Reklama

Miało być bajkowo. Góry, śnieg, przytulny domek z kominkiem, zapach grzanego wina i wreszcie – trochę czasu tylko dla nas. Kuba planował ten wyjazd od miesięcy. Niby to miał być wypad rodzinny – on, jego rodzice, ciotki, kuzynostwo – ale w głowie układałam sobie, że to będzie też coś w rodzaju „naszych” ferii. Wakacji, które przypomną mi, dlaczego z nim jestem.

Bo ostatnio… no cóż. Byłam coraz bardziej zmęczona. Nie, nie nim. Sobą z nim. Tym, że każde „kocham cię” było takie na pamięć. Tym, że nasze życie toczyło się jak z ustalonego harmonogramu: studia – ślub – mieszkanie – dzieci – dom na kredyt. Zastanawiałam się czasem, kiedy ostatni raz coś mnie poruszyło. Tak naprawdę. Kiedy ostatni raz nie wiedziałam, co się wydarzy za chwilę.

Miałam cichą nadzieję, że ten wyjazd coś naprawi. W piątek rano wyjechaliśmy. Ja, Kuba i jego rodzice. W samochodzie było ciepło, za ciepło, i duszno od rozmów o planach budowy nowego domu cioci Grażyny. Kuba śmiał się z ich dowcipów, jakby naprawdę go to wszystko ekscytowało. Ja tylko patrzyłam przez okno. Wieczorem dojechaliśmy do domku. Zbudowany z bali, pachniał żywicą i świeżym drewnem. Było cicho. Biało. I trochę tak, jakby to mógł być początek jakiegoś filmu.

Kuba mnie zaskoczył

– Amelia, możesz na chwilę? – Kuba złapał mnie za rękę, kiedy akurat nalewałam sobie grzańca z wielkiego gara przy kominku. Wokół gwar – jego mama z ciotkami śmiały się przy stole, w tle leciała jakaś piosenka, a Michał opowiadał coś z przesadną gestykulacją.

Spojrzałam na niego zdezorientowana.

– Teraz? – zapytałam.

– Tak. Chodź.

Zaprowadził mnie przed kominek, w sam środek tego ciepłego, rodzinnego chaosu. Nagle zrobiło się cicho. Wszyscy się odwrócili. Poczułam, jak serce zaczyna mi bić mocniej. A potem… klęknął.

Wszystko wydarzyło się błyskawicznie. Wyjął małe pudełko, otworzył, spojrzał na mnie tym swoim wzrokiem.

– Amelia, jesteś kobietą mojego życia. Czy zostaniesz moją żoną?

Nie wiem, co mnie bardziej sparaliżowało – ten moment, czy to, że zobaczyłam łzy w oczach jego matki. Usłyszałam siebie mówiącą „tak”, zupełnie jakby ktoś inny sterował moimi ustami. Ludzie zaczęli klaskać. Ciocia Grażyna prawie się popłakała. Michał poklepał Kubę po ramieniu. A ja stałam jak idiotka, z pierścionkiem na palcu, czując, jak w środku ogarnia mnie panika.

Kiedy potem siedzieliśmy na kanapie, a Kuba opowiadał o naszym wspólnym mieszkaniu, o tym, że już odkłada, że myśli o dzieciach… uśmiechałam się. Tylko po to, żeby nie zobaczył, jak bardzo mnie to wszystko przeraża.

To będzie najpiękniejszy etap naszego życia – powiedział, całując mnie w czoło.

A ja pomyślałam, że chyba właśnie coś się we mnie złamało.

Nie cieszyłam się

Kulig zaczął się niewinnie – sanie, koc, termos z herbatą i dwie konie, które wyglądały, jakby miały tego wszystkiego serdecznie dosyć. Kuba wsiadł do przodu, z jego mamą i wujkiem. Ja zostałam z tyłu, z jakimś kuzynem ciotki i… Michałem.

Michał był inny niż Kuba. Śmiał się z rzeczy, które normalni ludzie uznaliby za głupie. Nie planował życia na pięć lat do przodu, raczej rzucał się w sytuacje, jakby jutro miało nie istnieć. I chyba właśnie dlatego – w tamtym momencie – tak bardzo mnie do niego ciągnęło.

– No to co, narzeczono Kubt? – uśmiechnął się szeroko, poprawiając koc na moich kolanach. – Czujesz się już jak przyszła pani adwokatowa?

– Nie przesadzaj – mruknęłam.

– A jednak powiedziałaś „tak”.

– Powiedziałam – powtórzyłam cicho, patrząc na śnieg przed saniami. – Bo wszyscy patrzyli.

Michał milczał przez chwilę. A potem się zaśmiał.

To najgorszy powód do zaręczyn, jaki w życiu słyszałem.

Sanie zatrzymały się na polanie. Rozpalili ognisko, ktoś puścił muzykę z głośnika. Michał podał mi kieliszek wina i wbił wzrok gdzieś w nocne niebo.

– Wiesz, że jesteś trochę nie z tego świata? – powiedział nagle.

– Co?

– Bo jesteś z tych dziewczyn, które wyglądają, jakby miały wszystko pod kontrolą… a wcale tak nie jest?

Zaniemówiłam. A potem, nie wiem kiedy, staliśmy już tylko we dwoje przy płocie. I Michał po prostu mnie pocałował. A ja… nie cofnęłam się. I nie chciałam tego przerwać. Śnieg pod butami chrzęścił. Noc pachniała dymem i winem. I przez chwilę, tylko przez moment, poczułam się znów pełna energii i szczęśliwa.

Miałam wyrzuty sumienia

Do domku wróciłam ostatnia. Włosy miałam w nieładzie, rękawiczki zgubiłam gdzieś po drodze. W środku już spali. Usiadłam w kuchni, zapaliłam światło i wbiłam wzrok w ścianę. Nie płakałam. Nie miałam siły. Czułam, że coś się we mnie skończyło i nie wiem, czy chcę to naprawiać.

Rano Kuba zrobił mi kawę do łóżka. Uśmiechał się. Opowiadał, że zapisał nas na naukę jazdy na nartach.

– Hej, jesteś jakaś nieobecna – pochylił się nade mną. – Wszystko okej?

– Tak, tylko głowa mnie boli – skłamałam.

Zeszłam do salonu, tam czekała Justyna. Moja jedyna ostoja. Spojrzała na mnie, raz, drugi… i już wiedziała.

– Co się stało?

Usiadłam obok i cicho powiedziałam:

– Zdradziłam go.

Nie pytała z kim. Nie potrzebowała wiedzieć. Wzięła mnie za rękę, a ja po raz pierwszy się rozpłakałam. Tylko że to nie był płacz ulgi. To był płacz wstydu, rozpaczy, zagubienia.

Musisz mu powiedzieć – szepnęła.

– Nie mogę.

– Amelia…

– Nie rozumiesz. Jak mu powiem, to wszystko się rozpadnie. A ja nawet nie wiem, czy tego chcę. Czy chcę z nim być...

Justyna długo milczała. W końcu powiedziała tylko:

– Albo się przyznajesz i bierzesz odpowiedzialność, albo brniesz w to dalej i udajesz kogoś, kim nie jesteś.

Tylko że ja już nie wiedziałam, kim jestem.

Kuba zaczął coś podejrzewać

– Ej, co się dzieje? – zapytał Kuba, kiedy wieczorem znowu odmówiłam wspólnego wyjścia na spacer.

– Nic – odpowiedziałam, nie odrywając wzroku od telefonu.

– Nie rozumiem cię, Amelia. Przez cały tydzień jesteś jakaś… nieobecna. Odkąd się oświadczyłem, milczysz.

Zacisnęłam zęby. W gardle miałam kluchę. Najchętniej powiedziałabym mu prawdę. Ale… nie miałam odwagi. Więc zrobiłam coś, czego nawet po sobie się nie spodziewałam – wybuchłam.

– Bo może właśnie to jest problem, Kuba! Że wszystko musisz zaplanować. Że zaręczyny, ślub, mieszkanie, dzieci… Wszystko masz w Excelu. A ja czasem mam wrażenie, że w tym twoim idealnym planie dla mnie nie ma miejsca!

Zamilkł. Patrzył na mnie zranionym wzrokiem.

Więc nie chcesz ze mną być?

– Ja… nie wiem – powiedziałam szczerze. I to chyba bolało go najbardziej.

Zabrał kurtkę i wyszedł. Bez słowa. Siedziałam w ciszy, czując jak drżę. Zrobiłam krok w stronę prawdy, ale nie powiedziałam jeszcze najważniejszego.

Wtedy przyszedł SMS od Michała.

„Musimy pogadać.”

Nie odpisałam od razu. Ręce mi się trzęsły. Wszystko wokół nagle przycichło. Tylko mój własny oddech brzmiał zbyt głośno. A w głowie miałam jedno: czy ja właśnie straciłam człowieka, który naprawdę mnie kochał… dla kogoś, kto tylko przyszedł nie w porę?

Michał podjął decyzję za mnie

Umówiliśmy się w miasteczku. Skłamałam wszystkim, że muszę się przewietrzyć. Michał już tam był, z rękami w kieszeniach kurtki i miną, jakby nic się nie stało. Jakby ten pocałunek, ta noc, to wszystko… nie znaczyło nic.

– Cześć – rzucił.

– Cześć – odpowiedziałam cicho.

Stałam naprzeciwko niego i czułam się naga. Nie dlatego, że mnie rozbierał wzrokiem – nie robił tego. Ale dlatego, że sama nie wiedziałam, po co tu przyszłam. Zresztą on powiedział to pierwszy.

– Chciałem tylko, żeby było jasne… Nie chcę ci mieszać w głowie.

– Trochę już namieszałeś – wypaliłam szybciej, niż zdążyłam pomyśleć.

Uśmiechnął się półgębkiem. Ale ten uśmiech był gorzki.

– To był impuls, Amelia. Magia chwilii… Ty. Nie planowałem tego. Nie chcę zgrywać bohatera, który walczy o cudzą dziewczynę.

– Więc żałujesz?

Patrzył na mnie długo. A potem wzruszył ramionami.

– Nie. Ale nie zamierzam z tego niczego budować. Masz faceta, narzeczonego. Dobrego faceta. Nie jestem z tych, co niszczą związki.

Zrobiło mi się słabo. I zimno. Ale nie przez mróz.

– Czyli to tyle?

– Myślę, że tak będzie lepiej. Dla ciebie. Dla wszystkich.

Odwrócił się. Odchodził spokojnie, jakby właśnie zamknął drzwi, których nie powinien był nigdy otwierać. Zostałam sama. W sercu miałam jeden wielki bałagan i myśl, która nie dawała spokoju: Kuba mnie kocha. Michał nie chce. A ja? Czego ja chcę?

Amelia, 24 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama