„Przesiąkłem zapachem perfum kochanki, więc szybko kupiłem takie same żonie. Kłamstwo wyszło na jaw”
„Przez kilka dni wszystko wydawało się spokojniejsze. Żona używała nowych perfum codziennie, jakby chciała je oswoić, uczynić częścią siebie. Ja oddychałem lżej, ale coś ściskało mnie w żołądku. To nie była ulga, raczej chwilowe zawieszenie wyroku”.

Zapach był pierwszą rzeczą, której nie potrafiłem zignorować. Zostawał na płaszczu, na kołnierzu koszuli, w pamięci. Myślałem, że da się go oswoić, przykryć czymś niewinnym, a nawet przekuć w gest troski. Przez chwilę wierzyłem, że spryt wystarczy. Nie przewidziałem tylko jednego – że prawda ma lepszy węch niż ja.
Zapach nie chciał wywietrzeć
Moja żona, Klaudia zawsze pachniała delikatnie. Czymś lekkim, prawie niewyczuwalnym, jak świeżo wyprane zasłony albo powietrze po deszczu. Dlatego tamtego wieczoru, kiedy pochyliła się nade mną w kuchni, serce zabiło mi szybciej, ale nie z czułości. Z niepokoju.
– Zmieniłeś wodę po goleniu? – zapytała mimochodem, sięgając po kubek.
– Co? Nie… chyba nie – odpowiedziałem za szybko.
Zapach był mój. A właściwie nie mój. Izy. Został na mnie po krótkim spotkaniu, które miało być rozmową, a skończyło się jak zawsze – zbyt blisko, zbyt długo. W windzie, kiedy wracałem do domu, próbowałem go jakoś wywietrzyć, ale to było jak rozmazywanie śladu zamiast jego usuwania.
Klaudia zmrużyła oczy.
– Dziwne. Pachniesz jakoś inaczej.
Wzruszyłem ramionami, udając obojętność. W środku panikowałem. Przez resztę wieczoru siedziałem spięty, odpowiadając półsłówkami, licząc minuty do snu. Gdy w końcu zgasiła lampkę, długo leżałem z otwartymi oczami, analizując każdy jej ruch, każde westchnienie.
Następnego dnia po pracy nie wróciłem od razu do domu. Wszedłem do drogerii, w której nigdy wcześniej nie byłem. Stałem przed półką z perfumami, czując się jak intruz. W telefonie miałem zapisane zdjęcie flakonu, który widziałem u Izy.
Sprzedawczyni uśmiechnęła się uprzejmie.
– W czym mogę pomóc?
– Szukam… prezentu dla żony – powiedziałem, a to słowo zabrzmiało jak oskarżenie.
Kiedy podała mi dokładnie ten zapach, poczułem ulgę. Głupią, krótką ulgę, jakbym właśnie wymyślił rozwiązanie doskonałe. Kupiłem go bez wahania, nawet nie sprawdzając ceny. Wieczorem wręczyłem Klaudii pudełko.
– Proszę – powiedziałem szybko. – Pomyślałem, że ci się spodoba. Bez okazji.
Uśmiechnęła się szczerze, a ja niemal uwierzyłem, że wszystko się udało. Spryskała nadgarstek i zamknęła oczy.
– Ładny – powiedziała po chwili. – Tylko… skąd wiedziałeś, że mi się spodoba?
– Wydawało mi się, że pasuje do ciebie – skłamałem, patrząc w podłogę.
Nie wiedziałem jeszcze, że właśnie wtedy zapach przestał być moją tarczą, a stał się początkiem końca.
Zadawała zbyt wiele pytań
Przez kilka dni wszystko wydawało się spokojniejsze. Klaudia używała nowych perfum codziennie, jakby chciała je oswoić, uczynić częścią siebie. Ja oddychałem lżej, chociaż za każdym razem, gdy czułem ten zapach w naszym mieszkaniu, coś ściskało mnie w żołądku. To nie była ulga, raczej chwilowe zawieszenie wyroku.
Iza pisała rzadziej, ale wystarczyło jedno krótkie „Musimy pogadać”, żebym znowu tracił grunt pod nogami. Spotkaliśmy się w kawiarni, neutralnym miejscu, które miało mnie uspokoić. Nie uspokoiło.
– Dziwnie pachniesz – powiedziała od razu, nachylając się nad stolikiem.
– Normalnie – odburknąłem.
– Nie. To… to moje perfumy.
Zamarłem. Spojrzałem na nią zbyt gwałtownie, jakby mogła mi wyczytać prawdę z oczu.
– To od ciebie – rzuciłem, choć wiedziałem, że brzmię niewiarygodnie.
Iza zmarszczyła brwi.
– Adrian, ja ten zapach znam od lat. Tylko… Skąd on się u ciebie wziął?
Powtórzyłem swoją wersję – że jej zapach został na mnie. Wpatrywałem się w filiżankę, jakby mogła mnie uratować. Ona westchnęła ciężko. Przejrzała mnie na wylot.
– Nie mów mi, że… – urwała. – Kupiłeś go swojej żonie?
Milczenie było gorsze niż przyznanie się.
– Chciałem uniknąć problemów – powiedziałem w końcu. – To tylko perfumy.
Zaśmiała się krótko, bez cienia radości.
– No właśnie. Tylko perfumy. A ty nimi wszystko pomieszałeś.
Wróciłem do domu rozbity. Klaudia siedziała na kanapie z laptopem na kolanach. Kiedy mnie zobaczyła, zamknęła go powoli.
– Adrian, mogę cię o coś zapytać? – Jej głos był spokojny, zbyt spokojny.
Usiadłem naprzeciwko.
– Jasne.
– Dzisiaj w pracy koleżanka zapytała mnie, czy zmieniłam perfumy na nowe, bo podobno pachnę jak jej siostra – spojrzała mi prosto w oczy. – Jej siostra ma na imię Iza.
Serce zaczęło mi walić.
– Przypadek – wymamrotałem. – Dużo kobiet używa tych perfum.
– Może – powiedziała cicho. – Ale wiesz, co nie jest przypadkiem? Że od tamtej pory patrzysz na mnie, jakbyś się bał, że coś powiem. Albo czegoś się domyślę.
Nie krzyczała. To było najgorsze. Czułem, że grunt znowu się osuwa, a zapach, który miał mnie chronić, wypełniał całe mieszkanie jak ciężka mgła.
Własna matka mnie pogrążyła
Przez kolejne dni unikaliśmy tematu, ale cisza między nami była głośniejsza niż jakakolwiek kłótnia. Klaudia poruszała się po mieszkaniu spokojnie i uważnie. Każdy jej gest wyglądał tak, jakby coś ważyła, odkładała w myślach na później. Ja chodziłem za nią wzrokiem, czując, że zegar już tyka.
Pewnego wieczoru wróciłem wcześniej. W przedpokoju stały jej buty, a w sypialni paliła się lampka. Zatrzymałem się w drzwiach, kiedy zobaczyłem ją siedzącą na łóżku. Przed nią leżał flakon perfum.
– Usiądź – powiedziała bez emocji.
Zrobiłem to, choć nogi miałem jak z waty. Klaudia wzięła flakon do ręki, powąchała korek, a potem odłożyła go ostrożnie, jakby był czymś kruchym.
– Byłam dziś u twojej mamy – zaczęła.
– Po co? – zapytałem, a głos mi się załamał.
– Nieważne. Zwróciła uwagę na moje perfumy i dodała, że nie kojarzy, żebym kiedykolwiek używała takich zapachów – spojrzała na mnie uważnie. – Za to przypomniała sobie, że kiedyś wspominałeś o koleżance z pracy, która zawsze pachniała „bardzo waniliowo”.
Nie miałem już siły zaprzeczać. Ramiona mi opadły.
– Klaudia…
– Nie przerywaj mi – ucięła. – Jeszcze nie skończyłam.
Wstała i podeszła do okna.
– Wiesz, co jest najgorsze? – ciągnęła ze smutną miną. – Nie to, że kłamałeś. Tylko że zrobiłeś ze mnie część tego kłamstwa. Chodziłam, pachnąc czymś, co nie było moje. Czymś, co należało do innej kobiety.
Podszedłem do niej.
– To był błąd. Głupi, desperacki błąd.
Odwróciła się gwałtownie.
– Błąd to źle zaparkować samochód. To było planowanie. Ukrywanie. Wybór.
Milczeliśmy chwilę. W końcu zapytałem cicho:
– Co teraz?
Usiadła z powrotem na łóżku.
– Teraz chcę znać prawdę. Całą. Bez kolejnych zapachów, prezentów i półsłówek.
Wiedziałem, że jeśli ją wypowiem, nic już nie będzie takie samo. Ale nie miałem wyboru. Prawda była jak rozbite szkło – mogłem tylko zdecydować, czy dalej będę po nim chodził, czy wreszcie się zatrzymam.
Chciała wiedzieć wszystko
Nie uciekłem. To było pierwsze i jedyne, co zrobiłem wtedy właściwie. Usiedliśmy naprzeciwko siebie przy kuchennym stole. Tym samym, przy którym tyle razy jedliśmy kolacje, planowaliśmy wakacje, śmialiśmy się z drobiazgów. Teraz między nami stał tylko flakon perfum. Klaudia postawiła go dokładnie na środku, jak dowód w sprawie.
– Mów – powiedziała krótko.
Zacząłem od początku. Bez upiększania, bez prób wybielania siebie. O tym, jak poznałem Izę, jak rozmowy stały się zbyt osobiste, jak przekraczałem kolejne granice, udając przed samym sobą, że jeszcze nad tym panuję. O zapachu, który wracał ze mną do domu. O strachu. O tym, że zamiast przerwać, kombinowałem.
Klaudia słuchała w milczeniu. Nie płakała. To bolało bardziej niż łzy. Kiedy skończyłem, długo siedziała nieruchomo, wpatrując się w blat stołu.
– Czy ty ją kochasz? – zapytała w końcu.
To pytanie było jak nagłe uderzenie.
– Nie – odpowiedziałem po chwili. – To nie było to. To była ucieczka. Przed rutyną, przed rozmowami, których nie umiałem z tobą prowadzić.
Skinęła głową, jakby to coś potwierdziło.
– A mnie? – zapytała ciszej.
– Tak – powiedziałem bez wahania. – Ale zraniłem cię. I wiem, że same słowa nic tu nie naprawią.
Wstała i podeszła do szafki z koszem na śmieci. Otworzyła ją, wzięła flakon i bez słowa wyrzuciła do szkieł. Dźwięk uderzenia był krótki, ostateczny.
– Nie chcę już tego zapachu – powiedziała. – I nie chcę więcej życia, w którym muszę się domyślać prawdy.
Myślałem, że każe mi się spakować. Że to koniec. Zamiast tego wróciła do stołu.
– Damy sobie czas – dodała. – Nie obiecuję, że zostaniemy razem. Ale dziś nie chcę podejmować decyzji pod wpływem bólu.
Te słowa były jak jednoczesna ulga i wyrok. Wiedziałem, że nic nie jest już oczywiste. Że będę musiał odbudowywać wszystko od zera, jeśli w ogóle dostanę taką szansę. Napisałem do Izy jeszcze tego samego wieczoru. Jedno zdanie: że to koniec i żeby więcej się nie kontaktowała. Nie odpowiedziała. I dobrze.
Zapach zniknął z naszego mieszkania po kilku dniach. Gorzej było z pamięcią. Ta zostawała dłużej. Po raz pierwszy od dawna nie próbowałem jej jednak zagłuszyć ani przykryć czymś innym. Nauczyłem się, że każde kłamstwo ma swój zapach. I zawsze w końcu ktoś go poczuje.
Adrian, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Po śmierci kochanka zostałam wezwana na odczyt jego testamentu. Nie mogłam uwierzyć, co zostawił mi w spadku”
- „Jedna rozmowa w walentynki wystarczyła, żebym spakowała walizki. Od moich uczuć ważniejsza była zimowa olimpiada”
- „Byłam pewna, że mój mąż romansuje na boku, a ja tylko wiernie czekam. Luby zaskoczył mnie jak nagła wiosna w lutym”

