Reklama

Samotność przez lata była moim najbezpieczniejszym schronieniem. Mówiłam, że tak mi dobrze, że cisza w mieszkaniu to luksus, a niezależność to wybór. Prawda była mniej wygodna. Za tą spokojną rutyną krył się strach przed rozczarowaniem i oceną. Gdy Kasia po raz kolejny zapytała, czemu nie spróbuję, nie odpowiedziałam od razu. Aplikację założyłam dopiero wtedy, gdy samotność zaczęła boleć bardziej niż lęk.

Randka zamiast Dnia Singla

Od rana wiedziałam, że to dziś. Ta myśl nie dawała mi spokoju nawet wtedy, gdy próbowałam zająć się czymkolwiek innym. Normalnie czekałby mnie koleny samotny Dzień Singla, a tymczasem szykowałam się na pierwszą od lat randkę. Otwierałam szafę, po czym zamykałam ją po minucie. Każda sukienka wydawała się zbyt oficjalna albo zbyt zwyczajna. Spodnie niby w porządku, ale czy nie za bardzo podkreślały to, czego wolałabym nie podkreślać?

Stanęłam przed lustrem i zmrużyłam oczy, jakbym w ten sposób mogła zobaczyć mniej.

Przecież to tylko kawa – powiedziałam na głos, choć w mieszkaniu nie było nikogo, komu mogłabym to wytłumaczyć.

Makijaż robiłam dwa razy. Za pierwszym razem zbyt starannie, za drugim z przesadną obojętnością. Każdy ruch ręki był podszyty pytaniem, czy próbuję się ukryć, czy przeciwnie – pokazać coś, czego sama do końca nie rozumiałam. W głowie odezwał się znajomy, surowy głos. „Znowu za bardzo się starasz. Będziesz za szczera, zbyt nerwowa”.

Usiadłam na łóżku z telefonem w dłoni. Wystarczyło jedno zdanie, jedno krótkie „przepraszam, nie dam rady”. Palec zawisł nad ekranem. Wyobraziłam sobie ulgę, która przyszłaby natychmiast. Wieczór pod kocem, herbata, cisza, nic nowego. Tylko że ta wizja nie przynosiła spokoju, raczej ciężar.

Zadzwoniła Kasia.

– I jak? – zapytała bez wstępu. – Już się rozmyśliłaś?

– Jeszcze nie – odpowiedziałam ostrożnie. – Ale daj mi minutę, mogę.

– Możesz wszystko – westchnęła. – Pytanie tylko, czy znowu wybierzesz to, co znasz, bo się boisz.

Zamilkłam. Wiedziała. Zawsze wiedziała.

– Ja po prostu nie chcę się ośmieszyć – powiedziałam ciszej. – Nie chcę wyjść na kogoś, kto nie potrafi być normalny.

– A kto to w ogóle jest „normalny”? – rzuciła. – Natalia, idź. Najwyżej wrócisz wcześniej.

Rozłączyłam się i jeszcze raz spojrzałam w lustro. Zobaczyłam kobietę, która bardzo się starała wyglądać na spokojną. I drugą, schowaną głębiej, która bała się bardziej niż kiedykolwiek. Wzięłam torebkę. Drzwi zamknęłam trochę za głośno, jakby miało to dodać mi odwagi.

Panował we mnie emocjonalny chaos

Przyszłam za wcześnie. To była moja pierwsza porażka tego wieczoru, choć próbowałam ją zamaskować obojętnością. Usiadłam przy stoliku blisko okna i zaczęłam udawać, że coś sprawdzam w telefonie. Tak naprawdę obserwowałam drzwi i każdego wchodzącego mężczyznę brałam za niego. Serce przyspieszało za każdym razem, po czym równie szybko zwalniało, zostawiając po sobie niepokój.

Gdy w końcu go zobaczyłam, nie miałam wątpliwości. Igor wyglądał dokładnie tak jak na zdjęciach, a jednocześnie zupełnie inaczej. Bardziej prawdziwie. Podszedł pewnym krokiem, uśmiechnął się krótko.

– Natalia? – zapytał.

– Tak. Cześć – odpowiedziałam zbyt szybko.

Usiadł naprzeciwko mnie. Przez chwilę panowała cisza, którą natychmiast uznałam za swoją winę.

– Fajnie, że przyszłaś – powiedział spokojnie.

Wahałam się – wypaliłam, zanim zdążyłam się powstrzymać. – W sensie… nie co do ciebie, tylko ogólnie. Długo nie spotykałam się z nikim nowym.

Dlaczego to powiedziałam? Zadałam sobie to pytanie dokładnie w tej samej sekundzie, w której on uniósł lekko brwi.

– Rozumiem – odparł po chwili. – Też nie jest to dla mnie naturalne.

Zamiast przyjąć to jako ulgę, poczułam impuls, żeby ciągnąć dalej. Opowiadałam o pracy, o tym, że lubię ciszę, że mam wrażenie, iż ludzie mówią za dużo. Ironia dotarła do mnie z opóźnieniem, bo sama nie potrafiłam przestać. Nerwowy śmiech wypełniał każdą przerwę. Igor słuchał uważnie, zadawał pytania, ale trudno było mi odczytać, co naprawdę myśli. Jego twarz pozostawała spokojna, niemal neutralna. Każde spojrzenie interpretowałam jak ocenę. „Za dużo mówisz”, „Za bardzo się tłumaczysz”, „Po co to dodałaś”.

– A ty? – zapytałam w końcu, czując, że muszę oddać mu przestrzeń. – Jaki jesteś poza tymi wszystkimi zdaniami z aplikacji?

Uśmiechnął się lekko, jakby to pytanie go zaskoczyło.

– Raczej normalny – odpowiedział. – Lubię spokój. Nie muszę wszystkiego analizować.

Te słowa trafiły we mnie mocniej, niż powinny. Poczułam, jak coś we mnie się napina. Analiza była moim odruchem, tarczą, sposobem na kontrolę. A on mówił o niej tak, jakby była zbędna. Zamilkłam na moment. W tej ciszy słyszałam własne myśli głośniej niż cokolwiek innego. Bałam się, że za chwilę powiem coś, czego nie da się cofnąć. I jednocześnie bałam się, że jeśli przestanę mówić, zniknę.

Bałam się jego oceny

Ta cisza nie trwała długo, ale dla mnie rozciągnęła się do granic wytrzymałości. Przesuwałam palcem po krawędzi filiżanki, jakbym w tym drobnym geście mogła się czegoś chwycić. Igor spojrzał na mnie uważniej niż wcześniej, bez pośpiechu, bez nerwowości. To spojrzenie nie było nachalne, a jednak poczułam się nim obnażona w sposób, którego nie potrafiłam nazwać.

– Wszystko w porządku? – zapytał.

To pytanie było zwyczajne. Zbyt zwyczajne jak na to, co wydarzyło się we mnie w jednej chwili. Zamiast odpowiedzieć automatycznie, zawahałam się. Poczułam ucisk w gardle, jakby moje ciało próbowało mnie powstrzymać przed kolejną lawiną słów.

– Chyba… – zaczęłam i urwałam. – Chyba za bardzo się spinam.

Powiedziałam to ciszej niż planowałam. Jakby przyznanie się do tego było czymś wstydliwym. Igor nie odpowiedział od razu. Kiwnął tylko głową, jakby to, co powiedziałam, było oczywiste.

– Widać, że dużo analizujesz – stwierdził spokojnie. – To nie musi być wada.

I właśnie wtedy coś we mnie pękło. Nie gwałtownie, nie widowiskowo. Raczej jak cienka nić, która trzymała wszystko w ryzach. Uświadomiłam sobie, że przez cały wieczór nie bałam się jego reakcji. Bałam się tego, że zobaczy mnie naprawdę. Bez tej całej kontroli, bez starannie dobranych słów.

Przez moment miałam ochotę wstać, przeprosić i wyjść. Zniknąć, zanim za mocno się zbliżę. Serce biło mi szybciej, dłonie miałam wilgotne. A jednak zostałam. Siedziałam naprzeciwko mężczyzny, który nie robił nic, by mnie oceniać, i zrozumiałam, że cała ta presja pochodziła ode mnie samej.

– Ja po prostu… – zaczęłam znowu, ale tym razem nie przyspieszyłam. – Długo byłam sama. I chyba zapomniałam, jak to jest być z kimś.

Te słowa zawisły między nami. Igor spojrzał na mnie uważnie, ale nie z dystansem, którego się obawiałam. Raczej z czymś na kształt zrozumienia.

To się zdarza – powiedział. – Nie trzeba od razu wszystkiego umieć.

Nie poczułam ulgi. Poczułam coś trudniejszego do uniesienia – zgodę na to, że nie muszę być gotowa. Że mogę być niepewna, nieskładna, prawdziwa. I że to wcale nie oznacza porażki.

W końcu nie uciekłam

Pożegnaliśmy się spokojnie, bez wielkich deklaracji i bez niezręczności, której tak bardzo się obawiałam. Krótki uśmiech, kilka zdań o tym, żeby dać znać, i każde z nas poszło w swoją stronę. Gdy zamknęły się za mną drzwi klatki schodowej, poczułam, jak napięcie opuszcza mnie falami. Dopiero wtedy dotarło do mnie, jak bardzo byłam zmęczona.

W mieszkaniu zapaliłam tylko małą lampkę. Cisza, która zwykle przynosiła mi ulgę, tym razem zabrzmiała inaczej. Usiadłam na kanapie i zdjęłam buty powoli, jakby każdy ruch wymagał namysłu. W głowie natychmiast zaczęła się analiza. „Po co mówiłaś o samotności?”. „Mogłaś się powstrzymać”. „Ten śmiech był zupełnie niepotrzebny”.

Przez kilka minut pozwoliłam tym myślom krążyć swobodnie, aż nagle coś mnie tknęło. Przecież nie uciekłam. Nie wymyśliłam nagłej wymówki, nie skróciłam spotkania, nie zamknęłam się całkowicie. Zostałam do końca, nawet wtedy, gdy nie czułąm się komfortowo.

Telefon zawibrował. Wiadomość od Kasi. „Żyjesz?”. Uśmiechnęłam się pod nosem.

– Żyję – powiedziałam na głos, zanim odpisałam. „Było… intensywnie”.

Zadzwoniła niemal od razu.

– I co? – zapytała. – Rozłożyłaś to na czynniki pierwsze?

– Oczywiście – westchnęłam. – Ale wiesz co? Chyba pierwszy raz nie mam poczucia, że zrobiłam coś strasznego.

Po drugiej stronie zapadła krótka cisza.

To brzmi jak postęp – stwierdziła.

Rozłączyłyśmy się, a ja jeszcze chwilę siedziałam w półmroku. Wciąż nie wiedziałam, czy Igor się odezwie, czy ta randka do czegokolwiek doprowadzi. I po raz pierwszy to pytanie nie było najważniejsze. Ważniejsze było to, że zrobiłam krok, którego unikałam latami. Nie idealny, nie pewny, ale mój.

Pokonałam swój strach

Następnego dnia obudziłam się bez tej znajomej potrzeby natychmiastowego sprawdzania telefonu. Zrobiłam kawę, usiadłam przy stole i po raz pierwszy od dawna nie rozkładałam poprzedniego wieczoru na części. Nie wiedziałam, czy ta randka się powtórzy. Owszem, Igor napisał krótką wiadomość z podziękowaniem za spotkanie. Odpisałam spokojnie, bez nadmiaru myśli, bez dopisywania znaczeń między wierszami. Czułam jednak, że jszcze się spotkamy. I to wystarczyło.

Zrozumiałam, że ta randka nie była sprawdzianem, który mogłam zdać albo oblać. Była dowodem, że potrafię wyjść z bezpiecznej kryjówki i nie rozsypać się przy pierwszym spojrzeniu. Samotność przestała być tarczą, a stała się jednym z wyborów, nie jedynym możliwym. Nie wiedziałam, co będzie dalej. Wiedziałam za to, że nie chcę już znikać i uciekać ze strachu. I to było wystarczająco dużo, żeby uznać ten wieczór za ważny.

Natalia, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama