Reklama

Codziennie to samo: wstaję, gotuję, piorę, sprzątam. Niby zwykłe obowiązki domowe, ale to, co mnie najbardziej boli, to fakt, że nie robię tego dla małego dziecka, które jeszcze nie potrafi zadbać o siebie. Robię to dla dorosłego faceta – mojego syna, Michała. Dwudziestoczterolatek, który zachowuje się, jakby wciąż miał piętnaście. Zostawia brudne talerze na stole, skarpetki na podłodze, a koszulki zwinięte w kulki wrzuca byle gdzie. Ja to zbieram. Ja piorę. Ja gotuję. I coraz częściej łapię się na tym, że czuję się nie jak jego matka, ale jak gosposia, służąca, ktoś od czarnej roboty.

Pamiętam, jaki był, kiedy był mały. Michałek – tak wtedy do niego mówiłam – zawsze tulił się do mnie przed snem. „Mamo, ty jesteś najlepsza na świecie” – szeptał, zasypiając wtulony w moje ramię. Gdzie się podział tamten chłopiec? Teraz, kiedy proszę go choćby o wyrzucenie śmieci, przewraca oczami, jakbym wymagała od niego nie wiadomo czego. Czasami stoję w kuchni, patrzę na gary piętrzące się w zlewie i myślę: czy o taką dorosłość dla niego walczyłam?

Samotność boli najbardziej. Po rozwodzie wierzyłam, że chociaż syn będzie moim oparciem. A dziś mam wrażenie, że to ja podpieram jego, a on nawet tego nie zauważa.

Syn jest leniem

Michał, możesz chociaż raz po sobie posprzątać? – powiedziałam zmęczonym głosem, patrząc na talerz z resztkami makaronu zostawiony na stole. – Wyrzuć śmieci, ogarnij kuchnię, ja nie dam rady wszystkiego sama.

Syn nawet nie oderwał wzroku od telefonu. Przewinął coś kciukiem i dopiero wtedy spojrzał na mnie z irytacją.

– Mamo, naprawdę musisz marudzić o każdą pierdołę? Pracowałem cały dzień, chcę odpocząć.

– Pracowałeś? – parsknęłam. – Posiedziałeś kilka godzin przy komputerze, a potem przyniosłeś swoje naczynia i zostawiłeś je tutaj. Ja też jestem zmęczona.

– Tylko że ty nic innego nie robisz, poza tym swoim zrzędzeniem – rzucił obojętnie, odgarniając włosy z czoła. – Serio, mam dość tego, że czepiasz się o głupoty.

Poczułam, jak krew uderza mi do głowy.

– Głupoty? To dla ciebie głupota, że ja dzień w dzień sprzątam po tobie jak po dziecku? Nie jestem twoją służącą!

Michał wzruszył ramionami, jakby mówił o pogodzie.

– To przestań się tak zachowywać.

Te słowa uderzyły mnie mocno. Patrzyłam, jak bierze kurtkę, zarzuca ją na ramiona i wychodzi, trzaskając drzwiami. Zostałam w kuchni sama, z brudnymi talerzami i bolącym sercem.

Oparłam się o blat, próbując złapać oddech. Kiedy on przestał mnie szanować? – myślałam. – Kiedy stałam się dla niego kimś, kto tylko gotuje i sprząta? Zaczęłam analizować każde nasze wspólne lata, próbując znaleźć moment, w którym popełniłam błąd. I nagle przyszło do mnie jedno gorzkie uczucie – może to ja wychowałam go na człowieka, który uważa, że wszystko mu się należy.

Nie potrafiliśmy się dogadać

– Michał, możemy porozmawiać? – zapytałam cicho, gdy wrócił do domu następnego dnia.

Był już późny wieczór, siedział w kuchni z herbatą i udawał, że czyta wiadomości w telefonie.

– Znowu będziesz się czepiać? – westchnął bez podnoszenia głowy.

– Nie. Chcę tylko... zrozumieć – usiadłam naprzeciwko niego, dłonie miałam splecione tak mocno, że aż pobielały mi knykcie. – Kiedyś byłeś moim małym Michałkiem. Wiesz, że wciąż pamiętam, jak biegałeś do mnie z rysunkami i mówiłeś: „Zobacz, mamo, to my – ty i ja”? Gdzie się podział tamten chłopiec?

Michał odłożył telefon i spojrzał na mnie chłodno.

– On dorósł. A ty dalej chcesz mieć nad nim pełną kontrolę.

– Kontrolę? – powtórzyłam zdumiona. – Ja tylko chcę, żebyś okazał odrobinę wdzięczności. Ja całe życie poświęciłam dla ciebie, wszystko robiłam sama…

– Sama, bo tak chciałaś! – przerwał mi ostro. – Nigdy nie pytałaś, czego ja chcę. Zawsze było „Michałku, ucz się”, „Michałku, nie spotykaj się z tym kolegą”. I wiesz co? Zniszczyłaś ojca.

Zamarłam.

– Co ty powiedziałeś?

– Dobrze słyszałaś – mówił coraz szybciej, z gniewem. – Rozwiodłaś się z nim, bo „był zły dla ciebie”. A może on miał po prostu dość tego, że wszystko musiało być po twojemu? Zabrałaś mi rodzinę, a teraz próbujesz wszystko kontrolować.

Poczułam, jakby ktoś wylał na mnie kubeł lodowatej wody. Nie miałam pojęcia, że tak o mnie myśli. W mojej głowie rozwód był koniecznością, ratunkiem dla nas obojga. A w jego? Stałam się winna wszystkiemu. Usiłowałam coś powiedzieć, ale głos uwiązł mi w gardle. Patrzyłam na niego i czułam jednocześnie gniew, ból i winę.

To mnie zabolało

W sobotę wróciłam wcześniej z zakupów. Drzwi do pokoju Michała były uchylone, a z środka dochodził jego głos. Rozmawiał przez telefon. Chciałam przejść do kuchni, ale usłyszałam imię mojej siostry – Hani.

– Ciociu, ja jej nienawidzę – wyrzucił z siebie Michał. – Od lat. Ona wszystko kontroluje. Odkąd tata odszedł, traktuje mnie jak własność. Jakbym był jej projektem, jedyną misją w życiu. Duszę się w tym domu.

Zamarłam. Nogi miałam jak z waty, serce waliło mi w piersi. Stałam tam, jakby ktoś przykuł mnie do podłogi.

– Michał… – odezwałam się w końcu drżącym głosem, wchodząc do pokoju. – To tak mnie widzisz?

Syn zerwał się na równe nogi, zbladł, a telefon wypadł mu z ręki na łóżko.

– Mamo… ja… to nie tak…

– Nie tak?! – przerwałam mu, czując, że głos mi się łamie. – Przed chwilą powiedziałeś, że mnie nienawidzisz. Że traktuję cię jak własność!

– Bo tak jest! – krzyknął nagle, jakby pękła w nim tama. – Nigdy nie odpuściłaś, zawsze miałaś plan, zawsze wiedziałaś lepiej! Ja chciałem po prostu mieć ojca, normalny dom. A ty wszystko rozwaliłaś!

Te słowa były jak nóż wbity w serce.

– Myślałam, że ratuję nas oboje… – wyszeptałam. – Nie chciałam, żebyś dorastał w kłamstwie i krzykach.

– Ale ja wolałem mieć ojca, nawet z tymi kłamstwami! – wybuchł. – Ty tego nigdy nie zrozumiesz.

Patrzyliśmy na siebie, jakbyśmy byli obcymi ludźmi. A ja poczułam, że mój własny syn od lat nosi w sobie żal, którego nie umiałam dostrzec.

Musiałam się wyżalić

Następnego dnia pojechałam do Hani. Musiałam wyrzucić z siebie ten ciężar. Siedziałyśmy przy jej kuchennym stole, a ja mieszałam zimniejącą herbatę, nie wiedząc, od czego zacząć.

– Michał powiedział, że mnie nienawidzi – wyrzuciłam w końcu. – Że zniszczyłam mu ojca.

Hania spojrzała na mnie z troską.

– Anka… on jest pogubiony. Młody facet, wciąż szuka winnych tego, co się stało. Ale przecież pamiętam, jak było. Wiesz, że nie mogłam patrzeć, jak cierpisz.

Zamknęłam oczy. Obrazy wróciły jak żywe – pierwsze lata małżeństwa, kiedy jeszcze wierzyłam, że wszystko się ułoży. Potem kłótnie, jego zdrady, wieczne poczucie, że jestem gorsza.

– Ja go naprawdę kochałam – wyszeptałam. – Ale ile razy można znosić, że wraca nad ranem i pachnie cudzym perfumami? Ile razy można udawać, że to tylko praca, że to tylko spotkania?

Hania ścisnęła moją dłoń.

– Wiem. Pamiętam, jak przyjeżdżałaś do mnie zapłakana. Sama mówiłaś, że boisz się, żeby Michał nie dorastał w tym piekle.

Łzy napłynęły mi do oczu.

Myślałam, że rozwód będzie wybawieniem. Że dam mu spokojny dom, że przynajmniej matka zawsze będzie przy nim. A teraz… czuję, jakbym straciła nie tylko męża, ale i syna.

– On tego jeszcze nie rozumie – powiedziała Hania. – Daj mu czas, Anka. I daj mu przestrzeń.

Siedziałyśmy w ciszy, a ja poczułam, że może właśnie to muszę zrobić – odsunąć się, choć każda cząstka mnie krzyczała, żeby walczyć o syna.

Może będzie lepiej

Minęło kilka dni w milczeniu. Michał wracał późno, zamykał się w pokoju i udawał, że mnie nie ma. Bolało, ale postanowiłam go nie zaczepiać.

Pewnego wieczoru usłyszałam, jak skrzypią drzwi. Michał wszedł do kuchni i bez słowa usiadł przy stole. W rękach obracał kubek z herbatą, jakby szukał odwagi.

– Mamo… nie wiem, jak to wszystko powiedzieć – zaczął cicho. – Nie wiem nawet, jak się czuję. Wiem tylko, że nie chcę cię ranić.

Spojrzałam na niego. Wreszcie zobaczyłam nie chłopca, który mnie ignoruje, ale młodego mężczyznę, pogubionego i zranionego.

– Michał… ja nie chcę być twoją służącą. Chcę być twoją matką. A ty masz być moim synem, nie współlokatorem, który zostawia po sobie bałagan.

Westchnął ciężko.

– Nie wiem, jak to zrobić. Jak być tym synem, którego chcesz?

– Nie chcę ideału – przerwałam mu. – Chcę tylko, żebyś mnie szanował. Żebyś wiedział, że też mam swoje granice. Nie chcę codziennie sprzątać po tobie, gotować, jakbyś nie miał rąk. Chcę, żebyśmy byli rodziną, a nie dwiema obcymi osobami pod jednym dachem.

Michał długo milczał. W końcu spojrzał na mnie z bezradnością.

– Spróbuję. Ale nic nie obiecuję.

To jedno słowo było pierwszą szczeliną w murze, który wyrósł między nami.

Anna, 53 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama