Reklama

Kiedy poznałem Renatę, wydawało mi się, że wreszcie trafiłem na kogoś, kto wniesie do mojego życia odrobinę szaleństwa. Była spontaniczna, pełna energii, zawsze gotowa na przygodę. A ja? Stabilny, przewidywalny, z dokładnie rozpisanym budżetem na każdy miesiąc. Co prawda bardzo się różniliśmy, ale przez pierwsze miesiące wszystko działało.

Reklama

Śmiała się głośno, a ja lubiłem jej śmiech. Uwielbiała wydawać pieniądze bez zastanowienia, a ja przymykałem na to oko. Ale dopiero teraz, jadąc razem na nasz pierwszy weekendowy wyjazd, zacząłem się zastanawiać, czy rzeczywiście pasujemy do siebie tak dobrze, jak myślałem.

Już samo planowanie tego wypadu było wyzwaniem. Ja proponowałem przytulny pensjonat, ona bez wahania zarezerwowała pięciogwiazdkowy hotel. „Raz się żyje” – rzuciła lekko, gdy zobaczyła moją minę.

Patrzyłem na nią, gdy siedziała obok mnie w aucie, przewijając ofertę luksusowego spa. Wtedy jeszcze nie wiedziałem, że ten weekend zmieni wszystko.

Czułem się jak intruz

Zaraz po przyjeździe do hotelu poczułem, że to nie jest miejsce dla mnie. Marmurowe lobby, złote zdobienia, portier, który natychmiast podszedł, by zająć się naszymi bagażami. Renata wyglądała na zachwyconą. Ja – na przytłoczonego.

– Adam, spójrz, mają pakiet dla par – powiedziała, podnosząc wzrok znad ekranu telefonu. – Masaż gorącymi kamieniami, jacuzzi, kolacja przy świecach… Brzmi cudownie, prawda?

– Pewnie kosztuje tyle, co moja miesięczna rata za mieszkanie – mruknąłem, zdejmując plecak.

Westchnęła ciężko, przewróciła oczami i schowała telefon. Czułem napięcie w powietrzu.

Gdy poszliśmy nad basen, moje obawy tylko się pogłębiły. Miękkie ręczniki, eleganckie leżaki, kelnerzy krążący między gośćmi.

– Wynajmijmy leżaki – zaproponowała Renata, wskazując na dwa obite białą skórą fotele. – Są superwygodne.

Co? 50 złotych za jeden? – zmarszczyłem brwi. – Przecież mamy ręczniki.

– Nie po to przyjechaliśmy do luksusowego hotelu, żeby siedzieć na podłodze! – prychnęła.

Nie odpowiedziałem. Czułem, jak w środku coś zaczyna mnie uwierać. Kiedyś myślałem, że różnice w podejściu do pieniędzy to detal. Teraz zaczynałem się zastanawiać, czy to nie przepaść.

Kłóciliśmy się o każdy grosz

Wieczorem poszliśmy na kolację do eleganckiej restauracji w hotelu. Renata wyglądała olśniewająco w czerwonej sukience, którą – jak wiedziałem – kupiła spontanicznie kilka dni wcześniej. Nie pytałem o cenę. Wolałem nie wiedzieć.

Obsługa była nienaganna, jedzenie pyszne, ale ja nie mogłem się do końca zrelaksować. Menu nie miało podanych cen, a to nigdy nie wróżyło nic dobrego. Kiedy kelner przyniósł rachunek, spojrzałem na sumę i poczułem znajome ukłucie niepokoju. To była równowartość trzech list moich codziennych zakupów spożywczych.

Renata sięgnęła do torebki i wyjęła banknot dwudziestozłotowy. Położyła go nonszalancko na stoliku.

Co ty robisz? – zapytałem cicho, zsuwając banknot i zastępując go pięciozłotówką.

Renata spojrzała na mnie, jakbym właśnie opluł kelnera.

– Zostawiłam napiwek.

Pięć złotych wystarczy – odparłem rzeczowo.

– Żartujesz sobie?! Obsługa była świetna, a rachunek wysoki.

– Tak, ale nie mam w zwyczaju rozdawać pieniędzy za darmo.

Renata pokręciła głową i prychnęła.

– Ty naprawdę myślisz o każdej złotówce?

– A ty w ogóle o nich nie myślisz – odpowiedziałem, czując, jak narasta we mnie irytacja.

– Bo pieniądze są po to, żeby je wydawać!

– A przyszłość? Oszczędności? Wspólne mieszkanie?

– Nie chcę spędzić życia na liczeniu każdej złotówki – rzuciła, podnosząc głos.

Ludzie przy sąsiednich stolikach zaczęli na nas zerkać. Renata wstała gwałtownie.

– Idę do pokoju. Smacznej kolacji – powiedziała i ruszyła w stronę wyjścia.

Patrzyłem za nią, czując, że to nie była tylko sprzeczka o napiwek. To było coś więcej.

Prawda była brutalna

Wróciłem do pokoju godzinę później. Renata siedziała na balkonie z kieliszkiem wina, wpatrując się w rozświetlone miasto. Gdy usłyszała, że wszedłem, nie odwróciła się.

– Nadal uważasz, że jestem rozrzutna? – zapytała chłodno.

Usiadłem na łóżku i przetarłem twarz dłońmi.

– Nie chodzi o to, Renata. Po prostu mamy inne podejście do pieniędzy. Ty wydajesz je bez zastanowienia, a ja wolę planować.

– Bo nie chcę spędzić życia na liczeniu każdej złotówki – powtórzyła to, co powiedziała przy kolacji.

Westchnąłem ciężko.

– A ja nie chcę się martwić, czy będzie mnie stać na kredyt albo emeryturę.

Odwróciła się w końcu i spojrzała mi prosto w oczy.

– Czyli co? Uważasz, że nie moglibyśmy razem żyć?

Zacisnąłem usta. W tym momencie dotarło do mnie coś, czego wolałbym sobie nie uświadamiać.

– Nie wiem – powiedziałem szczerze.

– Czyli nigdy się nie dogadamy? – spytała, unosząc brew.

Przez chwilę milczałem, jakbym szukał argumentów, które mogłyby ocalić nasz związek. Ale nie było żadnych.

– Chyba nie – przyznałem cicho.

Renata odstawiła kieliszek i wstała.

– To śmieszne, bo myślałam, że pasujemy do siebie idealnie – powiedziała gorzko. – A wystarczyło parę dni, żeby wszystko runęło.

Nie zaprzeczyłem. Bo w głębi serca wiedziałem, że miała rację.

Znowu zrobiła awanturę

Rano wstałem pierwszy i zamówiłem do pokoju zwykłą czarną kawę. Gdy Renata otworzyła oczy, od razu sięgnęła po telefon.

– Myślałam, że zjemy śniadanie w restauracji – powiedziała, przeglądając menu na ekranie. – Mają bufet, świeże owoce, naleśniki…

– Jest wliczone w cenę pokoju? – zapytałem, choć odpowiedź była oczywista.

Renata westchnęła i podniosła na mnie wzrok.

– Nie, ale Adam, nie bądź taki. To tylko…

– Tylko kolejne sto złotych za śniadanie, które możemy mieć gdzieś taniej albo kupić w sklepie?

Patrzyłem, jak jej twarz się zmienia. Jak w oczach pojawia się irytacja, jak marszczy brwi.

– Boże, Adam! Czy ty w ogóle umiesz odpoczywać? Wszystko liczysz, wszystko kalkulujesz!

– A ty w ogóle myślisz o przyszłości? – odparłem natychmiast. – Odkąd tu przyjechaliśmy, wszystko kręci się wokół pieniędzy. Wynajęcie leżaka, napiwek, teraz śniadanie.

– Bo ty robisz z tego problem! – Renata podniosła głos i odrzuciła telefon na łóżko. – Co to za życie, jeśli trzeba się zastanawiać nad każdą złotówką?

– A co to za życie, jeśli wszystko się wydaje bez planu? – rzuciłem, wstając.

Renata pokręciła głową, jakby nie mogła mnie pojąć.

Nie wiem, jak tak można żyć. Ciągle się ograniczać.

– A ja nie wiem, jak można nie myśleć o jutrze.

Patrzyliśmy na siebie przez chwilę, jakbyśmy nagle dostrzegli, że mówimy zupełnie innymi językami. I wtedy do mnie dotarło – ona się nie zmieni. Ja też nie. To nie była zwykła kłótnia. To było uświadomienie sobie, że nie możemy iść tą samą drogą.

Dałem nam ostatnią szansę

Resztę dnia spędziliśmy osobno. Renata poszła do hotelowego spa, a ja wybrałem się na spacer po okolicy. Myślałem, że ochłoniemy, że wieczorem usiądziemy, porozmawiamy i znajdziemy jakiś kompromis. Ale kiedy wróciłem do pokoju, zobaczyłem ją na łóżku, przeglądającą sklepy internetowe.

Patrz, jakie piękne buty – powiedziała z entuzjazmem. – Skóra, ręczna robota… No i promocja!

– Ile? – zapytałem odruchowo.

Osiemset złotych – odpowiedziała, nie spuszczając wzroku z ekranu.

Parsknąłem śmiechem, choć nie było mi do śmiechu.

– Osiemset? Za buty?

Renata uniosła brwi.

Nie każdy chodzi w tych samych trampkach przez pięć lat, Adam.

– Nie o to chodzi – westchnąłem, siadając obok niej. – Po prostu… Nie rozumiem, jak możesz wydawać tyle na coś, co nie jest ci niezbędne.

– Bo chcę! Bo sprawia mi to radość! – rzuciła telefon na pościel. – I nie zamierzam się tłumaczyć z każdej złotówki.

– Może właśnie w tym problem – powiedziałem cicho.

Zapadła długa cisza. Oboje wiedzieliśmy, że to nie tylko o buty, śniadania czy napiwki. To była fundamentalna różnica, której nie dało się zasypać żadnym kompromisem.

– I co teraz? – zapytała w końcu.

Spojrzałem na nią i poczułem, że to już koniec.

– Nie wiem, Renata. Może po prostu nie jesteśmy dla siebie stworzeni.

Nie zaprzeczyła. Nie próbowała walczyć. To bolało bardziej niż każda inna kłótnia.

Spakowaliśmy się w milczeniu

W drodze powrotnej nie było już żadnych sporów, żadnych wyrzutów. Tylko długa, ciężka cisza, która mówiła więcej niż jakiekolwiek słowa.

Pod jej blokiem zatrzymałem samochód i spojrzałem na Renatę. Przez chwilę myślałem, że coś powie, ale zamiast tego uśmiechnęła się smutno.

– Wiesz, Adam… – zaczęła cicho. – Naprawdę chciałam, żeby to się udało.

– Ja też – przyznałem.

Wysiadła, wyjęła walizkę z bagażnika i przez chwilę stała, jakby chciała dodać coś jeszcze. Ale nie dodała. Tylko kiwnęła głową i weszła do klatki.

Nie zadzwoniliśmy do siebie następnego dnia. Ani kolejnego.

Renata dalej żyła pełnią życia, wrzucając na Instagram zdjęcia z kolejnych podróży. Ja wróciłem do swojego uporządkowanego świata, choć coś się we mnie zmieniło.

Zdarzało mi się kupić droższą kawę albo spontanicznie zamówić deser do obiadu. Czasem zastanawiałem się, czy Renata sprawdza stan swojego konta i myśli o tym, co będzie za kilka lat.

Nie byliśmy razem, ale jedno było pewne – zostawiliśmy w sobie ślad. I może właśnie o to chodzi w niektórych związkach.

Adam, 34 lata

Reklama

Czytaj także:
„Rodzice zamiast miłości dawali mi kasę. Uciekałam do babci, bo tylko ona mnie naprawdę kochała”
„Wynajęłam chłopaka na studniówkę. Nie sądziłam, że przez niego stanę się pośmiewiskiem imprezy”
„W życiu przeszłam 2 rozwody i 3 gorące romanse. To wszystko działo się z jednym facetem, bo tak na siebie działamy”

Reklama
Reklama
Reklama