grażyna otworzyła drzwi jak gdyby nigdy nic.
– O, jednak przyszłaś. Myślałam, że się pogniewałaś, bo twoja córka zachowała się jak księżniczka – powiedziała z ironicznym uśmiechem.
– Muszę z tobą porozmawiać – weszłam do środka. Bez uśmiechu. Bez kurtuazji.
W kuchni pachniało zupą. Moja matka, jak zwykle, gotowała coś, zanim jeszcze dzień się na dobre zaczął. Usiadłam przy stole, tym samym co wczoraj. Ale tym razem nie byłam już tą samą Anną.
– Dlaczego powiedziałaś Zosi, że musi zmywać, bo jest dziewczyną? – zaczęłam spokojnie, ale twardo.
– A co w tym złego? Ty też zmywałaś. I co, źle ci się żyje?
– Źle – odpowiedziałam bez zawahania. – Bo całe życie uczono mnie, że jestem mniej ważna. Że muszę służyć innym. Że moje zdanie się nie liczy. I nie chcę, żeby Zosia przez to przechodziła.
Matka zamilkła na chwilę. Potem prychnęła z pogardą.
– Wychowasz ją na księżniczkę i zobaczysz, co z niej wyrośnie. Będzie ci wchodzić na głowę. A potem zostaniesz z ręką w nocniku, bo ani chłopa nie znajdzie, ani roboty. Wszystko przez to wasze nowoczesne wychowanie.
– Lepiej być księżniczką niż niewolnicą – odpowiedziałam. – A jeśli nie znajdzie męża, to nic. Poradzi sobie. Bo ja ją nauczę, że nie musi się nikomu podporządkowywać, żeby zasługiwać na szacunek.
Grażyna odwróciła wzrok. Po raz pierwszy. Nic już nie powiedziała. Wstałam i ruszyłam do wyjścia. Nie pocałowałam jej w policzek, jak zawsze. Nie rzuciłam „do widzenia”. Trzęsły mi się ręce, ale w środku czułam ulgę. I złość. I smutek. Ale też – siłę.
Miałam złe wspomnienia
Wracając do domu, długo jechałam bez celu. Zatrzymałam się na starym parkingu pod szkołą podstawową. Tą samą, do której chodziłam jako dziecko. I nagle – wszystko wróciło.
Miałam może dziesięć lat, kiedy po raz pierwszy musiałam sama ugotować obiad. Mój młodszy brat leżał na kanapie, oglądał bajki, a mama w pracy. Wtedy uznała, że "pora już, żebyś się nauczyła". Bratu wystarczyło być chłopcem. Mnie – nie. Ja musiałam być kobietą. Od dziecka.
Pamiętam, jak raz po raz słyszałam: "Ty jesteś dziewczynką, ty musisz". Musisz sprzątać. Musisz gotować. Musisz zmywać. Musisz się nie wychylać. A jak próbowałam zaprotestować – kończyło się karcącym spojrzeniem i pełnym zawodu westchnieniem matki. "Z taką postawą nikt cię nie będzie chciał".
Wtedy zaczęłam wierzyć, że miłość trzeba sobie zasłużyć. Że muszę być idealna, grzeczna, użyteczna. Aż w końcu… zaczęłam milczeć. Nawet jak bolało. I teraz widzę – Zosia chce inaczej. I dobrze. Nie chcę jej odebrać tej siły, jak odebrano ją mnie. Nie pozwolę. Nie będę kolejnym ogniwem tego łańcucha. Zamknęłam oczy i złożyłam sobie ciche przyrzeczenie. Choćby cały świat krzyczał, że się mylę – ja stanę po stronie mojej córki.
Wychowuję córkę inaczej
Wieczorem zapukałam do drzwi jej pokoju. Zosia leżała na łóżku, z telefonem w ręce, udając, że mnie nie widzi. Usiadłam ostrożnie na brzegu łóżka.
– Mogę na chwilę? – zapytałam cicho.
Zosia wzruszyła ramionami, ale nie odsunęła się. To już coś.
– Przepraszam – zaczęłam. – Za to, że cię nie obroniłam. Wiem, że to był moment, w którym powinnam była stanąć po twojej stronie. Ale... tam, u babci, ja znowu byłam małą dziewczynką. Tą, co milczy, żeby nie było gorzej.
– Ale ja nie jestem tobą – mruknęła Zosia, wciąż nie patrząc mi w oczy.
– I właśnie dlatego chcę zrobić to, czego mi nikt nie zrobił – powiedziałam spokojnie. – Chcę ci pokazać, że masz prawo być sobą. Mówić, że coś ci się nie podoba. Że nikt nie ma prawa cię zamykać w kuchni tylko dlatego, że jesteś dziewczyną.
Wtedy spojrzała na mnie. Oczy miała zaszklone.
– A jeśli kiedyś też zamilkniesz? Znowu?
Pokręciłam głową.
– Nie. Obiecuję ci, że nigdy więcej cię nie zostawię samej w takiej sytuacji. Nawet jeśli będzie to oznaczać wojnę z babcią.
Zosia usiadła, przytuliła się mocno.
– Teraz jesteś znowu moją mamą – powiedziała cicho.
I wtedy zrozumiałam – może nie naprawię przeszłości, ale mogę zadbać o przyszłość. O nią.
Anna, 39 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż odciął mnie od pieniędzy, bo wolał wydawać na kochankę kochankę. Nie interesuje go, że dzieci nie mają co jeść”
- „Mąż upierał się, że nie stać nas na dziecko. W końcu odkryłam, gdzie znika znaczna część jego wypłaty”
- „Myślałam, że z teściową nadajemy na tych samych falach. Wystarczyło 1 zdanie, abym szybko odkryła jej prawdziwą twarz”

