Reklama

Wieczór był cichy, niemal zbyt spokojny jak na środek lutego. Siedziałam naprzeciw Pawła, patrząc na migoczące światło świec i próbując odgonić wrażenie, że coś wisi w powietrzu. Kiedy podał mi niewielkie pudełko, poczułam ukłucie wzruszenia, które niemal natychmiast zamieniło się w niepokój. To, co miało być symbolem bliskości, otworzyło we mnie drzwi do lęków, o których istnieniu wolałam nie wiedzieć.

On nigdy nie był taki

Paweł podał mi niewielkie, jasne pudełko, starannie owinięte w papier, jakby sam gest miał znaczyć więcej niż to, co było w środku. Zrobił to bez słowa, tylko spojrzał na mnie uważnie, jakby badał moją reakcję jeszcze zanim zdążyłam je otworzyć.

— Wszystkiego dobrego — powiedział cicho.

Uśmiechnęłam się odruchowo. Przez moment byłam tą dawną Klarą, która cieszyła się drobiazgami i nie doszukiwała się drugiego dna. Uniosłam wieczko i zobaczyłam biżuterię, delikatną, elegancką, zdecydowanie z innej półki niż nasze codzienne wybory. Serce zabiło mi szybciej, ale nie była to czysta radość. Raczej coś pomiędzy wzruszeniem a konsternacją.

— Paweł… — zaczęłam, nie kończąc zdania.

Podoba ci się? — zapytał z napięciem w głosie, którego wcześniej u niego nie słyszałam.

Skinęłam głową, choć w środku czułam, jak rodzi się chaos. On nigdy nie był taki. Zawsze praktyczny, ostrożny, nawet w uczuciach. Kwiaty raz na jakiś czas, książka, drobny gest. A teraz to. Coś, co krzyczało: „zależało mi”, ale jednocześnie brzmiało fałszywie w naszej historii.

— Jest piękna — powiedziałam w końcu, zakładając ją na chwilę, żeby nie musieć patrzeć mu w oczy.

Czułam jego wzrok na sobie, zbyt intensywny, zbyt czujny. Jakby bał się, że zapytam o coś, czego sam nie chciałby usłyszeć. Wstał, podszedł do okna, poprawił zasłonę, choć nie było takiej potrzeby. Ten drobny ruch zapisał się w mojej głowie jak znak ostrzegawczy. Zaczęłam racjonalizować. Może chciał mnie zaskoczyć. Może po prostu dorósł do innych gestów. Ale im dłużej siedzieliśmy w tej starannie zaaranżowanej walentynkowej scenerii, tym bardziej czułam, że prezent nie jest odpowiedzią na miłość, tylko próbą przykrycia czegoś niewypowiedzianego.

— Wszystko w porządku? — zapytał w końcu.

— Tak — skłamałam szybko. — Po prostu mnie zaskoczyłeś.

Uśmiechnął się z ulgą, a ja poczułam ukłucie w żołądku. Bo zamiast szczęścia miałam w sobie strach. I myśl, która nie dawała mi spokoju: dlaczego teraz? I co tak naprawdę miało mnie przekonać, że wszystko między nami jest takie jak dawniej.

Nie dopytywałam

Po tamtym wieczorze zaczęłam zauważać rzeczy, które wcześniej wymykały mi się z pola widzenia albo które celowo ignorowałam. Wracały do mnie obrazy z ostatnich tygodni, jakby ktoś przewijał film wstecz i zatrzymywał go na momentach, które wtedy wydawały się nieistotne. Paweł coraz częściej wracał późno. Zawsze miał gotowe wyjaśnienie, wypowiadane tym samym, spokojnym tonem.

Trochę się przeciągnęło — rzucał, odkładając klucze.

— Znowu? — pytałam niby mimochodem.

— Taki okres.

Nie dopytywałam. Albo raczej dopytywałam w myślach, budując całe scenariusze, podczas gdy na głos wybierałam milczenie. Zauważyłam, że rzadziej patrzył mi w oczy. Że kiedy mówiłam, kiwał głową, ale jego myśli były gdzie indziej. Telefon leżał ekranem do dołu, a ja łapałam się na tym, że wpatruję się w niego, jakby miał za chwilę sam zdradzić jakąś tajemnicę. Wieczorami siedzieliśmy obok siebie na kanapie, poprawni, uprzejmi, jak para, która zna wszystkie zasady, ale zapomniała, po co właściwie je stosuje. Brakowało mi spontaniczności, tego lekkiego chaosu, który kiedyś był między nami. Teraz wszystko było wygładzone, jakby Paweł starał się nie popełnić żadnego błędu.

Wstydziłam się własnych podejrzeń. Powtarzałam sobie, że przesadzam, że to tylko zmęczenie, stres, dorosłe życie. A jednak zazdrość wślizgiwała się cicho, pod postacią pytań bez odpowiedzi. Z kim rozmawia tak długo? Dlaczego nagle zaczął bardziej dbać o szczegóły, na które wcześniej nie zwracał uwagi?

Pewnego ranka zapytałam wprost, choć głos mi lekko zadrżał:

Coś się dzieje w pracy?

Spojrzał na mnie zaskoczony, jakby nie spodziewał się tego pytania.

— Dlaczego pytasz?

— Tak po prostu.

— Jest intensywnie — odpowiedział po chwili. — Ale damy radę.

„Damy”, a jednak czułam, że to „ja” i „on” zaczęły funkcjonować osobno. Każdy drobiazg urastał w mojej głowie do rangi dowodu. I im bardziej próbowałam to zatrzymać, tym szybciej pękało coś we mnie. Nie z powodu jednego wydarzenia, ale przez sumę małych, niedopowiedzianych chwil.

Znałam ten gest

Z Ireną spotkałam się w małej kawiarni, do której chodziłyśmy jeszcze przed jej rozwodem. To było jedno z tych miejsc, gdzie rozmowy same stawały się szczere, jakby nie wypadało kłamać przy tak delikatnych stolikach i zbyt głośnej muzyce.

— Wyglądasz, jakbyś spała trzy godziny — rzuciła na powitanie, siadając naprzeciwko mnie. — Co się dzieje?

Chciałam powiedzieć, że nic. Że to tylko zmęczenie. Ale zamiast tego dotknęłam palcami biżuterii, którą miałam na sobie. Irena natychmiast to zauważyła.

— O proszę. — Uniosła brwi. — Paweł?

Skinęłam głową.

— Na walentynki.

Przyjrzała się uważnie, dłużej niż było to komfortowe.

— On? Naprawdę?

— Właśnie dlatego mnie to niepokoi — odpowiedziałam szybciej, niż planowałam.

Irena oparła się o krzesło, skrzyżowała ramiona na piersi. Znałam ten gest. Zaraz miała powiedzieć coś, co utkwi mi w głowie na długie tygodnie.

— Klara, faceci rzadko robią takie rzeczy bez powodu.

— Czyli uważasz, że… — Urwałam.

— Uważam, że prezenty bywają różne — powiedziała ostrożnie. — Czasem są z miłości. A czasem z poczucia winy.

Poczułam, jak serce zaczyna mi bić szybciej.

— Ale on nigdy nie dał mi powodu, żeby…

— Każdy kiedyś zaczyna — przerwała mi. — Pamiętasz, jak było u mnie?

Pamiętałam. Za dobrze.

— Może po prostu chce być lepszym mężem — próbowałam się bronić.

Irena westchnęła.

— Oby. Tylko nie ignoruj tego uczucia. Ono rzadko bierze się znikąd.

Wróciłam do domu z jej głosem w głowie. Z jednej strony poczułam ulgę, że ktoś nazwał moje obawy. Z drugiej — coś we mnie pękło. Bo nagle przestałam czuć się przewrażliwiona. Zaczęłam być czujna. A od czujności już tylko krok do obsesji.

Spojrzał na mnie uważniej

Spotkanie z Tomaszem było czystym przypadkiem. Wpadłam do sklepu niedaleko biura Pawła, chciałam kupić coś na kolację, byle nie wracać od razu do domu i nie siedzieć z własnymi myślami. Stałam przy półce, gdy usłyszałam swoje imię, wypowiedziane niepewnie, jakby ktoś nie był pewien, czy ma prawo je znać.

— Klara? Dobrze mówię?

Odwróciłam się i zobaczyłam Tomasza. Kojarzyłam go ze zdjęć firmowych i kilku spotkań, na których Paweł zawsze trzymał mnie nieco z boku rozmów.

— Tak — odpowiedziałam, zmuszając się do uśmiechu. — Cześć.

— Dawno się nie widzieliśmy. Paweł mówił, że ostatnio macie dużo na głowie.

Zaskoczyło mnie to „macie”. Jakbyśmy byli jednym bytem, choć ja coraz częściej czułam się dodatkiem.

— Tak? — zapytałam ostrożnie. — W pracy?

Tomasz skrzywił się lekko, jakby właśnie zdał sobie sprawę, że powiedział za dużo.

— No… wiesz, ten projekt. Dużo nerwów, sporo zmian.

— Jakich zmian? — wyrwało mi się szybciej, niż powinnam.

Spojrzał na mnie uważniej.

— Paweł nic ci nie mówił?

Ten prosty zwrot sprawił, że poczułam, jak grunt usuwa mi się spod nóg.

— Mówił, że jest intensywnie — odpowiedziałam wymijająco.

— Aha… — Tomasz się zawahał. — To może ja nie powinienem.

Zapadła niezręczna cisza. W mojej głowie natychmiast zapaliły się wszystkie czerwone lampki.

— Tomasz, jeśli coś się dzieje, wolę wiedzieć — powiedziałam cicho.

Westchnął.

— On jest pod dużą presją. Sam sobie ją zafundował, jeśli mam być szczery. Ambitna decyzja. Ryzykowna.

— Ryzykowna jak? — dopytałam, czując, że dłonie zaczynają mi drżeć.

— Finansowo. Zawodowo. Wiesz, Paweł zawsze lubił mieć kontrolę.

Pożegnaliśmy się chwilę później, a ja wyszłam ze sklepu z pustą torbą i pełną głową. Każde słowo Tomasza obracałam w myślach, dopasowując je do prezentu, do późnych powrotów, do tej nienaturalnej uprzejmości Pawła. Nie znałam faktów, ale byłam już przekonana, że coś przede mną ukrywa. I że ta biżuteria nie była dowodem miłości, tylko zapłatą za milczenie, na które nigdy się nie umawialiśmy.

Ulgę poczułam natychmiast

Nie planowałam tej rozmowy. Po prostu któregoś wieczoru napięcie było już zbyt gęste, żeby je dalej udawać. Paweł siedział przy stole, przeglądał coś w telefonie, a ja krążyłam po kuchni bez sensu, odkładając te same rzeczy w te same miejsca.

Musimy porozmawiać — powiedziałam w końcu.

Podniósł wzrok. W jego oczach nie było złości ani obrony. Było zmęczenie. Usiedliśmy naprzeciwko siebie. Przez chwilę nikt się nie odzywał. Cisza ciążyła bardziej niż krzyk. Zaczęłam mówić chaotycznie, nie oskarżając wprost, raczej wyrzucając z siebie to, co rosło we mnie tygodniami. O późnych powrotach. O dystansie. O prezencie, który zamiast mnie ucieszyć, przestraszył.
Paweł słuchał. Im dłużej mówiłam, tym bardziej kurczył się w sobie.

— Myślałam, że próbujesz coś… zatuszować — przyznałam w końcu, spuszczając wzrok.

— Klara… — odezwał się cicho. — Nie zdradziłem cię.

Ulgę poczułam natychmiast, niemal fizycznie. Ale ona nie wystarczyła.

— W takim razie co przede mną ukrywasz?

Wtedy powiedział prawdę. O decyzji zawodowej, którą podjął sam. O ryzyku finansowym. O strachu, że jeśli mi powie, spróbuję go powstrzymać. Biżuteria była jego sposobem na złagodzenie skutków, na kupienie czasu i spokoju. Słuchałam i czułam, jak coś we mnie opada, a coś innego się budzi. To nie była zdrada, której się bałam. To było coś gorszego. Wykluczenie mnie z ważnej części naszego wspólnego życia.

— Najbardziej boli nie to, co zrobiłeś — powiedziałam spokojnie. — Tylko to, że uznałeś, że nie muszę o tym wiedzieć.

Nie mieliśmy gotowego rozwiązania. Nie było wielkich deklaracji ani obietnic. Była za to świadomość, że biżuteria stała się symbolem czegoś, co pękło między nami wcześniej niż podejrzenia. Zaufania. Partnerstwa. Wspólnego „my”. Zasnęłam tej nocy obok Pawła, ale po raz pierwszy od dawna poczułam, jak wiele przestrzeni jest między nami. I jak dużo pracy wymaga, by ją wypełnić nie prezentami, a szczerością.

Klara, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama