Reklama

Całe życie wolałam towarzystwo książek niż tłum ludzi w głośnych pomieszczeniach. Zgodziłam się wyjść z domu tylko po to, żeby moja przyjaciółka wreszcie dała mi spokój. Myślałam, że spędzę ten wieczór, podpierając ścianę i odliczając minuty do powrotu pod ciepły koc. Nie miałam pojęcia, że tamtej nocy spotkam kogoś, kto sprawi, że z szarej myszki stanę się głównym tematem rozmów na całym kampusie.

Wpadła do mojego pokoju

Zawsze byłam osobą, która najbardziej ceniła sobie ciszę, porządek i dobrze zaplanowany harmonogram dnia. Studiowałam historię sztuki i większość czasu spędzałam w uczelnianej czytelni lub w moim niewielkim, wynajmowanym pokoju. Moje biurko uginało się od ciężkich albumów o malarstwie renesansowym, a ściany oklejone były drobnymi notatkami i reprodukcjami obrazów, które pomagały mi przygotować się do zbliżających się kolokwiów. Nie miałam wielu znajomych, bo rzadko bywałam w miejscach, gdzie można było kogoś poznać. Hałaśliwe kluby, tłumne zbiegowiska i głośne rozmowy o niczym zwyczajnie mnie męczyły. Wolałam spędzić wieczór na analizowaniu detali na obrazach Vermeera niż na przekrzykiwaniu się przez głośną muzykę.

Moją zupełną przeciwnością była Kamila. Poznałyśmy się jeszcze w liceum i jakimś cudem nasza przyjaźń przetrwała próbę czasu, mimo że różniłyśmy się od siebie jak ogień i woda. Kamila była wulkanem energii. Studiowała pedagogikę, znała chyba połowę ludzi na uniwersytecie, a jej kalendarz pękał w szwach od spotkań towarzyskich. Zawsze dbała o nienaganny wygląd, nosiła kolorowe ubrania i potrafiła rozmawiać z każdym na każdy temat. Ja wolałam swoje obszerne swetry, proste dżinsy i ciche kąciki.

Tamtego wtorkowego popołudnia siedziałam właśnie nad skomplikowanym esejem z architektury gotyckiej, kiedy Kamila wpadła do mojego pokoju bez pukania. Zrobiła to z takim impetem, że mało nie zrzuciła moich starannie poukładanych notatek.

Zostaw to natychmiast! — zawołała, opierając ręce na biodrach. — Dzisiaj jest ten dzień. Wychodzisz z domu, zmieniasz otoczenie i poznajesz żywych ludzi, a nie tylko tych uwiecznionych na płótnach sprzed kilkuset lat.

— Kamila, proszę cię — westchnęłam, nie odrywając wzroku od ekranu laptopa. — Mam do oddania ważny projekt. Nie mogę tracić czasu. Zresztą wiesz, że nie lubię takich wyjść.

— Nic ci się nie stanie, jak raz zrobisz sobie przerwę. Chłopaki z Akademii Wychowania Fizycznego robią domówkę. Poznałam niedawno świetną ekipę, są niesamowicie sympatyczni i pełni energii. Musisz tam iść ze mną. Nie przyjmuję odmowy.

— AWF? — Spojrzałam na nią z powątpiewaniem. — Co ja miałabym tam robić? Przecież my nie mamy ze sobą nic wspólnego. Oni pewnie rozmawiają tylko o treningach, odżywkach i zawodach sportowych. Ja ledwo potrafię odróżnić siatkówkę od koszykówki.

— Nie przesadzaj! — zaśmiała się głośno. — To są normalni ludzie, tylko trochę bardziej wysportowani. Będzie fajna muzyka, dobre przekąski. Nawet nie musisz dużo mówić, po prostu postoisz, popatrzysz, złapiesz trochę dystansu do tej swojej sztuki. Zrób to dla mnie. Proszę.

Jej spojrzenie było tak błagalne, że w końcu uległam. Wiedziałam, że jeśli się nie zgodzę, będzie mi wiercić dziurę w brzuchu przez następne dwa tygodnie. Obiecałam sobie w duchu, że posiedzę tam godzinę, wypiję trochę soku owocowego i pod byle pretekstem wrócę do swoich ukochanych książek.

Czas dłużył się niemiłosiernie

Impreza odbywała się w ogromnym mieszkaniu w starej kamienicy, niedaleko centrum miasta. Kiedy tylko przekroczyłyśmy próg, uderzyła we mnie fala głośnej, rytmicznej muzyki i gwaru kilkudziesięciu rozmów prowadzonych jednocześnie. W przedpokoju stała sterta butów w gigantycznych rozmiarach, a wieszaki uginały się od sportowych kurtek. Zgodnie z moimi przewidywaniami, towarzystwo znacznie różniło się od ludzi, których zazwyczaj widywałam na moim wydziale.

Wszyscy wydawali się niezwykle pewni siebie, głośni i bardzo dynamiczni. Niemal każdy chłopak miał sylwetkę, jakby spędzał połowę życia na siłowni, a dziewczyny wyglądały promiennie, poruszając się z niezwykłą gracją. W moim szarym, dzianinowym swetrze i zwykłych dżinsach czułam się tak, jakbym pomyliła plan zdjęciowy filmu o sportowcach z dokumentem o bibliotekarzach.

Kamila niemal natychmiast odżyła. Wystarczyło kilka minut, by wtopiła się w tłum. Zaczęła witać się z jakimiś roześmianymi dziewczynami, wymieniać żarty z wysokimi chłopakami, a o mnie przypomniała sobie tylko na chwilę, wciskając mi do ręki szklankę z sokiem pomarańczowym.

— Baw się dobrze, zaraz do ciebie wrócę! — krzyknęła, po czym zniknęła w grupie tańczących osób w największym pokoju.

Zostałam zupełnie sama. Przeszłam powoli do kuchni, mając nadzieję, że tam będzie odrobinę ciszej. Niestety, pomieszczenie było pełne ludzi dyskutujących żywiołowo o ostatnich mistrzostwach w lekkoatletyce i planach na letnie obozy sportowe. Stanęłam w rogu, opierając się o blat i powoli popijałam swój sok. Nikt na mnie nie zwracał uwagi. Byli w swoim świecie, pełnym wspólnych tematów, żartów zrozumiałych tylko dla nich i ogromnej energii.

Czas dłużył się niemiłosiernie. Zaczęłam żałować, że dałam się wyciągnąć z domu. W głowie układałam już kolejne akapity mojego eseju, zastanawiając się, czy zdołam wymknąć się niepostrzeżenie, nie sprawiając Kamili zawodu. Z każdą minutą coraz bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że to miejsce absolutnie nie jest dla mnie.

Zaśmiał się cicho

Po upływie niespełna godziny uznałam, że moja misja towarzyska została oficjalnie zakończona. Odstawiłam pustą szklankę na stół i zaczęłam rozglądać się za Kamilą, żeby poinformować ją o swoim wyjściu. Przeciskanie się przez tłum wysokich, dobrze zbudowanych studentów było dość trudnym zadaniem. Zatrzymałam się przy wyjściu na balkon, by złapać trochę chłodniejszego powietrza. Zamierzałam wziąć głęboki oddech i ruszyć na poszukiwania mojej kurtki. Nagle usłyszałam za sobą spokojny, głęboki głos:

— Zdecydowanie nie wyglądasz na kogoś, kto dobrze się bawi.

Odwróciłam się gwałtownie. Stał za mną chłopak. Był wysoki, doskonale zbudowany, z ciemnymi, krótko obciętymi włosami. Miał na sobie zwykły, ciemny T-shirt, który podkreślał szerokie ramiona, a w dłoni trzymał butelkę wody mineralnej. Jego rysy twarzy były niezwykle regularne, niemal posągowe, ale to jego spojrzenie przykuwało największą uwagę. Miał ciemne, bystre oczy, w których nie było cienia tej krzykliwej arogancji, jaką często zauważałam u bardzo pewnych siebie osób. Przez moment poczułam dziwny ścisk w dołku i zupełnie zapomniałam języka w gębie.

— Przepraszam, nie chciałem cię przestraszyć — dodał z delikatnym uśmiechem, widząc moje zmieszanie. — Jestem Daniel.

— Mariola — odpowiedziałam cicho, starając się opanować drżenie głosu. — I nie, nie przestraszyłeś mnie. Po prostu... szukam mojej przyjaciółki. Chciałam już iść.

— Dopiero przyszłaś, prawda? Zauważyłem cię w kuchni. Odstawałaś od reszty, ale w taki intrygujący sposób. Nie przypominasz dziewczyn, które zazwyczaj tu przychodzą. Skąd się wzięłaś na naszej domówce?

Zaskoczyło mnie jego bezpośrednie, ale niezwykle uprzejme pytanie. Oparłam się o framugę drzwi balkonowych.

— Studiuję historię sztuki. Moja przyjaciółka, Kamila, siłą wyciągnęła mnie z domu. Sama nie rozumiem połowy słów, które tu padają. Nie znam się na sportowych wynikach, a tłumy mnie męczą. Prawdę mówiąc, czuję się tu trochę jak intruz.

Daniel zaśmiał się cicho. Był to bardzo ciepły i uspokajający dźwięk.

— Nie jesteś intruzem. Wierz mi, ja czasami też mam dość tego zgiełku. Ludzie z mojego wydziału są świetni, ale czasem ich poziom głośności bywa męczący. Zawsze wszyscy chcą być w centrum uwagi, wszędzie ich pełno.

— Skoro tak uważasz, to dlaczego w ogóle tu jesteś? — zapytałam, czując, że początkowe napięcie powoli ze mnie uchodzi.

Z obowiązku towarzyskiego — mrugnął do mnie porozumiewawczo. — Słuchaj, w środku robi się niesamowicie duszno i głośno. Jeśli naprawdę masz ochotę stąd uciec, może dałabyś się namówić na krótki spacer? Złapiemy trochę oddechu, a potem odprowadzę cię do domu, żebyś nie musiała wracać sama w nocy. Co ty na to?

Propozycja była tak niespodziewana, że przez chwilę analizowałam ją w głowie. Z jednej strony byłam ostrożna z natury, ale z drugiej strony bił od niego niezwykły spokój, który dawał mi poczucie bezpieczeństwa. Zgodziłam się.

Pożegnaliśmy się uściskiem dłoni

Wymknęliśmy się z mieszkania bez pożegnania z kimkolwiek. Wysławszy tylko krótką wiadomość do Kamili, że wracam do siebie, zeszłam z Danielem po starych, drewnianych schodach kamienicy. Kiedy wyszliśmy na zewnątrz, chłodne, wieczorne powietrze zadziałało na mnie orzeźwiająco.

Szliśmy w stronę mojego osiedla, wybierając dłuższą drogę przez uśpiony park. Światła latarni odbijały się w wilgotnym asfalcie. Ku mojemu ogromnemu zdumieniu, rozmowa kleiła się nam od pierwszych minut. Daniel okazał się nie tylko świetnym słuchaczem, ale też niezwykle bystrym rozmówcą. Opowiedział mi o tym, że studiuje zarządzanie w sporcie, ale od dziecka fascynowały go również podróże. Kiedy wspomniałam o moim kierunku studiów, zaczął dopytywać o architekturę starożytnego Rzymu, przyznając, że będąc tam na zawodach, spędził całe dnie na spacerach po ruinach Forum Romanum.

Byłam pod ogromnym wrażeniem. Z każdym jego słowem burzył w mojej głowie stereotypy, które tak łatwo przypisałam studentom tej uczelni. Nie był tylko wysportowanym chłopakiem z imprezy. Był mądry, uważny i bardzo wrażliwy na piękno świata. Zanim dotarliśmy pod mój blok, miałam wrażenie, że znamy się od dawna.

— Dziękuję za ten spacer — powiedziałam, stając przed klatką schodową. — To był zdecydowanie najlepszy moment tego wieczoru.

— Dla mnie również — uśmiechnął się, wyciągając telefon. — Mariola, bardzo chciałbym kontynuować naszą rozmowę o włoskiej architekturze, ale w nieco cichszym miejscu. Wymienimy się numerami?

Podałam mu swój ciąg cyfr, czując przyjemne ciepło na twarzy. Pożegnaliśmy się uściskiem dłoni i weszłam do środka, uśmiechając się sama do siebie.

Uśmiechnęłam się szeroko

Następnego dnia od rana miałam zajęcia. Z samego rana spotkałam się z Kamilą w uczelnianej kawiarni. Moja przyjaciółka czekała już na mnie przy stoliku, w towarzystwie dwóch innych koleżanek z naszego roku, które również dały się wyciągnąć na wczorajszą domówkę. Obok nich siedziało też kilka osób z AWF-u, których kojarzyłam z imprezy. Panował tam wesoły gwar. Podeszłam do ich stolika z książkami pod pachą. Kiedy mnie zobaczyli, zapadła nagła, niemal teatralna cisza. Wszyscy przerwali rozmowę i spojrzeli na mnie tak, jakbym nagle wyrosła z ziemi.

— Cześć wszystkim — przywitałam się, czując się odrobinę nieswojo pod obstrzałem ich spojrzeń. — O co chodzi? Mam coś na twarzy?

Kamila poderwała się z krzesła, złapała mnie za ramię i odciągnęła kawałek dalej. Miała oczy wielkie jak spodki.

— Czy ty zdajesz sobie sprawę, z kim ty wczoraj wyszłaś z tej imprezy?! — wykrztusiła, wyraźnie podekscytowana.

— Z Danielem. Bardzo miły chłopak. Odprowadził mnie po prostu do domu — odparłam spokojnie, nie rozumiejąc jej zdenerwowania.

— Bardzo miły chłopak?! — Kamila niemal krzyknęła szeptem. — Mariola, to była jego impreza! On był gospodarzem!

Zaskoczenie całkowicie odebrało mi mowę. Patrzyłam na nią, mrugając szybko.

— Jak to... jego impreza? Przecież on powiedział mi, że jest tam tylko z obowiązku towarzyskiego...

— No bo on rzadko urządza takie spotkania! Daniel to gwiazda uczelni, Mariola. Zdobywa medale w zawodach ogólnopolskich, każdy ma do niego ogromny szacunek. Ale on zazwyczaj trzyma się na uboczu. Dziewczyny wzdychają do niego od pierwszego roku, a on nigdy nie zwraca na żadną najmniejszej uwagi. Jest uprzejmy, ale trzyma wszystkich na dystans. Wczoraj wyszedł w połowie własnej imprezy, nikomu nic nie mówiąc, po to, żeby odprowadzić do domu dziewczynę, której nikt z jego paczki nie zna!

Spojrzałam z powrotem na stolik. Ludzie z AWF-u wciąż patrzyli na mnie. Jednak nie było w ich wzroku kpin czy obojętności, z jakimi spotkałam się wczorajszego wieczoru. Patrzyli na mnie z wyraźnym podziwem i szacunkiem. Skoro Daniel, którego tak cenili, poświęcił mi swój czas i opuścił dla mnie swoją własną imprezę, nagle przestałam być dla nich niewidzialna. Stałam się dla nich kimś wyjątkowym.

W tym samym momencie poczułam wibrację w kieszeni mojego płaszcza. Wyciągnęłam telefon. Na ekranie widniała krótka wiadomość:

„Masz czas po zajęciach na obiecaną kawę i rozmowę o Rzymie? Daniel.”

Uśmiechnęłam się szeroko. Świat, który do tej pory ograniczał się do starych woluminów i ciszy mojej czytelni, nagle nabrał zupełnie nowych, jasnych barw. Zrozumiałam, że czasami warto opuścić swoją bezpieczną strefę komfortu, by dać szansę czemuś zupełnie niezwykłemu. Moja cicha natura wcale nie była wadą, a dla kogoś okazała się największym atutem.

Mariola, 21 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama