„Gdy siostra powiedziała mi o pomyśle na ferie, myślałam, że zgłupiała. Coś takiego to po prostu przesada”
„Próbowałam wcisnąć do głowy logikę, przeliczałam koszty i możliwe problemy. Przerażało mnie to, że miałabym spędzić cały tydzień z dala od wygód, do których przywykłam. Jednak jej pasja sprawiła, że nie mogłam całkowicie odrzucić pomysłu. Czułam, że coś w środku mnie drgnęło”.

Zawsze myślałam, że ferie spędza się w sposób przewidywalny: narty albo rodzinne wyjazdy do kurortów. Moja siostra jednak wpadła na pomysł, który od razu wydawał mi się szalony. Siedziałyśmy w kuchni, popijając herbatę, a ona opowiadała o planach, które wykraczały poza wszystko, co znałam. Jej oczy błyszczały, jakby widziała przed sobą ogromne przygody, a ja czułam narastającą panikę. To, co dla niej było ekscytujące, dla mnie było po prostu przesadą.
Całkiem szalony pomysł
Nie mogłam uwierzyć w to, co słyszałam. Siostra siedziała naprzeciwko mnie, roztrzęsiona z ekscytacji, i nie mogła doczekać się, aż podzielę się jej planem. Z każdą minutą jej opowieści byłam coraz bardziej zdezorientowana. To, co dla niej było przygodą życia, dla mnie brzmiało jak totalna przesada. Nigdy w życiu nie wyobrażałam sobie, że w ferie mogłabym robić coś tak ekstremalnego. Jej oczy błyszczały, a ręce gestykulowały w powietrzu, podkreślając każdy szczegół planu, który wydawał mi się kompletnie niepraktyczny.
– Wyobraź sobie, że jedziemy do tego małego miasteczka w górach – powiedziała, uśmiechając się szeroko – tam mają kurs przetrwania w lesie, nocowanie w namiotach i ognisko pod gwiazdami!
– Nocowanie w lesie? – wykrztusiłam, czując, jak serce bije mi szybciej z niepokoju – Przecież tam może być zimno, wilgoć, dzikie zwierzęta…
– Dokładnie o to chodzi! – zawołała, a jej entuzjazm był tak zaraźliwy, że niemal poczułam dreszcz ekscytacji – Będziemy uczyć się rozpalania ognia, budowania schronienia i poruszania się po terenie. To będzie prawdziwa przygoda!
Próbowałam wcisnąć do głowy logikę, przeliczałam koszty i możliwe problemy. Przerażało mnie to, że miałabym spędzić cały tydzień z dala od wygód, do których przywykłam. Jednak jej pasja sprawiła, że nie mogłam całkowicie odrzucić pomysłu. Czułam, że coś w środku mnie drgnęło – może ciekawość, a może lęk przed tym, że przegapię coś niezwykłego.
– Dobrze, dobrze… – powiedziałam w końcu, niepewnie – Ale musimy wszystko dokładnie zaplanować.
– Oczywiście! – odpowiedziała, bijąc brawo i uśmiechając się triumfalnie.
Przygotowania pełne niepewności
Następne dni spędziłam w stanie mieszanych emocji. Z jednej strony nie mogłam wyjść z podziwu dla determinacji siostry, z drugiej – moja wyobraźnia nieustannie malowała mi scenariusze katastrofy. Każdy szczegół jej planu zdawał się być przesadzony: pakowanie sprzętu, namiotów, kuchenki turystycznej, ubrań na różne warunki pogodowe. W mojej głowie kłębiły się myśli: „Czy naprawdę dam radę? Co, jeśli się zgubimy? Albo jeśli przyjdzie burza?”.
– Musimy zrobić listę rzeczy do zabrania – powiedziała pewnym głosem, rozkładając notes na stole – Zacznijmy od najważniejszych: namioty, śpiwory, jedzenie na kilka dni, mapy i latarki.
– Mapy? – prychnęłam z niedowierzaniem – Przecież wszystko możemy sprawdzić w telefonie!
– Nie, to nie to samo – odpowiedziała stanowczo – Trzeba być przygotowanym na wszystko. Elektronika może zawieść, a wtedy zostaniemy w lesie bez niczego.
Rozpoczęłyśmy żmudne pakowanie, a ja z każdą chwilą coraz bardziej czułam, że moje serce bije szybciej. Niepokój mieszał się z ekscytacją. Jej entuzjazm działał jak magnes – zaczynałam powoli odczuwać, że ten wyjazd może być czymś więcej niż tylko kolejną przygodą: prawdziwym testem naszych granic i odwagi.
– Zastanawiam się tylko… – zaczęłam, przeglądając naszą listę – Czy dam radę w takich warunkach? Nigdy nie spałam w namiocie, a co dopiero w zimnie i wilgoci…
– Dasz radę! – uśmiechnęła się pewnie siostra – A jeśli coś pójdzie nie tak, będziemy miały siebie nawzajem.
Poczułam ciepło w klatce piersiowej, mieszankę ulgi i strachu. Wiedziałam, że jej pewność siebie jest zaraźliwa, ale niepokój wciąż trzymał mnie mocno, jak niewidzialna lina.
Ahoj przygodo!
Wreszcie nadszedł dzień wyjazdu. Moje emocje były mieszanką ekscytacji i przerażenia. Siostra przyjechała wcześniej, samochód już spakowany po brzegi namiotami, plecakami i zapasami jedzenia. Gdy wsiadłam, poczułam lekkie drżenie w kolanach. To była całkowita zmiana mojego dotychczasowego życia – zamiast wygodnego hotelu czekał nas las, śpiwory i ognisko w nocy.
– Gotowa? – spytała siostra, uśmiechając się szeroko.
– Cóż… – odpowiedziałam niepewnie – chyba tak…
Droga była długa, a ja nieustannie obserwowałam krajobraz za oknem. Góry pokryte śniegiem, rzeki odbijające słońce i lasy, które wydawały się być pełne tajemnic. Każdy zakręt zwiększał moje napięcie. Siostra natomiast śpiewała, komentowała widoki i opowiadała o tym, co będziemy robić w lesie. Jej pewność siebie była kontrastem dla mojego strachu.
Po dotarciu na miejsce natychmiast rozpakowałyśmy namioty. Wyciąganie sprzętu, układanie śpiworów i przygotowanie ogniska zajęło nam niemal godzinę. Moje ręce były zziębnięte, a palce drżały, choć próbowałam nie pokazywać strachu.
– Zobacz, to będzie nasz mały dom na tydzień – powiedziała siostra, pokazując namiot – I teraz nauczymy się przetrwania!
– Przetrwania… – powtórzyłam z niepewnością – Mam nadzieję, że poradzę sobie z tym wszystkim…
Wieczorem, siedząc przy ognisku, poczułam pierwszą prawdziwą atmosferę przygody. Dym, iskry w powietrzu i ciepło ognia dawały dziwne poczucie bezpieczeństwa. Choć serce nadal biło mi szybko, pojawiła się myśl: „Może to będzie jednak wyjątkowy tydzień”.
Nieprzewidziane wyzwania
Pierwsza noc w lesie była zimniejsza, niż się spodziewałam. Śpiwór niby dawał ciepło, ale wilgoć i wiatr sprawiały, że drżałam, choć próbowałam udawać, że nic się nie dzieje. Siostra spała spokojnie obok, jakby przyzwyczajona do takich warunków, a ja zastanawiałam się, czy kiedykolwiek przyzwyczaję się do tego świata bez wygód.
– Śpij już, będzie dobrze – szepnęła, kiedy usłyszała moje nerwowe szuranie śpiworem – Słyszysz te dźwięki? To tylko wiatr.
Próbowałam sobie wmówić, że miała rację, ale każda gałąź łamiąca się w oddali wywoływała u mnie napięcie. Rano okazało się, że przygotowanie ogniska nie było łatwe – drewno było wilgotne, a zapalniczka zawiodła. Siostra śmiała się, gdy patrzyłam na nią z rezygnacją.
– Trzeba cierpliwości – powiedziała, potrząsając głową – W takich warunkach wszystko trwa dłużej.
Podczas pierwszej wycieczki po lesie odkryłam, że orientacja w terenie jest trudniejsza, niż sobie wyobrażałam. Kamienie, korzenie, śliskie ścieżki – każdy krok wymagał uwagi. Mimo to czułam dziwną satysfakcję z pokonywania trudności. Widok wysokich drzew i porannej mgły nad rzeką był nagrodą za wysiłek.
– Zobacz, tamta polana! – zawołała siostra, wskazując miejsce, gdzie słońce przebijało się przez gałęzie – Idealne na lunch i odpoczynek.
Usiadłyśmy tam, a ja wreszcie poczułam, że może naprawdę dam radę. Niepewność wciąż była, ale pojawiła się też ekscytacja. Ta przygoda okazała się trudniejsza, niż się spodziewałam, lecz zaczynała mieć swój urok.
Czas odkryć siebie
Kolejne dni w lesie przynosiły coraz więcej wyzwań i niespodzianek. Każda poranna mgła wydawała się testem, każda ścieżka pełna nierówności była sprawdzianem wytrwałości. Z początku czułam, że wszystko mnie przerasta – przygotowanie posiłków, rozpalanie ogniska, nawigacja po lesie – ale powoli odkrywałam w sobie siłę, której wcześniej nie znałam.
– Spójrz na ten strumień! – zawołała siostra, wskazując wodę, która odbijała światło słońca – Możemy tu się napić i umyć twarze.
– Wygląda pięknie… – przyznałam, zbliżając się ostrożnie do wody. – Nigdy nie myślałam, że tak bardzo polubię takie chwile.
Podczas jednej z wędrówek napotkałyśmy niespodziewany deszcz. Namioty i ubrania szybko przemokły, a ja poczułam zimno przeszywające ciało. Mimo to siostra zachowywała spokój i uczyła mnie, jak chronić sprzęt i znaleźć bezpieczne schronienie.
– W takich sytuacjach liczy się tylko spokój – powiedziała, uśmiechając się mimo mokrych włosów – Nauczysz się radzić sobie w trudnych warunkach.
Tamtego wieczoru, przy ognisku, poczułam coś dziwnego: dumę z siebie. Każda chwila niewygody, każdy trudny krok uczyły mnie cierpliwości, odwagi i wytrwałości. Siostra patrzyła na mnie z satysfakcją, a ja wiedziałam, że ta przygoda zmieniła mnie bardziej, niż przypuszczałam. Zrozumiałam, że czasem przesada, która wydaje się niemożliwa, może stać się czymś, czego potrzebujemy, by odkryć siebie i swoje możliwości.
– Dziękuję, że mnie namówiłaś – powiedziałam cicho.
– To ja powinnam dziękować – odpowiedziała, uśmiechając się łagodnie – Za odwagę, by spróbować czegoś nowego.
Lekcja, której nie zapomnę
Ostatni dzień ferii przyniósł spokój i poczucie spełnienia. Siedziałyśmy przy ognisku, patrząc, jak wschodzące słońce maluje niebo różem i złotem. Każdy moment wydawał się cenny. Wcześniej nie sądziłam, że mogę czuć taką satysfakcję z prostych rzeczy: szumu wiatru w koronach drzew, śpiewu ptaków, parującej wody w kubku z herbatą. Siostra patrzyła na mnie z uśmiechem, jakby wiedziała, że te doświadczenia zmieniły mnie bardziej, niż sama przypuszczałam.
– Widzisz, nie było tak źle – powiedziała cicho, dotykając mojej ręki.
– Tak… – odpowiedziałam, uśmiechając się, choć wciąż czułam lekkie zmęczenie – To było trudne, ale też niesamowite.
W drodze powrotnej do domu czułam mieszankę smutku i ulgi. Wiedziałam, że wracamy do normalnego życia, ale doświadczenia z lasu pozostaną ze mną na długo. Ta przygoda nauczyła mnie cierpliwości, odwagi i zaufania do siebie. Siostra pokazała mi, że czasem warto zaryzykować i spróbować czegoś, co wydaje się niemożliwe, by odkryć swoje możliwości.
– Obiecuję, że następnym razem spróbuję czegoś równie szalonego – zaśmiała się siostra.
– Spróbuję, jeśli przy tym nie zginiemy – odpowiedziałam półżartem, a ona wybuchnęła śmiechem.
Zrozumiałam, że przesada, która początkowo przerażała, okazała się lekcją życia. Odkryłam w sobie siłę, której wcześniej nie znałam, i poczułam, że te ferie zmieniły mnie na zawsze. To był tydzień, którego nigdy nie zapomnę.
Wiktoria, 21 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Chciałam zaradnego faceta, a trafiłam na lebiegę. Cieszę się, że chociaż jego ojciec potrafi o mnie dobrze zadbać”
- „Dzień Babci i Dziadka to moje przekleństwo. Na emeryturze miałam odpoczywać, a nie niańczyć niewychowane wnuki”
- „Wyszłam za mąż tylko dla pieniędzy. Dopiero po latach zrozumiałam, że gruby portfel nie zastąpi mi prawdziwej miłości”

