Reklama

Walentynki miały być dla mnie tylko kolejnym dniem w środku zimy, bez fajerwerków i bez oczekiwań. Po cichu liczyłam, że uda się je po prostu „odfajkować” i wrócić do codzienności. Nie miałam właściwie ochoty na nic więcej i zdawało mi się, że wszyscy to rozumieją. Nie przewidziałam jednego: że zapach, który unosił się w powietrzu, otworzy drzwi do historii, o której nikt z nas nie chciał pamiętać.

Ta wizyta nie była przypadkowa

Od rana czułam napięcie, choć nie potrafiłam go nazwać. Marek krzątał się po kuchni bardziej nerwowo niż zwykle, a ja udawałam, że nie widzę, jak co chwilę zerka na telefon. Kiedy zadzwonił domofon, serce zabiło mi szybciej. Jego matka nigdy nie zapowiadała wizyt.

— Otworzysz? — rzucił, jakby to była najoczywistsza rzecz na świecie.

Helena weszła energicznym krokiem, w eleganckim płaszczu i z uśmiechem, który zawsze wydawał mi się zbyt szeroki. Pochyliła się, żeby mnie pocałować w policzek, i wtedy to poczułam. Intensywny, słodko-gorzki zapach perfum. Zamarłam.

— Coś nie tak? — zapytała, cofając się o krok i mierząc mnie uważnym wzrokiem.

— Nie… po prostu… — urwałam, bo w gardle nagle zrobiło mi się sucho.

Ten zapach znałam aż za dobrze. Towarzyszył mi kilka lat wcześniej, w zupełnie innym życiu. W życiu, o którym Marek wiedział niewiele, a jego matka… wtedy jeszcze nie była dla mnie jego matką. Usiedliśmy przy stole. Helena opowiadała o promocjach w sklepach i o tym, że „takie święta to wymysł handlowców”, ale ja słyszałam tylko własne myśli. Każdy jej ruch zostawiał w powietrzu ślad, który ściskał mnie w żołądku.

— Mamo, zmieniłaś perfumy? — zapytał Marek mimochodem.

Uśmiech zniknął jej z twarzy na ułamek sekundy.

— Dostałam dawno temu. Leżały w szafie — odpowiedziała zbyt szybko. — Czemu pytasz?

Spojrzałam na nią, a ona spojrzała na mnie. Przez tę krótką chwilę wiedziałam, że ona też pamięta. I że ta wizyta nie była przypadkowa.

— Bo… — zaczęłam, ale głos mi się załamał.

Helena odstawiła filiżankę z cichym stuknięciem.

— Może powinniśmy wreszcie przestać udawać — powiedziała spokojnie. — Zwłaszcza w walentynki.

Marek patrzył na nas zdezorientowany, a ja czułam, że coś, co miało pozostać zakopane, właśnie wychodzi na powierzchnię.

Musiałam być blada

Marek wpatrywał się w nas, jakby nagle znalazł się w obcym mieszkaniu, z dwiema kobietami mówiącymi szyfrem.

— Możecie mi wytłumaczyć, o co chodzi? — zapytał w końcu, próbując zachować spokój, ale dłonie zdradzały zdenerwowanie.

Helena westchnęła teatralnie i zdjęła płaszcz, jakby szykowała się na dłuższy pobyt.

— Twój mąż ma prawo wiedzieć — powiedziała, patrząc wyłącznie na mnie. — Prawda?

Musiałam być blada. Przez chwilę miałam ochotę zaprzeczyć wszystkiemu, zrzucić to na zbieg okoliczności. Ale zapach perfum był zbyt realny, zbyt namacalny.

— Poznałyśmy się lata temu — zaczęłam cicho. — Zanim jeszcze wiedziałam, kim jest Marek.

— Gdzie? — wtrącił, unosząc brwi.

— W pracy. Na szkoleniu. — Przełknęłam ślinę. — Helena była wtedy… kimś innym dla mnie. Kimś, kto bardzo mi pomógł.

— Pomogłam? — prychnęła. — Byłam twoją najlepszą przyjaciółką! A potem, jak gdyby nigdy nic, po prostu to wymazałaś!

— Proszę, to nie tak — powiedziałam szybko. — To było skomplikowane. Byłam zagubiona, ona dawała mi wsparcie, pomagała przy podejmowaniu decyzji...

Marek poderwał się z krzesła.

— Chwileczkę. Chcecie mi powiedzieć, że znałyście się wcześniej i żadna z was nie uznała za stosowne mi o tym powiedzieć?

Zapadła cisza. Helena pierwsza ją przerwała:

— Bo uznałyśmy, że to bez znaczenia. Że to przeszłość.

— Ale ty do niej wróciłaś — rzuciłam ostrzej, niż planowałam. — Tym zapachem. Tą wizytą. Wiedziałaś, że sobie przypomnę.

Rysy jej twarzy stwardniały.

— Przyjechałam, bo nie mogłam już patrzeć, jak żyjesz w kłamstwie — powiedziała. — I jak mój syn też w nim uczestniczy, nie mając pojęcia.

— Jakim kłamstwie?! – krzyknął Marek.

Wzruszyłam ramionami.

– O tym, że się znałyśmy. Że Helena była już kiedyś... ważną częścią mojego życia, a potem... Potem obie udawałyśmy.

Usiadł ciężko na krześle, przecierając twarz dłońmi. Zapach perfum nagle przestał być tylko wspomnieniem. Stał się oskarżeniem.

— Chciałam przetrwać ten dzień — dodałam ciszej. — Bez dramy.

Helena uśmiechnęła się smutno.

— A ja chciałam, żebyś wreszcie przestała uciekać.

Marek wstał i podszedł do okna.

— Chyba wszyscy potrzebujemy chwili prawdy — powiedział. — Nawet jeśli ona zaboli.

Uśmiechnęła się blado

Marek długo stał przy oknie, a ja obserwowałam jego odbicie w szybie. Wyglądał na mniejszego niż zwykle, jakby nagle ubyło mu pewności siebie. Helena siedziała nieruchomo, z dłońmi splecionymi na kolanach. Zapach perfum wciąż był obecny, ale przestał atakować. Teraz raczej przypominał tło, którego nie da się już wyciszyć.

I po co to wszystko? — zapytał w końcu. — Naprawdę sądziłyście, że bym tego nie zrozumiał?

Helena uśmiechnęła się blado.

— Ja wtedy byłam wściekła — przyznała, zerkając na mnie. — Zniknęłaś z dnia na dzień. A potem, po latach, dowiedziałam się, że jesteś z moim synem.

Dlaczego nic nie powiedziałaś? — zapytał Marek, tym razem patrząc na matkę.

— Bo nie chciałam wchodzić między was — odpowiedziała szczerze. — A te perfumy… — Zawahała się. — To był prezent od niej. Mojej przyjaciółki sprzed lat. Trzymałam je, bo były jedyną pamiątką po kimś, kto też kiedyś mi ufał.

Zrobiło mi się ciężko na sercu.

— Przyniosłaś je celowo — powiedziałam.

— Tak. Bo zobaczyłam, że znowu uciekasz. Tym razem przed własnym mężem.

Marek usiadł naprzeciwko nas.

— Czuję się pominięty — powiedział cicho. — Ale bardziej boli mnie to, że tak bardzo się bałaś mi zaufać.

Łzy napłynęły mi do oczu.

— Bałam się, że przestaniesz mnie widzieć taką, jaką jestem teraz.

Wyciągnął rękę i ścisnął moją dłoń.

— Teraz widzę cię wyraźniej niż kiedykolwiek.

Helena wstała.

Moja rola się kończy — oznajmiła. — Reszta należy do was. — Zanim wyszła, odwróciła się jeszcze raz. — A perfumy… zostawię wam. Niech wreszcie przestaną być tajemnicą.

Drzwi zamknęły się za nią lekko. W mieszkaniu zapadła cisza, która tym razem nie była ciężarem, tylko zapowiedzią czegoś nowego.

Uśmiechnęłam się przez łzy

Tego wieczoru nie było kolacji przy świecach ani prezentów. Zamiast tego siedzieliśmy z Markiem na kanapie, w ciszy przerywanej tylko oddechami. Flakon perfum stał na stole, między nami, jak dowód rzeczowy z innego życia.

Co z nimi zrobimy? — zapytał w końcu.

Wzięłam flakon do ręki. Przez moment zawahałam się, po czym wstałam i odkręciłam korek. Jedno krótkie naciśnięcie. Zapach uniósł się w powietrzu, już nie tak intensywny jak wcześniej.

— Chcę, żeby przestały mnie kontrolować — powiedziałam. — To tylko zapach.

Marek skinął głową.

— A ja chcę, żebyś już przede mną nie znikała.

Uśmiechnęłam się przez łzy. Otworzyłam okno i postawiłam flakon na parapecie.

Niech się wietrzy razem z resztą — dodałam.

Następnego dnia Helena zadzwoniła.

— Dziękuję, że pozwoliłaś mi powiedzieć prawdę — usłyszałam. — Teraz mogę zamknąć ten rozdział.

Ja też mogłam. Walentynki, które tak bardzo chciałam „przetrwać”, okazały się dniem, w którym przestałam udawać. Nie było dramy. Była szczerość, która bolała, ale zostawiła po sobie spokój.
A zapach? Zniknął szybciej, niż się spodziewałam.

Alicja, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama