Reklama

Śmierć mojego teścia była ciosem dla całej rodziny. Choć był już starszy, jego odejście wstrząsnęło zwłaszcza moją teściową, z którą mieszkałam od kilku lat. Spodziewałam się żałoby, ciszy, może płaczu w poduszkę. Tymczasem kilka dni po pogrzebie zaczęłam zauważać coś, co zupełnie nie mieściło mi się w głowie. Zamiast pogrążać się w smutku, teściowa z dnia na dzień zaczęła coraz śmielej rozkwitać. Zaczęło się od szminki, potem przyszła kolej na sukienki – moje sukienki – i nagłe wieczorne wypady na miasto. Zdezorientowana, próbowałam to zrozumieć.

Pojawiły się pierwsze sygnały

Zaczęło się kilka dni po pogrzebie. Teściowa wyszła z pokoju w kremowej bluzce i dżinsach – co już samo w sobie było niecodzienne, bo przez ostatnie miesiące nosiła tylko luźne swetry i spodnie od dresu. Pomyślałam, że to może jakaś forma odreagowania, nie chciałam oceniać. Każdy inaczej przeżywa stratę. Ale kiedy pewnego popołudnia zapukała do moich drzwi z pytaniem, czy może pożyczyć „jakąś bardziej seksowną sukienkę”, zrobiło mi się nieswojo.

– A na co ci ta sukienka, mamo? – zapytałam niepewnie.

– Idę do miasta, spotykam się z koleżankami. Chcę się jakoś prezentować – odpowiedziała z uśmiechem, który bardziej pasowałby do nastolatki niż wdowy po pięćdziesiątce.

Obserwowałam, jak wyciąga z szafy moją czerwoną sukienkę, tę samą, którą założyłam na randkę z mężem kilka miesięcy wcześniej. Potem przyszły szpilki – ledwo się w nie mieściła, ale uparła się, że da radę.

– No jak wyglądam? – zapytała, kręcąc się przed lustrem.

– Jakbyś miała zaraz skręcić kostkę – odpowiedziałam, starając się brzmieć żartobliwie.

Zignorowała to, poprawiła włosy i wyszła, zostawiając za sobą zapach perfum i moje zdezorientowanie.

Moja szafa była jej szafą

Z czasem wizyty w moim pokoju stały się codziennością. Nie pytała już, czy może coś pożyczyć. Po prostu wchodziła, otwierała szafę i przymierzała, co jej się podobało. Moje sukienki, marynarki, torebki. Raz nawet zobaczyłam ją w mojej nowej jedwabnej koszuli, którą miałam założyć na spotkanie firmowe. Leżała na niej nieco inaczej – zapięta zbyt ciasno, rozciągnięta w ramionach – i aż mnie skręcało, kiedy ją widziałam w lustrze.

– Trochę się rozciągnęła – mruknęłam, kiedy oddała ją wieczorem.

– No widzisz, to znaczy, że była za ciasna. Lepiej, że się ułożyła – odpowiedziała beztrosko.

Zaczęłam zamykać drzwi na klucz, ale wtedy pukała po kilka razy dziennie, nieustannie prosząc, by coś na szybko pożyczyć. Twierdziła, że „teraz musi wyglądać”, że „czas na nowe życie”. Zastanawiałam się, czy naprawdę tak łatwo zapomniała o teściu, z którym przeżyła ponad trzy dekady. Mąż unikał rozmów na ten temat. Mówił tylko:

– Daj jej czas. Każdy sobie radzi jak umie.

Tylko że ja czułam, że nie chodzi już o radzenie sobie. To wyglądało jak rywalizacja. I powoli zaczynałam w niej przegrywać.

Teściowa chodziła na randki

Wszystko nabrało tempa, kiedy pewnego wieczoru wróciła do domu późno w nocy, pachnąc drogimi perfumami i z błyskiem w oku. Miałam już spać, ale światło w przedpokoju mnie obudziło. Wyszłam w piżamie, lekko zaspana.

– Mamo? – powiedziałam cicho. – Gdzie byłaś?

– A co, mama nie może mieć życia towarzyskiego? – zaśmiała się, ściągając szpilki, które ledwo trzymały się jej stóp. – Byłam na kolacji. Było bardzo miło.

Nie chciałam pytać z kim. Domyślałam się. Kilka dni wcześniej widziałam, jak flirtowała z listonoszem, a potem z sąsiadem, tym rozwodnikiem z naprzeciwka. Myślałam, że to żarty, ale teraz nie byłam już taka pewna. Do kuchni dotarł zapach różanych perfum – nie moich, te były droższe. Nie miała ich wcześniej.

– Kupiłam sobie coś nowego – powiedziała, widząc moją minę. – Należy mi się odrobina luksusu, prawda?

Nie odpowiedziałam. Czułam się, jakbym mieszkała z obcą kobietą. Kobietą, która miała nowy cel, nowe życie i… może nowego mężczyznę? Zaczęłam się zastanawiać, czy to jeszcze była żałoba, czy już jakaś dziwna forma buntu. Albo ucieczki. Przede wszystkim – nie przypominała już mojej teściowej.

W cieniu wspomnień

Pewnego popołudnia poszłam na strych po pudełko z ozdobami świątecznymi i przypadkiem natknęłam się na album ze zdjęciami. Leżał otwarty na starym fotelu, jakby ktoś go niedawno przeglądał. Na pierwszej stronie – młody teść w garniturze, obok niego teściowa, w prostej sukni ślubnej, uśmiechnięta, jakby świat dopiero miał się dla nich zacząć. Przewróciłam kilka kartek. Wspólne wakacje, dzieci, święta, nawet zdjęcia z ogródka, na których teść grzebał w ziemi, a ona stała obok z kawą. Tej kobiety już nie było. Zniknęła. Została kobieta, która planowała kolejną kolację, zakładała obcasy i flirtowała przy śmietniku.

Tego wieczoru zapytałam wprost:

– Mamo… nie tęsknisz za nim?

Spojrzała na mnie, jakby nie rozumiała pytania. Potem odwróciła wzrok.

Tęsknię, oczywiście, że tęsknię – powiedziała cicho. – Ale życie nie poczeka. On już nie wróci, a ja nadal jestem. I nie chcę uschnąć razem z jego zdjęciami.

Zabrzmiało to okrutnie, ale coś w tym było. Może naprawdę bała się, że zostanie sama, niepotrzebna. Może to był sposób, by nie zniknąć w ciszy, która została po nim. Nie wiedziałam, czy ją za to winić, czy współczuć.

Niewypowiedziane żale

Któregoś dnia wróciłam z pracy wcześniej i zastałam ją w łazience. Stała przy lustrze, w mojej nowej, koronkowej koszuli, z tuszem do rzęs w dłoni. Nasze spojrzenia spotkały się w lustrze. Nie odezwałam się ani słowem. Po prostu odwróciłam się i wyszłam. Wieczorem usiadła obok mnie na kanapie. Milczałyśmy. W końcu powiedziała:

Wiem, że jesteś na mnie zła. Widzę, jak na mnie patrzysz. Myślisz, że zwariowałam.

– Nie wiem, co myśleć – odpowiedziałam szczerze. – Mam wrażenie, że próbujesz wymazać to, co było. A przecież on dopiero co odszedł.

– Nie próbuję wymazać – odparła. – Próbuję przetrwać. Nie chcę być tylko wdową. Mam jeszcze życie przed sobą. Ty masz męża, pracę, dom. A ja? Zostałam z niczym. Nie chcę spędzić reszty dni w kapciach, czekając, aż ktoś się nade mną zlituje.

Nie umiałam odpowiedzieć. Może rzeczywiście nie rozumiałam, co czuła. Może byłam zbyt skupiona na sobie, na własnych zasadach. Nigdy nie powiedziałam jej, że czuję się, jakby zabierała mi przestrzeń. I ona też nigdy nie powiedziała, że czuje się zagubiona.

Życie nie poczeka

Tej nocy długo nie mogłam zasnąć. Leżałam w łóżku i myślałam o tym, jak łatwo oceniamy innych, nie wiedząc, co naprawdę przeżywają. Teściowa nie była już tą samą kobietą, która przez lata gotowała rosół i cerowała skarpetki. Teraz chciała coś dla siebie. Coś, na co może wcześniej nie miała odwagi, czasu albo przestrzeni.

Następnego dnia rano zrobiła nam kawę. Usiadłyśmy przy stole bez słów. Dopiero po chwili zapytała:

– Mogę ci oddać tamtą sukienkę. Już jej nie potrzebuję.

– Zostaw ją sobie – odpowiedziałam. – Wyglądałaś w niej dobrze.

Spojrzała na mnie z lekkim uśmiechem, trochę zawstydzona. W tym spojrzeniu zobaczyłam kobietę, która mimo wszystko nadal kochała. Może nie potrafiła tego pokazać tak, jak inni tego oczekiwali, ale to nie znaczyło, że nie czuła.

Nie wszystko wróciło do normy. Czasem nadal czułam złość, kiedy przymierzała moje rzeczy. Nadal nie rozumiałyśmy się do końca. Ale nauczyłam się odpuszczać. Dla niej, dla siebie, dla naszego wspólnego domu. Życie potrafi zaskakiwać. Czasem trzeba po prostu pozwolić mu płynąć, nawet jeśli kierunek wydaje się dziwny.

Ewa, 35 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama