„Gdy dostałam awans, teściowa wypominała mi egoizm. Kiedy zostałam jedyną żywicielką rodziny, było jeszcze gorzej”
„Teściowa pokiwała głową. – Gratuluję, Agata. Taki awans w twoim wieku to coś – zawiesiła głos. – Tylko pamiętaj, że kariera to nie wszystko. Rodzina zawsze powinna być na pierwszym miejscu. Poczułam rumieńce na twarzy”.

Przez całe życie miałam wrażenie, że na uznanie muszę pracować dwa razy ciężej niż inni. Studia, pierwsza praca, kolejne projekty – wszystko to było okupione zarwanymi nocami i niepewnością. Gdy w końcu dostałam awans, zobaczyłam swoje nazwisko na nowej umowie i poczułam dumę, jakiej wcześniej nie znałam. Chciałam, żeby to był nasz wspólny sukces. Nie przypuszczałam, że stanie się początkiem problemów.
Mówiła, że kariera to nie wszystko
Obiad u teściowej, Danuty miał być świętowaniem. Upiekła ciasto, nakryła stół odświętną zastawą, a ja z bijącym sercem opowiadałam o nowym stanowisku. Kornel mrugnął do mnie porozumiewawczo.
– No, bratowa, teraz to już będziemy się umawiać przez sekretariat – zażartował.
Uśmiechnęłam się, wdzięczna za rozładowanie napięcia. Krzysiek ścisnął moją dłoń pod stołem.
– Jestem z ciebie dumny – powiedział. – Naprawdę.
Teściowa pokiwała głową.
– Oczywiście, gratuluję, Agata. Taki awans w twoim wieku to coś – zawiesiła głos i poprawiła serwetkę. – Tylko pamiętaj, że kariera to nie wszystko. Rodzina zawsze powinna być na pierwszym miejscu.
Zrobiło mi się ciepło na twarzy.
– Oczywiście – odpowiedziałam. – Przecież jedno nie wyklucza drugiego.
– Zobaczymy – odparła z uśmiechem, który nie sięgał oczu. – Przy takim odpowiedzialnym stanowisku trudno pogodzić wszystko. Dom, męża… obowiązki.
Kornel chrząknął.
– Mamo, daj spokój. Agata zawsze ogarniała więcej niż my wszyscy razem.
Teściowa spojrzała na niego z dezaprobatą.
– Ja tylko mówię, jak jest. Kobieta powinna uważać, żeby nie zgubić tego, co najważniejsze.
Spojrzałam na Krzyśka. Milczał. Kroił mięso z przesadną dokładnością, jakby rozmowa go nie dotyczyła.
W drodze do domu cisza była ciężka. Światła mijanych samochodów odbijały się w szybie, a ja zbierałam w sobie słowa.
– Dlaczego nic nie powiedziałeś? – zapytałam w końcu.
– co masz na myśli?
– O tym, co mówiła twoja mama – odwróciłam się w jego stronę. – To był dla mnie ważny dzień.
Westchnął.
– Agata, nie przesadzaj. Mama ma prawo do swojego zdania. Nie powiedziała nic złego.
– Naprawdę? – głos mi zadrżał. – Sugerowanie, że przez mój awans coś zaniedbam, to nic złego?
Zatrzymał samochód pod blokiem i przez chwilę siedzieliśmy w ciszy.
– Ona po prostu się o nas martwi – powiedział w końcu. – O równowagę.
– A ty? Też się martwisz?
Nie odpowiedział od razu. Wzruszył ramionami.
– Chcę, żeby było jak dawniej. Bez napięcia.
Te słowa zabolały bardziej niż uwagi teściowej. Jak dawniej. Czyli zanim odważyłam się sięgnąć wyżej? Tamtej nocy długo nie mogłam zasnąć. Wpatrywałam się w sufit i analizowałam każdy szczegół kolacji. Uśmiech teściowej, milczenie męża, własną nadzieję, że w końcu zostanę w pełni zaakceptowana. Może mój sukces nie jest dla wszystkich powodem do radości. A może nigdy nie był.
Zostałam karmicielką rodziny
Minęło kilka miesięcy. Mój kalendarz wypełnił się spotkaniami, a w domu coraz częściej rozmawialiśmy o terminach i planach, jakby były jedynym bezpiecznym tematem. Krzysiek wracał z pracy później, milczący, zamyślony. Tłumaczyłam to zmęczeniem.
Tamtego popołudnia usłyszałam klucz w zamku wcześniej niż zwykle. Wyszłam do przedpokoju z kubkiem herbaty w ręku. Stał w progu nieruchomo z teczką przyciśniętą do piersi.
– Coś się stało? – zapytałam.
Zdjął buty powoli, jakby każdy ruch wymagał wysiłku.
– Redukcja etatów – powiedział cicho. – Zlikwidowali mój dział.
Zamarłam.
– Jak to… zlikwidowali?
– Normalnie – wzruszył ramionami, ale jego szczęka była napięta. – Usunęli kilka etatów. Dostałem wypowiedzenie.
Postawiłam kubek na komodzie, żeby nie rozlać herbaty.
– Krzysiek… to pewnie tymczasowe. Szybko coś znajdziesz.
– Jasne – odpowiedział bez przekonania. – Wszyscy teraz „szybko coś znajdują”.
Usiedliśmy przy stole. Kolacja stała nietknięta. Próbowałam mówić rzeczowo, spokojnie.
– Damy radę. Mam stałą pensję, odłożone pieniądze. To tylko etap.
Podniósł na mnie wzrok.
– Wiem, że dasz radę – podkreślił to słowo. – Ty zawsze dajesz radę.
Zrobiło mi się nieswojo.
– To nie jest tylko moja odpowiedzialność – powiedziałam miękko. – Jesteśmy w tym razem.
W kolejnych tygodniach wysyłał CV, chodził na rozmowy. Każda odmowa sprawiała, że zamykał się w sobie coraz bardziej. Gdy pytałam, jak poszło, odpowiadał zdawkowo.
– Normalnie.
– To znaczy?
– To znaczy, że oddzwonią albo nie.
Przestałam dopytywać. Bałam się, że każde słowo zabrzmi jak kontrola. Teściowa zaczęła wpadać częściej. Przynosiła ciasta, zupy i nieproszone rady.
– Mężczyzna musi czuć się potrzebny – powiedziała kiedyś, gdy Krzysiek wyszedł do sklepu. – A odkąd zrobiłaś taką karierę, proporcje trochę się zaburzyły.
– Redukcje dotknęły wielu osób – odpowiedziałam, starając się zachować spokój. – To nie ma ze mną żadnego związku.
– Może i nie – westchnęła. – Ale w domu wszystko się łączy.
Te słowa zaczęły we mnie pracować. Gdy Krzysiek milczał przy kolacji, zastanawiałam się, czy rzeczywiście coś przeoczyłam. Czy za bardzo skupiłam się na pracy? Czy mój entuzjazm był dla niego jak przypomnienie o jego stracie?
Pewnego wieczoru, gdy przeglądałam raport na laptopie, usłyszałam z kanapy:
– Musisz to robić teraz?
– Termin mam na jutro – odpowiedziałam.
– Oczywiście – uśmiechnął się krzywo. – Terminy są najważniejsze.
Zamknęłam komputer.
– Krzysiek, nie rób ze mnie wroga.
– Nie robię – wstał i spojrzał na mnie uważnie. – Po prostu wszystko się zmieniło.
W jego głosie nie było złości. Było coś gorszego – rozczarowanie, którego nie umiał nazwać. A ja coraz częściej łapałam się na tym, że przepraszam za rzeczy, które jeszcze niedawno były powodem do dumy.
Był zazdrosny o mój awans
Zmiany nie przyszły nagle. Wpełzły do naszego mieszkania i osiadły po cichu jak kurz, którego nie widać od razu, ale czuć w powietrzu. Krzysiek coraz rzadziej wychodził z inicjatywą. Gdy wracałam z pracy pełna energii, trafiałam na jego zamkniętą twarz.
– Dzwonili z tej firmy? – zapytałam któregoś dnia.
– Nie – siedział przy stole z laptopem, ale ekran był wygaszony. – I przestań pytać, dobrze?
– Martwię się.
– Wiem – podniósł wzrok. – Tylko że twoje martwienie się brzmi dla mnie jak kontrola.
Zabrakło mi słów.
Dopiero kilka dni później coś wybuchło. Stałam przy zlewie, a on przeglądał oferty pracy w telefonie.
– Może spróbuj w innej branży? – rzuciłam ostrożnie. – Masz tyle umiejętności, że…
– Że co? – odwrócił się gwałtownie. – Że dziwne, że sobie nie radzę?
– Tego nie powiedziałam.
– Nie musisz – zaśmiał się krótko. – Odkąd więcej zarabiasz, patrzysz na mnie inaczej.
Poczułam, jak ściska mnie w środku.
– Nigdy tak nie było. Mój awans nie był przeciwko tobie.
– Ale wszystko się zmieniło po nim – odparł. – Ty biegniesz do przodu, a ja stoję w miejscu.
– To nie wyścig – powiedziałam cicho.
– Dla ciebie może nie.
Te słowa dźwięczały mi w głowie przez kolejne dni. Czy naprawdę czuł się przeze mnie wyprzedzony? Czy moje sukcesy stały się jego porażką?
Kolejna kulminacja przyszła podczas rodzinnej kolacji u teściowej. Siedzieliśmy przy stole, a rozmowa krążyła wokół pracy – mojej, bo tylko o niej było co mówić. Kornel opowiadał o nowym projekcie, ja wspomniałam o szkoleniu. Danuta westchnęła teatralnie.
– Mężczyzna bez pracy traci grunt pod nogami – powiedziała, patrząc wprost na Krzyśka. – Zwłaszcza gdy żona robi zawrotną karierę.
Zapadła cisza. Serce waliło mi w piersi.
– Mamo… – zaczął Kornel.
– Ja tylko mówię prawdę – przerwała mu. – W małżeństwie musi być równowaga.
Spojrzałam na męża.
– Krzysiek, czy ty też tak uważasz?
Widziałam, jak walczy ze sobą. Jak zaciska dłonie pod stołem. Nie odpowiedział. Odwrócił wzrok. To milczenie było jak wyrok. Nie oskarżył mnie wprost, ale nie zaprzeczył słowom matki. Poczułam się tak, jakbym stała sama pośrodku stołu, wystawiona na ocenę. W drodze do domu nie odezwaliśmy się ani słowem. Wiedziałam już, że to nie tylko kryzys zawodowy. To było coś głębszego – coś, co narastało od tamtego pierwszego obiadu.
Nie miałam już siły walczyć
Kłótnia wybuchła dwa dni po tamtej kolacji. Stałam w salonie, a on przy oknie. Padał deszcz, krople uderzały o parapet z monotonną regularnością.
– Nie mogę ciągle przepraszać za swoje życie i wybory – powiedziałam w końcu.
– A ja nie mogę ciągle czuć się zbędny – odpowiedział.
– Nigdy nie byłeś.
– Ale tak się czuję! – podniósł głos pierwszy raz od miesięcy. – Wchodzę do domu i widzę, że wszystko działa bez mojego udziału. Rachunki opłacone, plany ustalone. Nawet moja matka mówi, że coś się rozjechało.
– Twoja matka nie jest tematem w naszym małżeństwie – odparłam ostro. – My jesteśmy.
Spojrzał na mnie z rezygnacją.
– Może właśnie nie „my”, tylko ty i twoje ambicje.
Te słowa zabolały bardziej, niż się spodziewałam.
– Czy ty naprawdę uważasz, że mój awans zniszczył naszą równowagę?
Milczał chwilę.
– Odkąd awansowałaś, przestałem wiedzieć, gdzie jest moje miejsce.
Zrozumiałam wtedy, że nie walczę z jego bezrobociem, tylko z jego lękiem. A z lękiem nie wygrywa się argumentami.
– Może potrzebujemy przerwy – powiedział cicho. – Muszę poukładać sobie w głowie.
Nie zatrzymywałam go, gdy pakował torbę. Każde z nas poruszało się po mieszkaniu jak w obcym miejscu. Gdy zamknęły się za nim drzwi, cisza była ogłuszająca.
Pierwsze dni były najtrudniejsze. Odruchowo odkładałam dla niego kubek, zostawiałam światło w przedpokoju. Potem siadałam na kanapie i patrzyłam w telefon, czekając na wiadomość. Pisał krótko: „Byłem na rozmowie”. „Dam znać”. Bez serca, bez planów.
Spotkaliśmy się w połowie drogi
Po miesiącu Krzysiek zaprosił mnie na spacer. Spotkaliśmy się w parku niedaleko naszego bloku. Wyglądał na zmęczonego, ale spokojniejszego.
– Znalazłem pracę – powiedział. – Nie taką jak poprzednia, ale dobrą. Chcę spróbować od nowa.
– Cieszę się – odpowiedziałam szczerze.
Usiedliśmy na ławce.
– Myślałem dużo – zaczął. – O nas. O sobie. Mama… – zawahał się. – Za bardzo pozwoliłem jej mówić za mnie.
Patrzyłam przed siebie.
– A ty? – zapytał. – Chcesz, żebym wrócił?
Serce podpowiadało jedno, rozum drugie. Wzięłam głęboki oddech.
– Chcę partnera, który nie będzie bał się mojego sukcesu. I który sam nie będzie się go wstydził. Jeśli potrafimy tak żyć, spróbujmy. Ale nie wrócę do umniejszania siebie.
Skinął głową.
– Nie chcę już z tobą konkurować – powiedział cicho. – Chcę być obok.
Nie było wielkich deklaracji. Tylko zmęczenie i jakaś nowa ostrożność. Wrócił po tygodniu. Ustaliliśmy granice – również wobec teściowej. Pierwsza rozmowa z nią nie była łatwa.
– Nasze sprawy załatwimy sami – powiedział Krzysiek stanowczo. – Mamo, potrzebujemy twojego wsparcia, nie ocen.
Patrzyła na nas długo, jakby widziała coś nowego. Nie odpowiedziała od razu, ale po raz pierwszy nie próbowała komentować. Dziś wiem, że awans nie był początkiem końca. Był lustrem. Pokazał nasze lęki – jego przed utratą pozycji i mój przed utratą miłości. Gdy przestaliśmy udawać, że ich nie ma, coś zaczęło się prostować.
Nie wiem, co przyniosą kolejne lata. Wiem tylko, że nie zamierzam już chować swoich marzeń, żeby ktoś inny czuł się bezpieczniej. A jeśli mamy iść dalej razem, to tylko jako dwie osoby, które nie boją się własnej siły.
Agata, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Dla ojca byłem zakałą rodziny. Kiedy odniosłem sukces i zacząłem zarabiać, nagle stałem się oczkiem w głowie tatusia”
- „Mój mąż po 50-tce przyrósł do kanapy i nic mu się nie chce. Jeszcze trochę i na starość się rozwiedziemy”
- „Mąż zbierał paragony do koperty, a później robił ze mnie darmozjada. Najtańsze perfumy to dla niego zbędny luksus”

