„Córka powiedziała, że nie złoży teściowej życzeń na Dzień Babci. Gdy poznałam powód, serce pękło mi z rozpaczy”
„Wieczorem długo krążyłam po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. W końcu usiadłam przy stole i wyjęłam telefon. Chciałam zadzwonić do teściowej, zapytać wprost, wyjaśnić. Jednak nie miałam na to siły. Zamiast tego poszłam do pokoju córki”.

- Redakcja
Gdyby ktoś mnie zapytał, jak wygląda idealna rodzina, jeszcze rok temu opisałabym nas bez mrugnięcia okiem. Mąż, który nigdy nie zapomina o rocznicach, dwójka kochanych i mądrych dzieci. I teściowa, z którą mimo stereotypów naprawdę się dogadywałam. Nie byłam z nią blisko jak matka z córką, ale z pewnością nie jak z filmu, gdzie teściowa kontroluje każdy krok synowej. Dlatego, gdy usłyszałam od córki, że w tym roku nie złoży babci życzeń na Dzień Babci, nie zareagowałam od razu złością. Raczej zdziwieniem. Może się pokłóciły? Przez chwilę pomyślałam nawet, że to jakaś błahostka – foch typowej nastolatki. Jednak kiedy powiedziała dlaczego… Poczułam, że coś się we mnie osuwa. Że być może zbyt długo nie patrzyłam, bo nie chciałam widzieć.
Zrobiło mi się słabo
– Nie będę jej składać życzeń. I proszę, nie zmuszaj mnie – powiedziała moja córka z taką stanowczością, że aż zatrzymałam się w połowie drogi do kuchni.
Odwróciłam się powoli. Stała w drzwiach swojego pokoju, z rękami skrzyżowanymi na piersi, wzrokiem wbitym gdzieś w ścianę. Miała czternaście lat, ale w tamtej chwili wyglądała dorosła kobieta.
– O czym ty mówisz, Zosiu? Przecież zawsze robiłaś laurki dla babci. Pamiętasz, jak w przedszkolu wyszywałyście serduszka? Babcia do dziś je trzyma.
– Wiem. I wtedy to wszystko było prawdziwe. A teraz… nie chcę udawać – wzruszyła ramionami.
Serce zaczęło mi bić trochę szybciej.
– Pokłóciłyście się o coś? Coś ci powiedziała? – próbowałam zrozumieć, zrzucić winę na jakąś błahostkę.
Zosia wzruszyła ramionami. Patrzyła na mnie wyczekująco, jakby chciała, żebym sama się domyśliła.
– Nie… Po prostu nie chcę jej składać życzeń. I nie chcę z nią jechać do kina, i nie chcę, żeby do mnie mówiła „moja najukochańsza wnusia”, bo to nieprawda.
– Co nieprawda?
– Że mnie kocha – odpowiedziała i jej głos zadrżał pierwszy raz.
Zrobiło się cicho. A potem dodała:
– Może ciebie lubi, ale mnie nie. I ja to wiem od dawna, tylko teraz już nie mam zamiaru udawać, że tego nie widzę.
Zrobiło mi się słabo.
Spojrzała na mnie z wyrzutem
– Zosiu, przecież babcia… Zawsze pyta, co u ciebie. Zawsze przynosi twoje ulubione pierogi – próbowałam ratować obraz tej „naszej” babci, jakby to mogło coś jeszcze zmienić.
– Pyta, żebyś nie mówiła, że jej nie obchodzi. A pierogi przynosi, bo wie, że ty wtedy mówisz: „O, mamo, ty to zawsze trafisz z jedzeniem!”. Ona to robi dla ciebie, nie dla mnie – rzuciła oschle, podchodząc do blatu i sięgając po jabłko. – Przyniosła mi kiedyś coś, o co ją prosiłam? Albo spytała, jak się czuję, kiedy byłam chora? Zawsze pyta, czy mam piątkę z matmy, czy mam czyste buty, czy się nie garbię. Jak na kontroli.
– Może nie umie inaczej? Starsi ludzie czasem nie wiedzą, jak mówić o uczuciach – tłumaczyłam, chociaż czułam, że moje słowa są jak plaster na złamanej nodze.
– A ja czasem po prostu chcę, żeby mnie ktoś zapytał, czy jestem smutna. Albo, żeby ktoś powiedział: „Zosiu, dobrze, że jesteś”. Bez oceniania. Bez porównywania do Franka – dodała cicho.
– Franka?
Zamilkła. Spojrzała na mnie z wyrzutem.
– No przecież zawsze mówi, jaki to Franek mądry, jaki grzeczny, jaki poukładany. A ja? Ja to ta „zbyt wrażliwa”, „zbyt roztrzepana”, „zbyt emocjonalna”... Tak, mamo. Wiem, co mówi. I już mam dość.
Wbiłam wzrok w stół. Nie wiedziałam, co odpowiedzieć.
– Czemu wcześniej mi o tym nie powiedziałaś?
– Bo nie chciałaś słuchać – powiedziała, jakby czytała mi w myślach.
Zrobiło mi się zimno
– Naprawdę nie wiedziałam… – zaczęłam, ale przerwała mi z taką pewnością, że poczułam się jak uczennica przy tablicy.
– Wiem, mamo. Bo nie chciałaś wiedzieć. Zawsze mówisz, że „babcia to starsza osoba, trzeba jej wybaczać”. A ja pytam – ile razy można komuś wybaczać, że cię rani?
Usiadła na krześle naprzeciwko mnie, ogryzając jabłko, ale jej oczy były całkiem poważne. Dziecięcy gniew ustąpił miejsca czegoś znacznie głębszego.
– Ona zawsze miała do mnie pretensje. Że płaczę, że nie śpię u niej, że nie jem, że jestem marudna. Jak miałam siedem lat, powiedziała mi, że „trudno mnie lubić”. Siedem, mamo. A ty wtedy tylko się zaśmiałaś i powiedziałaś, że przesadzam, zamiast stanąć w mojej obronie.
Zrobiło mi się zimno. Doskonale pamiętałam tę sytuację. Byłam zmęczona, Zosia marudziła od rana, a teściowa rzuciła to pół żartem, pół serio. Wtedy myślałam, że to tylko słowa. Że Zosia zapomni.
– Myślałam, że nie pamiętasz…
– A widzisz. A ja pamiętam wszystko. Nawet to, jak powiedziała do cioci przy stole, że „Franek to materiał na lekarza, a Zosia... Zosi to się w życiu przyda mąż z pieniędzmi, bo nie ma żadnych uzdolnień”. Wtedy byłam w łazience.
– O Boże… – jęknęłam. – Czemu mi wtedy nie powiedziałaś?
– Bo wiedziałam, że i tak jej uwierzysz. Zawsze jesteś po jej stronie.
To było jak uderzenie w twarz. Nie krzyczała, nie płakała. Mówiła spokojnie. I to bolało najbardziej.
– Kochanie, przepraszam… Naprawdę nie wiedziałam, że to aż tak… – powiedziałam, choć wiedziałam, że to za mało.
– Ja jej już nie wierzę. I nie chcę z nią świętować. Nawet Dnia Babci.
Stanęłam po jej stronie
Wieczorem długo krążyłam po mieszkaniu, nie mogąc znaleźć sobie miejsca. W końcu usiadłam przy stole i wyjęłam telefon. Chciałam zadzwonić do teściowej, zapytać wprost, wyjaśnić. Jednak nie miałam na to siły. Zamiast tego poszłam do pokoju córki. Gdy weszłam, uniosła wzrok.
– Przyszłaś powiedzieć, że i tak mam jej złożyć życzenia? – zapytała sucho.
– Nie – westchnęłam. – Przyszłam powiedzieć, że masz prawo czuć to, co czujesz. I że jestem zła na siebie, że tak długo tego nie widziałam.
Milczała. Może nie wierzyła jeszcze, że to wszystko mówię serio.
– Babcia pewnie nie zdaje sobie sprawy, że cię raniła – dodałam ostrożnie. – Może... może niektóre kobiety tak mają, że nie umieją okazywać uczuć inaczej niż przez ciągłe ocenianie.
– Albo po prostu nie lubią dzieci, które są inne niż one – odpowiedziała. – Franek to przecież jej ideał. Grzeczny, cichy, z medalami za ortografię. Ja płakałam, śpiewałam i rysowałam. Dla niej to było dziwne.
– Ale dla mnie nie było – powiedziałam cicho i usiadłam obok. – Jesteś wspaniała taka, jaka jesteś. I nie pozwolę już nikomu wmawiać ci, że coś z tobą nie tak.
Zosia po raz pierwszy od dawna się nie odsunęła. Przysunęła się do mnie bliżej, tak jak wtedy, gdy była mała.
– Mamo... a jeśli ona zadzwoni?
– Odbierzesz, tylko jeśli będziesz chciała. I powiesz to, co chcesz powiedzieć. Nie to, co wypada.
Dałam jej do zrozumienia
Telefon zadzwonił rano. Spojrzałam na ekran — teściowa. Zosia siedziała przy stole, jadła płatki i tylko rzuciła krótkie spojrzenie w moją stronę. Odebrałam.
– Dzień dobry, kochanie. Czy Zosia może podejść do telefonu? – głos teściowej był jak zawsze miły, jakby nic się nie stało.
– Je śniadanie – odpowiedziałam spokojnie. – A ja chciałam z tobą chwilę porozmawiać.
Po drugiej stronie zapadła cisza. Wiedziała, że to nie będzie rozmowa o pogodzie.
– Zosia nie chce złożyć ci życzeń z okazji Dnia Babci – powiedziałam prosto. – I prosiła, żebyś to uszanowała.
– Co takiego? – głos teściowej uniósł się o kilka tonów. – O co chodzi? Przecież ja ją kocham! Wszystko robię dla waszego dobra! Ja nie rozumiem!
– Właśnie o to chodzi, że jej nie rozumiesz – wciągnęłam głęboko powietrze. – Przez lata mówiłaś rzeczy, które ją bolały. Krytykowałaś ją, porównywałaś z Frankiem, mówiłaś, że trudna, roztrzepana, niewystarczająca. I ja też to zignorowałam. Tylko że ona pamięta.
Teściowa milczała przez dłuższą chwilę.
– No ale przecież… chciałam, żeby była porządna, żeby się starała. Żeby wyrosła na kogoś, a nie…
– A nie artystkę z głową w chmurach? – dokończyłam za nią. – Mamo. To dziecko. I to dobre dziecko. Ona nie musi być taka jak Franek, żeby zasługiwać na miłość.
Spojrzałam na Zosię. Uważnie nasłuchiwała. Widziałam w jej oczach czujność.
– Chcesz z nią porozmawiać? – zapytałam córkę.
– Tak – powiedziała po chwili. – Ale nie będę udawać. Powiem prawdę.
– Tylko prawdę – przytaknęłam.
Byłam z niej dumna
Zosia wzięła telefon z wahaniem. Przez chwilę trzymała go przy uchu, nic nie mówiąc. W końcu odezwała się cicho, ale wyraźnie:
– Dzień dobry, babciu.
– Zosieńko, kochanie, tak się cieszę, że rozmawiamy… – usłyszałam, bo Zosia włączyła tryb głośnomówiący.
– Babciu, proszę… – przerwała jej łagodnie, ale stanowczo. – Nie chcę udawać, że wszystko jest w porządku. Chciałam ci powiedzieć, że boli mnie, jak mnie oceniasz. Jak porównujesz mnie do Franka. Jak mówisz, że jestem trudna. To boli.
Zrobiła krótką pauzę. Teściowa próbowała coś powiedzieć, ale Zosia znów ją zatrzymała:
– Nie mówię tego, żeby cię skrzywdzić. Tylko chcę, żebyś wiedziała, że ja to pamiętam. I że nie będę się już uśmiechać tylko dlatego, że wypada.
Nastała cisza. Przez moment myślałam, że teściowa się rozłączyła. Jednak w końcu usłyszałyśmy jej głos – słabszy niż zwykle:
– Nie wiedziałam, że aż tak cię raniłam… Może mówiłam głupoty, ale… nie chciałam. Zmienię się, obiecuję.
Zosia spojrzała na mnie. Oczy miała mokre od łez, ale trzymała się dzielnie.
– Dobrze. Możemy spróbować. Jednak nie dziś. I w tym roku nie złożę ci życzeń.
– Rozumiem – padło po drugiej stronie. – I… dziękuję, że w ogóle ze mną porozmawiałaś.
Kiedy Zosia odłożyła telefon, oparła się o mnie plecami.
– Nie chcę udawać, mamo.
– I nie będziesz – przytuliłam ją mocno. – Obiecuję.
Weronika, 42 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Wnuczka przyszła w Dzień Babci tylko po to, by wybadać, ile mam kasy. Od zawsze była łasa na pieniądze”
- „Jestem krawcową, więc uszyłam córce sukienkę na studniówkę. Nie miałam pojęcia, że się mnie wstydzi”
- „Wiedziałam, że córka nie powinna iść na studniówkę z tym chłopakiem. Wszystko to, co się stało, to moja wina”

