„Dla wnuczek wizyta w Dzień Babci to kolejny obowiązek do odhaczenia. Dziś młodzież nie ma grama szacunku dla starszych”
„Zamknęłam za nimi drzwi. W przedpokoju został tylko ich zapach perfum i kilka okruszków na dywanie. Zostałam sama w ciszy, która wróciła natychmiast, jakby tylko czekała za rogiem. Usiadłam na tym samym miejscu”.

Dzień babci. Kiedyś to był jeden z tych dni, które pamiętało się z wyprzedzeniem. Były laurki, kwiatki z bibuły, nawet wierszyki: „Babciu, babciu, coś ci dam…”. Od dawna nikt już mi tego nie mówił.
Nie miały czasu
Zerknęłam na komórkę. Żadnego powiadomienia, ani jednej wiadomości. Wnuczki zawsze miały telefony w rękach. Robiły zdjęcia jedzenia, nóg w rajstopach, kubków z kawą. Niby na wszystko znajdowały czas, ale nie na to, żeby zadzwonić. A ja, jak ta durna, wciąż miałam nadzieję, że się przypomną.
Podciągnęłam rolety i chwilę patrzyłam na ulicę. Śnieg topniał, ale jeszcze leżały resztki przy krawężnikach. Na chodniku nie było nikogo. O tej porze miasto milczy – jakby wstydziło się własnej szarości. Wróciłam do pokoju i wyjęłam z szafy sukienkę. Włożyłam ją nie dlatego, że planowałam dokądś wyjść. Po prostu tak się robiło w takie dni. Porządnie, z godnością. Nawet jeśli człowiek siedział sam w czterech ścianach, nawet jeśli nikt nie zadzwonił z życzeniami.
Usiadłam z powrotem przy stole. Oparłam ręce o blat. I czekałam. Domofon zadzwonił około trzynastej. Zerwałam się z fotela, jakby ktoś podpalił podłogę. Szybko poprawiłam sukienkę, wygładziłam włosy i podniosłam słuchawkę.
– To my! – odezwał się głos Julii.
Żyły w biegu
Otworzyłam drzwi i stanęłam w korytarzu. Z góry wiedziałam, że nie zdejmą butów, tylko wskoczą od razu do salonu jak zwykle, ale mimo wszystko ucieszyłam się, że przyszły. Wparowały jak burza. Julia pierwsza, w płaszczu rozpiętym, z telefonem w dłoni. Za nią Lena – trochę bardziej nieśmiała, zapatrzona w starszą siostrę. Obie z plastikowymi reklamówkami.
– Babciu, tylko na chwilę, bo mamy paznokcie za godzinę – rzuciła Julia, rozglądając się po mieszkaniu, jakby oceniała, czy tło do zdjęcia będzie wystarczająco „retro”.
– Wpadłyśmy tylko złożyć życzenia, no wiesz… – dodała Lena, podając mi kwiaty. Kupiły je w supermarkecie, jeszcze była na nich naklejka z kodem kreskowym.
– To wejdźcie – powiedziałam cicho, odsunęłam się od drzwi.
Julia już siedziała na kanapie, stukając w ekran. Lena usiadła obok, grzebiąc w torebce.
– A dasz mi przepis na to ciasto ucierane? – zapytała Julia, nie podnosząc wzroku. – Asia z pracy chce coś babcinego wrzucić na Instagrama.
– To nie wiedziałam, że tyle masła się daje, serio? – zdziwiła się Lena, kiedy zaczęłam jej mówić proporcje.
„Zamiast słuchać, tylko patrzą w ten telefon…” – przeszło mi przez myśl, ale nie powiedziałam tego głośno.
Szybko uciekły
Siedziały przez chwilę. Julia zrobiła kilka zdjęć stołu, siebie przy oknie, mnie, jak siedzę. Bez pytania. Potem spojrzała na zegarek.
– Dobra, lecimy. Paznokcie czekają – powiedziała i już była przy drzwiach. Lena za nią.
– To co, babciu, opowiesz wszystko następnym razem, dobra?
– No pa, dziękujemy za wszystko!
Zamknęłam za nimi drzwi. W przedpokoju został tylko zapach perfum i kilka okruszków na dywanie. Zostałam sama w ciszy, która wróciła natychmiast, jakby tylko czekała za rogiem. Usiadłam na tym samym miejscu przy stole, co wcześniej, i przez chwilę patrzyłam na puste krzesła. Zebrałam naczynia i zaniosłam do zlewu. Nie chciało mi się od razu zmywać. Zostawiłam je na później, choć wiedziałam, że później nie będzie inaczej.
Usiadłam z filiżanką herbaty. Patrzyłam w okno. W myślach zaczęłam mówić do siebie: „Jak byłam w ich wieku, nie było żadnych paznokci. Nie było czasu na wymyślanie, jak wyglądam, tylko się pracowało, oszczędzało i myślało, jak tu żyć, żeby wystarczyło do końca miesiąca. Jak dostałam kiedyś rajstopy od ciotki z miasta, nosiłam je na zmianę z koleżanką, bo były takie ładne. Dziś każda ma po pięć par, ale i tak wszystko się im nie podoba”.
Czułam się niepotrzebna
Kiedyś inaczej wyglądała bliskość. Nie przez ekran, nie przez wiadomość z serduszkiem. Człowiek siadał z drugim przy stole i słuchał. Mój mąż opowiadał o pracy, o sąsiadach, o głupotach, dzieci o szkole i kolegach, a ja byłam szczęśliwa. A teraz robi się zdjęcia, wraca się do życia, które czeka gdzie indziej. Telefon zadzwonił około osiemnastej. Spojrzałam na wyświetlacz i przez chwilę się wahałam. Córka. Rzadko dzwoniła bez powodu.
– No cześć, mamo! Były dziewczyny? – zapytała pogodnie.
– Były – odpowiedziałam. – Na chwilę. Przyszły, zrobiły zdjęcia i poleciały na paznokcie.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Usłyszałam jakieś odległe dźwięki telewizora.
– No ale przecież dobrze, że były, prawda?
– Przyszły, ale tak, jakby im ktoś kazał. Tylko zdjęcia, telefon, jakieś rozmowy o niczym. A ja siedzę tu od rana, czekam jak głupia, ubieram się jak na święto, a potem słucham, że nie mają czasu, bo lecą na paznokcie.
– Mamo, nie przesadzaj. One są młode, tak się teraz żyje. Liczy się gest. Przyszły, przyniosły kwiaty.
– Z marketu. Nawet naklejki nie zdjęły.
Nie rozumiała mnie
Córka westchnęła.
– Ale co ty byś chciała? Żeby siedziały trzy godziny i słuchały wspomnień z twojej młodości? Przecież to inne pokolenie. Nie biorą wszystkiego tak serio. Ty zawsze wszystko traktujesz tak, jakby się świat od tego miał zawalić.
– Bo może się zawalił – odpowiedziałam spokojnie. – Tylko nikt tego nie zauważył.
– Dobra, mamo… Nie psuj sobie dnia. Przecież cię kochają.
– Tylko nie mają czasu, żeby to powiedzieć – dodałam cicho.
– Oj, mamo… Naprawdę, jesteś dziś jakaś rozżalona. Coś sobie wymyśliłaś.
I wtedy pojęłam, że ona nigdy mnie nie zrozumie, bo dla niej też wszystko było na czas, na szybko, między jednym a drugim. Przestała przychodzić, tak jak moje wnuczki.
– Nic już nie trzeba – powiedziałam i rozłączyłam się, zanim zdążyła odpowiedzieć.
Na zdjęciach zawsze wyglądam szczęśliwie. Siedzę wyprostowana, z uśmiechem, ale nikt nie robi zdjęć babci, która siedzi sama przy stole i zbiera okruchy po tych, którzy przyszli tylko na chwilę.
Halina, 70 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie prawdopodobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Ojciec zapisał cały swój majątek kochance. Na pogrzebie nie pozwoliła mi nawet podejść do trumny”
- „Weekend w Białce Tatrzańskiej wreszcie otworzył mi oczy. Zachowanie męża nie pozostawiło mi żadnych złudzeń”
- „Robiłam noworoczne porządki w szafie i trafiłam na kurtkę eks faceta. W kieszeni znalazłam coś, co zmieniło wszystko”

