„Jestem dla żony bankomatem, a ona i tak pluje we mnie jadem. Tylko syn trzyma mnie w tym małżeństwie”
„Nie mogę sobie wyobrazić, że stracę syna, że mi nie pozwoli się z nim widywać. Kuba wyrasta na nerwowego, histerycznego chłopca, który krzykiem i dąsami wymusza wszystko. A ja? Mam związane ręce”.

Kubuś ucieka przede mną. Chowa się za plecami swojej matki, płacze, nie chce nawet przyjąć zabawki. Odwraca głowę i krzyczy: „Idź sobie! Nie lubię cię!”. Ma trzy lata. Jest moim jedynym dzieckiem. W dniu jego narodzin pomyślałem, że zdarzył się cud. Byłem po 40-stce i nie liczyłem już na potomstwo.
Kiedy Olga powiedziała, że jest w ciąży, zwariowałem ze szczęścia. Znów miałem po co żyć! Zagroziła, że za mnie nie wyjdzie, jeśli nie dostanie pierścionka z wielkim brylantem. Jestem zamożnym facetem, więc kupiłem naprawdę piękny i drogi. Dla matki mojego syna niczego bym nie poskąpił, a przeczucie mi mówiło, że to będzie syn! Chciałem ją uszczęśliwić.
Tymczasem dziś Olga twierdzi, że jej nigdy nie kochałem.
– Gdyby nie to, że wpadłam, w życiu byś się ze mną nie ożenił.
Ma rację, ale po co o tym gadać? Zrobiłem, co należało; stworzyłem jej takie życie, o jakim mogłaby tylko śnić. Żyje w dobrobycie, nie musi pracować, kupuje drogie ciuchy i wyjeżdża, gdzie chce. Czy to mało?
Jest młoda, jeszcze nie ma trzydziestki, ciągle by tylko się chciała przytulać i patrzeć mi w oczy. Tłumaczę, że ktoś musi pracować na ten jej chleb oraz frykasy, a ona się wtedy obraża
i funduje mi parę cichych dni. W sumie nawet to wolę, bo kiedy mnie omija i udaje nieobecną, ja odpoczywam od jej ciągłego gadania i pretensji.
– Sopel lodu ma w sobie więcej ciepła niż ty! – marudzi żona. – Zimno mi przy tobie.
– Kupię ci nowe futro – żartuję, żeby ją udobruchać. – Najdroższe, jakie będzie w sklepie. W nim nie zmarzniesz!
Była bezpośrednia
Pracowała w mojej firmie, była ładna, miała wdzięk, tupet i śliczne się uśmiechała. Kiedyś weszła do mojego gabinetu z jakimiś papierami.
– Albo mnie pan prezes wyrzuci z roboty, albo awansuje – powiedziała i pocałowała w usta.
Podobała mi się wtedy jej nachalność. Sprawiała wrażenie doświadczonej i pewniej siebie. A ja nie miałem nadziei na to, że zostanę ojcem, chociaż lekarze kategorycznie tego nie wykluczali.
– Wszystko jest możliwe, panie Adamie – mówili. – Ludzki organizm to tajemnica!
No i stało się. Nie mogę mieć żadnych wątpliwości, że Kubuś jest mój – jakby skórę ze mnie zdarł.
– To pan prezes w miniaturze! – śmieją się moi pracownicy, kiedy go zabieram do firmy.
Właściwie kiedy zabierałem, bo od dawna tego nie robię. Olga gra naszym dzieckiem. Kubuś jest dla mnie karą, gdy coś zawinię, i rzadziej nagrodą; ona decyduje, co mi się należy. Ma zły humor, patrzy na mnie wilkiem, pyskuje – wtedy Kubuś zostaje włączony do akcji.
Manipuluje synem
– Tatuś jest brzydki – mówi Olga. – Nie kocha mamusi.
– Co ty wygadujesz dziecku? – denerwuję się, a ona wtedy złośliwie się uśmiecha:
– Widzisz, synku, jak tatuś krzyczy na mamusię? Mamusia się boi tatusia. Nie wiadomo, co tatuś może mamusi zrobić.
– Nie pleć głupot! Nie widzisz, że on się boi? – błagam ją.
– Niech się boi! Niech wie, że tobie nie można wierzyć. Obiecywałeś mi raj, i co?
– Źle ci jest? Masz jak w raju!
Rzadko zdarza się, że moja żona jest dla mnie łaskawsza. Ale i wtedy manipuluje Kubą.
– Twój tata jest bardzo bogaty – zaczyna. – Jak go poprosisz, kupi ci siostrę lub braciszka.
– To dzieci się kupuje? – Kuba robi wielkie oczy.
– Normalnie się rodzi, ale u twojego taty wszystko jest odwrotnie. On je kupuje!
– Mnie też kupił?
– Ty się urodziłeś, ale tatuś musiał się bardzo postarać.
Mały robi wielkie oczy, on tego nie rozumie. A Olga ciągnie:
– Jak go poprosisz, też ci wszystko kupi. Co zechcesz.
– Wszystko? – pyta mały.
– Tak! A gdyby nie chciał, to się pogniewasz. Rozumiesz?
Kuba wyrasta na nerwowego, histerycznego chłopca, który krzykiem i dąsami wymusza na dorosłych, żeby tolerowali jego zachowanie. Ja się nie mogę wtrącać, bo Olga natychmiast robi mi piekielną awanturę, a wtedy jest jeszcze gorzej.
Jak daleko jest zdolna się posunąć?
Próbuję jej tłumaczyć, że krzywdzi nasze dziecko, lecz ona ma to w nosie. Nastawia syna przeciwko mnie. Kuba się na mnie boczy, nie pozwala się dotknąć, nie chce mi dać buziaka. Ostatnio pluł i gryzł, kiedy chciałem go przytulić… Zachowywał się jak przerażone zwierzątko.
– Rozstańmy się – proszę Olgę. – Mnie nie zależy na forsie, dam ci wszystko, co chcesz. Tylko dziecka mi nie zabieraj…
– Chciałbyś… – syczy. – Niedoczekanie! Musi być jakaś kara.
– Jaka kara? Za co?
– Nie chcesz mnie, to Kuby też nie będziesz miał! Jasne?
– Przecież ty wcale mnie nie kochasz – dziwię się.
– Jak mam kochać taką drewnianą kukłę? Tobie nie jest potrzebna kobieta!
– Powiem prawdę. Ty mi nie jesteś potrzebna. Nie kocham cię. Ale jesteś mi bliska i zawsze będziesz. Mamy dziecko!
– Pożałujesz tych słów! – wścieka się żona. – Kuba cię znienawidzi, tak jak ja cię nienawidzę! Już ja się o to postaram!
Rozmawiałem z kumplami, jeden z przyjaciół ma za sobą burzliwe rozstanie z żoną, walkę o dzieci. On mnie namawia, żebym wynajął adwokata i spróbował w sądzie dochodzić swoich praw. Olga o sądzie nie chce słyszeć. Rzuca różnymi przedmiotami, wrzeszczy, szlocha, a Kuba wtedy chowa się po kątach.
– Jeśli mnie będziesz zmuszał do rozwodu, zemszczę się. Wolałbyś nie wiedzieć, jak to zrobię!
– Kobieto, co ci chodzi po głowie? Za co tak mnie ranisz?
– Kiedyś cię nawet kochałam, ale ty mnie odepchnąłeś. Tego się nie wybacza!
Mam związane ręce, bo nie mogę sobie wyobrazić, że stracę syna, że mi nie pozwoli się z nim widywać. Co gorsza, kiedy czasem widzę, jak Olga potrafi się wściekać, boję się, że nawet naszemu dziecku mogłaby jakąś krzywdę zrobić!
Może powinienem go wywieźć za granicę i tam zacząć nowe życie? Jednak czy mam prawo narażać Kubusia na taki szok jak rozstanie z matką, którą on przecież bardzo kocha? Olga to dla mnie obca kobieta.
Nie życzę jej źle, jestem gotów pomagać, gdyby tego potrzebowała, lecz nie chcę z nią być. Czy dla syna mam udawać, że wszystko między nami jest w porządku?
Michał, 45 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Kupiłam na Wielkanoc ekologiczne jajka. Teściowa uznała, że to fanaberia i zrobiła mi kazanie o oszczędzaniu”
- „Rodzina przyjeżdża do mnie na Wielkanoc, żeby się najeść i zużyć mój prąd. Wreszcie wystawiłam im rachunek”
- „Wielkanocna kłótnia o sałatkę jarzynową zakończyła moje małżeństwo. Nie mogłam już patrzeć, jak mąż kroi marchewkę”

