„Kochanek niespodziewanie poprosił mnie o rękę. Był zakochany, ale nie wiedział, że jestem żoną jego szefa”
„– Chcesz coś powiedzieć? – spytał chłodno, stając w progu salonu. Zamilkłam. Gardło miałam ściśnięte. Miałam milion wersji tego, co mogłabym powiedzieć. Że to był błąd. Że żałuję. Że to przez to, że mnie zaniedbywał. Ale żadna nie chciała przejść przez usta”.

Od siedmiu lat jestem żoną Marka – chłodnego, wpływowego prezesa dużej spółki technologicznej. Mamy piękny dom pod Warszawą, drogi samochód, wakacje all inclusive dwa razy do roku. Na papierze – bajka. W rzeczywistości – pustka.
Marek traktuje mnie jak ładny dodatek do swojego wizerunku. Między nami nie ma już czułości, rozmów, bliskości. Wiem, że nie zdradza mnie fizycznie – po prostu mnie ignoruje. Jestem przezroczysta. Tylko w pracy czuję, że żyję – prowadzę butik z biżuterią artystyczną. Tam mam kontakt z ludźmi, tam wciąż jestem sobą.
Igora poznałam przypadkiem. Pomagałam znajomej na targach książki – przy stoisku z nowościami. Przyszedł po prezent dla siostry, zagadnął mnie. Był młodszy, wyluzowany, miał ciepły uśmiech i spojrzenie, które sprawiało, że chciało się śmiać. Zaczęliśmy pisać. Spotkaliśmy się raz, drugi, trzeci… Dla niego byłam po prostu Klarą. Nie znał mojego nazwiska, nie wiedział, kim jest mój mąż i że w ogóle istnieje, ale ja wiedziałam, że pracuje w jego firmie. To miała być tylko odskocznia. Ale uczucia mają to do siebie, że nie pytają o zgodę.
Nie mówiłam prawdy
– Nie wiem, czy mogę to powiedzieć… – Igor patrzył na mnie z uśmiechem, ale oczy miał poważne. – Ale myślę o tobie codziennie. Od pierwszego spotkania.
Siedzieliśmy w małej kawiarni przy Placu Zbawiciela. Przyniósł mi kwiaty – znowu.
Takie polne, nie te sztampowe róże z kiosku. Pachniały prawdziwie, jak on cały.
– Igor… – zaczęłam, ale urwałam. Bo co miałam powiedzieć? Że to wszystko nie ma przyszłości? Że jestem zajęta, żona faceta, który pewnie nie zawahałby się zniszczyć go zawodowo, gdyby się dowiedział?
– Wiem, że jesteś tajemnicza. I w sumie to nawet mi się podoba – zaśmiał się, a potem ściszył głos. – Ale czasem mam ochotę zapytać, dlaczego nigdy nie odbierasz, kiedy dzwonię po dwudziestej. Albo czemu nigdy nie mówisz, czym zajmuje się twój facet, jeśli w ogóle go masz.
Zamiast odpowiedzieć, upiłam łyk kawy. Spokojnie, Klara. Uspokój oddech.
– Nie mów, jeśli nie chcesz. Po prostu... ja cię lubię. Bardzo. I nie wiem, czy to wszystko nie idzie trochę za szybko, ale... chcę z tobą być – dodał cicho.
A ja? Ja się uśmiechnęłam. Znowu nie powiedziałam prawdy. Zamiast tego przytuliłam się do jego ramienia. To przecież miała być tylko chwila – oderwanie, drobna ucieczka z rzeczywistości. Ale on był dobry, szczery, a ja głodna tej jego uwagi. Wiedziałam, że gram w niebezpieczną grę. Tylko... nie umiałam przestać.
Tego się nie spodziewałam
Kolacja była jak z filmu. Lampiony na tarasie, wino, muzyka w tle. Igor zaprosił mnie do małej knajpki za miastem – sam wszystko zorganizował. Kiedy zajechaliśmy, zaparkował obok drewnianej altany i powiedział tylko:
– Dziś nie pytaj o nic. Po prostu bądź.
Byłam. Całym ciałem, sercem, wszystkim. Patrzyłam na niego, jak opowiada o dzieciństwie, o tym, że kiedyś marzył, by zostać muzykiem. Śmiałam się z jego żartów, tych trochę głupawych, ale szczerych. Z każdym kieliszkiem wina coraz bardziej zapominałam, kim jestem. Kim powinnam być.
A potem zrobił coś, czego się kompletnie nie spodziewałam.
– Klara – powiedział nagle i wstał od stołu. – Wiem, że może to za wcześnie, za nagle… ale nie chcę dłużej udawać, że to zwykła relacja.
Uklęknął. Wyciągnął małe pudełeczko.
– Wiem, że jesteś wyjątkowa. Że nie jesteś taka jak inne. Nie chcę cię stracić. Chcę się z tobą ożenić.
Zatkało mnie. Świat zwolnił, zrobiło mi się duszno. Serce waliło mi jak oszalałe.
– Igor… ja…
Nie dokończyłam. Powiedziałam tylko, że muszę się zastanowić. Że to zbyt wiele, zbyt szybko. Widziałam zawód w jego oczach. To nie miało się tak skończyć. To miał być romans. Nic więcej. A on... on naprawdę mnie kochał. A ja... ja byłam żoną Marka.
Musiałam to skończyć
– Nie możemy się już widywać – powiedziałam cicho, niemal szeptem.
Siedzieliśmy w jego samochodzie, zaparkowanym gdzieś na uboczu. Zimny poranek, szyby lekko zaparowane, a w środku... napięcie. Igor spojrzał na mnie z niedowierzaniem. Właśnie chwilę wcześniej trzymał moją dłoń, próbował się uśmiechać, opowiadał o weekendzie w górach, który chciał zaplanować. A ja – ja to przecięłam jednym zdaniem.
– Co się dzieje? Zrobiłem coś nie tak?
– Nie… To nie ty. To wszystko jest… pomyłką. Nie powinniśmy byli zaczynać.
– Ale przecież... – urwał. Patrzył na mnie, jakby próbował mnie rozczytać. – Klara, jesteś z kimś, prawda?
Zamilkłam. Czułam, że nie dam rady skłamać. Ale nie mogłam też powiedzieć prawdy.
– Czy to ktoś ważny?
Nie odpowiedziałam.
Wybuchnął.
Cholera! Klara, ja nie jestem jakimś dzieciakiem, który nie zrozumie! Powiedz mi chociaż, kim on jest! Kim do cholery?! – krzyknął.
– Igor, ja… nie mogę – wychrypiałam. Zaczęły trząść mi się ręce.
– Kto? – zapytałam odruchowo.
– Marek. Marek M. Twój szef, a mój mąż
– Nie wierzę – krzyknął.
Miał do mnie żal
Igor wpadł do mojego butiku jak burza kilka dni później. Trząsł się, był blady, oczy miał czerwone. Zamknęłam laptopa i tylko zdążyłam wstać zza lady, kiedy rzucił:
– To jednak prawda?
Stałam jak wryta. Nic nie musiał dopowiadać. Wiedziałam, o co pyta. O mnie. O Marka.
– Klara… Ty jesteś jego żoną?! – jego głos załamał się gdzieś pomiędzy szokiem a wściekłością.
– Pozwól mi… Pozwól mi to wyjaśnić – zaczęłam, ale on parsknął śmiechem. Smutnym.
– Wyjaśnić? Co?! Że mnie okłamywałaś przez cały czas? Że byłem twoją zabawką? Odskocznią od luksusowego życia z prezesem?
– Nie! To nie tak! Marek… on mnie nie widzi. Nie słyszy. Nie jestem jego żoną, tylko elementem dekoracyjnym! Igor, ja z tobą… ja naprawdę czułam się wolna!
– Ale byłaś jego żoną. I nigdy mi o tym nie powiedziałaś. Miałem prawo wiedzieć, w co się pakuję. Miałem prawo nie dać się ośmieszyć!
Milczałam. Płakałam. On patrzył na mnie z bólem. A potem powiedział coś, co bolało najbardziej:
– Ufałem ci. Bezgranicznie. Nie znałem nawet twojego nazwiska, ale ufałem, jakbym znał cię od zawsze.
Odwrócił się i wyszedł. Trzasnęły drzwi. Zostałam sama. Już nie tylko bez Igora. Ale też z rosnącym lękiem, że wkrótce dowie się też Marek.
Mąż się domyślił
Marek wrócił do domu późnym wieczorem. Garnitur jak zwykle perfekcyjny, tylko krawat lekko przekrzywiony. Rzucił klucze na konsolę, nie spojrzał na mnie. Czułam, że coś się święci.
– W firmie krążą plotki – powiedział nagle, jakby kontynuował rozmowę, której nie zaczęliśmy. – Że jeden z młodszych pracowników miał romans z żoną szefa.
Serce zaczęło mi walić. Skuliłam się w sobie, jakbym mogła stać się niewidzialna.
– Chcesz coś powiedzieć? – spytał chłodno, stając w progu salonu.
Zamilkłam. Gardło miałam ściśnięte. Miałam milion wersji tego, co mogłabym powiedzieć. Że to był błąd. Że żałuję. Że to przez to, że mnie zaniedbywał. Ale żadna nie chciała przejść przez usta.
Marek westchnął, jakby go to wszystko męczyło bardziej, niż raniło.
– Nie musisz odpowiadać. Już wszystko wiem – powiedział spokojnie, ale ten spokój był gorszy niż krzyk. – Zastanawiam się tylko, czy byłaś aż tak naiwna, czy tylko lekkomyślna.
Zamilkł. Zostawił mnie z tymi słowami i poszedł do sypialni. Drzwi zamknęły się bezgłośnie, jakby postawił między nami mur, przez który nie ma już przejścia.
Usiadłam na kanapie, wyprostowana jak struna, z pustką w głowie. Nie płakałam. Nie miałam już siły. Wszystko, co było moje – Igor, choć na chwilę; i ta resztka życia z Markiem – właśnie się skończyło.
Klara, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż miał z Anglii przesyłać kokosy, ale wciąż brakowało na buty dla dzieci. Zza granicy dostałam tylko pozew rozwodowy”
- „Mój mąż się ucieszył, gdy powiedziałam mu, że jestem w ciąży. Na szczęście wcale nie dopytywał, kto jest ojcem”
- „Teść myśli, że jestem potulną synową i będę żyć pod jego dyktando. Grubo się myli, bo ja nie dam sobie w kaszę dmuchać”

