„Dzień Dziadka przypomina mi, że dla wnuków jestem już tylko bankomatem. Muszę naszykować kopertę, bo nie przyjdą”
„– Posłuchaj – powiedziałem spokojnie. – Nie chcę waszych prezentów. Chciałbym, żeby moje wnuki wiedziały, kim jestem. Żebyście przychodzili nie po coś, ale z czymś – z czasem, z rozmową, z prawdziwą obecnością”.

Od śmierci żony minęło siedem lat. Od śmierci miłości, normalności, ciepła. Zosia zawsze mówiła: „Władziu, rodzina to największy skarb.” Tylko że ten skarb jakoś mnie ostatnio omija.
Zbliża się Dzień Dziadka. Kiedyś to był dla mnie prawdziwy dzień – z laurkami, z występem w przedszkolu, z uśmiechami wnuków, jeszcze wtedy szczerymi. Teraz... to jak umówiona transakcja. Koperta, ciasto, zdjęcie do Instagrama i z głowy.
A mimo to... wstałem rano, upiekłem szarlotkę. Prasowałem koszulę dwa razy, choć i tak nikt nie zwróci uwagi. Na stole postawiłem herbatę w filiżankach, których już dawno nikt nie używa. No i koperta – grubsza niż w zeszłym roku, bo może tym razem przestaną się krzywić.
Zadzwoniła Alicja.
– Tato, będziemy na chwilkę po trzynastej, okej?
Na chwilkę. To słowo boli bardziej niż nieobecność. Ale pokiwałem głową i odpowiedziałem:
– Dobrze, córeczko. Na chwilkę też dobrze.
Dostałem prezent
Drzwi otworzyły się gwałtownie o 13:18. Weszli jak huragan – Alicja pierwsza, potem Krzysztof z zakupami, za nimi Oliwia i Kuba wpatrzeni w ekrany telefonów, a Franek wlókł się z tyłu, rozglądając się z grymasem, jakby wpadł tu przez pomyłkę.
– Cześć, tato! – rzuciła córka w biegu, całując mnie w policzek. – Dzieci, no co się mówi do dziadka?
– Cześć – burknęli wszyscy niemal równocześnie, nawet nie podnosząc wzroku.
Nie odpowiedziałem. Stałem chwilę jak idiota w wyprasowanej koszuli, z uśmiechem, który właśnie gasł.
– Ooo, szarlotka! – zawołał Krzysztof, podchodząc do stołu. – Jak zawsze super pachnie.
– Dziękuję. Upiekłem rano.
Usiedli. Podali mi prezent w błyszczącej torbie.
– Znaleźliśmy coś fajnego, mam nadzieję, że się spodoba – powiedziała Oliwia.
W środku była herbata z supermarketu i kubek z napisem „Najlepszy dziadek na świecie”. Chciałem się uśmiechnąć, ale nie umiałem.
– Dziadku – odezwał się nagle Kuba, nie patrząc mi w oczy. – Dasz coś na skiny? Tylko osiemdziesiąt złotych. Proszę...
Zamarłem. Patrzyłem na niego, potem na Alicję. Uśmiechnęła się jakby zmieszana.
– No wiesz, tato... oni teraz wszystko mają w grach. Taki świat.
Sięgnąłem po kopertę i podałem ją Alicji. Nawet nie zajrzała do środka.
– Jak zwykle jesteś niezastąpiony – rzuciła z uśmiechem.
Niecałą godzinę później zbierali się do wyjścia.
– Musimy lecieć, mamy rezerwację w restauracji – powiedziała córka.
Zamknąłem za nimi drzwi. W mieszkaniu zapanowała cisza. I ten kubek. „Najlepszy dziadek na świecie”.
Byłem zły na wnuki
Dwa dni później zadzwoniłem do Alicji. Długo nie odbierała. W końcu usłyszałem w słuchawce jej głos, zmęczony, jakby rozmawiała ze mną z obowiązku.
– No cześć, tato. Coś się stało?
– Nie. Po prostu... chciałem pogadać – odparłem, próbując, by głos mi nie zadrżał. – Wiesz, trochę mi przykro po waszej wizycie.
– Przykro?
– Tak. Bo... mam wrażenie, że przychodzicie do mnie tylko po pieniądze. Dzieci nic nie mówią, tylko proszą. Nie wiem, może się czepiam. Ale czułem się jak bankomat.
Z drugiej strony zapadła cisza.
– Tato, no bez przesady. Zawsze byłeś uczuciowy. Dzieciaki cię lubią, ale przecież to inne czasy. Teraz się nie pisze laurek. Po prostu są, to znaczy, że pamiętają.
– A ja pamiętam, jak kiedyś robiły dla mnie teatrzyk z krzeseł i zasłon. Albo jak narysowały mnie na traktorze, chociaż nigdy nie miałem traktora.
– Tato, nie mam czasu na takie sentymenty. Praca, dom, dzieci, rozumiesz.
– A czy ty mnie w ogóle jeszcze pamiętasz jako człowieka, nie tylko „dziadka do koperty”? – zapytałem cicho.
– Przestań. Wymyślasz problemy. Zawsze byłeś przewrażliwiony. To tylko jeden dzień w roku.
– No właśnie – powiedziałem. – Jeden dzień, który miał znaczyć coś więcej.
– Muszę kończyć. Pogadamy kiedy indziej, dobrze?
Rozłączyła się pierwsza. Siedziałem jeszcze chwilę w fotelu. Patrzyłem na zdjęcie Zosi. Ona wiedziałaby, co powiedzieć. Ona by rozumiała.
Zrobiło mi się przykro
To był przypadek. Zadzwoniłem znów do Alicji, ale rozmawialiśmy tylko chwilę. Już miałem się rozłączyć, gdy usłyszałem głos Krzysztofa. Widocznie córka się nie rozłączyła.
– On znowu dzwoni? – zapytał Krzysztof zirytowanym tonem. – Czego on znowu chce?
– Nie wiem. Pewnie będzie znowu jęczał, że dzieci nie zrobiły laurki. Albo że nie zjadł ciasta. A może, że nikt go nie przytulił – odburknęła Alicja.
Zrobiło mi się duszno. Nie rozłączyłem się. Chciałem usłyszeć więcej, choć każda sekunda bolała jak cios w żebra.
– Tata zawsze robił sceny – ciągnęła córka. – Wiesz, jak nie dasz mu wystarczająco dużo uwagi, to od razu obrażony. Jak dzieciak. A jak dasz za dużo, to się czepia, że sztucznie.
– Może trzeba go zaprosić na jakiś weekend. One się przy nim nudzą – zaproponował Krzysztof. – Pójdziecie do muzeum, pogadacie o PRL-u. On to lubi.
– Fajnie. Tylko potem przez miesiąc będzie mi wysyłał zdjęcia ze spaceru albo jakichś atrakcji.
Rozłączyłem się. Siedziałem długo w ciszy, z telefonem w dłoni, jakby to był granat. Krew mi pulsowała w uszach. Coś we mnie pękło. Nie płakałem. Wstałem. Założyłem płaszcz. Wsiadłem w autobus. Linia 112. Dojechałem do znajomego przystanku. Świetlica dla seniorów. Tam czasem grywam w szachy z panem Jurkiem. Tam nikt nie chce ode mnie kasy. Tam, choć przez chwilę, jestem po prostu Władkiem.
Tutaj mogłem być szczery
W świetlicy było ciepło. Pachniało kawą i jakimś słodkim ciastem z paczki. Jurka znalazłem przy stoliku szachowym – grał z panią Celiną, udając, że nie widzi jej błędów. Ucieszył się na mój widok.
– Władziu, dawno cię nie było. Co tam u ciebie?
– Bez zmian – mruknąłem, siadając ciężko. – Może tylko bardziej boli, że bez zmian.
– Kłopoty z sercem?
– Z głową. A może z duszą – westchnąłem. – Wnuki były na Dzień Dziadka. I chodziło im tylko o pieniądze.
Jurek kiwnął głową.
– U mnie podobnie. Córka ostatnio przysłała zdjęcie wnuczki z kotem. Napisała „Pozdrawiamy”. Nawet imienia nie dopisała. Kot pewnie ważniejszy.
– Zosia... – zacząłem, głos mi się załamał. – Ona by wiedziała, co powiedzieć. Kiedyś marzyliśmy, że wnuki będą u nas nocować, że będziemy im czytać bajki, sadzić z nimi marchewki na działce.
– Też się tak czujesz, jakbyś już nie był człowiekiem? – zapytał Jurek cicho.
Spojrzałem na niego. W jego oczach było coś znajomego – smutek. Taki głęboki.
– Czasem myślę, że umarłem razem z Zosią – powiedziałem w końcu.
Zagraliśmy partię. Przegrałem. Nawet nie zauważyłem kiedy. Może specjalnie dałem się ograć. Przynajmniej ktoś mógł wygrać tego dnia.
Znowu mnie odwiedzili
Kilka dni później, bez zapowiedzi, Alicja zjawiła się u mnie z tortem.
– Tato, pomyślałam, że może zrobimy sobie drugie święto. Tak na spokojnie. Bez pośpiechu.
Spojrzałem na nią uważnie. Ubrana elegancko, uśmiechnięta, ale nerwowo. Za nią Krzysztof, z nowym telefonem w pudełku.
– To dla ciebie, tato. Od nas. Będziesz miał lepszy aparat, jak chcesz robić te swoje zdjęcia drzew.
Podziękowałem, ale nie sięgnąłem po pudełko. Usiedli. Alicja zaczęła kroić tort, ale nikt nie jadł.
– Posłuchaj – powiedziałem spokojnie. – Nie chcę waszych prezentów. Chciałbym, żeby moje wnuki wiedziały, kim jestem. Żebyście przychodzili nie po coś, ale z czymś – z czasem, z rozmową, z prawdziwą obecnością.
Alicja spuściła wzrok. Krzysztof milczał.
– Przesadziłeś wtedy – powiedziała cicho. – Ale może ja też... Nie wiedziałam, że to tak odbierasz.
– Bo nie mówiłem. Do tej pory.
– To co mamy robić?
Wzruszyłem ramionami.
– Może zacznijcie od tego, żeby nie odwiedzać mnie tylko wtedy, kiedy coś trzeba. Może czasem wystarczy po prostu posiedzieć. Jak kiedyś.
Była cisza. Długa i potrzebna. Alicja położyła rękę na mojej.
– Przepraszam, tato.
Nie płakałem. Ale pierwszy raz od dawna czułem, że coś się ruszyło.
Władysław, 68 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Na Dzień Babci i Dziadka od wnuków dostałam tylko tanie perfumy. Wycenili mnie i moją troskę na 19.99 zł”
- „Mój wnuk przyjechał na Dzień Babci tylko po to, żeby nagrać głupi filmik. Nawet mnie nie przytulił”
- „Kolejny Dzień Babci znów spędzam sama w kapciach przed telewizorem. Niedługo całkiem zapomnę, jak wygląda mój wnuk”

