Reklama

Moje życie to mieszanka stresu związanego ze studiami, presji, żeby wykorzystać ostatnie dni młodości, i nieustannych prób spełnienia oczekiwań własnych oraz innych. Ostatnio coraz bardziej doskwiera mi monotonia, więc kiedy Kamil, mój współlokator, zaproponował organizację wielkiej imprezy w naszym wynajmowanym mieszkaniu, uznałem to za świetny pomysł. Myślałem, że to idealna okazja, by przełamać rutynę i… zbliżyć się do Oli, dziewczyny, która od dawna mnie fascynuje.

Reklama

Miało być wspaniale

– Mówię ci, Darek, to będzie epickie – powiedział Kamil, roztaczając wizję imprezy, o której wszyscy będą mówić.

Wieczór zapowiadał się wyjątkowo. Nic jeszcze nie zwiastowało chaosu, który miał nadejść. Chciałem, żeby ten wieczór był dla mnie szansą – nie tylko na chwilę beztroski, ale i na coś więcej z Olą.

Znajomi zaczęli pojawiać się punktualnie, przynosząc ze sobą zapasy jedzenia, alkoholu i dobrego humoru. Muzyka z głośników szybko wypełniła mieszkanie, a Kamil latał z kuchni do salonu, pilnując, by wszystko działało jak należy.

Ola przyszła ubrana w obcisłą czarną sukienkę, która podkreślała jej smukłą sylwetkę. Włosy miała rozpuszczone, a na ustach ledwo widoczny róż. Była po prostu oszałamiająca.

– Ale tu tłoczno! Nie spodziewałam się, że macie aż tylu znajomych – powiedziała, rozglądając się z ciekawością.

– No cóż, Kamil ma wyjątkowy talent do organizowania takich rzeczy – odparłem, chociaż w środku czułem, że to przede wszystkim ja muszę teraz pokazać, że też potrafię być duszą towarzystwa.

Bagatelizował to

Przez pierwsze godziny rzeczywiście czułem się jak ktoś, kto ma wszystko pod kontrolą. Rozmawiałem z Olą, śmialiśmy się, a jej spojrzenie zdawało się zatrzymywać na mnie dłużej niż zwykle. Czułem, że może wreszcie coś się między nami zacznie dziać. Ale wtedy zauważyłem coś, co zmąciło moją radość.

Ludzi zaczęło robić się coraz więcej. Nie rozpoznawałem co najmniej połowy twarzy w salonie. Ktoś przyniósł dodatkowy głośnik, który podpięto bez pytania, a muzyka stała się tak głośna, że trudno było usłyszeć własne myśli.

Podszedłem do Kamila, który z puszką piwa w dłoni śmiał się z czegoś z grupką osób.

– Kamil, znasz tych ludzi? – zapytałem, starając się nie brzmieć zbyt nerwowo.

– Nie, ale co za różnica? Im więcej, tym lepiej! – rzucił, machając ręką.

– To nasze mieszkanie, nie klub! – odparłem, podnosząc głos, ale on tylko wzruszył ramionami.

Próbowałem ignorować narastające uczucie, że sytuacja zaczyna mi się wymykać spod kontroli. Skupiłem się na rozmowie z Olą, która wydawała się lekko znudzona tłokiem. Wtedy kątem oka zobaczyłem, jak ktoś przewraca lampę. W mojej głowie zaczęło krążyć jedno pytanie: „Czy to jeszcze jest nasza impreza?”.

Nie panowałem nad tym

Nieznajomi zaczęli przejmować mieszkanie. Ktoś w kuchni otworzył lodówkę i wyjął nasze jedzenie, inni bawili się jak na festiwalu. Kamil, lekko podpity, tylko wzruszał ramionami, gdy próbowałem zapanować nad sytuacją.

– Ludzie, spokojnie! – próbowałem przekrzyczeć hałas, ale nikt mnie nie słuchał.

Ola podeszła do mnie, widząc moje zdenerwowanie.

– Darek, daj spokój, przecież to tylko zabawa – powiedziała, ale w jej głosie wyczułem nutę zdenerwowania.

Nagle rozległ się trzask. W salonie ktoś rozbił butelkę. Mój poziom stresu osiągnął apogeum, a Kamil, zamiast pomagać, zaczął tańczyć na stole.

– Kamil, musisz mi pomóc! To nasz dom, a oni wszystko niszczą! – krzyknąłem.

– Daj spokój. Trochę chaosu to część dobrej imprezy! – odpowiedział, śmiejąc się.

„To nie chaos” – pomyślałem. „To katastrofa”. Impreza przerodziła się w niekontrolowany wir. W tłumie zauważyłem, jak jakiś chłopak wychodzi z moimi słuchawkami. Podbiegłem, zatrzymując go przy drzwiach.

– Hej! To moje rzeczy! – rzuciłem ostro.

– Wyluzuj, stary, to tylko żart – odparł.

W tym momencie z klatki schodowej rozległ się przeraźliwy dźwięk. Ktoś dla żartu włączył alarm przeciwpożarowy, a czerwone światło migotało po ścianach.

Miałem tego dość

Wpadłem do salonu i zobaczyłem Kamila, który próbował zapanować nad krzyczącymi ludźmi, ale sam ledwo trzymał się na nogach.

– To wszystko twoja wina! – rzuciłem w jego stronę, kipiąc ze złości.

– Moja? To ty chciałeś tej imprezy, geniuszu! – odparł, po czym potknął się i runął na podłogę.

W tym momencie Ola wstała i spojrzała na mnie z mieszaniną irytacji i rozczarowania.

– To jakiś koszmar – powiedziała chłodno i wyszła, zanim zdążyłem cokolwiek odpowiedzieć.

Stałem w środku bałaganu, otoczony hałasem, czując, że straciłem wszystko, na czym mi zależało.

Po wygonieniu ostatnich gości mieszkanie przypominało pole bitwy. Podłoga była zalana, kanapa poplamiona i podarta, w kuchni na leżały potłuczone talerze. W salonie zobaczyłem przewrócone meble i stertę śmieci. Mój laptop i kilka innych rzeczy zniknęło.

– To jest koszmar… – powiedziałem cicho, bardziej do siebie niż do Kamila, który siedział na podłodze z głową w dłoniach.

– Stary… Przepraszam. Nie wiedziałem, że tak się skończy – powiedział Kamil, ale jego słowa nie miały już znaczenia.

Byłem załamany

Zacząłem sprzątać, próbując zignorować telefon, który nie przestawał wibrować. Kiedy w końcu odebrałem, właściciel wściekle wykrzyczał, że sąsiedzi donieśli mu o imprezie i oczekuje pokrycia kosztów naprawy. Kamil próbował coś mówić, ale ignorowałem go.

– Nie chcę teraz z tobą rozmawiać. To już nie ma znaczenia.

Ola przestała odpisywać na wiadomości. Czułem, jakby moja relacja z nią zniknęła tak samo, jak wszystkie inne rzeczy, które skradziono tej nocy. Usiadłem na podłodze, wpatrując się w stertę śmieci, i poczułem, jak narasta we mnie żal. Nie tylko do Kamila, nieznajomych czy nawet Oli, ale do siebie samego. „Może nie jestem duszą towarzystwa. Może nigdy nie byłem i nigdy nie będę” – pomyślałem.

Po raz pierwszy od dawna poczułem, że czas przestać próbować być kimś, kim nie jestem, i zaakceptować, że moje miejsce w życiu wygląda inaczej.

Ostateczne sprzątanie zajęło mi dwa dni. Po tym czasie mieszkanie wyglądało znośnie, ale ślady tamtej nocy pozostaną na długo – i nie mówię tylko o zniszczeniach. Kamil próbował mnie przeprosić jeszcze raz, ale byłem zbyt zmęczony, by go słuchać. Wiedziałem, że nasza relacja się zmieni. To była pierwsza i ostatnia impreza, jaką zorganizowałem.

Darek, 24 lata

Reklama

Czytaj także:
„Córka dostała od nas w prezencie karnet na naukę łyżwiarstwa. Zamiast kręcić piruety, owijała się wokół instruktora”
„W prezencie ślubnym poprosiliśmy o kupony totolotka. Nie spodziewaliśmy się, że to otworzy bramy piekieł w rodzinie”
„Nie chciałem pożyczać kasy od teściów, bo to upokarzające. Żona po cichu wzięła sprawy w swoje ręce”

Reklama
Reklama
Reklama