Reklama

Byliśmy na obiedzie u teściów. Dom, który zawsze wydawał mi się twierdzą tradycji i stabilizacji – dębowe meble, wykrochmalone obrusy, zapach pieczeni – nagle stał się sceną dramatu, jakiego nie powstydziłaby się tania telenowela.

Odeszła od niego

Teściowa po prostu wstała od stołu i oznajmiła, że odchodzi. Nie do siostry, nie do sanatorium. Do instruktora jogi, młodszego od niej o piętnaście lat. Patrzyłam na nią oniemiała. Mój mąż Janek zakrztusił się rosołem, ale to reakcja teścia zmroziła mi krew w żyłach. Siedział nieruchomo. Jego twarz, zazwyczaj pogodna, pokryta siecią szlachetnych zmarszczek, stała się szara jak popiół. Po prostu zgasł. Człowiek, który przez trzydzieści pięć lat budował ten dom, dbał o rodzinę, był filarem dla wszystkich, w jednej sekundzie został zredukowany do roli niepotrzebnego mebla.

– Waldek, masz tydzień na wyprowadzkę, dom jest zapisany na mnie – rzuciła teściowa tonem, jakim zamawia się kawę.

Janek wstał gwałtownie. Myślałam, że stanie w obronie ojca.

– Mamo, to chyba jakiś żart? – wydukał tylko. A potem, gdy teściowa wyszła, spojrzał na ojca. – Tato, chyba nie będziesz robił scen? Przecież sobie poradzisz, prawda? Wynajmiesz coś.

Wtedy poczułam ten pierwszy impuls. Wściekłość na mojego męża. Jak on mógł? Jego ojciec właśnie tracił grunt pod nogami, a on martwił się o to, by nie było scen?

Podjęłam decyzję

W samochodzie panowała cisza, którą można by kroić nożem. Janek bębnił palcami o kierownicę, nerwowo zerkając na telefon. Pewnie sprawdzał maile z pracy.

– Nie możemy go tak zostawić – powiedziałam.

– Kogo? Ojca? Beata, daj spokój. To dorosły facet. Ma emeryturę, ma oszczędności. Poradzi sobie. Matka zwariowała, to fakt, ale ojciec nie jest ubezwłasnowolniony.

– On jest w szoku! Widziałeś jego oczy? Wyglądał, jakby umarł w środku. Nie może teraz być sam. Niech zatrzyma się u nas.

Janek gwałtownie zahamował na czerwonym świetle.

– U nas? Zwariowałaś? Mamy małe mieszkanie, ledwo my się mieścimy z twoimi torebkami i moim sprzętem.

– Mamy dom, który spłacamy i w którym dwa pokoje na górze stoją puste i zbierają kurz.

Kłóciliśmy się o to przez dwa dni. Janek używał argumentów logicznych: brak prywatności, skrępowanie. Ja używałam argumentów emocjonalnych. W głębi duszy czułam jednak, że moja determinacja wynika z czegoś więcej. Może z własnej samotności? Janek był fizycznie obecny, ale mentalnie żył w korporacji. Nasze wieczory to dwa laptopy na kanapie i cisza przerywana dźwiękiem powiadomień.

Przyjęłam go do domu

Kiedy teść stanął w progu naszego domu w środę wieczorem, wyglądał jak cień samego siebie. Miał ze sobą dwie walizki.

– Dziękuję, Beatko – powiedział. – Nie chciałem być ciężarem. Obiecuję, że jak tylko znajdę kawalerkę…

– Zostań tak długo, jak potrzebujesz, tato – przerwałam mu.

Pierwsze tygodnie były dziwne. Uczyliśmy się nowej choreografii. Kto kiedy bierze prysznic, kto robi kawę. Janek uciekał w pracę jeszcze bardziej niż zwykle. Wychodził o siódmej, wracał o dwudziestej, jadł kolację z nosem w telefonie i szedł spać.

Pracuję zdalnie, więc większość dnia spędzam w domu. Do tej pory te dni były samotne, wypełnione radiem i gadaniem do kota. Teraz zyskały nowy rytm. Teść nie był typem narzekającego staruszka siedzącego w fotelu. Mimo sześćdziesiątki na karku dbał o siebie. Codziennie rano widziałam go, jak wraca z biegania. Zaczął przejmować drobne obowiązki, o które Janka prosiłam miesiącami.

– Dokręciłem ten kran w kuchni, bo kapał.

Zaczęliśmy rozmawiać

Okazało się, że teść ma niesamowitą wiedzę i wrażliwość. Słuchał mnie. Kiedy opowiadałam o problemach z klientem, nie przerywał, nie dawał złotych rad jak Janek, ale dopytywał, analizował, wspierał. To był piątkowy wieczór, miesiąc po jego wprowadzce. Janek wyjechał na integrację firmową na Mazury. Mieliśmy dom dla siebie. Za oknem szalała wichura, deszcz zacinał o szyby. Teść przygotował kolację – zrobił risotto z grzybami. Siedzieliśmy przy stole w kuchni.

– Nie wiem, jak ci dziękować, Beatko – powiedział. – Gdyby nie ty… Janek by mnie nie przyjął. Wiem o tym. Wiem, jakiego syna wychowałem. To moja wina. Byłem zbyt zajęty pracą, gdy dorastał. A teraz widzę, jak traktuje ciebie.

Zamilkłam. To było tabu. Nigdy nie rozmawialiśmy o moim małżeństwie.

– Jak mnie traktuje? – zapytałam, choć znałam odpowiedź.

– Jak coś oczywistego. Jesteś piękną, inteligentną kobietą. Zasługujesz na to, by ktoś patrzył na ciebie z zachwytem. Każdego dnia.

Zbliżyliśmy się

Poczułam gorąco uderzające mi do policzków. To nie był komplement od miłego teścia.

– Przepraszam – cofnął się odrobinę. – Nie powinienem tego mówić. Jestem starym głupcem, któremu życie przeciekło przez palce i teraz zazdroszczę synowi tego, czego on nie potrafi docenić.

Wstaliśmy, żeby posprzątać ze stołu. Nasze dłonie spotkały się przy talerzu. Nie cofnęłam ręki. On też nie. Przez moment staliśmy tak w milczeniu, słysząc tylko bicie własnych serc. Był ode mnie wyższy, potężniejszy. Czułam się przy nim taka drobna, a jednocześnie tak bardzo… kobieca. Wtedy zadzwonił mój telefon. Janek. Czar prysł. Wyrwałam rękę jak oparzona.

– Muszę odebrać – rzuciłam i uciekłam do salonu.

Serce waliło mi jak młotem. Co ja robię? To ojciec mojego męża. Ale kiedy leżałam w łóżku tej nocy, sama w zimnej pościeli, nie myślałam o Janku. Myślałam o dłoni teścia na mojej dłoni. Przez następne dni unikaliśmy się wzrokiem, ale napięcie w domu rosło. Było jak ta cisza przed burzą. Janek wrócił, ale był jeszcze bardziej nieobecny.

– Boże, jak ojciec głośno ogląda telewizję – marudził. – Kiedy on się wreszcie wyprowadzi? Pytałaś go?

– Nie, nie pytałam – warknęłam. – Może sam go zapytaj, zamiast wysługiwać się mną?

– Co w ciebie wstąpiło? Bronisz go jak niepodległości. Może wolisz mieszkać z nim niż ze mną?

Rzucił to sarkastycznie, złośliwie. Nie wiedział, jak blisko był prawdy.

To był moment

Punkt zwrotny nastąpił dwa tygodnie później. Wróciłam do domu wcześniej, przemoczona i zziębnięta. Samochód odmówił mi posłuszeństwa, musiałam wracać autobusem i dojść kawałek pieszo w śnieżycy. Weszłam do domu dygocząc. Teść był w salonie. Gdy mnie zobaczył, natychmiast zerwał się z kanapy.

– Dziecko, ty jesteś sina! – krzyknął.

Nie pytał o nic. Po prostu zaczął działać. Pobiegł po koc, nastawił wodę na herbatę. Posadził mnie na kanapie i zaczął rozcierać moje zmarznięte dłonie.

– Gdzie jest Janek? – zapytał ostro.

– Nie odbierał. Ma spotkanie – wyszeptałam, szczękając zębami.

Teść zaklął pod nosem. Siarczyste, męskie przekleństwo.

– Powinien tu być. Powinien dbać o ciebie.

Klęczał przy mnie, owijając moje stopy kocem. Był tak blisko. Czułam ciepło bijące od niego.

– Dziękuję.

Podniósł głowę. Nasze twarze dzieliły centymetry. Widziałam w jego oczach walkę. Rozum kontra emocje. Lojalność wobec syna kontra coś, co rodziło się między nami od tygodni.

– Nie dziękuj mi – szepnął chrapliwie. – Robię to, co każdy mężczyzna powinien zrobić dla kobiety, na której mu zależy.

Czas się zatrzymał

W domu było cicho. Wiedziałam, że to ten moment. Mogłam się odsunąć. Mogłam obrócić to w żart. Mogłam uciec na górę. Ale nie zrobiłam tego. Zamiast tego delikatnie dotknęłam jego policzka. Jego zarost był szorstki. Pocałował mnie. Oderwaliśmy się od siebie, gdy usłyszeliśmy dźwięk silnika na podjeździe. Janek. Teść wstał gwałtownie. Przeczesał dłonią siwe włosy. Wyglądał na przerażonego i szczęśliwego jednocześnie.

– Beata, ja… – zaczął.

– Nic nie mów – przerwałam mu.

Kiedy mąż wszedł do salonu, zastał nas siedzących w bezpiecznej odległości. Ja piłam herbatę, teść czytał książkę.

– Cześć. Ale korki, masakra – rzucił Janek, rzucając teczkę w kąt. Nawet na mnie nie spojrzał. – Jest coś do jedzenia?

Patrzyłam na niego i czułam coś strasznego: obojętność. Zdrada właśnie się dokonała – może jeszcze nie w pełni fizycznie, ale emocjonalnie byłam już po drugiej stronie. Tamtej nocy nie mogłam spać. Leżałam obok chrapiącego męża, a moje ciało wciąż pamiętało dotyk jego ojca.

Nie wyprowadził się

Następnego dnia rano spotkaliśmy się w kuchni. Janek już wyszedł. Teść stał przy oknie, patrząc na ośnieżony ogród. Gdy weszłam, odwrócił się. Nie było w nim wstydu. Był smutek i determinacja.

– Nie mogę tu dłużej zostać – powiedział spokojnie. – Jeśli zostanę, zniszczymy wszystko. Zniszczę relację z synem, zniszczę twoje życie.

– A jeśli moje życie i tak jest ruiną, tylko ładnie pomalowaną? – zapytałam, podchodząc do niego.

– Jesteś młoda. Masz czas. Ja jestem starym człowiekiem z bagażem.

– Nie jesteś stary. Jesteś jedynym mężczyzną w tym domu, który mnie widzi.

Podeszłam bliżej. Tym razem to ja zainicjowałam kontakt. Objęłam go w pasie, wtulając twarz w jego pierś. Czułam, jak walczy ze sobą, ale po chwili jego ramiona zamknęły się wokół mnie. Uścisk był mocny, bezpieczny.

– To szaleństwo – szepnął w moje włosy.

– Wiem – odpowiedziałam.

Nie wyprowadził się. Znaleźliśmy wymówkę – problemy z formalnościami przy wynajmie, wysokie ceny. Janek to kupił, bo było mu to na rękę – ojciec dokładał się do rachunków, gotował, a on mógł bez wyrzutów sumienia znikać w pracy. Zaczęliśmy żyć w podwójnej rzeczywistości. Oficjalnie: synowa i teść. Pomocni, uprzejmi. Nieoficjalnie: kochankowie wykradający chwile.

Chciała wrócić

Sytuacja skomplikowała się niedawno. Teściowa zadzwoniła. Jej romans z joginem nie wypalił, chciała porozmawiać z mężem. Może o powrocie, może o podziale majątku. Zapowiedziała wizytę na weekend. Janek był zachwycony.

– Może się pogodzą? – mówił z nadzieją. – Wtedy ojciec wróci do domu, a my odzyskamy nasze życie.

Spojrzałam na teścia. Siedział przy stole, blady. Nasze spojrzenia się spotkały. W jego oczach widziałam panikę. Nie dlatego, że bał się żony. Bał się, że będzie musiał wybrać: rola statecznego męża i ojca, czy rola kochanka własnej synowej, co skaże go na społeczny ostracyzm i nienawiść syna.

– Nie wrócę do niej – powiedział twardo do Janka.

– Tato, nie bądź uparty. Przecież to mama. Każdy popełnia błędy.

– Są błędy, których się nie wybacza, synu.

Janek spojrzał na niego dziwnie. Potem przeniósł wzrok na mnie. Coś w jego oczach błysnęło. Podejrzenie? Intuicja? A może po prostu zdziwienie, dlaczego ja tak milczę i dlaczego moje policzki płoną?

Beata, 33 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama