„Koleżanki uważają, że mój mąż to dar z niebios. Co z tego, że sprząta i gotuje, skoro skrywa wstydliwą tajemnicę?”
„Odwróciłam się i poszłam do sypialni, czując się tak upokorzona, jak nigdy w życiu. Zwinęłam się w kłębek pod kołdrą i pozwoliłam łzom płynąć w poduszkę. To nie była kwestia jednej nocy, to była nasza zimna rzeczywistość”.

Mój mąż to przystojny, wysoki brunet o ujmującym uśmiechu, który gotuje, sprząta, otwiera przede mną drzwi i wnosi ciężkie zakupy. Moje przyjaciółki widzą w nim ideał faceta, jak z romansu.
Zazdrościły mi
Za każdym razem, kiedy spotykamy się w babskim gronie czuję, jak żółć podchodzi mi do gardła, choć na ustach mam przyklejony szeroki uśmiech. Temat, jak to zwykle bywa w kobiecym towarzystwie, szybko zszedł na facetów.
– Nie no, Sylwia, ty to właściwie nie powinnaś się odzywać – zaśmiała się Gośka. – Twój Adrian to jest inna liga. Jak on na ciebie patrzy! Jakbyś była jedyną kobietą na świecie.
– Dokładnie – zawtórowała jej Monika. – Mój Tomek po pięciu latach małżeństwa zauważa mnie tylko wtedy, gdy kończą się czyste skarpetki albo trzeba zrobić obiad. A Adrian? Kwiaty bez okazji, wyjazdy, prezenty. Masz w domu skarb. Pewnie iskry lecą tak, że sąsiedzi dzwonią po straż pożarną.
Zaśmiały się głośno, a ja poczułam smutek. Ostatnie iskry w naszym domu były wtedy, gdy spaliła się żarówka w przedpokoju. Pokiwałam jednak głową.
– Jest kochany – powiedziałam, co one odebrały jako skromność szczęśliwej żony.
Nie znają prawdy
Jak miałam im powiedzieć, że ten wspaniały, szarmancki mężczyzna, którego mi zazdroszczą, od prawie roku nie dotknął mnie w sposób, w jaki mąż dotyka żony? Wstyd dławił mnie od środka. Czułam się wybrakowana, nieatrakcyjna i odrzucona, ale na zewnątrz wciąż grałam rolę królowej życia u boku księcia z bajki.
Wróciłam do domu późnym wieczorem. Adrian siedział na kanapie, wpatrzony w ekran laptopa, z którym ostatnio niemal się nie rozstawał. Wyglądał nienagannie, nawet w domowym dresie.
– Cześć – rzuciłam, zdejmując buty.
– Cześć, kochanie – odpowiedział, nie odrywając wzroku od komputera. – Jak spotkanie? Dziewczyny zadowolone?
– Tak, jak zawsze. Pozdrawiają cię.
Uśmiechnął się kącikiem ust, ale jego oczy pozostały skupione na ekranie.
– Zrobiłem kolację, sałatka jest w lodówce.
Oczywiście, że zrobił kolację. Był perfekcyjny. Wyręczał mnie w obowiązkach, dbał o dom, płacił rachunki na czas. Był najlepszym przyjacielem, jakiego mogłam sobie wymarzyć. Ale ja nie potrzebowałam przyjaciela. Potrzebowałam męża.
Czułam się niechciana
Poszłam do łazienki, by zmyć makijaż. Patrząc w lustro, zastanawiałam się, co jest ze mną nie tak. Dbam o siebie, chodzę na siłownię. Nie jestem modelką, ale nigdy nie narzekałam na brak powodzenia. Dlaczego więc on mnie nie widzi? Postanowiłam spróbować jeszcze raz. Włożyłam jedwabną koszulkę nocną, skropiłam nadgarstki perfumami. Czułam się jak nastolatka idąca na pierwszą randkę. Weszłam do pokoju. Adrian zamknął laptopa i przetarł oczy.
– Idziesz już spać? – zapytałam, podchodząc bliżej.
Spojrzał na mnie. Przez ułamek sekundy widziałam w jego oczach coś, co przypominało dawnego Adriana – błysk zainteresowania, ale to trwało moment.
– Tak, zaraz przyjdę – powiedział, delikatnie, ale stanowczo usuwając moją rękę ze swojego ramienia. – Muszę tylko wysłać jeszcze jednego maila. Połóż się, nie czekaj.
Słyszałam to zdanie setki razy w ciągu ostatnich miesięcy. Wiedziałam, co to oznacza. Przyjdzie za dwie godziny, kiedy będę już spała, albo udawała, że śpię. Położy się na samym brzegu materaca, odwrócony plecami.
– Adrian… – zaczęłam, czując, jak łzy napływają mi do oczu. – Może zostawisz to na jutro? Jest piątek.
– Mam ważny projekt. Muszę trzymać rękę na pulsie.
Sprawdzałam go
Odwróciłam się i poszłam do sypialni, czując się tak upokorzona, jak nigdy w życiu. Zwinęłam się w kłębek pod kołdrą i pozwoliłam łzom płynąć. To nie była kwestia jednej nocy, to była nasza zimna rzeczywistość.
Przez kolejne tygodnie żyłam w stanie ciągłego napięcia. W mojej głowie zaczęły rodzić się scenariusze, których wcześniej nawet nie dopuszczałam do myśli. Skoro facet, który wcześniej nie mógł oderwać ode mnie rąk, nagle traktuje mnie jak mebel, musi być jakiś powód.
Pierwsza myśl: inna kobieta. To banalne, ale najbardziej prawdopodobne. Zaczęłam go obserwować. Sprawdzałam, o której wraca z pracy, czy wychodzi rozmawiać przez telefon, czy pachnie obcymi perfumami. Nic. Adrian był wręcz boleśnie przewidywalny. Praca, dom, zakupy, czasem siłownia.
Pewnego dnia, gdy brał prysznic, wzięłam jego telefon. Znałam kod – data naszego ślubu. Przejrzałam wiadomości, połączenia. Czysto. Rozmowy z szefem, z kolegami o piłce nożnej, ze mną o liście zakupów. Poczułam ulgę, ale zaraz potem przyszła kolejna fala niepokoju. Skoro nie ma innej kobiety, to dlaczego?
Wreszcie wybuchłam
Może jest chory? Może ma problemy, o których wstydzi się powiedzieć? Zaczęłam analizować naszą dietę, sugerować badania kontrolne. Adrian zbywał to śmiechem, twierdząc, że jest zdrowy jak ryba.
– Przestań mnie niańczyć – powiedział, gdy zapytałam o poziom jego testosteronu. – Wszystko jest w porządku. Po prostu mam dużo na głowie. Czy ty musisz wszystko analizować?
– Tak, muszę! – wybuchłam. – Bo żyjemy jak rodzeństwo, a nie małżeństwo! Ja tak dłużej nie mogę. Jestem kobietą, potrzebuję bliskości. Jeśli ci się nie podobam, to mi to powiedz. Jeśli kogoś masz, też mi powiedz, ale nie karz mnie tą obojętnością!
Patrzył na mnie zszokowany, jakby pierwszy raz dotarło do niego, jak bardzo jestem zdesperowana.
– Nie mam nikogo – powiedział. – I podobasz mi się. Jesteś najpiękniejszą kobietą, jaką znam.
– To dlaczego mnie nie dotykasz? Dlaczego uciekasz wzrokiem?
– Nie wiem, o czym mówisz. Po prostu jestem zmęczony. Przepraszam, jeśli tak to odbierasz.
Przez dwa dni był milszy, przytulił mnie, pocałował na dobranoc. Ale bariera w sypialni pozostała nienaruszona. Czułam, że jest między nami tajemnica, mur, którego nie potrafię przebić.
Odkryłam prawdę
Przełom nastąpił w najmniej oczekiwanym momencie. Adrian wyjechał na delegację. Zostałam sama w domu. Postanowiłam zrobić generalne porządki w domowym biurze. Chciałam po prostu wytrzeć kurze na najwyższych półkach. Wdrapałam się na krzesło i sięgnęłam do rzędu segregatorów. Jeden z nich wysunął mi się z dłoni i upadł na podłogę. Metalowy mechanizm trzasnął, a papiery rozsypały się po dywanie.
Zeszłam, klnąc pod nosem na własną niezdarność, i zaczęłam zbierać dokumenty. I wtedy to zobaczyłam. To nie były dokumenty firmowe. To były pisma z banków. Kredyty, pożyczki chwilówki, pisma od firm windykacyjnych. Kwoty były przerażające. Zaczęłam układać to w całość. Daty na pismach zbiegały się z czasem, kiedy Adrian zaczął się wycofywać.
Mój idealny mąż, który zawsze dbał o to, byśmy żyli na wysokim poziomie, tonął w długach. Wakacje na Malediwach? Kredyt. Nowy samochód? Leasing, którego raty przestał spłacać trzy miesiące temu. Remont kuchni? Kolejna pożyczka.
Żył na kredytach
Zrozumiałam, że ten ważny projekt i siedzenie po nocach to nie była praca, która przynosi zyski. To była desperacka próba łatania dziur. Zamiast złości na długi, zrozumiałam, dlaczego unikał bliskości.
Dla faceta takiego jak Adrian, wychowanego w przekonaniu, że mężczyzna musi być skałą i żywicielem, ta sytuacja była katastrofą. Czuł się jak nieudacznik. Jak mógł cieszyć się bliskością ze mną, skoro w swojej głowie zawiódł mnie na całej linii? Każde moje spojrzenie, każdy uśmiech, każde „kocham cię” musiało być dla niego torturą, bo myślał, że kochałam jego wersję, która nie istnieje. Jego libido nie zniknęło. Zostało zmiażdżone przez wstyd i strach.
Gdy wrócił z delegacji, czekałam na niego. Nie było kolacji, nie było wina. Na stoliku leżał ten jeden, nieszczęsny segregator. Wszedł do domu z uśmiechem, niosąc bukiet moich ulubionych tulipanów.
– Cześć, kochanie! Tęskniłem – zawołał od progu.
Wydało się
Gdy wszedł do salonu i zobaczył moją twarz, a potem papiery na stole, uśmiech zniknął w ułamku sekundy. Zbladł tak bardzo, że bałam się, iż zemdleje.
– Nie musisz wyjaśniać, co to jest – powiedziałam spokojnie. – Chcę wiedzieć, dlaczego mi nie powiedziałeś. Dlaczego pozwoliłeś mi żyć w nieświadomości i dlaczego przez to zniszczyłeś nasze małżeństwo?
Usiadł na fotelu, chowając twarz w dłoniach. Przez długą chwilę milczał.
– Chciałem ci dać wszystko. Chciałem, żebyś była dumna. Na początku szło dobrze, ale potem jedna inwestycja nie wypaliła. Myślałem, że to odrobię. Brałem kolejne zlecenia, kolejne pożyczki, żeby spłacić poprzednie. Zapętliłem się.
– I myślałeś, że ukrywanie tego to dobre rozwiązanie?
– Bałem się, że jak się dowiesz, że jestem bankrutem, że sobie nie radzę, to przestaniesz mnie kochać. Że zobaczysz we mnie nieudacznika.
Podeszłam do niego.
– I dlatego odtrącałeś mnie w łóżku? – zapytałam wprost.
– Jak mogłem cię dotykać, patrząc ci w oczy, wiedząc, że cię okłamuję? Czułem, że nie zasługuję na ciebie. Stres mnie zjadał. Nie byłem w stanie myśleć o tych sprawach.
Wszystko stało się jasne
To nie brak miłości, nie inna kobieta, nie znudzenie, tylko ciężar, który postanowił dźwigać sam, a który przygniótł nas oboje. Jego męska duma, która kazała mu cierpieć w milczeniu, zamiast poprosić o pomoc, prawie nas zniszczyła. To nie była łatwa rozmowa. On tłumaczył, przepraszał, wyjaśniał. Okazało się, że sytuacja jest trudna, ale nie beznadziejna. Mieliśmy oszczędności, mogliśmy sprzedać samochód.
– Myślałem, że mnie zostawisz – powiedział. – Koleżanki ci zazdroszczą bogatego męża, a masz męża z długami.
– Koleżanki zazdroszczą mi obrazka – odparłam. – A ja nie wyszłam za mąż za obrazek ani za twoje pieniądze. Wyszłam za ciebie. Jesteś idiotą, że mi nie powiedziałeś, ale jesteśmy w tym razem.
Przytulił mnie wtedy. To był uścisk tonącego, który znalazł deskę ratunku. Czułam jego bicie serca, jego ciepło. Mur runął. Tamtej nocy Adrian zasnął, trzymając mnie mocno. Po raz pierwszy od miesięcy nie odwrócił się plecami. Czasem trzeba stracić wszystko, co na pokaz, żeby odzyskać to, co naprawdę ważne.
Sylwia, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Każdy facet jest taki sam. Wolę obchodzić Dzień Singla, niż dawać się nabrać na walentynkowe bajery”
- „Myślałam, że mąż był w delegacji. Paragon z 14 lutego pokazał mi, co naprawdę robił w walentynki”
- „Gdy mąż podarował mi bukiet tulipanów, sądziłam, że wybudził się z zimowego snu. Niestety jedna jaskółka wiosny nie czyni”

