Reklama

Myślałem, że najgorszym momentem w życiu mężczyzny jest chwila, gdy dowiaduje się o niewierności żony. Myliłem się. Najgorsze jest to, co dzieje się potem w głowie. Poczucie bycia niewystarczającym, żal, wściekłość, która pali od środka. Większość ludzi w takiej sytuacji wybiera konfrontację. Krzyki, rzucanie talerzami, pakowanie walizek w środku nocy. Ja wybrałem inną drogę. Zamiast krzyczeć, zamilkłem. Zamiast płakać, zacząłem działać. To nie była zemsta zaplanowana na chłodno, przynajmniej nie na początku. To była próba ratowania resztek własnej godności. Nie wiedziałem jeszcze wtedy, że ta decyzja zmieni nie tylko mnie, ale i cały układ sił w naszym małżeństwie.

Była zbyt zajęta

To był zwykły wtorek, jeden z tych dni, które zlewają się w jedną szarą masę. Wróciłem z pracy wcześniej, bo spotkanie z klientem zostało odwołane. W domu panowała cisza, którą zakłócał jedynie szum zmywarki. Kasia była w łazience, brała prysznic. Jej telefon leżał na blacie w kuchni, ekranem do dołu. Nigdy nie byłem typem zazdrośnika, nigdy nie sprawdzałem jej wiadomości. Ufaliśmy sobie, a przynajmniej tak mi się wydawało przez te wszystkie lata.

Sięgnąłem po szklankę wody i wtedy telefon zawibrował. Ekran się podświetlił. To nie była ciekawość, a odruch. Spojrzałem. Wiadomość nie była długa. Zaledwie kilka słów, które sprawiły, że krew odpłynęła mi z twarzy, a w uszach zaczęło piszczeć. Nadawcą był ktoś zapisany jako "Dostawca". Treść jednak nie dotyczyła paczki. Była intymna, ciepła, pełna tęsknoty, jakiej nie czułem od mojej żony od lat.

Zamarłem. Mój pierwszy instynkt nakazywał mi wparować do łazienki i zażądać wyjaśnień. Czułem, jak serce wali mi o żebra, jakby chciało się wydostać. Ale potem, w ułamku sekundy, przyszła inna myśl. Spokojna, zimna i przerażająca. Jeśli teraz zrobię awanturę, usłyszę kłamstwa. Usłyszę, że to pomyłka, żart, kolega z pracy. Albo, co gorsza, usłyszę prawdę, na którą nie byłem gotowy.

Odłożyłem telefon dokładnie w to samo miejsce. Kiedy Kasia wyszła z łazienki w miękkim szlafroku, uśmiechnęła się do mnie. Ten uśmiech, który kiedyś był dla mnie całym światem, teraz wydawał mi się maską. Zapytała, jak minął dzień. Odpowiedziałem mechanicznie, że dobrze. Nie zauważyła drżenia moich rąk. Była zbyt zajęta swoimi myślami, które, byłem już tego pewien, krążyły wokół kogoś innego. Tego wieczoru położyłem się spać obok niej, czując się tak, jakbym leżał obok zupełnie obcej osoby.

Miała więcej czasu dla siebie

Następnego ranka wstałem wcześniej niż zwykle. Kasia jeszcze spała. Poszedłem do łazienki i zapaliłem ostro światło nad lustrem. To, co zobaczyłem, wcale mi się nie spodobało. Patrzył na mnie zmęczony czterdziestodwulatek. Moja twarz była opuchnięta, cera szara, a pod oczami miałem wory. Koszulka opinała brzuch, który urósł przez ostatnie lata siedzącej pracy i wieczornego podjadania przed telewizorem. Włosy były w nieładzie, przydługie, bez wyrazu.

Zrozumiałem wtedy bolesną prawdę. Nie usprawiedliwiałem jej zdrady, absolutnie nie. Ale zrozumiałem, dlaczego mogła przestać patrzeć na mnie z pożądaniem. Stałem się elementem wyposażenia domu. Przewidywalnym, nudnym, zaniedbanym meblem, który przynosi pensję i wynosi śmieci. Zapomniałem o sobie. Poświęciłem swoje pasje, swój wygląd i swoją energię na budowanie naszego wspólnego komfortu, zapominając, że w związku potrzebna jest też iskra.

W tamtej chwili podjąłem decyzję. Nie będę walczył o nią. Będę walczył o siebie. Jeśli ona ma kogoś innego, to znaczy, że ja jestem wolny od obowiązku bycia tym bezpiecznym Romkiem. Tego samego dnia po pracy nie wróciłem prosto do domu. Pojechałem do centrum handlowego. Kupiłem buty do biegania. Dobre, drogie, profesjonalne. Kupiłem też karnet na siłownię, chociaż nienawidziłem ćwiczyć. Kiedy wróciłem, Kasia zapytała, gdzie byłem.

— Mam nowy projekt w pracy — skłamałem gładko. Pierwszy raz w życiu okłamałem ją z taką łatwością. Nie drgnęła mi powieka.

Jej to pasowało. Miała więcej czasu dla siebie, a raczej dla Dostawcy. Widziałem ulgę w jej oczach. To bolało, ale ten ból stał się moim paliwem.

Wróciłem też do starej pasji

Początki były koszmarne. Wstawałem o piątej trzydzieści. Wychodziłem z domu, gdy miasto jeszcze spało. Pierwsze biegi kończyły się po kilkuset metrach zadyszką i pieczeniem w płucach. Czułem w ustach posmak żelaza. Moje nogi były jak z waty. Ale z każdym krokiem, z każdym uderzeniem stopy o asfalt, wyobrażałem sobie, że depczę ten ból, który nosiłem w sercu. Kasia spała, gdy wychodziłem. Wracałem, brałem prysznic i robiłem sobie śniadanie. Owsianka zamiast kanapek z jasnego pieczywa. Kawa bez cukru. Zacząłem czytać o odżywianiu. Moje ciało było w szoku, ale umysł powoli się oczyszczał.

Po miesiącu zauważyłem pierwsze zmiany. Spodnie stały się luźniejsze. Cera nabrała koloru. Ale najważniejsza zmiana zachodziła w mojej głowie. Przestałem obsesyjnie myśleć o tym, co ona robi, gdy mnie nie ma. Skupiłem się na tym, co ja robię. Wróciłem też do starej pasji. Kiedyś uwielbiałem fotografię analogową. Mój stary aparat kurzył się w szafie od dekady. Wyciągnąłem go, oczyściłem obiektywy, kupiłem filmy. Zacząłem nosić go ze sobą wszędzie. Fotografowałem miasto o świcie, ludzi w metrze, architekturę. Zapisałem się na weekendowe warsztaty fotograficzne. Tam poznałem nowych ludzi. Pasjonatów, artystów, ludzi pełnych energii.

W domu byłem obecny, ale nieobecny. Byłem uprzejmy. Rozmawiałem z Kasią o rachunkach, o zakupach, o planach na wakacje, ale przestałem inicjować bliskość. Przestałem pytać, jak jej minął dzień z taką dociekliwością jak kiedyś. Przestałem prosić o uwagę.

Nie miałem nic do ukrycia

Minęły trzy miesiące. Moja transformacja była już widoczna gołym okiem. Zgubiłem kilkanaście kilogramów. Kupiłem nowe ubrania — dobrze skrojone marynarki, dopasowane koszule, modne buty. Zmieniłem fryzjera. Wyglądałem lepiej niż w dniu naszego ślubu. Kasia zaczęła się temu przyglądać. Początkowo z aprobatą, potem ze zdziwieniem, a w końcu z niepokojem. Zauważyła, że nie spędzam wieczorów na kanapie. Że w weekendy wychodzę na plenery fotograficzne. Że telefon, który kiedyś leżał byle gdzie, teraz jest zawsze przy mnie, zabezpieczony hasłem. Nie miałem nic do ukrycia, ale chciałem, żeby poczuła to, co ja czułem wtedy — niepewność.

Pewnego wieczoru, gdy szykowałem się do wyjścia na wernisaż kolegi z kursu, stanęła w drzwiach sypialni. Zapinałem spinki przy mankietach.

Wyglądasz świetnie — powiedziała cicho.

— Dzięki — rzuciłem krótko, nie przerywając czynności.

— Gdzie idziesz? — zapytała. W jej głosie była nuta, której dawno nie słyszałem. Zazdrość? Strach?

— Na miasto. Nie czekaj na mnie — odpowiedziałem, biorąc marynarkę.

— A co z nami? Mieliśmy obejrzeć ten serial — spróbowała mnie zatrzymać.

— Obejrzyj sama, na pewno ci się spodoba. — Uśmiechnąłem się uprzejmie, pocałowałem ją w policzek (chłodno, po przyjacielsku) i wyszedłem.

Wychodząc, widziałem jej odbicie w lustrze w przedpokoju. Stała tam, zdezorientowana, w swoim dresie, trzymając w ręku kubek herbaty. Wyglądała na zagubioną. Wtedy po raz pierwszy poczułem, że role się odwróciły. To ona została w domu, zastanawiając się, co robi jej mąż. To ona czuła, że traci grunt pod nogami.

Odsunąłem ją od siebie

Kryzys nastąpił dwa tygodnie później. Wróciłem z biegania, byłem pełen endorfin, spocony, ale szczęśliwy. Kasia siedziała w kuchni przy stole. Nie było śniadania, nie było kawy. Patrzyła na mnie wzrokiem zbitego psa.

— Musimy porozmawiać — powiedziała drżącym głosem.

Usiadłem naprzeciwko niej, wycierając twarz ręcznikiem. Czułem spokój. Absolutny, niewzruszony spokój.

— O co chodzi? — zapytałem.

Mam wrażenie, że cię tracę — wyznała, a w jej oczach pojawiły się łzy. — Zmieniłeś się. Jesteś obcy. Masz swoje życie, w którym nie ma dla mnie miejsca.

Patrzyłem na nią i analizowałem każde słowo. Ironia tej sytuacji była porażająca. Ona, która zdradzała mnie od miesięcy, teraz zarzucała mi, że mam własne życie. Że nie kręcę się wokół niej jak satelita.

— Nie jestem obcy, Kasiu. Jestem po prostu sobą. Tym, kim chciałem być od dawna, ale bałem się spróbować — odpowiedziałem spokojnie.

— Ale ja... ja czuję się niepotrzebna — wyrzuciła z siebie to, co było sednem sprawy.

I wtedy wszystko stało się jasne. Jej romans, jej zdrada, to wszystko wynikało z potrzeby bycia adorowaną, bycia w centrum uwagi. Kiedy ja byłem nudnym Romkiem, miała bezpieczną bazę i ekscytację na boku. Teraz, gdy stałem się atrakcyjny, niezależny i pełen pasji, jej kochanek przestał być tak interesujący. Co więcej, Dostawca pewnie zaczął wymagać, naciskać, albo po prostu stał się problemem. A ja? Ja stałem się wyzwaniem.

Kasia wstała i podeszła do mnie. Próbowała mnie objąć, położyła głowę na moim ramieniu. Czułem jej perfumy, te same co zawsze. Ale nie czułem już tego dreszczu.

— Przepraszam, że ostatnio się oddaliliśmy — szlochała. — Chcę, żeby było jak dawniej. Zakończyłam pewne sprawy... Zrozumiałam, co jest ważne.

Zakończyła pewne sprawy. A więc to tak. Romans się skończył albo ona go skończyła, widząc, że mąż wymyka jej się z rąk. Chciała wrócić do bezpiecznej przystani. Ale przystań została przebudowana. Delikatnie odsunąłem ją od siebie.

— Nie może być jak dawniej, Kasiu — powiedziałem stanowczo. — Bo ja nie jestem już tym samym człowiekiem.

Teraz to ja decyduję

Nie wyprowadziłem się tego dnia. Nie wyrzuciłem jej z domu. Ale nasza relacja zmieniła się nieodwracalnie. Powiedziałem jej, że potrzebuję czasu i przestrzeni. Że moje nowe pasje, moi nowi znajomi i mój nowy styl życia nie są chwilowym kaprysem, ale moją nową rzeczywistością. Kasia starała się jak nigdy wcześniej. Gotowała moje ulubione (teraz dietetyczne) potrawy. Proponowała wspólne wyjazdy. Była czuła, uważna, wręcz nadskakująca. Widziałem w jej oczach strach. Strach kobiety, która uświadomiła sobie, że zdradziła mężczyznę, który właśnie przestał jej potrzebować do oddychania.

Zrozumiała, że przez lata czerpała siłę z mojej słabości. Z mojego uzależnienia od niej. Kiedy to zniknęło, kiedy stałem się silny i niezależny, jej przewaga wyparowała. Czy wybaczyłem? Nie wiem. Nadal jesteśmy małżeństwem, ale to bardziej układ partnerski dwojga dorosłych ludzi niż romantyczna sielanka. Czasem, gdy patrzę na nią, widzę ten cień zdrady. Ale nie boli już tak bardzo. Bo wiem, że cokolwiek się stanie, poradzę sobie.

Moje zwycięstwo nie polegało na tym, że ją ukarałem. Polegało na tym, że odzyskałem siebie. Radość z biegania o świcie, satysfakcję z udanego zdjęcia, dumę z tego, jak wyglądam w lustrze. To są rzeczy, których nikt mi nie zabierze. Kasia nadal walczy o moją uwagę. Czasem mi jej żal. Widzę, jak bardzo się stara, jak bardzo boi się, że pewnego dnia po prostu spakuję ten mój aparat, założę buty do biegania i już nie wrócę. I wiecie co? Ma rację, że się boi. Bo po raz pierwszy w życiu czuję, że wszystkie drzwi są dla mnie otwarte.

Dziś wiem jedno. Zdrada żony była katalizatorem, iskrą, która mogła spalić mój dom, ale zamiast tego rozpaliła ogień we mnie. Paradoksalnie, jestem jej za to wdzięczny. Gdyby nie tamten SMS, nadal siedziałbym na kanapie, jedząc czipsy i czekając, aż ktoś łaskawie zwróci na mnie uwagę. Teraz to ja decyduję, na co zwracam swoją. I to mi się bardzo podoba.

Roman, 42 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama