„Najpierw ukradł mi telefon, a potem próbował skraść serce. Gdy go odtrąciłam, zaczął mnie prześladować”
„– Dlaczego to robisz? – spytał zbolałym głosem. – Czemu mnie odpychasz? Przecież ja cię tak kocham. – Ale ja… – zawahałam się. Nie wiedziałam, czy lepiej milczeć, czy coś powiedzieć. Darek uderzył pięścią w kierownicę tak mocno, że całe auto zadrżało. Chyba dopiero wtedy do mnie dotarło, że mam poważne kłopoty”.

Stałam na balkonie i patrzyłam na słońce wschodzące czerwienią nad dachami osiedla. Myślami byłam we Włoszech, w słonecznej Toskanii… Odkładałam na tę kilkudniową wycieczkę wiele miesięcy, co nie było łatwe z niewielkiej pensji pielęgniarki w powiatowym szpitalu, samotnie wychowującej dwoje dzieci.
Początkowo miałam wyrzuty sumienia, że jadę na wycieczkę bez dzieci.
– Całe dorosłe życie im poświęciłaś, należy ci się jakaś nagroda i porządny wypoczynek, a z dzieciakami to żaden relaks, znowu będziesz na ich usługi – argumentowały koleżanki z pracy.
Fakt, dzieci były całym moim światem. Ostatnie grosze przeznaczałam na dodatkowe lekcje, korepetycje, na ich przyjemności, rozrywki, wymarzone ciuchy i gadżety. Cały wolny czas oddawałam 17-letniej Karolinie i młodszemu Bartkowi. Kiedy ich ojciec cieszył się swoją nową żoną, ja nie miałam chwili, żeby pomyśleć o facetach. Pomijając fakt, że nie miałam też na to ochoty. Były mąż wyleczył mnie z miłosnych mrzonek.
To był wyczekany urlop
Przyszedł jednak moment, w którym musiałam naładować baterie, bo inaczej bym padła. Ciągnęłam resztką sił, fizycznych i psychicznych.
Stojąc na balkonie, zaczęłam odliczać godziny do odlotu… I doczekałam się! Rano wyleciałam na swoje wymarzone wakacje do Włoch. Byłam niezwykle podekscytowana. Chyba aż za bardzo.
Jeszcze przed odprawą na lotnisku w Polsce poznałam współtowarzyszy wycieczki. Okazało się, że nie jestem aż takim dziwolągiem i nie tylko ja spędzam wakacje samotnie. Parę osób też leciało solo, więc szybko nawiązaliśmy znajomość i odtąd trzymaliśmy się razem.
Zgubiłam telefon
Wciąż w doskonałym nastroju dotarłam do pokoju hotelowego. Odruchowo sięgnęłam do kieszeni dżinsów, by wyjąć komórkę i zadzwonić do córki. Natrafiwszy na pustkę, nie przejęłam się: pewnie wrzuciłam telefon do torebki.
Ale tam też go nie znalazłam. Przetrzepałam bagaż podróżny i wyrzuciłam zawartość największej walizki na podłogę. I nic. Telefon przepadł jak kamień w wodę. Usiadłam zrezygnowana na brzegu łóżka. Jak mam sprawdzać, co u Karolinki i Bartka, bez komórki?
Rozległo się pukanie do drzwi.
– Proszę – mruknęłam smętnie.
Do pokoju wszedł Darek, za nim wsunęły się Ania i Renata, moi nowi „toskańscy” znajomi. Stanęli zmieszani na widok bałaganu.
– Osobliwy sposób rozpakowywania – zauważyła z uśmiechem Renata.
– Coś się stało? Ty tak zawsze? – zainteresował się Darek.
– Zgubiłam telefon – mruknęłam speszona i zaczęłam chaotycznie wrzucać rzeczy z powrotem do walizki. Bez sensu, ciuchy tylko bardziej się pogniotą, a i tak muszę się rozpakować.
Wzięłam głęboki oddech, uspokoiłam się i ustaliliśmy, że wspólnie poszukamy telefonu. Zgłosiłam w recepcji, że gdzieś go zapodziałam. A nuż ktoś z obsługi hotelu albo gości znajdzie go i odniesie? Niestety, komórka się nie znalazła. Mogłam ją zostawić wszędzie – na lotnisku, w samolocie, w autokarze.
Na szczęście, moi wakacyjni znajomi zadbali o to, żebym się nie zamartwiała czymś, na co nie miałam wpływu. Spędziliśmy razem kilka cudownych dni pod bezchmurnym toskańskim niebem. To były zdecydowanie wakacje mojego życia. Tym wspanialsze, że zyskałam nowych przyjaciół. Najbardziej zbliżyłam się z Darkiem, bez jakichś erotycznych podtekstów, po prostu się polubiliśmy. Nadawaliśmy na tej samej fali i odnosiłam wrażenie, że znamy się od lat. Na Okęciu, tuż po powrocie, obiecaliśmy sobie, że nie stracimy kontaktu.
Miałam złe przeczucia
Co do telefonu – przepadł na amen. Musiałam kupić nowy, zmienić numer i odtworzyć listę kontaktów. Cóż, za gapiostwo się płaci. Ale wspomnień z Toskanii nikt mi nie odbierze. Uznałam sprawę za zamkniętą, dlatego bardzo się zdumiałam, gdy parę dni później córka powiedziała:
– Mamo, piękne zdjęcie mi wysłałaś. Masz więcej? Ile zdążyłaś pstryknąć?
– Jakie zdjęcie? – nie zrozumiałam.
– No z Toskanii.
Złe przeczucie było jak chluśnięcie wiadrem zimnej wody: paraliżuje, a potem stawia zmysły na baczność. Przecież nie wysyłałam córce żadnego zdjęcia z wakacji, skoro od pierwszego dnia byłam pozbawiona komórki! Owszem, dzwoniłam do niej i Bartka, ale z hotelowego telefonu. Mogła tego nie zarejestrować, bo jak każda nastolatka była skupiona głównie na sobie i swoich sprawach.
– Pokaż – zażądałam.
Podała mi telefon z wiadomością, rzekomo ode mnie. Teraz czułam się tak, jakby chłostał mnie cały wodospad lodowatej wody. Ktoś, podszywając się pode mnie, esemesował z moją córką! Na zdjęciu rozpoznałam znajomy widok: ten ktoś również był na wycieczce.
– Dlaczego nie zwrócił mi telefonu? A jak nie wiedział komu, dlaczego nie zadzwonił pod któryś z najczęściej wybieranych numerów? – myślałam na głos.
– Co tam mruczysz? – Karolina podeszła i zabrała mi swoją komórkę. Pewnie bała się, co jeszcze mogłabym w niej znaleźć.
To była sprawka Darka
Nagle rozległ się dźwięk przychodzącej wiadomości. Córka popatrzyła na mnie, potem na wyświetlacz telefonu i znów na mnie.
– Mamo, jak to możliwe, że teraz do mnie piszesz?
– To niemożliwe… – szepnęłam.
Najwyraźniej ktoś, kto znalazł albo ukradł mi telefon, znowu się pode mnie podszywał. Po co? Dlaczego? Mniejsza o telefon. Mniejsza, że go nie zwrócił, niech się nim udławi! Ale czemu, na rany Boga, kontaktował się z moją córką?!
Wyrwałam Karolinie komórkę i wystukałam wiadomość:
„Kim jesteś?”
„Nie mam złych zamiarów” – odczytałam po chwili.
To mi nie wystarczyło. W żadnym razie! Zadzwoniłam ze swojego nowego telefonu na numer mojej starej komórki. Drań nie odebrał. Za to po kilkunastu sekundach przyszedł SMS:
„To ja, Darek, przepraszam”.
Byłam w szoku! Darek? Jak mógł mi zrobić coś takiego? Przecież szukał razem ze mną komórki, udawał zatroskanego… Tymczasem bezczelnie ją sobie przywłaszczył! W głowie się nie mieściło. Kretyn czy psychol?
„Dlaczego piszesz do mojej córki?” – wysłałam kolejną wiadomość.
„Nie chciałem, żeby się o ciebie martwiła” – odpisał.
Durne tłumaczenie. Absolutnie nieprzekonujące. Gdy zastanawiałam się, co zrobić, komórka znów zawibrowała.
„Przepraszam. To było głupie, wiem. Ale chciałem cię znów zobaczyć. To miał być pretekst. Chciałem oddać ci telefon już w Polsce. Spotkajmy się” – przeczytałam.
Przeprosił za całą sytuację
Czy on mnie podrywa? Rozwódkę z dziećmi? Dziwne, ale zdarzają się cuda. Tylko czemu robił to w taki szczeniacki sposób? Miało mnie to zaintrygować? Ale raczej mnie to zdenerwowało, a potem wkurzyło. Niemniej cel osiągnął: przykuł moją uwagę. Tego dnia wymieniłam z Darkiem kilkanaście wiadomości. Okazywał skruchę i w kółko przepraszał.
W niedzielny poranek obudził mnie dźwięk SMS-a. Przetarłam oczy, zerknęłam na wyświetlacz. Darek.
„Witaj, kochana. Właśnie wyruszam w drogę”.
Dokąd? Do mnie? Po co? Okaże się. Wprawdzie odkryłam, że nie znam go tak dobrze, jak sądziłam, ale nie podejrzewałam, by chciał mnie skrzywdzić. Pomimo tego durnego zagrania z telefonem wydawał się w porządku.
Ale umówiłam się z nim w samo południe, w kawiarni w galerii handlowej. Tak na wszelki wypadek. Czekałam, nerwowo poprawiając spódnicę. Wreszcie się pojawił, z wielkim bukietem łososiowych róż. Moje ulubione kwiaty w moim ulubionym kolorze. Zarumieniona i mile połechtana wstałam, wzięłam kwiaty i odłożyłam na siedzenie obok, bo na stoliku się nie mieściły.
– Nie trzeba było.
– To najmniej, co mogłem zrobić – odparł szarmancko.
Usiedliśmy. Wyjął z kieszeni mój telefon, położył na stole i przesunął po blacie, z przepraszającym, niemal błagalnym uśmiechem…
Nim się obejrzałam, rozmawialiśmy równie swobodnie jak we Włoszech. Obiecałam Darkowi, że nasza znajomość nie zakończy się przez jego kretyński wybryk.
Podrywał mnie
– Od razu mi się spodobałaś, jesteś taka piękna – wyznał, patrząc mi prosto w oczy z uwielbieniem. Chyba nigdy żaden facet tak na mnie nie patrzył. Nawet mój mąż w pierwszej fazie naszego związku, gdy twierdził, że jestem miłością jego życia. – Coś mi odbiło, gdy znalazłem ten telefon – dodał.
Uwierzyłam i pożegnaliśmy się w dobrych nastrojach. Gdy już byłam w domu, dostałam kolejnego SMS-a:
„Pięknie wyglądałaś”.
Uśmiechnęłam się. Już dawno nikt mnie tak nie adorował, nie komplementował. To było więcej niż miłe. Odtąd regularnie ze sobą pisaliśmy, pogłębiając łączącą nas więź. Zdawał się czytać w moich myślach i uczuciach. Był jak bratnia dusza. Lubił te same filmy, książki, muzykę i miejsca, słuchał audiobooków jak ja i bawiły go te same dowcipy. To już zakrawało na magię…
Wyobrażał sobie za dużo
Aż pewnego dnia przesadził. Ulice zasnuwała już szarówka. Siedziałam w fotelu, oglądając serial, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Wyjrzałam przez wizjer. Widok przesłaniały róże. Otworzyłam. Za wielkim bukietem krył się Darek.
– Co ty tu robisz?
– Przeprowadziłem się. Cieszysz się? – wręczył mi kwiaty, po czym bezceremonialnie wszedł do środka.
– Nie wiem… – zaczęłam zmieszana.
– Chciałem być bliżej ciebie – objął mnie i pocałował.
Byłam tak zaskoczona, że zareagowałam dopiero po chwili.
– Przestań – odsunęłam się.
Teraz on się zdumiał.
– O co chodzi, kochana?
– Dla mnie to za szybko.
Podeszłam do okna i oparłam się o parapet, tyłem do niego. Dość czytelny gest, jak sądziłam, ale nie dla niego. Gdy objął mnie w talii, przytulając się do moich pleców, zesztywniałam. Zaczęło się robić niekomfortowo. Nie chciałam się z nim szarpać, więc powtórzyłam stanowczym tonem:
– To dla mnie za szybko. Uszanuj to, proszę. Chyba powinieneś już iść.
Pocałował mnie w szyję i odparł:
– Dobrze, kochana, jak sobie życzysz. Wkrótce znowu się spotkamy – obiecał i nie czekając na moją odpowiedź, wyszedł.
Zadygotałam. Objęłam się ramionami, próbując się ogrzać i uspokoić myśli. Może nie będzie tak źle, może odpuści…
Czułam się osaczona
Nie odpuścił i nie dawał się zniechęcić. Codziennie przysyłał kwiaty do mojego mieszkania. Odbierałam dziesiątki SMS-ów. A gdy skończyłam nocny dyżur, zobaczyłam go na ławce przed szpitalem. Od razu do mnie podbiegł, chwycił za ramiona i pocałował. Wyrwałam się i otarłam usta.
– Przestań! Skąd w ogóle wiedziałeś, że mam nockę?
– Wiem o tobie wszystko, kochana.
Zmroziło mnie.
– Podwiozę cię – złapał mnie za rękę i pociągnął w stronę samochodu.
– Wolę się przejść – odparłam i spróbowałam wyswobodzić dłoń.
Nie pozwolił: ścisnął mocniej, niemal miażdżąc mi palce. Syknęłam z bólu. Puścił mnie natychmiast i powtórzył ugodowym tonem:
– Podwiozę cię. Daj spokój, nie wygłupiaj się.
Przestraszył mnie
Był natrętny, zaraz potem uroczy, ale wciąż nie wierzyłam, że mógłby być groźny. Na dokładkę byłam zmęczona i nie uśmiechało mi się tłuc tramwajem. Dlatego wsiadłam do wnętrza ciepłego wozu. Z głośników sączyła się nastrojowa piosenka Sade, moje obawy usypiały…
Wróciły, gdy Darek położył mi rękę na kolanie. Trzepnęłam go w wierzch dłoni i odsunęłam nogi. Wtedy zbliżył się tak, że nasze nosy niemal się ze sobą zetknęły.
– Dlaczego to robisz? – spytał zbolałym głosem. – Czemu mnie odpychasz? Przecież ja cię tak kocham.
– Ale ja… – zawahałam się. Nie wiedziałam, czy lepiej milczeć, czy coś powiedzieć.
Darek uderzył pięścią w kierownicę tak mocno, że całe auto zadrżało. Chyba dopiero wtedy do mnie dotarło, że mam poważne kłopoty. Szczęk blokowanych drzwi – kubeł zimnej wody na łeb, gęsia skórka na przedramionach, serce w gardle. Nie powinnam była się zgadzać na podwózkę.
Ruszył. Jechaliśmy w napiętym milczeniu.
– Przepraszam – powiedział, gdy dotarliśmy pod mój blok. – Pierwszy raz tak mi na kimś zależy, dlatego trochę świruję.
Gdy mnie wypuścił, wysiadłam i po kilku wolniejszych krokach pobiegłam do klatki. Wpadłam do domu, zamknęłam drzwi na zamek i usiadłam na podłodze, trzęsąc się jak febrze. Czułam się osaczona, zarazem sama sobie winna. Nie wytyczyłam jasno granicy i oto efekt.
Nie wiedziałam, co powinnam zrobić. Iść na policję? Bo facet mnie nadmiernie adorował? Nie jakiś obcy, ale ktoś, z kim spędziłam wakacje i z własnej woli kontaktowałam się z nim w Polsce. Z początku podobały mi się jego awanse, nie mogę zaprzeczyć, to ich tempo oraz rozmach mi przeszkadzały. Tak, wiem, usprawiedliwiałam go, bo inna opcja wydawała mi się zbyt okropna.
Nie rozumiał, że go nie chcę
Wreszcie Karolina nazwała rzeczy po imieniu.
– Skoro nie czujesz się przy nim komfortowo, a on nadal nie daje ci spokoju, to jest pieprzonym stalkerem.
– Twierdzi, że mnie kocha…
– Niech spada z taką miłością! Nawet nie jesteście oficjalnie parą, prawda? Zwyczajnie cię prześladuje, świr jeden. Przestań go tłumaczyć. Musi ci zrobić krzywdę, żebyś zrozumiała, że to psychol?
Miała rację. Spojrzałam na stojące wszędzie kwiaty od Darka. Róże. Wszędzie łososiowe róże! Obrzydził mi je na amen. To musi się wreszcie skończyć, pomyślałam, i obiecałam córce, że rozmówię się z nim ostatecznie.
Nagle mi się oświadczył
Nie chciałam zrywać przez SMS-a, bo to jednak chamskie, więc zaprosiłam Darka do siebie, na pożegnalną kolację w ramach pocieszenia. Przyjechał punktualnie; z bukietem róż oczywiście. Miał na sobie garnitur i śnieżnobiałą koszulę. Jakby zamierzał się oświadczyć, pomyślałam z narastającym niepokojem. I faktycznie, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć, Darek klęczał przede mną z pudełeczkiem w dłoni.
– Wyjdź za mnie – otworzył pudełeczko, w którym połyskiwał złoty pierścionek z oczkiem.
Cofnęłam się odruchowo. Nie chcąc go urazić, cackając się z nim, pozwoliłam, by to wszystko zaszło stanowczo za daleko.
– Nie – odmówiłam krótko.
Darek wstał.
– Ale ja cię nie pytam, kochana – złapał mnie za łokieć, zaciskając mocno palce, i przyciągnął do siebie. Krzyknęłam z bólu i zaskoczenia.
– Przyjmiesz grzecznie ten cholerny pierścionek z tym pieprzonym brylantem. Przecież jestem twoim ideałem!
– Proszę, przestań, to boli, boję się ciebie – szeptałam, zbyt przerażona, by płakać.
– Przepraszam, kochana – odezwał się głosem miłego, łagodnego mężczyzny z Toskanii, co tylko bardziej mnie przeraziło. Zwłaszcza że choć złagodził uścisk palców, nadal mnie trzymał. – To dlatego, że tak mi zależy, że tak cię kocham. Wiem o tobie wszystko i staram się, jak mogę, by spełnić twoje oczekiwania. Dobrze je znam, więc nie udawaj zdziwionej. Wiem, czego pragniesz, co lubisz, czego nie, o czym marzysz…
Okazał się złodziejem i brutalem
– Skąd? – spytałam. I nagle zrozumiałam. – Komórka… On ją ukradł, a nie znalazł!
Uśmiechnął się.
– SMS-y, maile, filmiki, zdjęcia, Instagram, Facebook, Twitter… – wymieniał. – Twój smartfon powiedział mi wszystko, gdzie pracujesz, jakiej muzyki słuchasz, jaką literaturę lubisz, jakie są twoje ulubione kwiaty, dowcipy…
– Przestań! Puszczaj! – nie zważając na ból i siniaki, zaczęłam się wyrywać.
Darek chwycił mnie za ramiona i rzucił na kanapę. Wierzgałam, próbowałam bić go pięściami, drapać paznokciami, ale był brutalny i za silny. Bałam się, że zrobi mi krzywdę. Cały czas łapczywie całował moją twarz, szyję, usta. Zdesperowana ugryzłam go w wargę. Zareagował bez wahania: odsunął się, chwycił mnie za włosy i wymierzył mi siarczysty policzek.
– Tak się staram, na głowie staję, a ty jak się odwdzięczasz?
– Nie prosiłam cię o to!
– Zamknij się!
Znów mnie uderzył. Gdy zamachnął się ponownie, zamknęłam oczy. Może jak przestanę się opierać, to szybciej zrobi swoje i pójdzie. A jak nie? A jeśli tak czy siak mnie zabije? Może lepiej walczyć do upadłego?
Nieoczekiwanie zachrzęścił zamek w drzwiach. Darek uniósł się, czujny i zaniepokojony. Po chwili do środka wkroczyli nasi dwaj sąsiedzi, a z nimi Karolina. Policja przybyła niedługo potem, by zabrać awanturującego się Darka.
Moja nastoletnia córka okazała się mądrzejsza i mniej ufna ode mnie. Na wszelki wypadek podsłuchiwała pod drzwiami i gdy zaczęło się robić niebezpiecznie, wezwała policję. Słysząc moje krzyki, poprosiła o pomoc rosłego sąsiada i jego syna. Uratowali mnie.
Darek został oskarżony o nękanie i pobicie. Nie wiem, czy w ogóle trafi do więzienia, bo jego cwany prawnik próbuje zwalić winę na mnie. Że się zgadzałam i prowokowałam. Ale się nie boję i nie dam się zapędzić w kozi róg. Już nie czuję się winna, ale teraz wiem, że samotne kobiety, spragnione uczucia i komplementów, stanowią łatwy cel dla różnych psychopatów. Niemniej dostałam nauczkę i mocno cenzuruję to, co zamieszczam na portalach społecznościowych. A telefonu strzegę jak oka w głowie.
Czytaj także: „Szwagier chwalił się kumplom, że zdradza moją siostrę z kochanką. Wściekł się, gdy odkrył, jak wykorzystałam tę wiedzę”
„Przez ojca moje dzieciństwo to był horror w odcinkach. Ten drań zasłużył na karę i w końcu zapłacił za swoje grzechy”
„Moja siostra chorowała, a jej córce było to na rękę. Miałam podejrzenia, że celowo zaniedbuje matkę, bo ma w tym interes”

