Reklama

Julitka to było takie dobre dziecko. Zawsze uśmiechnięta, zawsze grzeczna i porządnie ubrana. W szkole nie mogli się jej nachwalić, sąsiadki zazdrościły mi, że nie ma z nią żadnych problemów wychowawczych i że zawsze wraca do domu przed dwudziestą pierwszą. Moja córeczka miała zresztą na siebie bardzo skonkretyzowany plan – chciała pracować w tej całej branży IT. Ja do tej pory nie mam pojęcia, o co dokładnie w tym chodzi, ale rozumiałam, że wykorzystywanie jej ścisłego umysłu na pewno przyniesie wiele pożytku.

Reklama

Kiedyś była grzeczną dziewczynką

Nie da się też ukryć, że zawsze była bardzo ładna – po mamusi. Chłopcy się za nią oglądali, ale ona wolała się skupiać na nauce. Nic dziwnego, rozsądek przecież podpowiadał, że lepiej najpierw dostać się na dobre studia, ugruntować wiedzę, a dopiero potem myśleć o jakichś wielkich miłościach.

– To prawdziwy skarb, nie dziecko – twierdziła z przekonaniem jedna z moich najbliższych koleżanek, Aga. – Bardzo wam się poszczęściło, Klarciu.

I tak też wtedy sądziłam. Kiedy jednak Julitka zdała maturę, a potem dostała się na wymarzone studia, coś się popsuło. Z początku tego nie dostrzegałam, ale kiedy była już na ostatnim roku i rozglądała się za pracą, któregoś razu przyjechała do nas do domu zupełnie inna. Oczom nie wierzyłam, gdy stanęła w progu. Nogi całe odkryte, choć przecież na dworze wcale aż tak gorąco nie było, skórzana kurteczka, zdecydowanie za ciasna, rozpięta tak, żeby odsłaniać głęboki dekolt… Co ona najlepszego wyprawiała? Czyją uwagę chciała zwrócić w ten sposób? Przecież żaden porządny mężczyzna na nią nie spojrzy, jeśli będzie się tak dalej nosić!

Te studia ją zmieniły

– Dziecko, co ty masz na sobie? – nie wytrzymałam.

Popatrzyła na mnie przez dłuższą chwilę, jakby nie rozumiała i roześmiała się głośno.

– Oj, mamo, tak się teraz chodzi – stwierdziła jak gdyby nigdy nic.

Przyglądałam się w oszołomieniu jej twarzy. Była taka ładna, taka delikatna, a teraz nałożyła tam tonę tych wszystkich specyfików i wyglądała jak panienka lekkich obyczajów. No kto to widział! Wolałam nawet nie zgadywać, co sobie nasi sąsiedzi pomyślą.

– Jak się chodzi? – oburzyłam się. – Jak jakaś kobieta lekkich obyczajów?

Tym razem na jej twarzy odbiło się coś na kształt szoku. I dobrze – niech wie, jak wygląda.

– No teraz trochę przesadziłaś, Klara – zaoponował mój mąż, Zenek. – Fakt, Julitka ubiera się nieco inaczej, ale wiesz przecież, jaka jest młodzież. Te wszystkie trendy…

– Jakie trendy? – Nie rozumiałam, o czym on do mnie mówił. – Przecież wygląda nieprzyzwoicie!

Nie wiem, co cię opętało, mamo – burknęła nasza córka. – Noszę normalne ciuchy. Wiesz, wyrosłam już z tych wszystkich fartuszków i mundurków. To nie ten wiek.

Nie poznawałam jej ani trochę

W pewnym momencie musiałam odpuścić, bo odniosłam wrażenie, że nagle pozostałam sama na placu boju i muszę się ścierać zarówno z córką, jak i z mężem. Jemu to z wiekiem najwyraźniej odbiło. A może podobało mu się, jak się te wszystkie młode rozłaziły w negliżu teraz po ulicach i gdzie się dało?

– Ty musisz trochę popracować nad swoim wizerunkiem – odezwałam się do Julity kolejnego dnia, gdy byłyśmy same, bo mąż wyszedł do pracy. – Bo to naprawdę nie przystoi, żeby taka młoda, ładna kobieta jak ty…

– Znów zaczynasz, mamo? – spytała z wyraźną niechęcią. – W moim stroju nie ma nic złego. I naprawdę zupełnie nie wiem, o co ci chodzi.

– No sama zobacz – zaczęłam, starając się jakoś przemówić jej do rozsądku. Przecież nie mogła wszystkiego zapomnieć przez tych kilka lat! – Jesteś z dobrego domu, kończysz dobre studia, a niedługo pójdziesz do dobrej, wymarzonej pracy. Jak ludzie będą na ciebie patrzeć?

Wzruszyła ramionami.

– Normalnie – stwierdziła. – Jak na każdą inną kobietę.

Potrząsnęłam głową w skrajnej rozpaczy.

Julita, opamiętaj się! – jęknęłam. – Jak ty sobie męża znajdziesz? Który porządny chłopak weźmie cię na poważnie?

– Męża? – Zaczęła się śmiać. – Co też mama wymyśla! Nie śpieszy mi się do zakładania rodziny. Zresztą, na razie nikogo sensownego nie poznałam.

– No właśnie! – wykrzyknęłam triumfalnie. – Bo nikt sensowny na pewno nie chce się z tobą zadawać, jak widzi, w czym się wśród ludzi pokazujesz!

Nic do niej nie trafiało

Przewróciła oczami i zajęła się czymś w kuchni. Zupełnie, jakby moje słowa w ogóle do niej nie docierały. Zdawało mi się, że traktuje mnie jak natrętną muchę i tylko czeka, aż wreszcie przestanę mówić. A ja naprawdę nie wiedziałam, co z nią dalej począć. Kiedy pojechała z powrotem na studia, postanowiłam porozmawiać o wszystkim z Zenkiem.

– Klara, ale ja poważnie nie wiem – o co tobie znowu chodzi? – spytał zmęczonym głosem. – Daj ty jej żyć jak chce. Jest dorosła.

– Dorosła, dorosła – wymruczałam pod nosem. – I mam pozwolić, żeby sobie życie zmarnowała? W jakim ona się musi towarzystwie obracać, skoro akceptują taki… ubiór?

Popatrzył na mnie z wyraźną irytacją.

– Może jakbyś się tak wszystkiego nie czepiała, to przedstawiłaby nam jakichś swoich znajomych. A tak… Tak to raczej się tego zbyt prędko nie dowiesz.

Zmrużyłam oczy.

– No, jeszcze mi powiedz, że to wszystko moja wina! – Zastanowiłam się przez moment. – A może jednak moja? W końcu ją wychowywaliśmy… Może coś przeoczyłam?

Zenek jednak nie chciał dalej dyskutować – machnął ręką i wyszedł z pokoju, mrucząc coś w stylu „Ech, te baby…”.

Tylko koleżanki mnie rozumiały

Ta nagła zmiana u Julity wciąż nie dawała mi spokoju. Dlatego postanowiłam spotkać się z koleżankami w kawiarni i podzielić się najnowszymi obawami.

– No tak, studia zmieniają – powiedziała Paulina z powagą. – Może naprawdę wpadła tam w złe towarzystwo i teraz o, są efekty!

– To do Julitki niepodobne – zaprotestowała natychmiast Aga, czym zasłużyła sobie na mój pełen wdzięczności, ciepły uśmiech. –To przecież rozsądna dziewczyna. Nie spotykałaby się z byle kim.

– A znalazła sobie kogoś? – zapytała Marysia. – No, ma jakiegoś chłopca?

– A gdzie tam! – prychnęłam. – Przynajmniej się nie przyznaje.

– Tak jest najgorzej! – podchwyciła od razu Paulina. – Ty nic nie wiesz, a ona się wmiesza w jakieś środowisko gangów motocyklowych albo Bóg wie czego! Widziałam ją przecież, jak od was wczoraj wychodziła – no, jakbym nie wiedziała, że teraz wróciła, to bym jej nie poznała!

– Mniejsza z tym – Aga spojrzała mi głęboko w oczy. Widziałam troskę malującą się na jej twarzy. – Musisz koniecznie coś zrobić, Klarcia! Jakoś na nią wpłynąć! Teraz ci się wydaje, że nie posłucha, ale wiesz, kogo miałaby posłuchać, jak nie matki?

Westchnęłam.

Nie wiem, czy jest dla niej nadzieja

– Sama nie wiem… – przyznałam. – Co ja mogę? Chyba pozostaje się tylko modlić, żeby trochę otrzeźwiała.

Modlitwa to zawsze dobry pomysł – przyznała Marysia. – I nie martw się. W tym jednym możemy cię nieustannie wspierać.

Aga uśmiechnęła się pokrzepiająco, ignorując powątpiewającą minę Pauliny.

– Będzie dobrze! – rzuciła dziarsko.

Choć po rozmowie z koleżankami wstąpiła we mnie nowa nadzieja, powoli zaczynam ją tracić. Nie dość, że Julita, mimo moich obiekcji, wciąż ubiera się nieodpowiednio, to jeszcze znalazła sobie faceta! A on, nie dość, że nie denerwuje się na nią, że pokazuje się wszędzie taka porozbierana i ostro wymalowana, to jeszcze temu przyklaskuje. W ogóle, to wcale mi się nie podoba. Ani razu nie mógł o rodzinie – ciągle tylko marudzi o tej swojej pracy. Fotograf… co to w ogóle za zawód? Dlaczego Julita nie mogła sobie znaleźć kogoś ze swojej branży? Poukładanego, rzetelnego, z dobrze płatną pracą?

Mimo wszystko wciąż będę się modlić. Nie chcę przecież, by moja córka zmarnowała sobie całe życie przez jakąś nagłą niespodziewaną głupotę. No, nie przypuszczałabym, że do tego dojdzie, zwłaszcza że wszystkie jej koleżanki ze szkoły już dawno mają mężów i dzieci, a co za tym idzie, stabilną rodzinną sytuację. Może Julita kiedyś przejrzy na oczy i wróci na właściwą drogę?

Reklama

Klara, 49 lat

Reklama
Reklama
Reklama