„Liczyłam, że mama weźmie dzieciaki na ferie, ale ona miała inne plany. Nigdy się tak na niej nie zawiodłam”
„Skinęłam głową, bo nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Wróciłam do mieszkania i zamknęłam drzwi. Dzieci bawiły się w pokoju, a ja oparłam się o ścianę i pozwoliłam sobie na kilka łez”.

- Redakcja
Liczyłam na te ferie. W głowie układałam plan: cisza w domu, chwila oddechu, może wreszcie poukładam myśli. Mama zawsze powtarzała, że „dla wnuków zrobi wszystko”, więc byłam pewna, że się zgodzi. Kiedy jednak usłyszałam jej odpowiedź, coś we mnie pękło. Nie chodziło tylko o dzieci, ale o to, jak bardzo się pomyliłam co do niej.
Ścisnęło mnie w żołądku
Siedziałam przy kuchennym stole, patrząc na stertę zeszytów i kolorowych kredek. Dzieciaki krążyły wokół mnie jak satelity, co chwilę pytając, czy już mogą włączyć bajkę, czy zrobię kakao, czy jutro naprawdę są ferie. Wzięłam głęboki oddech i sięgnęłam po telefon.
– Mamo, dzwonię zapytać, czy wzięłabyś dzieci na kilka dni ferii – zaczęłam ostrożnie. – Tylko tydzień.
Po drugiej stronie zapadła cisza.
– Wiesz… – westchnęła w końcu. – Mam już inne plany.
– Jakie plany?
– Jadę z Haliną do sanatorium. Od dawna miałyśmy to zaplanowane.
Ścisnęło mnie w żołądku. Sanatorium.
– Mamo, ale ja naprawdę liczyłam na twoją pomoc – powiedziałam ciszej. – Jest mi ciężko. Wiesz o tym.
– Każdemu jest ciężko – odparła szybko. – Ja też całe życie nie miałam lekko.
W tym momencie młodszy syn pociągnął mnie za rękaw.
– Mamo, zgubiłem klocka! – zawołał.
– Chwileczkę – rzuciłam nerwowo, zakrywając głośnik dłonią.
– Słyszysz? – wróciłam do rozmowy. – Ja nawet nie mogę spokojnie porozmawiać.
– No widzisz – skwitowała. – Dlatego musisz sobie radzić.
Zacisnęłam palce na telefonie tak mocno, że aż zbielały mi knykcie.
– Zawsze sobie radziłam – powiedziałam. – Myślałam tylko, że tym razem będę mogła na ciebie liczyć.
– Nie przesadzaj – odpowiedziała chłodno. – To nie koniec świata.
Rozłączyła się szybciej, niż zdążyłam cokolwiek dodać. Telefon opadł mi na stół z głuchym stukiem. Dzieci patrzyły na mnie uważnie.
– Babcia nas nie chce? – zapytała starsza córka.
Przełknęłam ślinę.
– Babcia ma inne plany – odpowiedziałam.
Przytuliła mnie mocno
Pierwszy dzień ferii przywitał nas chaosem. Już o siódmej rano dzieci były na nogach, jakby ktoś włączył im niewidzialny przycisk. Myśl o mamie wracała uparcie, jak drzazga, której nie da się wyjąć.
– Mamo, a babcia naprawdę pojechała? – zapytała córka, gdy zapinałam jej bluzę.
– Tak, kochanie – odpowiedziałam, unikając jej wzroku.
– Nawet nie zadzwoniła, żeby powiedzieć „miłych ferii” – dodał syn, zaskakująco poważnym tonem.
Zabolało mnie to bardziej, niż chciałam przyznać. Dzieci widziały więcej, niż myślałam. Po południu spotkałam sąsiadkę na klatce schodowej. Niosła siatki i uśmiechnęła się do mnie współczująco.
– Ferie, co? – zagadnęła. – Ciężki czas dla samotnych rodziców.
– Chyba to po mnie widać.
– Moja mama zawsze brała wnuki – rzuciła mimochodem. – Mówiła, że to jej najlepsze chwile.
Skinęłam głową, bo nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Wróciłam do mieszkania i zamknęłam drzwi. Dzieci bawiły się w pokoju, a ja oparłam się o ścianę i pozwoliłam sobie na kilka łez. Wieczorem telefon zawibrował. Wiadomość od mamy.
„U mnie wszystko dobrze. Pogoda dopisuje”.
Patrzyłam na ekran przez dłuższą chwilę. Ani słowa o wnukach. Ani pytania, jak sobie radzimy.
– Mamo, czemu jesteś smutna? – zapytała córka, siadając obok mnie na kanapie.
– Czasem dorośli też się mylą – odpowiedziałam po chwili. – I czasem to bardzo boli.
Przytuliła mnie mocno, jakby chciała mnie ochronić. Wtedy zrozumiałam, że te ferie zmienią coś więcej niż tylko nasze plany. Coś pękało, ale jednocześnie rodziło się we mnie postanowienie, że nie będę już czekać na pomoc, która nie nadchodzi.
Już nie byłam na nią zła
Trzeciego dnia ferii obudziłam się wcześniej niż dzieci. W mieszkaniu panowała cisza. Zaparzyłam kawę i usiadłam na kanapie, przykrywając się kocem. Myśli same popłynęły w stronę dzieciństwa. Przypomniałam sobie siebie, siedzącą z plecakiem przy drzwiach, czekającą, aż mama wróci z pracy. Zawsze mówiła, że „później”, „jutro”, „jak będzie spokojniej”. Telefon zadzwonił nagle, aż podskoczyłam. Mama.
– Cześć – powiedziała, jakbyśmy rozmawiały wczoraj normalnie. – Co u was?
– Dajemy radę – odpowiedziałam chłodno. – Jak zawsze.
– No widzisz – westchnęła z ulgą. – Wiedziałam, że sobie poradzisz.
To zdanie uderzyło mnie mocniej niż jej wcześniejsza odmowa.
– Mamo… – zaczęłam, ale głos mi zadrżał. – Wiesz, że nie chodziło tylko o ferie?
– A o co? – zapytała z wyraźnym zniecierpliwieniem.
– O to, że chciałam poczuć, że nie jestem sama. Że mogę na ciebie liczyć.
Zapadła cisza. Tym razem to ja czekałam.
– Ja nigdy nie miałam na kogo liczyć – odpowiedziała w końcu. – Sama wszystko dźwigałam. Myślałam, że cię tego nauczyłam.
Zamknęłam oczy. Wszystko nagle stało się jasne. Ona nie umiała być wsparciem, bo sama nigdy go nie dostała.
– Ale ja nie chcę, żeby moje dzieci uczyły się tego samego – powiedziałam spokojniej. – Nie chcę, żeby myślały, że proszenie o pomoc to słabość.
Mama nie odpowiedziała od razu.
– Muszę kończyć – rzuciła w końcu. – Zaraz mamy zajęcia.
Rozłączyła się. Odłożyłam telefon i poczułam coś nowego. Nie żal. Nie złość. Raczej zmęczenie i dziwną ulgę. Dzieci wyszły z pokoju, jeszcze zaspane.
– Mamo, idziemy dziś na sanki? – zapytał syn.
Uśmiechnęłam się po raz pierwszy od kilku dni.
– Idziemy – odpowiedziałam. – Sami damy radę.
I wtedy dotarło do mnie, że ta rozmowa zamknęła pewien rozdział. Już nie czekałam. Zaczynałam budować coś własnego, bez złudzeń.
Byłam z siebie dumna
Pod koniec ferii w domu zrobiło się dziwnie spokojnie. Dzieci mniej się kłóciły, częściej siadały obok mnie na kanapie. Wieczorami graliśmy w planszówki, śmialiśmy się z drobnych porażek, a ja łapałam się na tym, że po raz pierwszy od dawna nie sprawdzam nerwowo telefonu. Przestałam czekać. Któregoś popołudnia mama zadzwoniła. Spojrzałam na ekran i przez chwilę wahałam się, czy odebrać.
– Wróciłam – oznajmiła bez wstępów. – Moglibyśmy się zobaczyć. Dzieci pewnie stęsknione.
– A ty? – zapytałam cicho. – Tęskniłaś?
Zamilkła.
– Oczywiście, że tak – odpowiedziała po chwili, ale w jej głosie zabrakło przekonania.
– Mamo, ja już nie chcę udawać, że wszystko jest w porządku – powiedziałam, czując, jak serce bije mi szybciej. – Zabolało mnie to, że wybrałaś coś innego. I chcę, żebyś to wiedziała.
– Przesadzasz – westchnęła. – Zawsze byłaś taka wrażliwa.
Te słowa kiedyś sprawiłyby, że zamilkłabym ze wstydu. Tym razem było inaczej.
– Nie. Po prostu mówię, jak się czuję – odpowiedziałam spokojnie. – I stawiam granice.
– Jakie granice? – prychnęła.
– Takie, że nie będę już obiecywać dzieciom czegoś, jeśli nie mam pewności. I że nie będę ratować naszej relacji.
Zapadła cisza. Długa, ciężka.
– Zobaczymy się, jak będziesz gotowa – dodałam i zakończyłam rozmowę, zanim zdążyła odpowiedzieć.
Odłożyłam telefon i poczułam drżenie w dłoniach. Bałam się, ale jednocześnie czułam dumę. Dzieci spojrzały na mnie pytająco.
– Wszystko dobrze? – zapytała córka.
– Tak – uśmiechnęłam się i przytuliłam ją mocno. – Uczymy się, jak dbać o siebie.
Tego wieczoru zasypiałam z myślą, że choć mama mnie zawiodła, ja nie zawiodę siebie.
Przestałam czekać
Ferie się skończyły. W ostatni wieczór pakowałam tornistry, sprawdzałam zeszyty i naszykowałam ubrania na jutro. Dzieci krzątały się obok mnie, zmęczone, ale spokojne. W domu panowała atmosfera, jakiej dawno nie było – bez poczucia, że czegoś brakuje. Mama nie zadzwoniła. I ku własnemu zaskoczeniu zauważyłam, że już na to nie czekam. Zamiast tego usiadłam z dziećmi na kanapie.
– Fajne były te ferie – stwierdził syn, opierając głowę o moje ramię.
– Nawet bez wyjazdu – dodała córka.
Uśmiechnęłam się. Bo miały rację. Nie były idealne, bywały trudne, momentami wyczerpujące, ale były nasze. I zrozumiałam też coś jeszcze. Że największym rozczarowaniem nie było to, że mama wybrała inne plany. Najbardziej bolało to, że tak długo łudziłam się, że kiedyś będzie inna. Kiedy zgasiłam światło i położyłam się spać, poczułam zmęczenie, ale też dziwny spokój. Nie wszystko się ułożyło. Relacje nie naprawiły się jak za dotknięciem ręki. Jedak coś we mnie się domknęło. Przestałam czekać na to, co nigdy nie nadejdzie.
Roksana, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Żona kręciła nosem na moją wypłatę i powtarzała, że nie stać mnie na jej szczęście. Co mi po takiej miłości?”
- „Narzeczony porzucił mnie tydzień przed ślubem, gdy oznajmiłam mu dobre wieści. Zostawił tylko kartkę z 3 zdaniami”
- „Mama mówi, że woli być biedna, niż korzystać z mojej kasy. A potem pożycza pieniądze od sąsiadki”

