Reklama

Przez długi czas wydawało mi się, że moje życie jest poukładane jak arkusz kalkulacyjny – liczby się zgadzały, cele były jasno wyznaczone, a przyszłość wyglądała stabilnie. Miałem dobrze prosperującą firmę i matkę, która powtarzała, że jest ze mnie dumna. Po śmierci ojca zostaliśmy tylko we dwoje. Byłem jej całym światem, a ona – moim kompasem. Ufałem jej bezwarunkowo. Dopiero gdy poznałem Liwię, pierwszy raz poczułem, że ktoś widzi we mnie nie tylko syna Haliny, ale po prostu mężczyznę.

Mama zasiała ziarno niepewności

Mama od początku patrzyła na Liwię z uprzejmym dystansem.

– Miła dziewczyna – powiedziała kiedyś przy herbacie. – A czym dokładnie się zajmuje?

– Pracuje w wydawnictwie, mówiłem ci – odpowiedziałem, czując lekkie napięcie.

– Oczywiście, pamiętam. Zastanawiam się tylko, czy to stabilna branża.

Takich uwag było więcej. Niby niewinne, a jednak zostawiały ślad. Gdy Liwia zapytała mnie pewnego wieczoru, czy myślałem o wspólnym koncie po ślubie, mama już wcześniej zdążyła rzucić:

– Igor, kobieta, która szybko chce łączyć finanse, zwykle myśli o zabezpieczeniu siebie.

Zacząłem analizować każde słowo narzeczonej.

– Czemu tak reagujesz? – zapytała mnie Liwia po jednej z rozmów. – Mówię o przyszłości, a ty patrzysz na mnie jak na księgową.

– Może za bardzo naciskasz – odburknąłem.

– Naciskam? Chcę planować życie z tobą.

Pierwsza poważna kłótnia wybuchła, gdy wspomniała o kredycie na większe mieszkanie.

Wszystko kręci się wokół pieniędzy – powiedziałem chłodno.

– Nie wierzę, że to mówisz. Uważasz, że jestem z tobą dla pieniędzy?

Nie odpowiedziałem wprost. Wróciłem wtedy do mamy. Przytuliła mnie i pogładziła po ramieniu.

– Synku, ja tylko chcę, żebyś był bezpieczny. Miłość bywa ślepa.

Poczułem ulgę. Jakby ktoś zdjął ze mnie ciężar decyzji.

Intercyza to był pomysł mamy

Oświadczyłem się Liwii w parku, w miejscu, gdzie pierwszy raz powiedziała mi, że czuje się przy mnie spokojna. Kiedy przyjęła pierścionek, w jej oczach zobaczyłem wzruszenie, ale i cień niepewności. Wiedziałem, że to przeze mnie. Mama nalegała na intercyzę.

– To formalność – tłumaczyła spokojnie. – Jeśli ona cię kocha, nie będzie miała nic przeciwko.

Przekazałem to Liwii przy kolacji.

– Moja mama uważa, że powinniśmy podpisać rozdzielność majątkową.

Zamilkła. Odłożyła widelec.

– A ty co uważasz, Igor?

– To rozsądne. Prowadzę firmę. Muszę się zabezpieczyć.

– Przed kim? – zapytała cicho.

Nie umiałem odpowiedzieć bez przywoływania słów mamy, więc milczałem. Po długiej chwili skinęła głową.

– Jeśli to da ci spokój, podpiszę.

Nie triumfowałem. Poczułem raczej coś w rodzaju chłodu. Jakby między nami stanęła niewidzialna szyba.

Był między nami dystans

Ślub był elegancki, dopięty na ostatni guzik. Mama kontrolowała każdy szczegół: kwiaty, menu, listę gości.

– Ta sala jest zbyt skromna – mówiła. – Igor zasługuje na coś lepszego.

Liwia coraz częściej milczała. Kiedy próbowała zdecydować o podróży poślubnej, mama wtrąciła:

– Może nie wydawajcie tyle na wyjazd. Lepiej odłożyć na przyszłość.

Zacząłem sprawdzać wydatki Liwii. Pytałem o każdy zakup.

– Nowy płaszcz? Potrzebny? – rzuciłem któregoś dnia.

Naprawdę muszę się tłumaczyć z ubrań? – odpowiedziała.

– Chodzi o odpowiedzialność.

– Odpowiedzialność czy kontrolę?

Zrobiło mi się gorąco. Oskarżenie zabolało. Wmawiałem sobie, że dbam o naszą stabilność. Tymczasem Liwia coraz rzadziej patrzyła na mnie tak jak dawniej. W jej spojrzeniu pojawił się dystans.

Pewnej nocy odwróciła się do ściany.

Tęsknię za tobą – wyszeptała.

– Przecież jestem obok.

– Nie. Jesteś obok mamy.

Te słowa długo brzmiały mi w głowie. Mimo to utwierdzałem się w przekonaniu, że muszę zachować czujność. Wmawiałem sobie, że silny mężczyzna nie daje się wykorzystać.

Kontrolowałem nie tylko wydatki

Po ślubie przejąłem pełną kontrolę nad finansami. To brzmiało rozsądnie – tak sobie tłumaczyłem. Założyłem arkusz z wydatkami, ustaliłem miesięczne limity.

– To tylko porządek – mówiłem, gdy Liwia patrzyła na mnie z niedowierzaniem. – Chcę wiedzieć, na czym stoimy.

– Stoimy razem czy naprzeciwko siebie? – zapytała któregoś wieczoru.

Zignorowałem to. Coraz częściej zaglądałem jej przez ramię, gdy pisała wiadomości. Gdy odkładała telefon ekranem do dołu, czułem ukłucie podejrzliwości.

Z kim piszesz? – rzuciłem niby od niechcenia.

– Z koleżanką z pracy. Igor, co się z tobą dzieje?

– Nic. Po prostu pytam.

Mama bywała u nas regularnie. Wchodziła, poprawiała poduszki, zaglądała do lodówki.

– U mnie zawsze było więcej domowego jedzenia – mówiła z uśmiechem. – Ale każdy ma swoje standardy.

Liwia prostowała się wtedy i odpowiadała spokojnie:

– U nas też jest domowo. Tylko inaczej.

Nie reagowałem. Czasem nawet przyznawałem mamie rację.

– Może faktycznie powinniśmy bardziej pilnować porządku – powiedziałem raz.

– Czy ty słyszysz, jak to brzmi? – zapytała Liwia, kiedy zostaliśmy sami. – Twoja mama ocenia mnie w moim własnym domu, a ty jej przytakujesz.

– Przesadzasz.

– Nie, Igor. Ja znikam w tym małżeństwie.

Kłótnia, która wtedy wybuchła, była najostrzejsza. Słowa padały szybko, bez namysłu.

– Ciągle robisz z siebie ofiarę – powiedziałem, powtarzając niemal dokładnie to, co słyszałem wcześniej od mamy.

Liwia zamilkła. Jej twarz stężała.

– Wiesz, co jest najgorsze? – powiedziała cicho. – Że zaczynam cię się bać.

Tej nocy przeniosła się do drugiego pokoju. Wmawiałem sobie, że to przejściowe. Że musi zrozumieć, iż dbam o nasze bezpieczeństwo. A jednak w pustej sypialni po raz pierwszy poczułem niepokój. Nie o pieniądze. O to, że tracę coś, czego nie potrafiłem nazwać.

Podsłuchałem rozmowę mamy

Do mamy pojechałem w sobotnie popołudnie. Liwia została w domu, tłumacząc się zmęczeniem. Prawdę mówiąc, czułem ulgę, że nie muszę obserwować kolejnego napięcia między nimi. Drzwi do mieszkania były uchylone. Usłyszałem głos mamy z kuchni. Rozmawiała przez telefon.

– On jest za dobry – mówiła spokojnie. – Zawsze był. Każda kobieta będzie chciała go sobie podporządkować.

Zatrzymałem się w przedpokoju.

– Nie chodzi o pieniądze – ciągnęła. – Ja po prostu nie ufam żadnej. Lepiej, żeby był sam, niż żeby jakaś go skrzywdziła i zabrała mi syna.

„Zabrała mi syna”. Te słowa uderzyły mnie mocniej niż wszystko wcześniej.

Nie było w jej tonie troski o mój majątek. Był lęk. Strach przed samotnością. Przed tym, że przestanę być tylko jej.

Wszedłem do kuchni. Mama odwróciła się z uśmiechem.

– Igor, nie słyszałam, kiedy przyszedłeś.

– Słyszałem wystarczająco – odpowiedziałem.

Patrzyła na mnie zaskoczona.

– Mamo, czy kiedykolwiek chodziło ci o moje bezpieczeństwo? Czy o to, żebym nie odszedł?

– Ja tylko cię chronię – powiedziała szybko. – Nie wiesz, jakie są kobiety.

– Wiem, jaka jest moja żona.

Po raz pierwszy wypowiedziałem to bez wahania. I wtedy zaczęły wracać obrazy: Liwia podpisująca intercyzę z drżącą dłonią. Liwia pytająca, czy stoję obok niej. Liwia zamykająca drzwi do drugiego pokoju. Wszystko interpretowałem przez filtr cudzych słów. Wróciłem do domu z bijącym sercem. Mieszkanie było nienaturalnie ciche. W sypialni szafa była otwarta. Półki – puste. Nastole w salonie leżała koperta.

„Nie wyszłam za mąż za strażnika. Chciałam partnera. Próbowałam rozmawiać, ale czułam się coraz mniejsza. Muszę odzyskać siebie. Nie wiem, czy potrafię jeszcze wrócić do tego, kim byliśmy.”

Usiadłem na podłodze. Wreszcie zobaczyłem siebie jej oczami: mężczyznę sprawdzającego, kontrolującego, nieufnego. I było mi wstyd, bo przecież ją kocham.

Miałem pretensje do mamy

Próbowałem zadzwonić do Liwii tego samego wieczoru. Nie odebrała. Odpisała dopiero nad ranem.

„Potrzebuję przestrzeni. Chcę zrozumieć, dlaczego pozwoliłam, by ktoś traktował mnie jak podejrzaną. Proszę, nie przyjeżdżaj teraz.”

Krótko. Rzeczowo. Bez czułości. Siedziałem w pustym salonie i po raz pierwszy od dawna nie miałem gotowego rozwiązania. Zadzwoniłem do mamy.

– Wiedziałaś, że ona odejdzie? – zapytałem bez powitania.

– Jeśli odeszła, to znaczy, że nie była ciebie warta – odpowiedziała natychmiast.

– Mamo, przestań. To ja ją odepchnąłem.

– Igor, nie obwiniaj się. Kobiety potrafią grać…

– Wystarczy! – przerwałem jej. Nigdy wcześniej nie podniosłem przy niej głosu. – To nie ona grała. To ja powtarzałem twoje słowa jak swoje.

Po drugiej stronie zapadła cisza, a potem usłyszałem drżący oddech.

– Poświęciłam dla ciebie całe życie – powiedziała cicho. – A ty teraz mnie oskarżasz?

– Nie oskarżam. Mówię, że pozwoliłem, żebyś decydowała za mnie. I zapłaciłem za to.

Rozłączyłem się, zanim znowu zacząłbym się tłumaczyć. Po raz pierwszy wybrałem własną odpowiedzialność zamiast jej aprobaty. Dziś wiem, że największym zagrożeniem nie była Liwia. Była nim moja ślepa lojalność i brak odwagi, by odciąć się od matki.

Nie wiem, czy Liwia wróci. Wiem natomiast, że jeśli kiedykolwiek znów będę z kimś budował relację, nie pozwolę, by strach przemawiał głośniej niż zaufanie. Czasem manipulacja jest tak cicha, że brzmi jak troska. A kiedy ją rozpoznasz, musisz zdecydować, czy dalej będziesz w nią wierzył. Ja przestałem. Szkoda, że dopiero wtedy, gdy zostałem sam.

Igor, 32 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.



Reklama
Reklama
Reklama