Reklama

Mam dwójkę dzieci i męża, którego kiedyś kochałam bezgranicznie. Z Markiem byliśmy razem ponad dekadę. Był czas, gdy codziennie zaskakiwał mnie drobiazgami, a ja budziłam się szczęśliwa, pewna, że jestem dla niego najważniejsza na świecie. Z czasem wszystko zaczęło blednąć. Marek coraz częściej milczał, wiecznie zmęczony, pochłonięty pracą, telefonem, czymś, co było poza naszym domem. Ja, zwyczajna Joanna, siedziałam wśród pieluch, zup, codziennych obowiązków. Wieczorami patrzyłam w sufit, zadając sobie pytanie, kiedy ostatni raz byłam dla niego kimś więcej niż tylko matką jego dzieci.

Zdrada? To słowo zawsze wydawało mi się obce, jakby z innego świata. Gdyby ktoś mi powiedział, że Marek mógłby mnie oszukać, wyśmiałabym go. Aż do dnia, w którym wzięłam jego telefon do ręki — przypadkiem, naprawdę przypadkiem. I zobaczyłam wiadomość: „Tęsknię za tobą, kochanie.” Najpierw myślałam, że to pomyłka. Ale potem, widząc kolejne słowa, zdjęcia, serduszka, zrozumiałam, że wszystko się zmieniło. Poczułam się jakby ktoś wepchnął mnie pod wodę i trzymał za głowę. Nagle, mój dom, życie, pewność siebie — wszystko rozsypało się na kawałki.

Wszystko we mnie krzyczało: uciekaj

Zanim Marek wrócił do domu, czułam, jak wszystko się we mnie gotuje. Nie pamiętałam, czy w ogóle oddychałam. Siedziałam na kanapie z telefonem w ręku, serce waliło mi jak oszalałe. Kiedy Marek wszedł, zdjął buty i rzucił kurtkę na krzesło, jakby nic się nie stało. Słyszałam, jak woła dzieci po imieniu, a potem podszedł do kuchni. Nie dałam mu szansy na zwykłe „cześć”.

— Marek, możemy porozmawiać? — zapytałam, starając się brzmieć spokojnie, choć cała drżałam.

Spojrzał na mnie zdziwiony.

— Jasne, co się stało?

Podałam mu telefon. Zbladł, jakby nagle zabrakło mu powietrza. Przez chwilę patrzył w ekran, potem na mnie.

— To... to nie tak, jak myślisz — wyjąkał, a ja poczułam, że zbiera mi się na śmiech. Może histeryczny, może żałosny — sama nie wiedziałam.

— Jak mogłeś?! Zniszczyłeś wszystko! — wybuchłam. — To wszystko przez nią? Naprawdę myślałeś, że się nie dowiem?

Marek odwrócił wzrok.

— Joanno, to był błąd… Proszę, nie rób scen przy dzieciach.

W tej chwili zobaczyłam w drzwiach dziecięce sylwetki. Michałek stał z pluszakiem, a Zuzia przyciskała do piersi swoją lalkę. Ich oczy były ogromne, przestraszone.

Idźcie do pokoju — powiedziałam najspokojniej, jak potrafiłam, chociaż głos wciąż mi drżał. Kiedy dzieci zniknęły, znowu zwróciłam się do Marka: — Wyprowadzam się. Nie będę tu dłużej — wyszeptałam.

— Nie rób tego, proszę. Przysięgam, to nic nie znaczyło. Potrzebowałem... nie wiem, czego, może ucieczki.

— Ode mnie? Od rodziny? — spytałam z goryczą.

Byłam rozdarta między wściekłością a bezsilnością. Wszystko we mnie krzyczało: uciekaj. Czułam się, jakbym była kimś obcym we własnym życiu. Tamtej nocy nie spałam. W głowie tłukła mi się tylko jedna myśl: muszę zabrać dzieci i odejść.

Nie miałam siły się spierać

Rano spakowałam walizkę. Robiłam to mechanicznie, bez łez, jakby chodziło o wakacyjny wyjazd, a nie o ucieczkę przed całym dotychczasowym życiem. Ubrania dzieci, najważniejsze rzeczy, trochę zabawek — układałam wszystko w milczeniu, słysząc w głowie tylko echo własnej decyzji: muszę odejść. Marek kręcił się po domu, udając, że pije kawę, ale widziałam, jak zerka na korytarz, jakby bał się, że naprawdę wyjdę i nigdy nie wrócę.

Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi. Przez chwilę zawahałam się, kto to może być o tej porze. Otworzyłam. W progu stała Halina, moja teściowa, z tą swoją nieprzeniknioną miną.

— Joasiu, mogę wejść? — zapytała chłodno.

Skinęłam głową. Weszła do przedpokoju, spojrzała na walizki, potem na mnie. Przez chwilę milczała, jakby układała sobie w głowie, co chce powiedzieć.

— Słyszałam, co się stało. Marek dzwonił w nocy. Joasiu, ja nie stanę po stronie Marka. To, co zrobił, to głupota, ale... nie rób niczego, czego będziesz żałować.

Nie wiedziałam, czy się śmiać, czy płakać.

— Pani chyba nie rozumie. On mnie zniszczył! — wybuchłam.

— Rozumiem więcej, niż myślisz — stwierdziła spokojnie. — Wiem, jak boli zdrada, ale czasem… czasem warto walczyć o rodzinę, zanim rzucisz wszystko.

Zatkało mnie. Od zawsze miałam z Haliną chłodne relacje. Czułam do niej dystans, była dla mnie kimś obcym. Teraz mówiła rzeczy, których nigdy bym się po niej nie spodziewała. Przez chwilę poczułam coś na kształt ulgi — jakby ktoś podał mi rękę, kiedy stoję nad przepaścią. Ale zaraz wróciła złość i nieufność. Czy ona mówi to z troski, czy tylko chce chronić własnego syna? A może boi się plotek? Mętlik narastał mi w głowie. Nie miałam siły się spierać.

— Zobaczę, co zrobię — rzuciłam cicho.

Halina położyła mi dłoń na ramieniu.

— Joasiu, odpocznij, pomyśl. Nie musisz dziś decydować.

Zostałam. Sama nie wiedziałam, czy z rozsądku, czy z bezsilności.

Halina cofnęła się o krok

Pierwsze dni były dla mnie jak życie pod wodą — dźwięki dochodziły stłumione, wszystko działo się jakby obok mnie. Dzieci były niespokojne, Marek chodził po domu cicho jak cień. Ja przemykałam z pokoju do pokoju, nie rozpakowując walizki. Czekałam na znak, na cud, albo na siłę, żeby odejść. Wieczorem usłyszałam głosy w kuchni. Marek rozmawiał z Haliną, myśląc, że nie słyszę. Drzwi były tylko lekko uchylone. Stanęłam w korytarzu, nieporuszona, z sercem w gardle.

— Myślisz, że ona się domyśla? — Marek ściszył głos.

— Marek, gdybyś mnie posłuchał wcześniej, nie byłoby tego bajzlu — odpowiedziała Halina surowo. — Zamiast się szlajać, powinieneś powiedzieć Joannie prawdę. Myślisz, że mi łatwo było patrzeć, jak wszystko ukrywasz?

Przestałam oddychać. Oni… Ona wiedziała. Od miesięcy. I nie powiedziała mi ani słowa. Była przy mnie, patrzyła w oczy, rozmawiała ze mną, wiedząc wszystko. Poczułam, jak narasta we mnie wściekłość, strach i upokorzenie. Nie wytrzymałam. Wpadłam do kuchni jak burza.

— Wiedziałaś. Patrzyłaś mi w oczy, mówiąc, że chcesz mi pomóc. To było kłamstwo! — Głos mi się łamał, ale nie przestawałam krzyczeć. — Ukrywałaś to przede mną, razem z nim!

Halina cofnęła się o krok, a Marek spuścił wzrok. Widziałam ich zmieszanie, widziałam w ich oczach, że żadne nie ma już nic do powiedzenia.

Jak mogliście mi to zrobić? – szepnęłam, bo zabrakło mi sił.

Nikt nie odpowiedział. Czułam się, jakbym stała naga na środku pokoju, oszukana przez najbliższych. Już nie miałam wątpliwości — muszę odejść. Teraz nie tylko od Marka.

W nocy nie mogłam zasnąć

Zabrałam dzieci i pojechałam do siostry. Było już późno, kiedy otworzyła mi drzwi. Gdy zobaczyła mnie z walizkami i przerażonymi oczami dzieci, nie pytała o nic — przytuliła mnie mocno. Kiedy dzieci już spały w jej pokoju i siedziałyśmy w kuchni, w końcu wypłakałam wszystko, co we mnie siedziało od tygodni. Opowiedziałam jej całą historię: o zdradzie Marka, o Halinie, o tym, jak zostałam sama w domu, który nagle przestał być mój. O tym, jak nie umiem już nikomu ufać. Siostra słuchała uważnie, czasem tylko zaciskała usta, jakby musiała się powstrzymywać, żeby mi nie przerwać.

Oni cię wszyscy wystawili. Znowu dałaś się nabrać — powiedziała w końcu. — Joasia, ty zawsze wierzysz ludziom, nawet jak powinnaś już dawno przestać. Ja na twoim miejscu odeszłabym od razu. Nie oglądałabym się na nikogo.

— Nie wiem, co jest gorsze: zdrada Marka czy to, co zrobiła Halina — odpowiedziałam szeptem. — Myślałam, że chociaż ona jest szczera. Że chce mi pomóc.

Siostra przytuliła mnie jeszcze mocniej.

— Czasem ludzie udają troskę, żeby chronić siebie. Może dla niej ważniejszy był spokój niż twoje uczucia.

Długo rozmawiałyśmy o tym, czy miłość może przetrwać zdradę. Czy zostałam w domu z rozsądku, dla dzieci, czy dlatego, że zabrakło mi odwagi? Czułam żal do siebie, że dałam się zmanipulować, że tak bardzo pragnęłam wierzyć w jej dobre intencje. W nocy nie mogłam zasnąć. Próbowałam sobie wyobrazić nowe życie, bez Marka, bez Haliny, bez iluzji, które do tej pory budowałam wokół siebie. Bałam się, ale wiedziałam już, że nie wrócę do dawnego życia.

Wychodząc, poczułam ulgę

Wróciłam do domu kilka dni później, żeby zakończyć wszystko, co jeszcze się dało. Marek siedział w salonie, blady, z podkrążonymi oczami. Halina krzątała się w kuchni, jakby próbowała udawać, że życie toczy się normalnie. Weszłam pewnym krokiem, choć w środku cała się trzęsłam.

— Musimy porozmawiać — powiedziałam do Marka.

Usiadł naprzeciwko mnie, nie śmiejąc się nawet podnieść wzroku.

— Przepraszam, Joasiu. Naprawdę nie chciałem cię zranić. Wszystko się wymknęło spod kontroli… To mnie zmieniło, przysięgam.

— Nie mam już siły walczyć. I nie zamierzam — odpowiedziałam cicho, ale stanowczo. — Nie będę żyć w kłamstwie.

Marek pokręcił głową, łamiącym się głosem zapytał:

— A dzieci? One tego nie zrozumieją

— Dzieci potrzebują matki, która nie żyje w ciągłym lęku, nie udaje przed sobą i nimi — powiedziałam twardo. — Dam im więcej bezpieczeństwa niż my razem w tej farsie.

Wtedy w drzwiach pojawiła się Halina, jakby chciała się jeszcze raz wtrącić.

— Joasiu, może jednak nie wszystko stracone. Może warto jeszcze zawalczyć. Zawsze mówiłaś, że rodzina jest najważniejsza…

— Rodzina, w której nie ma zaufania, nie jest rodziną. Dziękuję, Halino, ale ja już nie chcę walczyć o coś, co dawno przestało istnieć — oznajmiłam.

Zebrałam swoje rzeczy i spojrzałam ostatni raz na Marka. Było mi go żal, ale jeszcze bardziej żałowałam siebie. Wychodząc, poczułam ulgę, ale i ogromny strach. Nie wiedziałam, co będzie dalej, ale nie potrafiłam tam zostać ani dnia dłużej.

Joanna, 33 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama