Reklama

Pisanki stały w równym rządku na stole, a dziewczynki śmiały się, pokazując sobie nawzajem kolorowe wzory. Co chwilę spoglądałam w okno, bo śniadanie wielkanocne było już prawie gotowe, a mój mąż wciąż nie wracał. Wyszedł wieczorem tylko „na chwilę”, mówiąc, że musi coś załatwić. Nie wiedziałam jeszcze, że tej nocy szukał zupełnie innego zajączka, i że za kilka godzin wszystko, co uważałam za pewne, rozsypie się jak skorupka jajka.

Zaczynałam się niepokoić

W kuchni pachniało świeżym chlebem i ciepłą babką. Dzieci siedziały przy stole, a ich palce były całe w farbkach. Maja z dumą podniosła jajko pomalowane w zielone kropeczki.

– Mamo, zobacz! To będzie dla taty! – powiedziała z szerokim uśmiechem.

Uśmiechnęłam się do niej, choć w środku zaczynałam się niepokoić. Spojrzałam na zegar wiszący nad lodówką. Była już prawie ósma rano.

– Na pewno mu się spodoba – odpowiedziałam łagodnie. – Zaraz wróci i zobaczy.

Tak naprawdę powtarzałam to bardziej sobie niż dzieciom. Wyszedł poprzedniego wieczoru, kiedy kończyłam piec sernik. Stał w przedpokoju, poprawiając kołnierz płaszcza.

– Muszę jeszcze podjechać na chwilę do miasta – rzucił wtedy mimochodem.

– Teraz? – zdziwiłam się. – Przecież jutro święta.

– To nic wielkiego. Za godzinę będę z powrotem.

Pokiwałam głową. Znałam go od piętnastu lat i nigdy nie dawał mi powodu, żeby mu nie wierzyć. Ale godzina minęła. Potem druga. Wieczorem wysłałam mu wiadomość. „Gdzie jesteś?”. Odpisał dopiero po dłuższej chwili: „Spokojnie, trochę się przeciągnęło”. Patrzyłam wtedy na ekran telefonu z dziwnym uczuciem. W tej odpowiedzi było coś podejrzanego, choć nie potrafiłam powiedzieć co. Teraz, w wielkanocny poranek, to uczucie wróciło ze zdwojoną siłą.

– Mamo, a tata przyjdzie zanim zjemy? – zapytała cicho Zosia.

Przykucnęłam przy niej i poprawiłam jej sukienkę.

– Oczywiście. Tata tylko się trochę spóźnia.

Właśnie wtedy zadzwonił mój telefon.

Nie potrafiłam już udawać

Serce zabiło mi szybciej. Byłam pewna, że to on, ale na ekranie zobaczyłam imię jego kolegi z pracy – Piotr. Zdziwiona odebrałam.

– Halo?

Po drugiej stronie zapadła chwila ciszy.

– Anka… – odezwał się w końcu niepewnie. – Powinienem był powiedzieć wcześniej.

– Co się stało? – zapytałam, czując, jak żołądek ściska mi się w supeł.

Piotr westchnął ciężko.

– Widziałem wczoraj wieczorem Tomka w restauracji przy rynku.

– No i?

Znów cisza.

Nie był sam.

Zmarszczyłam brwi.

– A z kim?

Słowa, które padły po chwili, brzmiały jak coś zupełnie nierzeczywistego.

– Z tą nową dziewczyną z biura… siedzieli razem przez pół nocy.

Zamarłam. W kuchni dzieci śmiały się, chlapiąc farbą na gazetę rozłożoną na stole. Kolorowe jajka turlały się między kubeczkami z barwnikami. A ja stałam przy oknie z telefonem przy uchu i nagle czułam, jak cały ten świąteczny poranek zaczyna się kruszyć.

– Jesteś pewien? – zapytałam cicho.

– Niestety tak. Nie chciałem ci mówić przez telefon, ale… pomyślałem, że powinnaś wiedzieć.

Nie pamiętam nawet, kiedy zakończyłam rozmowę. Wtedy drzwi wejściowe skrzypnęły. Dzieci natychmiast podniosły głowy.

– Tata! – krzyknęła Maja.

Stałam w kuchni, trzymając jeszcze telefon w dłoni, gdy Tomek wszedł do środka. Wyglądał na zmęczonego, ale próbował się uśmiechnąć.

– Wesołych Świąt – powiedział, stawiając torbę na podłodze.

Przez chwilę patrzyliśmy na siebie w milczeniu. A potem poczułam, że nie potrafię już udawać, że wszystko jest w porządku.

– Gdzie byłeś całą noc, Tomek? – zapytałam spokojnie.

Uśmiech powoli zniknął z jego twarzy. I w tamtej chwili zobaczyłam w jego oczach coś, czego nigdy wcześniej tam nie było. Wahanie.

Odpowiedź była w jego oczach

Tomek zdjął buty powoli. Dzieci podbiegły do niego z pisankami w dłoniach.

– Tato, zobacz! – Maja niemal wcisnęła mu jajko pod nos. – To dla ciebie!

– Piękne – odpowiedział szybko i pogłaskał ją po głowie.

Stałam przy blacie kuchennym z rękami skrzyżowanymi na piersi. Czekałam. Kiedy dzieci wróciły do stołu, znów spojrzałam na męża.

– Pytałam, gdzie byłeś całą noc.

Westchnął i odwrócił wzrok.

– Mówiłem przecież, że miałem sprawę w mieście.

– Całą noc?

Nie odpowiedział od razu. Wziął kubek stojący na stole i nalał sobie herbaty, choć nawet na nią nie spojrzał.

– To się przeciągnęło.

Patrzyłam na niego i przypominałam sobie rozmowę sprzed kilku minut. Głos Piotra w słuchawce. „Nie był sam”. Serce zaczęło mi bić szybciej.

– W restauracji przy rynku też załatwiałeś sprawy?

Tomek podniósł głowę tak gwałtownie, że aż stuknął kubkiem o blat.

– O czym ty mówisz?

O wczorajszym wieczorze.

Przez chwilę w kuchni było słychać tylko stukot łyżeczki w szklance, którą mieszała Maja.

– Ktoś coś ci nagadał? – zapytał w końcu Tomek.

– Ktoś cię tam widział.

Jego twarz nagle stężała.

– Anka…

Byłeś tam z kobietą z pracy?

W tym momencie Zosia podeszła do nas z kolejnym jajkiem.

– Mamo, pomalowałam takie w paski!

Uśmiechnęłam się do niej, choć w gardle miałam twardą kulę.

– Jest śliczne, kochanie. Połóż je na talerzyku.

Dziewczynka posłusznie wróciła do stołu. Kiedy znów spojrzałam na Tomka, wiedziałam już, że odpowiedź jest w jego oczach. Nie zaprzeczył.

To nie będzie zwykły świąteczny poranek

– Powiesz mi prawdę? – zapytałam w końcu cicho.

Przetarł twarz dłonią.

– To nie jest tak, jak myślisz.

Te słowa zabolały mnie bardziej niż cokolwiek innego.

– Więc jak jest?

Milczał.

– Tomek.

W końcu oparł się o ścianę i spuścił wzrok.

Spotkałem się z nią – powiedział bardzo cicho.

Miałam wrażenie, że ktoś nagle wyłączył wszystkie dźwięki w domu.

– Spotkałeś się… – powtórzyłam powoli.

– To tylko rozmowa.

Całą noc?

Nie potrafił odpowiedzieć. Maja spojrzała na nas z drugiego końca stołu.

– Mamo, dlaczego jesteście tacy poważni?

Wzięłam głęboki oddech.

– Nic się nie dzieje, kochanie.

Tomek nagle zrobił krok w moją stronę.

– Anka, to nie było zaplanowane. Po prostu… zaczęliśmy rozmawiać i…

– I zapomniałeś, że masz rodzinę czekającą w domu na święta?

Te słowa wyszły ze mnie ciszej, niż się spodziewałam. Nie krzyczałam. Nie potrafiłam. On też nie podnosił głosu.

– To nie jest tak, że…

– Że co?

Spojrzał na mnie z bezradnością. I wtedy zrozumiałam najgorsze. To nie był jednorazowy wieczór. To trwało dłużej.

– Jak długo? – zapytałam.

Tomek zamknął oczy na sekundę.

– Kilka miesięcy.

Poczułam, jak krzesło za mną lekko się przesuwa, gdy oparłam się o stół. Kilka miesięcy. Kilka miesięcy wspólnych obiadów, rozmów i powrotów do domu, podczas gdy gdzieś obok istniało drugie życie, o którym nie miałam pojęcia. Maja nagle podbiegła do nas z koszyczkiem.

– Możemy już schować jajka w ogrodzie dla zajączka?

Spojrzałam na nią i poczułam, jak coś ściska mnie w środku. A potem spojrzałam na Tomka. I wiedziałam, że ten dzień już nigdy nie będzie zwykłym świątecznym porankiem.

Wszystko ułożyło się w całość

Usiedliśmy przy stole, ale nic już nie wyglądało tak jak wcześniej. Na środku stał koszyczek z pisankami, obok talerz z chlebem i plasterkami jajek. Wszystko przygotowywałam z myślą o spokojnym, rodzinnym poranku. Teraz miałam wrażenie, jakby ktoś przeniósł mnie do zupełnie innego domu. Dzieci były podekscytowane.

– Tato, a zajączek już był w ogrodzie? – zapytała Zosia, wspinając się na krzesło.

Tomek spróbował się uśmiechnąć.

– Może już się gdzieś schował i czeka, aż go znajdziecie.

Maja klasnęła w dłonie.

– To po śniadaniu idziemy szukać!

Skinęłam głową, choć prawie nie czułam smaku jedzenia. Widziałam tylko dłonie Tomka leżące na stole. Te same dłonie, które tyle razy trzymały moje. A jednak teraz wydawały się obce. Przez kilka minut jedliśmy w ciszy przerywanej tylko dziecięcymi pytaniami.

– Mamo, a pamiętasz jak rok temu zajączek schował czekoladę pod krzakiem? – przypomniała Maja.

– Pamiętam – odpowiedziałam cicho.

Spojrzałam na Tomka. On też pamiętał. Widziałam to w jego oczach. Kiedy dzieci skończyły jeść, wybiegły do przedpokoju zakładać buty.

– Szybko! Zajączek ucieknie! – wołała Maja.

Drzwi zamknęły się za nimi, gdy wybiegły do ogrodu. W kuchni zapadła ciężka cisza. Tomek pierwszy się odezwał.

– Nie chciałem, żeby tak wyszło.

– A jak miało wyjść? – zapytałam spokojnie.

Przesunął dłonią po stole, jakby szukał słów.

– To się zaczęło niewinnie. Rozmowy w pracy, kawa po spotkaniach… nawet nie zauważyłem, kiedy zaczęło to wyglądać inaczej.

– I przy okazji zapomniałeś, że masz żonę.

Nie zaprzeczył. Patrzyłam na niego i nagle przypomniałam sobie coś sprzed kilku tygodni. Wieczór, kiedy siedział przy telefonie i uśmiechał się do ekranu. Wtedy pomyślałam tylko, że czyta coś zabawnego. Teraz wszystko układało się w jedną całość.

Nasza rodzina była w rozsypce

– Kochasz ją? – zapytałam nagle.

Podniósł głowę. To pytanie wyraźnie go zaskoczyło.

– Nie wiem – odpowiedział po chwili.

Ta odpowiedź bolała bardziej niż wszystko inne. Bo oznaczała, że to nie był tylko przypadek.

– A mnie? – zapytałam.

Tym razem odpowiedział od razu.

– Ciebie tak.

– To dlaczego spędziłeś noc gdzie indziej, zamiast wrócić do domu?

Nie potrafił znaleźć odpowiedzi. Z ogrodu dobiegł nagle radosny krzyk Mai.

– Mamo! Znalazłam coś!

Stałam przez chwilę w milczeniu, słuchając śmiechu dzieci. Potem spojrzałam na Tomka.

– Wiesz, co jest najgorsze?

– Co?

– Że jeszcze wczoraj byłam pewna, że wszystko między nami jest w porządku. – Oparłam dłonie o blat. – A dziś nawet nie wiem, czy w ogóle jeszcze mamy rodzinę.

Tomek otworzył usta, jakby chciał coś powiedzieć, ale wtedy drzwi do domu otworzyły się z hukiem. Dzieci wbiegły do środka z koszykiem.

– Zajączek zostawił słodycze! – krzyczała Zosia.

Maja zatrzymała się nagle, patrząc na nasze twarze.

– Dlaczego jesteście smutni?

Uklękłam przy niej i poprawiłam jej włosy.

– Czasem dorośli muszą porozmawiać o ważnych sprawach.

Spojrzała na mnie poważnie.

– Ale wy się przecież kochacie.

Te proste słowa zawisły w powietrzu jak pytanie, na które nikt z nas nie był gotowy odpowiedzieć. A ja poczułam, że następne godziny zdecydują o wszystkim.

Musimy poukładać to na nowo

Po południu dzieci zmęczone szukaniem pisanek zasnęły na kanapie w salonie. Dom wreszcie ucichł. Na stole wciąż stały talerze po śniadaniu, których nikt nie miał siły sprzątnąć. Siedziałam przy oknie i patrzyłam na ogród. Kolorowe wstążki, które Maja przywiązała rano do krzewów, poruszały się lekko na wietrze. Tomek stał w drzwiach kuchni przez dłuższą chwilę, zanim w końcu podszedł bliżej.

– Anka… – zaczął ostrożnie.

Nie odwróciłam się.

– Spotykasz się z nią od kilku miesięcy i spędziłeś z nią noc przed świętami. – Powiedziałam spokojnie, po czym zamilkłam na moment. – Powiedz mi tylko jedną rzecz. Na co ty liczyłeś?

W pokoju zrobiło się bardzo cicho. Tomek usiadł naprzeciwko mnie.

– Nie planowałem, żeby to zaszło tak daleko – powiedział.

– To nie jest odpowiedź.

Przez chwilę patrzył na swoje dłonie.

– W pewnym momencie wszystko zaczęło mi się mieszać. Codzienność, praca, rozmowy… przy niej czułem się lżej. Ale kiedy dziś rano wszedłem do domu i zobaczyłem dzieci przy stole… – Głos mu się załamał. – Zrozumiałem, co mogę stracić.

Odwróciłam się w końcu i spojrzałam na niego uważnie.

– A co z nią?

– Dziś w nocy powiedziałem jej, że to koniec.

Nie odpowiedziałam od razu.

– Spędziłęś z nią noc, a później to zakończyłeś? Dlaczego?

– Bo siedziałem tam i nagle pomyślałem o Mai i Zosi, jak będą rano malować jajka. I o tobie w kuchni. O tym, ile lat już jesteśmy razem. – Westchnął ciężko. – I nagle wszystko zaczęło wyglądać zupełnie inaczej.

Patrzyłam na niego długo. Zdrada nie znika od jednego zdania. Nie znika od jednej decyzji. Ale widziałam w jego oczach coś, czego wcześniej nie było. Strach i szczerość. Tylko to już nie miało dla mnie znaczenia.

– Nie będę potrafiła o tym zapomnieć – powiedziałam w końcu.

– Nie oczekuję tego.

– I nie będę potrafiła ci zaufać tak jak wcześniej.

Skinął głową.

– Rozumiem.

Wtedy z salonu dobiegł cichy głos Zosi.

– Mamo?

Wstałam i poszłam do dzieci. Zosia siedziała na kanapie, jeszcze zaspana.

– Myślałem, że zajączek wrócił – powiedział.

Uśmiechnęłam się lekko i pogłaskałam ją po włosach.

– Zajączek już zrobił dziś wszystko, co miał zrobić.

Tomek stanął w drzwiach salonu. Maja otworzyła oczy i spojrzała na nas.

– Możemy jutro znowu malować jajka? – zapytała.

Spojrzałam na Tomka. On spojrzał na mnie. Po raz pierwszy od rana nie było między nami napięcia, tylko cicha, trudna świadomość, że będzie to trzeba poukładać na nowo. Osobno, ale z myślą o dzieciach.

– Możemy – odpowiedziałam.

Nie wiedziałam jeszcze, jak będzie wyglądała nasza przyszłość. Wiedziałam tylko jedno. Tamtego dnia wszystko pękło jak skorupka jajka. Ale czasem daje to nadzieję na coś nowego.

Aneta, 36 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama