Mama zawsze kochała kolory. Pamiętam, jak za dziecka patrzyłam z fascynacją na jej szafę pełną kwiecistych sukienek, jaskrawych apaszek i kolorowych swetrów. Ojciec śmiał się, że przypomina rajskiego ptaka, który zrządzeniem losu wylądował w szarym, blokowym krajobrazie naszego miasta. Ale to było kiedyś.

WIDEO

player placeholder

Zrobiło mi się gorąco

Kiedy tata zmarł niespodziewanie na zawał, wszystko zszarzało. Dosłownie i w przenośni. Dom wydawał się pusty, a mama zgasła. Na pogrzebie wyglądała jak cień samej siebie, spowita w czerń, z oczami czerwonymi od płaczu. Ja sama ledwo trzymałam się na nogach, a mój brat, Kuba, musiał nas obie podtrzymywać, żebyśmy nie upadły. Wydawało mi się, że żałoba będzie trwać wiecznie, a przynajmniej przez najbliższy rok. Taka była tradycja, tak wypadało, tak czułam.

Jednak zaledwie dwa miesiące później coś zaczęło się zmieniać. Przyszłam do niej w niedzielę na obiad. Spodziewałam się zastać ją w starym dresie, z zapuchniętymi oczami, oglądającą telewizję. Zamiast tego drzwi otworzyła mi kobieta w jasnej, błękitnej sukience w drobne, żółte kwiaty. Włosy miała ułożone, a usta delikatnie pociągnięte szminką.

Zobacz także:

 O, Dorotko, wejdź  powiedziała z uśmiechem, którego nie widziałam od dnia śmierci ojca.

Stanęłam jak wryta. Zrobiło mi się gorąco.

 Mamo, wychodzisz gdzieś?  zapytałam, starając się, żeby mój głos brzmiał naturalnie, choć w środku aż się gotowałam.

 Nie, kochanie. Po prostu uznałam, że czas przestać wyglądać jak upiór. Twój ojciec by tego nie chciał.

Poczułam kłucie w klatce piersiowej. Mój ojciec by tego nie chciał? Przecież on zmarł zaledwie osiem tygodni temu! Czy to naprawdę czas na kwieciste sukienki i szminkę? Weszłam do kuchni i zaczęłam bezmyślnie nakrywać do stołu.

 Kuba też przyjdzie?  zapytałam, starając się zmienić temat.

 Nie, mówił, że ma dużo pracy, ale wpadnie w tygodniu. Zrobimy sobie dzisiaj taki babski obiad.

Obiad minął w dziwnej atmosferze. Mama opowiadała o sąsiadkach, o serialu, o tym, że zapisała się na zajęcia z ceramiki w domu kultury. Słuchałam jej z rosnącym niedowierzaniem. Gdzie była wdowa pogrążona w smutku? Gdzie łzy? Przecież byli ze sobą ponad trzydzieści lat!

Rozłączyłam się zła

Wieczorem zadzwoniłam do Kuby. Musiałam z kimś porozmawiać, wyrzucić z siebie to oburzenie.

 Widziałeś ją dzisiaj?  wypaliłam, ledwo odebrał.

 Nie, mówiłem ci, że mam urwanie głowy. A co się stało?

 Założyła tę swoją błękitną sukienkę w kwiaty. I umalowała się. Kuba, minęły dopiero dwa miesiące!

Po drugiej stronie słuchawki zapadła cisza.

 Dorota, daj spokój  powiedział w końcu cicho.  Ona ma prawo do odrobiny radości. Przecież nie może do końca życia siedzieć w czerni i płakać.

 Ale to nie jest koniec życia, to dopiero początek żałoby!  krzyknęłam.  Jak to w ogóle wygląda? Sąsiedzi gadają, rodzina patrzy…

 Mam gdzieś, co gadają sąsiedzi. Ważne, żeby mama jakoś sobie z tym poradziła. Każdy przeżywa żałobę inaczej.

Rozłączyłam się zła i rozczarowana. Kuba zawsze stawał po jej stronie, zawsze ją usprawiedliwiał. Ale ja nie potrafiłam zrozumieć, jak można tak szybko zapomnieć.

Zrobiło mi się niedobrze

Kolejne tygodnie przyniosły jeszcze więcej zmian. Mama zaczęła wychodzić wieczorami. Mówiła, że spotyka się z koleżankami, że chodzą do kina albo na kawę. Próbowałam z nią o tym porozmawiać, ale zbywała mnie żartami. Zaczęłam czuć narastającą złość. Ojciec leżał na cmentarzu, a ona bawiła się w najlepsze.

Szczyt wszystkiego nastąpił w zeszły wtorek. Przyszłam do niej po pracy, żeby oddać jej książkę. Nie było jej w domu, ale miała w zwyczaju zostawiać mi zapasowe klucze w umówionym miejscu na wypadek awarii. Weszłam do mieszkania i położyłam książkę na stole w przedpokoju. Wtedy mój wzrok padł na jej torebkę, która leżała otwarta na krześle. Zwykle nie zaglądam w cudze rzeczy, ale z torebki wystawał kawałek kolorowego kartonika.

Nie mogłam się powstrzymać. Wyciągnęłam go. To był bilet do teatru. Na komedię. Na dzisiejszy wieczór. Ale to nie sam bilet mnie zszokował, tylko to, że obok niego leżał drugi. Dokładnie na to samo przedstawienie, na miejsce obok. Zrobiło mi się niedobrze. Z kim ona idzie do teatru? Z koleżanką? Dlaczego w takim razie ma oba bilety u siebie? Przecież zawsze kupowały osobno, albo rozliczały się od razu. A może… nie, to niemożliwe. Odgoniłam od siebie tę myśl, ale ziarno niepokoju zostało zasiane.

Postanowiłam zaczekać na nią w mieszkaniu. Chodziłam z kąta w kąt, czując, jak złość miesza się ze strachem. Kiedy usłyszałam zgrzyt klucza w zamku, stanęłam w przedpokoju z założonymi rękami. Mama weszła w doskonałym humorze, nucąc coś pod nosem. Na mój widok zamarła.

 Dorota? Co ty tu robisz?

 Przyniosłam książkę  odpowiedziałam zimno.  Z kim idziesz do teatru?

Jej wzrok od razu powędrował w stronę torebki.

 Z… z Krystyną  odpowiedziała szybko, unikając mojego wzroku.

 Z Krystyną? Krystyna wyjechała wczoraj do sanatorium, sama mi o tym mówiłaś.

Mama zbladła. Przez chwilę milczała, szukając odpowiednich słów.

 Z kim idziesz, mamo?!  powtórzyłam, podnosząc głos.

 Z panem Markiem  powiedziała w końcu cicho.  Poznaliśmy się na ceramice.

Wybiegłam z mieszkania

Poczułam, jakby ktoś uderzył mnie w twarz. Pan Marek. Z ceramiki. Dwa miesiące po śmierci ojca moja matka idzie na randkę do teatru z jakimś obcym facetem.

 Jak możesz?  wykrztusiłam. Łzy napłynęły mi do oczu Jak możesz mu to robić? Tacie? Nam?

 Dorota, to nie tak jak myślisz…  zaczęła, robiąc krok w moją stronę, ale cofnęłam się gwałtownie.

 A jak? Wdowa w żałobie idzie na komedię z gachem! Przecież to obrzydliwe! Ledwo tata ostygł, a ty już szukasz pocieszenia w ramionach innego?

 Przestań!  krzyknęła, a w jej oczach pojawiły się łzy.  Nie masz pojęcia, o czym mówisz! To tylko wyjście do teatru! Jestem samotna, Dorota! Jesteś dorosła, masz swoje życie, Kubę też rzadko widuję. Siedzę w tych czterech ścianach i duszę się!

 To idź na cmentarz!  wrzasnęłam.  Tam leży twój mąż!

Wybiegłam z mieszkania, trzaskając drzwiami. Zbiegłam po schodach, nie patrząc przed siebie. W głowie mi huczało. Czułam się zdradzona. Zrozpaczona. Mój ojciec nie zasłużył na coś takiego. Przez kilka następnych dni nie odbierałam od niej telefonów. Kuba dzwonił i pisał, prosząc, żebym się uspokoiła i porozmawiała z matką, ale ignorowałam go. Dla mnie sprawa była jasna – mama sprofanowała pamięć po ojcu.

Zostawił mnie z tymi słowami

Tydzień później siedziałam w kawiarni, gapiąc się bezmyślnie w ekran telefonu. Wciąż nie odezwałam się do matki. Nagle ktoś usiadł naprzeciwko mnie. Podniosłam wzrok. To był Kuba.

 Musimy pogadać  powiedział twardo, kładąc dłonie na stole.

 Nie mamy o czym.

Mamy. Byłem wczoraj u mamy.

Spojrzałam na niego z niechęcią. Czego on ode mnie oczekuje? Żebym przyklasnęła jej romansom?

 I co, była z panem Markiem?  zapytałam zjadliwie.

Kuba westchnął ciężko.

 Nie. Była sama. I płakała, Dorota. Płakała tak, jak na pogrzebie taty.

Zamarłam.

 Po prostu chciała wyjść z domu. Chciała poczuć, że jeszcze żyje. Zrozum, ona całe życie spędziła z tatą. Kiedy go zabrakło, poczuła, że zapada się pod ziemię. Te kolory, te wyjścia… to jej sposób na przetrwanie. Ona boi się samotności bardziej niż czegokolwiek innego.

 Ale to nie w porządku…  szepnęłam, choć w moim głosie nie było już tej samej pewności co wcześniej.

 Co jest w porządku, Dorota? Płakanie w poduszkę do końca życia? Tata chciałby, żeby była szczęśliwa. Sama dobrze o tym wiesz.

Zostawił mnie z tymi słowami. Siedziałam w kawiarni jeszcze długo po jego wyjściu. Myślałam o tacie. O tym, jak zawsze przynosił jej kwiaty bez okazji. Jak uśmiechał się, gdy zakładała te swoje jaskrawe sukienki. Czy naprawdę chciałby, żeby po jego śmierci zwiędła? Wróciłam do domu z ciężkim sercem. Nie wiedziałam, co robić. Z jednej strony wciąż czułam złość i żal, że tak szybko zaczęła nowe życie. Z drugiej  słowa Kuby ciągle brzmiały mi w uszach.

Następnego dnia kupiłam bukiet żółtych tulipanów  ulubionych kwiatów mamy. Stanęłam pod jej drzwiami, czując gulę w gardle. Zadzwoniłam. Drzwi otworzyły się. Mama miała na sobie stary dres. Była blada, a jej oczy  zapuchnięte.

Dorota, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych wydarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także: