Reklama

Czasem jedno zdanie potrafi zostać w głowie na dłużej niż cała rozmowa. Tak było wtedy, gdy stałam obok niej i czułam ten intensywny zapach drogich perfum, który wypełniał całe pomieszczenie. Wszyscy patrzyli z podziwem, a ja myślałam tylko o tym, jak różne mogą być życia ludzi, którzy z pozoru mają wszystko. I jak bardzo można się pomylić, patrząc tylko na to, co widać na pierwszy rzut oka.

Chwilę stałyśmy w ciszy

Spotkałyśmy się przypadkiem, w miejscu, gdzie zawsze wpadałam tylko na chwilę. Ona stała przy oknie, idealnie ubrana, spokojna, jakby nic nigdy nie wytrącało jej z równowagi. Kiedy się odwróciła, poczułam zapach perfum: ciężki, elegancki, taki, który nie znika od razu.

— Dawno się nie widziałyśmy — powiedziała z lekkim uśmiechem. — Co u ciebie?

— Zwyczajnie — odpowiedziałam, choć w środku czułam lekkie ukłucie. — Praca, dom, codzienność.

Skinęła głową, jakby dokładnie wiedziała, co mam na myśli, choć przecież nasze codzienności wyglądały zupełnie inaczej. U niej wszystko było dopięte na ostatni guzik. Duży dom, wyjazdy, rzeczy, o których mówiło się szeptem.

— Widzę, że nic się nie zmieniłaś — rzuciła. — Nadal jesteś… taka prawdziwa.

Nie wiedziałam, czy to komplement, czy tylko grzeczność. Przez chwilę stałyśmy w ciszy. Ludzie przechodzili obok, ktoś się śmiał, ktoś inny podnosił głos. A między nami rosło coś niewypowiedzianego.

— A ty? — zapytałam w końcu. — Wyglądasz na szczęśliwą.

Zaśmiała się krótko, niemal automatycznie.

— Wyglądam — powtórzyła. — To najważniejsze.

Usiadłyśmy przy stoliku. Opowiadała o nowych zakupach, o planach, o rzeczach, które brzmiały jak wyliczanka. Słuchałam, kiwając głową, aż w pewnym momencie przerwała sama sobie:

— Wiesz… — zaczęła ciszej. — Czasem zazdroszczę ci tego, że potrafisz się śmiać tak po prostu.

Spojrzałam na nią zaskoczona.

— Przecież masz wszystko.

— Wszystko oprócz spokoju — odpowiedziała, bawiąc się flakonikiem perfum, który wyjęła z torebki. — Ten zapach? To tylko dodatek. Żeby nie było czuć pustki.

Te słowa zawisły między nami ciężkie jak zapach tych perfum. Wtedy po raz pierwszy pomyślałam, że może to ja mam więcej, niż mi się wydawało.

Uśmiechnęła się smutno

Kilka dni później zadzwoniła do mnie niespodziewanie. Jej imię mignęło na ekranie telefonu i przez moment wahałam się, czy odebrać. Zrobiłam to odruchowo.

— Masz chwilę? — zapytała bez wstępów. Jej głos był inny niż ostatnio. Mniej gładki.

Spotkałyśmy się u niej. Dom wyglądał jak z katalogu: jasne wnętrza, cisza, w której aż dzwoniło w uszach. Zdjęła płaszcz, starannie odwiesiła go na miejsce, jakby bała się, że jeden niekontrolowany ruch coś zepsuje.

On jeszcze w pracy — rzuciła, prowadząc mnie do salonu. — Zawsze wraca późno.

Usiadłyśmy naprzeciwko siebie. Tym razem nie pachniała tak intensywnie. Albo ja już przestałam na to zwracać uwagę.

— Pamiętasz, jak mówiłaś, że mam wszystko? — zapytała nagle.

Skinęłam głową.

— Wtedy ci nie odpowiedziałam. Bo łatwiej milczeć niż tłumaczyć się z rzeczy, których sama nie rozumiem.

Wstała i podeszła do okna. Stała tam chwilę, plecami do mnie.

— On jest dobry… na swój sposób. Zapewnia bezpieczeństwo. Decyduje. Kupuje. — Odwróciła się gwałtownie. — Ale nigdy nie pyta, czego ja chcę.

— Może myśli, że wie — powiedziałam ostrożnie.

— Właśnie. Myśli.

Usiadła ciężko na kanapie i zakryła twarz dłońmi.

— Czasem mam wrażenie, że jestem dodatkiem. Jak te perfumy. Ładne, drogie, ale w gruncie rzeczy zbędne.

Nie wiedziałam, co powiedzieć. Nigdy nie byłam w jej świecie, ale nagle zobaczyłam go bez tej błyszczącej otoczki.

— Boję się — dodała ciszej. — Że jeśli przestanę pasować, zostanę wymieniona na coś nowszego.

Podeszłam bliżej i położyłam dłoń na jej ramieniu. Drgnęła.

— Miłość nie powinna tak wyglądać — powiedziałam, bardziej do siebie niż do niej.

Uśmiechnęła się smutno.

— Wiem. Tylko nie każdy ma odwagę jej poszukać.

Gdy wychodziłam, w drzwiach znów sięgnęła po perfumy. Rozpyliła je w powietrzu, jak tarczę ochronną. A ja wiedziałam już, że ten zapach nie ma nic wspólnego ze szczęściem.

Rzuciła telefon na stół

Od tamtej wizyty zaczęłyśmy widywać się częściej. Zawsze wtedy, gdy jej dom był pusty, a zegar tykał zbyt głośno. Zauważyłam, że coraz rzadziej sięga po perfumy. Jakby przestały być jej potrzebne, a może przestała wierzyć, że coś jeszcze mogą ukryć.

— Myślałam, że tak już jest — powiedziała pewnego popołudnia, mieszając herbatę bez przekonania. — Że miłość zmienia się w spokój, a spokój w obojętność.

— A co czujesz teraz? — zapytałam.

Zawahała się.

— Samotność. Najgorszą z możliwych, bo we dwoje.

Wtedy zadzwonił telefon. Spojrzała na ekran i westchnęła.

— To on.

Odebrała. Słyszałam tylko jej krótkie odpowiedzi, coraz bardziej napięte.

— Tak… rozumiem… jak zawsze.

Rozłączyła się i rzuciła telefon na stół.

— Nie wróci dziś. Ważne spotkanie. Zawsze ważniejsze ode mnie.

— Powiedziałaś mu kiedyś, jak się czujesz? — zapytałam.

Spojrzała na mnie, jakbym zapytała o coś zakazanego.

— A po co? Żeby usłyszeć, że przesadzam? Że mam wszystko i powinnam być wdzięczna?

Wstała i zaczęła chodzić po pokoju.

— Najgorsze jest to, że ja już nawet nie tęsknię. Tylko czekam, aż dzień się skończy.

Te słowa uderzyły mnie mocniej, niż się spodziewałam. Pomyślałam o własnym życiu, o prostych chwilach, które brałam za oczywiste.

— Może jeszcze nie jest za późno — powiedziałam cicho.

Zatrzymała się.

— A jeśli już przegapiłam moment, w którym mogłam coś zmienić?

Nie odpowiedziałam. Bo czasem prawda jest taka, że nikt nie wie, kiedy ten moment mija. Zrozumiałam jednak jedno — ona nie pachniała już luksusem. Pachniała strachem przed pustką, którą sama zaczęła dostrzegać.

Zaśmiała się krótko

Wieczorem napisała do mnie krótką wiadomość: „Możesz przyjechać?”. Nie dodała nic więcej. Wystarczyło. Drzwi otworzyła niemal natychmiast. Bez uśmiechu, bez zapachu perfum. Miała na sobie zwykły sweter, włosy niedbale związane. Wyglądała… normalnie. I chyba pierwszy raz prawdziwie.

— Pokłóciliśmy się — powiedziała od razu, jakby bała się, że jeśli tego nie wypowie, cofnie się w sobie.

Usiadłyśmy w kuchni. Na blacie leżała koperta.

— Zostawił to — dodała. — Harmonogram na najbliższe miesiące. Jego wyjazdy, spotkania, kolacje. Wszystko rozpisane. Mnie tam nie ma.

— Co mu powiedziałaś? — zapytałam.

Zaśmiała się krótko.

— Że czuję się samotna. Że brakuje mi bliskości. Że nie chodzi o pieniądze ani rzeczy.

— I?

— Spojrzał na mnie, jakby słuchał obcego języka. — Zawiesiła głos. — Powiedział, że dramatyzuję. Że powinnam się cieszyć, bo inni mają gorzej.

Zamilkła. Potem dodała ciszej:

— Wtedy zrozumiałam, że on mnie w ogóle nie zna. I chyba nigdy nie chciał poznać.

Wstała i otworzyła szafkę. Wyjęła flakonik perfum. Ten sam, który wcześniej nosiła wszędzie.

— Pamiętasz, jak mówiłaś, że pięknie pachnę? — zapytała.

— Tak.

— Kupował mi je zawsze, gdy coś było nie tak. Jakby zapach miał załatwić sprawę.

Postawiła flakonik na blacie i odsunęła go od siebie.

— Dziś po raz pierwszy nie chcę nim pachnieć. Chcę czuć cokolwiek prawdziwego. Nawet jeśli to boli.

Patrzyłam na nią i wiedziałam, że coś się w niej przesunęło. Jeszcze nie wiedziała, co zrobi dalej, ale przestała się oszukiwać. A to bywa początkiem rzeczy, które burzą całe dotychczasowe życie.

Usiadłyśmy na podłodze

Nie wiem dokładnie, kiedy podjęła decyzję. Nie było wielkich słów ani dramatycznych gestów. Po prostu pewnego dnia zadzwoniła i powiedziała:

Wyprowadziłam się na jakiś czas.

„Na jakiś czas” brzmiało jak asekuracja, jakby bała się nazwać rzeczy po imieniu. Spotkałyśmy się w małym mieszkaniu, które wynajęła. Puste ściany, kilka kartonów, cisza zupełnie inna niż ta w jej dawnym domu. Lżejsza.

— Jest tu biednie — zażartowała, rozglądając się wokół. — I wiesz co? Oddycham pełną piersią.

Usiadłyśmy na podłodze, opierając się o ścianę. Nie pachniała już niczym szczególnym. Ani luksusem, ani smutkiem. Pachniała sobą.

On nie rozumie — powiedziała po chwili. — Pytał, jak mogłam to wszystko zostawić.

— A ty? — zapytałam.

— Odpowiedziałam, że nigdy tego nie miałam.

Spojrzała na mnie z czymś, czego wcześniej u niej nie widziałam. Z odwagą pomieszaną z lękiem.

— Nie wiem, co będzie dalej. Może popełniam błąd. Ale pierwszy raz od lat czuję, że to moje życie.

Wracałam do domu z myślą, że bogactwo potrafi pięknie pachnieć, ale miłości nie da się zamknąć we flakoniku. Można mieć wszystko i nie mieć nic. A można stracić wiele, żeby wreszcie poczuć sens. I już nigdy, gdy czuję drogie perfumy, nie myślę o szczęściu. Myślę o niej. I o tym, jak długo potrafimy mylić zapach z miłością.

Ola, 42 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama