„Dla pieniędzy zgodziłam się na małżeństwo z rozsądku. Nie sądziłam, że będę tak żałować tej decyzji”
„– Ja już nie wiem, kim jestem. Od miesięcy żyję w złotej klatce i nawet nie wiem, co mam do powiedzenia! – wyrzuciłam z siebie jednym tchem. – A ty? Ty nawet nie próbujesz mnie zrozumieć!”.

Zrobiłam coś, przez co nie jestem z siebie dumna – wyszłam za mąż nie z miłości, ale dla pieniędzy. Tak po prostu, z rozsądku. Choć wolę mówić, że z lęku. Przed biedą. Przed samotnością. Przed powtórką z dzieciństwa, w którym liczyło się każdą złotówkę.
Wychowałam się w domu, gdzie stale czegoś brakowało – ciepła, spokoju, ale przede wszystkim pieniędzy. Mama całe życie pracowała fizycznie, ojciec zniknął, zanim skończyłam podstawówkę. Pamiętam, jak tłumaczyłam koleżankom, że nie mogę jechać na zieloną szkołę, bo niby mam chorą babcię. Kłamałam, bo nie było nas stać.
Marek pojawił się nagle. Starszy o piętnaście lat, opanowany, dobrze sytuowany. Dawał mi coś, czego zawsze pragnęłam – poczucie bezpieczeństwa. A może tylko dobrze je udawał. Kiedy zaproponował ślub, pomyślałam, że to okazja. Ucieczka. Wyjście z biedy.
– Nie każda może sobie pozwolić na luksus zakochania – powiedziała mama, gdy się zawahałam.
Natalia, moja przyjaciółka, była w szoku.
– Ty go nawet nie kochasz. Wiesz, co robisz?
Nie wiedziałam. I chyba nadal nie wiem.
Nie czułam się sobą
Nigdy nie marzyłam o białej sukni, ale i tak poczułam się jak statystka w obcym filmie. Marek wynajął apartament w pięciogwiazdkowym hotelu. Pokój pachniał lawendą i świeżością. Weszłam do pokoju. Czułam się jak w katalogu. Satynowa pościel, wino, świece w łazience. Wszystko piękne. Tylko dlaczego ja czułam się jak dziecko, które przypadkiem weszło do cudzego domu?
Marek wszedł dopiero po godzinie. W garniturze, pachnący drogimi perfumami. Usiadł na brzegu łóżka.
– Wszystko ci odpowiada? – zapytał beznamiętnie.
– Tak – skłamałam. Bo co miałam powiedzieć? Że nie wiem, co tu robię?
Przebrałam się w koronkową bieliznę, którą kupił mi tydzień wcześniej. W lustrze wyglądałam dobrze, ale nie czułam się sobą. Gdy wróciłam do sypialni, on już leżał pod kołdrą. Mechanicznie uniósł róg. Nie było romantyzmu. Ani czułości. Dla niego byłam pięknym dodatkiem do życia. Dla siebie – kimś, kogo nie rozpoznawałam. Po wszystkim zasnął od razu. Ja leżałam wpatrzona w sufit. To już? Tak wygląda nowe, lepsze życie? Nigdy wcześniej nie czułam się tak samotna. W apartamencie wartym kilka tysięcy za noc.
Nudziłam się
Dni po ślubie zlewały się w jedną, gładką taflę ciszy. Dom Marka był ogromny, urządzony w chłodnym stylu – marmury, szkło, porządek. Jakby nikt tu nie mieszkał. Czasem miałam wrażenie, że jestem jego częścią – jak stylowy mebel, dobrze wpasowany w wystrój.
Marek wychodził rano, wracał późnym wieczorem. Zawsze punktualny, spokojny, przewidywalny. Pocałunek w policzek, kilka słów o kolacji, wiadomość na telefon, że „będzie później”. Nie pytał, jak się czuję. Nie dotykał mnie, poza obowiązkowym uściskiem na dzień dobry. Gdy próbowałam zacząć rozmowę, ucinał ją zdaniem: „Nie teraz, Justyna. Jestem zmęczony.”
Próbowałam wypełnić dni – czytałam, chodziłam na zakupy, zapisałam się nawet na jogę. Ale i tak coś we mnie więdło. Któregoś dnia, czyszcząc stary laptop, natrafiłam na maila od Wojtka. Zwykłe „Cześć, Justyś. Co u ciebie?” sprzed kilku miesięcy. Przeczytałam go trzy razy. I nagle ścisnęło mnie w gardle.
Natalia odwiedziła mnie tydzień później. Patrzyła na mnie uważnie.
– Nie tęsknisz za prawdziwym uczuciem? – zapytała.
– Uczucia są luksusem – odpowiedziałam, jakbym cytowała matkę.
Wieczorem odważyłam się zapytać Marka, dlaczego nigdy nie rozmawiamy. Odpowiedział spokojnie:
– Daję ci wszystko, czego potrzebujesz. Nie męcz mnie.
Nie. Nie dawał. Ale wtedy jeszcze nie umiałam tego powiedzieć na głos.
Spotkałam się z kimś
Spotkaliśmy się przypadkiem. Albo tak to sobie wmówiłam, choć prawda była inna – odpisałam na jego maila. Krótko, neutralnie: „Cześć, u mnie wszystko dobrze. A u ciebie?”. A potem… pozwoliłam mu zaprosić mnie na kawę.
Wojtek czekał przed kawiarnią, ten sam nieład na głowie, te same oczy, w których zawsze było ciepło. Gdy mnie zobaczył, uśmiechnął się jak kiedyś – z ulgą, jakby się bał, że nie przyjdę.
– Justyś... wyglądasz inaczej. Trochę jak ktoś, kogo dobrze znałem, ale kto się gdzieś po drodze zgubił.
Zabolało. Bo trafił w punkt. Rozmawialiśmy długo. O głupotach. O wspomnieniach. O tym, jak bardzo wszystko się zmieniło. I o tym, jak bardzo – mimo wszystko – on nadal pamięta.
– Nigdy cię nie zapomniałem, wiesz? – powiedział nagle. – Myślałem, że wrócisz.
Spuściłam wzrok. Chciałam coś odpowiedzieć, ale słowa nie chciały przejść przez gardło. W końcu wyszeptałam:
– Chciałam po prostu mieć spokojne życie. Bez strachu o jutro.
Wojtek spojrzał na mnie z czułością, ale też z bólem. Jakby rozumiał, ale nie mógł się z tym pogodzić. Pożegnałam się w pośpiechu. Wróciłam do pustego domu. I jeszcze długo siedziałam na kanapie, w płaszczu, z torebką w dłoni. W głowie tylko jedno pytanie: co by było, gdybym wtedy wybrała serce?
Pokłóciłam się z mężem
Marek zaczął coś przeczuwać. W jego świecie wszystko musiało mieć swoje miejsce – nawet emocje. A ja... przestałam się mieścić w jego układzie. Wracał z pracy wcześniej, częściej zaglądał do mojego telefonu. Raz zapytał wprost:
– Spotykasz się z kimś?
– Przecież nigdy nie byłeś o mnie zazdrosny – odpowiedziałam, unikając spojrzenia.
– Nie jestem zazdrosny. Po prostu nie lubię, gdy ktoś łamie umowę.
Usiadł naprzeciwko mnie. Złożył ręce jak do negocjacji. Bez gniewu. Jakby rozmawiał o zakupie nowego samochodu.
– Justyna, nie prosiłem cię o miłość. Prosiłem o lojalność.
I wtedy pękłam.
– Ja się duszę, Marek! Ja już nie wiem, kim jestem. Od miesięcy żyję w złotej klatce i nawet nie wiem, co mam do powiedzenia! – wyrzuciłam z siebie jednym tchem. – A ty? Ty nawet nie próbujesz mnie zrozumieć!
Wstał powoli, jakby nie chciał niczego potrącić. Przez chwilę milczał. W końcu powiedział:
– To było twoje świadome wejście w ten układ. Nie udawaj teraz ofiary.
Jego spokój bolał bardziej niż krzyk. Wyszłam z salonu i zatrzasnęłam za sobą drzwi. Oparłam się o ścianę w holu. Oddychałam ciężko, a w środku wszystko krzyczało. Tego wieczoru Marek spał w sypialni. Ja w gościnnym pokoju. Pierwszy raz od ślubu byliśmy w jednym domu, ale całkowicie osobno.
Odważyłam się coś zmienić
Spakowałam się w pół godziny. Kilka ubrań, kosmetyczka, dokumenty. Nic więcej nie potrzebowałam. Wysłałam Natalii krótką wiadomość: „Mogę dziś u ciebie przenocować?” Odpisała natychmiast: „Zawsze.”
Marek nie zadawał pytań. Stał w progu gabinetu, z filiżanką kawy. Jakby to był zwykły poranek.
– To nie ucieczka – powiedziałam cicho, wkładając buty. – To... wyjście z pułapki.
– Justyna, robisz błąd. Emocje miną. Zostaniesz z niczym.
– I tak nie mam niczego – odpowiedziałam.
U Natalii długo siedziałyśmy w kuchni. W piżamach, przy winie, jak kiedyś. Płakałam. Śmiałam się. Mówiłam głośno to, czego nie potrafiłam przyznać przed sobą przez ostatni rok.
– Musisz zdecydować, co naprawdę jest dla ciebie ważne – powiedziała cicho Natalia, głaszcząc mnie po ręce.
Kilka dni później spotkałam się z Wojtkiem. Wziął mnie za rękę. Spojrzał tak, jakby nic się nie zmieniło.
– Justyś, ja tu jestem. I czekałem.
Pocałował mnie. Delikatnie, nieśmiało. A ja... odpowiedziałam. Ale wiedziałam, że to jeszcze nie czas. Że jeśli teraz pobiegnę w jego stronę, to tylko po to, żeby znowu się ukryć.
– Wojtek... ja nie mogę tak po prostu wrócić. Najpierw muszę pomyśleć o sobie.
Skinął głową.
– Zawsze tu będę. Ale nie mogę być twoją ucieczką.
Ten wieczór zakończyłam sama. I po raz pierwszy nie bałam się tego.
Justyna, 28 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mróz był idealnym pretekstem, by się przytulić do szwagra. Potem już nie potrzebowaliśmy wymówek”
- „Brat zgarnął cały majątek po rodzicach. Dziś wynajmuje mi piwnicę za 2000 zł i mówi, że mam szczęście”
- „Wierzyłam, że mąż jedzie z kumplami na męski wypad w góry. Moje złudzenia okazały się kruche niczym lód”

