„Gdy wygrałam luksusowy samochód, moja radość trwała krótko. Pazerny synalek chciał mnie szybciutko ograbić z nagrody”
„– Czy ty przypadkiem nie szastasz za bardzo pieniędzmi, mamo? Zauważyłem, że lekką ręką przychodzi ci wydawanie sporych kwot? Kupiłaś przecież te nowe kojce dla psów, a te stare moim zdaniem były jeszcze zupełnie okej. I ciągle wysyłasz jakieś SMS-y do tego swojego radia. Przepuszczasz na to kasę”.

- Listy do redakcji
Wcale nie miałam ochoty na robienie obiadu dla całej rodziny, ale Bartek zadzwonił z informacją, że zamierzają mnie odwiedzić w niedzielę. Była zmęczona, ale poszłam na stragany po jakieś mięso i włoszczyznę do rosołu. Gdy szukałam dorodnych ogórków na mizerię, komórka zawibrowała mi w torebce. Odebrałam i nagle stało się coś niesamowitego!
– Dzień dobry! Pani Danuto, jest pani zwyciężczynią naszego konkursu, w którym nagrodą jest samochód! – to był ktoś z radia, którego słucham codziennie w kuchni.
Byłam tak zaskoczona, że komórka prawie wypadła mi z ręki, ale szybko opanowałam emocje. Gdy oprzytomniałam i zrozumiałam, że to nie jest żaden kawał, zaczęłam się cieszyć. Oczywiście nie dokończyłam zakupów, bo nie miałam już do tego zupełnie głowy.
Syn zrobił ze mnie rozrzutnicę
Skoro miałam teraz kluczyki do drogiego samochodu, mogłam szarpnąć się na wystawny obiad w restauracji dla rodziny. Nie chciałam najpierw zdradzać powodu tego nowego planu. Informację o wygranej planowałam wyjawić im, gdy będą pałaszować deserek. Bartek na cały ten ambaras z restauracją zareagował z dystansem.
– Na pewno to przemyślałaś? – zapytał i od razu skomentował, że to będzie ogromna suma, a w domu jednak można zjeść za friko.
Nie chciałam się kłócić, ale miałam już na końcu języka, że nie ma czegoś takiego jak darmowy kurczak, czy darmowe warzywa, a i prąd i woda kosztują. Że nie wspomnę o moim czasie i zmęczeniu. Ale ten dalej swoje, że to będzie za drogo dla mnie i że nie chce robić kłopotu.
– Czy ty przypadkiem nie szastasz niepotrzebnie pieniędzmi, mamo? Zauważyłem, że lekką ręką przychodzi ci wydawanie sporych kwot? Kupiłaś przecież te nowe kojce dla psów, a te stare moim zdaniem były jeszcze zupełnie okej. I ciągle wysyłasz jakieś SMS-y do tego swojego radia. Ile przepuszczasz na to pieniędzy to ja nawet nie liczę!
Śmiać mi się chciało, bo to moje wielkie szastanie właśnie dało mi luksusowy samochód, o którym mogłam tylko pomarzyć. Nic jednak nie powiedziałam, bo czekałam na reakcję na żywo aż się dowie o wszystkim w czasie uroczystego obiadu w owej drogiej restauracji. Odpowiedziałam mu więc, że to nie jego sprawa, a ja sama wiem ile i na co mogę wydawać.
– No oczywiście, ale trochę mnie to martwi – obraził się nieco.
Pożyczali ode mnie ile wlezie
Może się martwić ile chce, ale ja i tak wiem, o co tu chodzi. Najpewniej o to, czy będę miała mu z czego pożyczyć, bo co chwila mnie prosi o jakieś pieniądze. A to Ewa musi pilnie zrobić jakiś ważny kurs, ale on i jego żona akurat nie mają dodatkowych pieniędzy, a to Staś jedzie na jakieś kolonie z klasy i nie wypada, żeby jako jedyny nie pojechał. Albo lodówka przestała nagle działać, albo kupują jakieś meble okazyjnie. I tak w koło Macieju. Ciągle tylko daj, daj, daj… Dostał ode mnie już mnóstwo pieniędzy, a ich zwrotu jakoś nie widać, nie słychać. Uznał zapewne, że rolą matki jest finansowe wspieranie dorosłych dzieci. Choć Ewa mogła już sobie na ten kurs sama coś odłożyć. Ja jak miałam osiemnaście lat już sobie dorabiałam przy jakichś dorywczych. Ale nieważne, teraz było mi bardzo wesoło, w końcu szczęście się do mnie uśmiechnęło. Wygrałam samochód!
Wiedziałam, co zrobię
Oczyma wyobraźni już widziałam, jak to lśniące auto wjeżdża na moje podwórko i jak będę opowiadać wszystkim tę niesamowitą historię, że wygrałam je w radiu. Nie miałam zamiaru nim jeździć, bo za młodu nie zrobiłam prawa jazdy, a i potem jakoś nie miałam nigdy do tego drygu. I tak jeździłam komunikacją, a w planach miałam po prosty sprzedaż tego samochodu. Każde pieniądze się przydadzą, zwłaszcza, że moja rodzina to jak studnia bez dna.
Oczywistością było, że sporą kwotę dam Ewie i Stasiowi, ale nie wszystko naraz. O, nie. Staś nie był jeszcze pełnoletni, a Ewa wydawała zawsze wszystko, co tylko dostała. Nadejdzie taka chwila, kiedy będą potrzebowali po kilkanaście tysięcy na własne mieszkanie i na to zamierzałam przeznaczyć te pieniądze. Także to, co szykowałam na ten deser było wybuchową niespodzianką. Wszystko jednak się skomplikowało.
Po prostu nie wytrzymałam
Nawet nie zaczęliśmy jeść zupy, gdy Emilia, żona Bartka, zagaiła, że byli właśnie w sklepie AGD i chcą kupić nowy piekarnik. Jednak te, które są dobrej jakości i się nie psują tak często są bardzo drogie. To koszt zaczynający się od 1600 złotych.
– Mamy raptem jakiś tysiączek… – tragicznym tonem dodała.
Wiedziałam do czego, a raczej do kogo pije. Chcieli ode mnie pożyczyć te 600 złotych. To już nie pierwszy raz i schemat za każdym razem był identyczny. Wiele razy już im dokładałam do jakichś sprzętów i innych rzeczy. Już miałam na końcu języka, że jak dzieci będą potrzebowały mieszkań, to też im dołożę, ale… coś mnie powstrzymało. Zablokowałam się. Czy oni w ogóle, jedliby ze mną obiad, gdyby nie potrzebowali ode mnie żadnych pieniędzy? Nie mogłam już wytrzymać z moją niespodzianką aż do deseru, więc przy drugim daniu wypaliłam nowinę o wygranym aucie.
Ich reakcja była dziwna
– Jezusie, auto? Takie drogie? – cała czwórka patrzyła na mnie z niedowierzaniem.
– Nie robisz sobie z nas żartów?
– Babciu, ale jaka to marka? Jaki kolor? Nie wierzę!
Zasypywali nie szczegółowymi pytaniami, a ja szeroko się uśmiechając opowiedziałam wszystko, jak do mnie zadzwonili, jak byłam na straganach, a potem wyjęłam komórkę i pokazałam im samochód na zdjęciu. Miałam go odebrać w najbliższym tygodniu, ale na stronie radia był zaprezentowany w całej okazałości.
– Niewiarygodna historia! – gorączkował się Bartek. – Ewa będzie mogła wziąć mój stary wóz, a sam będę się woził takim cackiem!
– Co ty, tata! – Ewa się żachnęła. – Babcia mi go odda, przecież już niedługo mam dziewiętnastkę!
– Nie wymyślaj. Weźmiesz moją toyotę i będziesz zadowolona. Może z raz, czy dwa dam ci się karnąć moim luksusowym autem. Jak będziesz grzeczna!
Wściekłam się nie na żarty
Słuchałam tego, a w środku wszystko się we mnie burzyło. Bartek i reszta już dzielili skórę na niedźwiedziu, nawet mnie nie pytając o zdanie. Nawet nie pomyśleli, że przecież to mój samochód i że może wcale im go nie przekażę. Podobne uczucia mną targały, gdy Emila mówiła o tym cały piekarniku. Miałam w sobie gniew i niezgodę i jakieś takie niewygodne uczucie, że mną manipulują i ciągną ile się da. Miałam tego już serdecznie dosyć.
– Momencik. Nie musicie się przekomarzać. Przecież to mój samochód i nie powiedziałam, że wam go daję? – wypaliłam donośnie na cały lokal. Ucichli momentalnie. – Nie mam pojęcia, co z nim zrobię. Póki co, cieszę się swoją wygraną.
W środku liczyłam, że może przeproszą za swoją pazerność i po prostu zaczną się cieszyć, że to mi coś miłego się w życiu przytrafiło. Ale bardzo się myliłam.
– Ty naprawdę to mówisz, mama? – Bartek zaczął się śmiać. – Co z nim zrobisz? Przecież nie masz nawet prawa jazdy. Auto do niczego ci się nie przyda. Ewa cały czas szuka jakiejś pracy, na pewno będzie musiała jeździć, więc to chyba oczywiste?
Nagle usłyszałam jak z moich ust padają dla mnie samej zaskakujące słowa.
– A co to księżniczka nie może komunikacją? Ja całe życie jeżdżę i jakoś żyję. Korona mi z głowy nie spadła. Zresztą jak znajdzie jakąś robotę, to sobie sama zarobi na jakieś używane auto.
To, co zobaczyłam na ich twarzach po tych słowach, dobitnie podkreśliło, o czym moja urocza rodzinka tak naprawdę myślała. Zbulwersowała ich moja wypowiedź, a chyba najbardziej fakt, że nie dam im mojego, wygranego przeze mnie, samochodu! Bo to oczywiste, że powinnam im go przekazać. Nie zdążyłam wyjawić, że chce go sprzedać, a kasę dać na mieszkania dla wnuków, bo zanim powiedziałam więcej, Bartek uznał, że robię im jakiś żart, bo starsze osoby, takie jak ja, bez prawka, nie potrzebują auta. Synowa Emilia usiłowała jakoś wybrnąć z tej sytuacji i wrócić do miłego klimatu (pewnie ciągle zależało jej na tym piekarniku). Próbowała uspokoić Bartka i jakoś wszystko załagodzić. Na twarzy mojej ukochanej wnusi widać było totalną obrazę, której nie była w stanie ukryć. Wszyscy mieliśmy złe humory. Ja bo traktowali mnie jak bankomat, a oni, bo nie położyli łapsk na mojej wygranej…
Wpadłam na świetny pomysł
Wracając tramwajem myślałam sobie o tym wszystkim i jak to się potoczy. Padała zacinający deszcz i niechętnie myślałam o tym, jak dojdę do domu z przystanku. I w jednej chwili mnie olśniło! Przecież mam auto! Zrozumiałam, że nie mam po co go sprzedawać, tylko pójdę na kurs prawa jazdy. Nie będę już musiała wyczekiwać na przystankach, albo cała mokra wracać do domu. Bartek wciąż chciał mnie jeszcze urobić, ględził coś, że w tym wieku to strata pieniędzy i zagrożenie dla zdrowia, ale ja go już nie słuchałam. Wiedziałam swoje.
– Mam już dość! – cierpliwość ma swoje granice. – Jeśli twoja Ewka zdała te egzaminy na kierowcę, to ja też sobie poradzę. Mam już umówionego instruktora na pierwsze jazdy. Mogę ćwiczyć tak długo, jak to będzie potrzebne. I zdam, choćby nie wiem co!
Po jakichś sześciu miesiącach zrobiłam to upragnione prawko i mogłam wreszcie wsiąść do mojego luksusowego auta. Okazało się, że jazda samochodem sprawia mi ogromna przyjemność. A i chwalił mnie mój instruktor. Wszystko się w moim życiu zmieniło. Wieczorami mogę jechać do kina i nie straszne mi późne powroty. Mogę sama jechać nad morze, albo zabrać znajomych. Mam teraz znacznie więcej możliwości i ciekawsze życie. Czuję, że wreszcie oddycham. Bartek i synowa niestety się na mnie obrazili, a i wnuczęta patrzą na mnie spode łba, ale trudno. Kocham ich, ale talentu do zarabiania i zarządzania pieniędzmi nie mają. Może ta historia ich czegoś w końcu nauczy. A jak trzeba ich gdzieś podwieźć, to zawsze mogą liczyć na swoją babcię! To była moja najlepsza decyzja w życiu.
Danuta, 65 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Chciałam zrobić sałatkę ziemniaczaną na grilla. Pretensje teściowej, że za grubo obieram ziemniaki, odebrały mi apetyt”
- „Teściowa chciała zabłysnąć i upiekła truskawkowe ciasto na komunię córki. Przyniosła mi wstyd tym zakalcem”
- „Kiedy mój mąż wyjechał, poczułam się samotna. Głupota, którą zrobiłam, prawie zniszczyła moje małżeństwo”

