„Córka przygotowywała się do matury, a ja byłam z niej dumna. Mina mi zrzedła, gdy ze studniówki wróciła z nasionkiem”
„Zapadła cisza. Ciężka, przytłaczająca. Piotr wyszedł, trzaskając drzwiami. Ja zostałam, patrząc na moją córkę i na ten cholerny test leżący na stole. Mój świat się rozsypał. Miała być lekarką. Miała mieć wszystko, czego ja nie miałam. Jak ja teraz spojrzę sąsiadom w oczy? Co z uczelnią? Co z pieniędzmi, które odkładaliśmy przez tyle lat?”.

- Redakcja
Nigdy nie miałam wygórowanych ambicji. Urodziłam się na wsi, całe życie ciężko pracowałam, żeby coś mieć. Nie musiałam zdobywać świata, wystarczyło mi, że moja rodzina będzie bezpieczna. Ale jedno marzenie miałam – żeby Iga, moja córka, poszła dalej niż ja. Żeby była kimś. Lekarką, naukowcem, kimkolwiek, byleby nie musiała się martwić o pieniądze, o opinie innych, o życie, które przecieka przez palce między codziennością a zmęczeniem.
Iga od zawsze była inna niż rówieśnicy. Cicha, rozsądna, dojrzała. Sama potrafiła usiąść do lekcji, sama pakowała tornister, sama z siebie siadała z książką, podczas gdy inne dzieciaki biegały po podwórku. Kiedy miała siedem lat, przyniosła mi zeszyt, w którym narysowała siebie w fartuchu lekarskim. Nad głową napisała „Zostanę lekarzem, mamo”. Pamiętam to tak wyraźnie, jakby to było wczoraj. Płakałam wtedy ze szczęścia.
Z Piotrem, moim mężem, odkładaliśmy każdy grosz. Nie jeździeliśmy na wakacje, nie kupowaliśmy nowych mebli. „Na studia Igi” – mówiłam i ściskałam kopertę, jakby była naszą polisą na lepsze życie. A potem przyszła studniówka. Wybieranie sukienki trwało tydzień – musiała być elegancka, ale nie krzykliwa. Iga nie lubiła się wyróżniać. Pomagałam jej dobrać buty, robiłam zdjęcia, wzruszałam się, patrząc na nią – moją małą dziewczynkę, która wyglądała już jak kobieta.
Tego wieczoru wróciła późno. Weszła do domu po cichu, zdjęła buty, nie spojrzała mi w oczy. „Jak było?” – zapytałam. „W porządku” – odpowiedziała i poszła do pokoju. Od tamtej nocy coś się zmieniło.
Przestała się uczyć tak intensywnie jak wcześniej. Zgubiła notatki do biologii, przestała zadawać pytania o egzaminy. Siedziała często wpatrzona w okno, nieobecna. Znikała telefonem w łazience, nie odbierała ode mnie połączeń, kiedy wychodziła. Czułam to w kościach – coś jest nie tak. Ale nie byłam gotowa na to, co przyszło później.
Mój świat się rozsypał
W kuchni pachniało jeszcze zupą z wczoraj. Siedziałam przy stole z kubkiem niedopitej kawy, gdy Iga weszła. Weszła cicho, prawie bezszelestnie, jakby chciała się wtopić w tło. Usiadła naprzeciwko mnie, spojrzała, ale nie do końca, jakby przez szybę. Wzięła głęboki oddech i bez słowa położyła coś na stole. Test ciążowy, dwie wyraźne kreski. Wpatrywałam się w ten kawałek plastiku, próbując coś z tego zrozumieć. Może to nie jej? Może to pomyłka? Ale wiedziałam. Od razu wiedziałam.
Zamarłam. Nie odezwałam się ani słowem, jakby gardło mi się ścisnęło. Piotr wszedł chwilę później. Zobaczył, co leży na stole, zmarszczył brwi. Wziął to do ręki. Popatrzył na mnie, potem na nią, a potem wybuchł.
– Coś ty zrobiła?! – krzyknął, jakby miało to wytrząsnąć z niej odpowiedź. – Kto to jest?!
Iga nie drgnęła. Siedziała sztywno, ręce złożone na kolanach, wzrok wbity w podłogę.
– Nie wiem – odpowiedziała. Tak po prostu.
Piotr zamilkł na moment, jakby nie zrozumiał. Potem podszedł do niej gwałtownie.
– Jak to nie wiesz?! – wrzasnął. – Przecież... do cholery, nie jesteś głupia, Iga! Przestań się zgrywać!
– Nie wiem – powtórzyła, głosem tak cichym, że ledwo ją słyszałam. – To był wieczór... Trochę piliśmy. Kacper... Może on... Ale nie jestem pewna.
– Zrujnowałaś sobie życie! – krzyknął Piotr. – Miałaś być kimś! Miałaś zdawać maturę! Miałaś iść na medycynę!
– Przestań! – krzyknęłam, próbując go odciągnąć. – To nie jest moment na wrzaski!
Ale nie słuchał. Chodził po kuchni jak w klatce. Iga siedziała dalej bez ruchu, bez ani jednej łzy.
– To był błąd – powiedziała po chwili. – Nie wiem, kto to był. Naprawdę nie pamiętam.
Zapadła cisza. Ciężka, przytłaczająca. Piotr wyszedł, trzaskając drzwiami. Ja zostałam, patrząc na moją córkę i na ten cholerny test leżący na stole. Mój świat się rozsypał. Miała być lekarką. Miała mieć wszystko, czego ja nie miałam. Jak ja teraz spojrzę sąsiadom w oczy? Co z uczelnią? Co z pieniędzmi, które odkładaliśmy przez tyle lat? Przecież wszystko miało iść według planu. Wszystko było gotowe. A teraz?
– Dlaczego? – zapytałam cicho.
Ale ona już nie odpowiedziała.
Musiałam jej pomóc
Zastukałam w drzwi jej pokoju. Cicho, z wahaniem, jakbym to ja coś przeskrobała.
– Iga? – zapytałam, nie wchodząc. – Możemy porozmawiać? Tylko my dwie.
Nie odpowiedziała, ale po chwili usłyszałam, jak przekręca klucz. Weszłam. Siedziała na łóżku po turecku, w tej samej bluzie co wczoraj. Włosy związane niedbale, twarz bez wyrazu. Pomyślałam, że nie poznaję tej dziewczyny. Że moja córka gdzieś się stąd wyniosła i zostawiła ciało. Usiadłam ostrożnie na krześle przy biurku. Poczułam się jak nauczycielka, która nie chce oceniać, tylko zrozumieć.
– Jesteś pewna, że nie wiesz, kto to był? – spytałam.
– Tak – rzuciła krótko.
– Ale to nie był przymus, prawda? Nic się... nikt cię nie skrzywdził?
– Nie – odpowiedziała szybko. – Chciałam tego... To się po prostu stało.
Zamknęłam oczy na chwilę. „To się po prostu stało” – powtórzyłam w myślach. Jakby zgubiła książkę z biblioteki. Jakby złamała długopis.
– Iga, musisz powiedzieć mi wszystko. Muszę znać prawdę. Nie możemy żyć w zawieszeniu.
– W zawieszeniu? – podniosła głos. – Ja żyję w zawieszeniu od trzech tygodni. Od tamtej nocy! A ty chcesz wiedzieć, kto, co, kiedy, jak! Jakby to zmieniało cokolwiek!
– Zmienia. Wszystko zmienia – powiedziałam chłodno. – Bo jeśli nie wiem, to nie wiem, jak ci pomóc. A muszę ci pomóc.
Zamilkła na chwilę, a potem wybuchła:
– To moje ciało! Moje życie! Już wystarczy!
Podniosłam się. W tej chwili nie była już dziewczynką, którą trzeba było chronić. Stała naprzeciwko mnie, gotowa do walki.
– Zniszczyłaś wszystko, Iga – powiedziałam bezmyślnie.
Zamarła. W jej oczach błysnęło coś ostrego.
– Może nie chciałam być taka jak ty – powiedziała z zimną furią.
Nie miałam czym się bronić. Ten cios trafił najgłębiej. Milczałam. Wyszłam z jej pokoju, a potem zamknęłam się w łazience i płakałam długo. Ale nie z bólu, tylko ze strachu.
Nie potrafiłam jej chronić
Nie wiedziałam, że stoi za drzwiami. Mówiłam cicho, jak zawsze, kiedy Piotr zaczynał podnosić głos. Próbowałam tonować, tłumaczyć, przekonywać, że teraz trzeba być mądrym. Ale on, jak zwykle, szedł na zwarcie.
– Nie chcę mieć bachora w domu. Nie tak miało być – powiedział, a mnie ścięło.
– Piotr, to nasza córka – odpowiedziałam ostrożnie.
– Córka? Miała być kimś. A teraz co? Mamuśka bez matury?
Stał w kuchni, oparł się o blat, ręce zaciśnięte w pięści. Nie umiał inaczej. Kiedy był wściekły, mówił głośno, ranił mocno, ale po chwili siadał, jakby sam siebie się bał.
– Może jeszcze zdąży – powiedziałam. – Tylko trzeba coś z tym zrobić.
Wtedy usłyszeliśmy skrzypnięcie drzwi.
– Co zrobić? – zapytała Iga, stając w progu.
Zbladłam. Piotr wbił wzrok w podłogę, ale nie odezwał się. Iga podeszła bliżej. Głos miała opanowany, ale widziałam, że trzęsą jej się ręce.
– Żądałam wyjaśnień. Teraz ja. Co chcieliście zrobić? Wysłać mnie gdzieś? Wstyd wam? Tak bardzo wam przeszkadzam?
– Nie o to chodzi – zaczęłam.
– A o co?! – przerwała mi. – Nie możecie podejmować decyzji za mnie. To moje życie. Nawet jeśli wam nie odpowiada.
Piotr rzucił ścierkę na stół i wyszedł bez słowa, trzaskając drzwiami. Zostałyśmy same. Byłam już zmęczona. Nie tyle tym, co się wydarzyło, co tym, że nie potrafiłam jej chronić. Nie była dzieckiem, które mogłam odciągnąć od ognia. Teraz to ona była ogniem.
– To był błąd, Iga – powiedziałam. – Ale musimy się z nim zmierzyć.
Milczała. Wyszła z kuchni bez słowa. Zostałam sama, ze szklanką w ręku i pytaniem, które wracało coraz częściej: czy naprawdę nie widziałam nic wcześniej? Czy mogłam coś zauważyć, coś zrozumieć, zanim było za późno?
Jeszcze jesteśmy rodziną
Iga zamknęła się w pokoju. Nie chciałam podsłuchiwać, naprawdę. Ale musiałam dowiedzieć się więcej, żeby jej pomóc. Wiedziałam, że w takiej chwili może zwrócić się tylko do jednej osoby. Rozmawiała z Asią na głośniku.
– To Kacper, prawda?
Iga zamilkła.
– Może. Nie pamiętam dobrze. Były drinki, muzyka. Tańczyliśmy. Potem... nie pamiętam dokładnie.
Asia nie komentowała. Przez chwilę panowała cisza, która w ich języku oznaczała zrozumienie.
– Powinnaś mu powiedzieć – rzuciła Asia, spokojnie, bez wyrzutu.
– Po co? On mnie nawet nie pamięta. To była jedna noc. Nie było rozmowy, nie było nic. Po prostu się stało.
– A twoje życie? Twoje plany?
– Już nie mam planów – odpowiedziała bez emocji. – Chciałam być lekarką. Teraz? Teraz chcę tylko przestać się bać.
Asia westchnęła.
– Masz. Nadal masz plany. Możesz zacząć od nowa. Nawet jeśli to potrwa. Nawet jeśli będzie bolało.
Iga nie odpowiedziała, ale wydawało się, jakby te słowa zapadły w nią głęboko. Kiedy w końcu wyszła z pokoju, ja siedziałam w kuchni, udając, że czytam gazetę, chociaż widziałam tylko litery, bez znaczenia.
– Mamo? – powiedziała cicho. – Możemy jutro pójść razem do lekarza?
Spojrzałam na nią. Nie zapytałam, czy się zdecydowała, czy zmieniła zdanie. Kiwnęłam głową.
– Tak. Pójdziemy.
To był pierwszy raz od wielu dni, kiedy poczułam, że jeszcze jesteśmy rodziną. Niedoskonałą, poranioną, ale razem.
Nie mogłam jej zostawić
Lekarz mówił spokojnym głosem. O tętnie, o rozwoju, o dziesiątym tygodniu. O tym, że wszystko wygląda prawidłowo. Notował coś w kartotece, pokazywał nam zdjęcie, na którym niewiele widać, ale Iga trzymała je jak coś bezcennego. Jakby właśnie zobaczyła kawałek odpowiedzi, której się nie spodziewała.
Wyszłyśmy z gabinetu i długo milczałyśmy. Nawet w samochodzie nie padło ani jedno słowo. Ona patrzyła przez szybę, ja na nią. W domu Piotr siedział w kuchni. Nie wstał, nie powiedział dzień dobry. Tylko spojrzał na mnie pytająco. Położyłam to zdjęcie na stole. Nie zdjęcie – potwierdzenie faktu. Dowód życia.
– Wszystko dobrze – powiedziałam, nie patrząc mu w oczy.
Nie odpowiedział od razu. Wziął zdjęcie do ręki, potem odłożył, jakby parzyło.
– Nie zaakceptuję tego tak po prostu – rzucił twardo.
Iga weszła do kuchni. Stała naprzeciwko niego, bez drżenia w głosie.
– Nie proszę cię o akceptację. Tylko żebyś nie był moim wrogiem.
Patrzyli na siebie długo. Jak przeciwnicy na ringu, którzy wiedzą, że jeszcze nie padł ostatni cios. Zapanowała cisza, której nikt nie przerwał.
Wieczorem, kiedy poszła do pokoju, zostałam w kuchni. Myślałam o wszystkim i o niczym. O tym, że miałam plan. Plan, który się rozsypał, rozszedł po kątach jak rozsypany cukier. Ale nie byłam już w stanie tego posprzątać. Nie wiedziałam, czy to początek nowej drogi, czy koniec starego świata. Jedno było pewne – nie mogłam się od niej odwrócić.
Choćby wszystko inne się zawaliło, nie mogłam jej zostawić samej.
Będę przy niej
Patrzyłam na nią przez uchylone drzwi. Leżała zwinięta pod kocem, z ręką opartą na brzuchu. Jakby już go chroniła, choć jeszcze go nie było widać. Spała spokojnie, oddychała równo, ale jej twarz nie była twarzą dziecka. Nie była już moją małą dziewczynką, która rysowała serduszka w zeszycie i mówiła, że będzie lekarzem.
Myślałam o tym, ile razy powtarzałam jej, że trzeba uważać. Że pewnych rzeczy się nie odwróci. Że to się jej nie przydarzy, bo jest mądrzejsza. Ile razy wierzyłam, że wystarczy ją dobrze wychować, żeby uchronić przed błędami. Ale życie nie pyta, czy jesteś gotowa. Dzieje się. I nie zawsze wiadomo, kto zawinił.
Z Piotrem rozmawialiśmy niewiele. Działał jak automat – praca, dom, sen. Unikał jej wzroku. Czasem siedział długo w samochodzie, zanim wszedł do środka. Wiedziałam, że nie umie tego przełknąć. Że może nigdy się z tym nie pogodzi. Ale wiedziałam też, że Iga nie może czekać, aż się zreflektuje.
Nie wiem, czy zda maturę. Nie wiem, czy wróci do tamtych planów. Nie wiem, czy Kacper kiedyś się odezwie. Może nie. Może nawet lepiej. Wiem jedno – będę babcią. Nie tak to sobie wyobrażałam. Nie w tym wieku, nie w taki sposób. Ale skoro tak ma być, to będę przy niej. Nie dlatego, że trzeba. Nie dlatego, że wypada. Dlatego, że nie potrafiłabym inaczej.
Maria, 47 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż odciął mnie od pieniędzy, bo wolał wydawać na kochankę kochankę. Nie interesuje go, że dzieci nie mają co jeść”
- „Mąż upierał się, że nie stać nas na dziecko. W końcu odkryłam, gdzie znika znaczna część jego wypłaty”
- „W najsmutniejszy dzień roku byłam sama jak palec. Mąż miał harować w delegacji, a wyszło, że wygrzewał się na plaży”

