„Co roku marzy mi się prezent na Dzień Babci, ale córka nie chce mieć dzieci. Straszna z niej egoistka”
„– Nie mów tak. Jeszcze zmienisz zdanie. Każda kobieta… – zaczęłam. – Każda kobieta?! Serio? – podniosła głos. – Myślisz, że jestem jakaś zepsuta, bo nie chcę być matką?”.

W zimowe poranki budzę się przed szóstą. Czajnik jeszcze nie zdążył syknąć, a ja już mam na sobie gruby, wełniany sweter, który zrobiłam Stefanowi. Mąż nie żyje od czterech lat, ale ja wciąż parzę dwie herbaty. Jedną wylewam. Taki rytuał. Głupi? Może.
Mieszkanie jest ciche. Za ciche. A w sklepie na rogu już sprzedają kartki: „Najlepszej Babci”, „Kochanej Babuni”. Patrzę na nie w kolejce po chleb i czuję, jak coś mnie ściska w środku.
Nie mam wnuków. A tak sobie to wyobrażałam: że będę szydełkować kocyki, że dzieci będą do mnie mówić „babciu”, że będę miała komu przekazać przepis na pierogi.
Mam córkę – Karolinę. Moje jedyne dziecko. 34 lata, świetna praca, własne mieszkanie. Ale dzieci? Nie planuje. Mówi, że to nie dla niej. A ja udaję, że nie słyszę. Że to taki etap.
Czasem szydełkuję dalej, jakby jednak miały się pojawić. Basia, moja sąsiadka, ma dwójkę wnuków i ja jej zazdroszczę. Czy ja już na zawsze zostanę tylko mamą?
Naciskałam na córkę
Karolina przyjechała na weekend. Rzadko się widujemy, więc wszystko musiało być jak dawniej: zupa pomidorowa, jej ulubione naleśniki z serem, kompot z wiśni. Przez pierwsze godziny śmiałyśmy się, przeglądałyśmy stare zdjęcia, mówiłyśmy o wszystkim i o niczym. Ale potem... potem przy kolacji znowu palnęłam coś głupiego.
– Wiesz, masz jeszcze czas… Jeszcze byś zdążyła – rzuciłam, niby lekko, niby z troską.
Zamrugała. Odłożyła widelec. Wiedziałam już, co nadchodzi.
– Mamo, błagam. Nie zaczynaj znowu – powiedziała cicho.
– Ale ja tylko… No bo przecież ty byś była cudowną mamą. A ja… – urwałam, bo głos mi się załamał.
– Mamo, a jeśli powiem ci, że nie chcę mieć dzieci? Nigdy. Co wtedy?
– Nie mów tak. Jeszcze zmienisz zdanie. Każda kobieta…
– Każda kobieta?! Serio? – podniosła głos. – Myślisz, że jestem jakaś zepsuta, bo nie chcę być matką?
– Nie, Karolciu, tylko… to nie jest normalne. Dzieci to przecież…
– Dla ciebie! Dla mnie nie. I nie będę się zmuszać tylko po to, żebyś mogła dostać laurkę na Dzień Babci!
Zamilkłyśmy. Aż w uszach dzwoniło.
Wyszła do pokoju i trzasnęła drzwiami. Zostałam sama przy stole. Na talerzu – jeden niedojedzony naleśnik. Na sercu – ciężar. To tylko złość, myślałam. Jeszcze się opamięta. Jeszcze zmieni zdanie. Ale wewnątrz czułam... że może właśnie nie. Kolejnego dni wyjechała.
Próbowałam zrozumieć
Zadzwoniłam do niej po kilku dniach. Powiedziałam, że znalazłam jej sweter i że go jej przywiozę. Skłamałam. Musiałam ją zobaczyć.
Wpuściła mnie, bez uśmiechu. W kuchni pachniało kawą. Usiadłam na krześle. Ona stanęła naprzeciw, jakbyśmy miały rozegrać jakąś partię.
– Nie przyjechałam się kłócić – zaczęłam.
– To dobrze – odparła chłodno.
Milczałyśmy chwilę. Serce mi biło jak młotem.
– Czy naprawdę nie chcesz dać mi tej radości? Nie widzisz, jak bardzo tego pragnę?
– Mamo – powiedziała cicho – a ty widzisz, jak bardzo pragnę żyć po swojemu?
Westchnęłam. Oparłam dłonie na kolanach. Chciałam jej wszystko wytłumaczyć, jakoś... przekonać.
– Wiem, że masz inne życie. Inne wybory. Ale ja...
– Ale ty chciałabyś, żebym urodziła dziecko dla ciebie, nie dla siebie. Dla prezentu. Dla spełnienia twojego planu na moje życie.
Zabolało.
– Nie. Ja tylko... Chciałam być potrzebna. Znów. Chciałam się kimś zająć.
Zamilkła. Potarła czoło.
– Mamo, ja cię nie odrzucam. Ale nie chcę dziecka. Nigdy nie chciałam. To nie jest żadna faza.
Popatrzyła na mnie łzami. Ja też czułam, jak ciekną mi po policzku.
– Proszę. Nie wracajmy do tego. Bo jak wrócisz, ja się naprawdę odsunę od ciebie.
Skinęłam głową. Nic nie powiedziałam. Wyszłam. Na klatce schodowej oparłam się o ścianę i zamknęłam oczy. Wiedziałam, że coś się właśnie skończyło.
To mnie zabolało
Po tamtej rozmowie nie dzwoniłam. Czekałam, aż sama się odezwie. Ale mijały dni, potem tydzień, a telefon milczał. W końcu spakowałam kilka rzeczy, które „rzekomo zostawiła”, i znów pojechałam. Nie było mnie na liście gości. Otworzyła mi jej przyjaciółka Magda z zaskoczoną miną.
– Karolina jest w łazience. Chce pani wejść?
– Może tylko na chwilkę – rzuciłam. – Tylko jej oddam te rzeczy.
Weszłam do środka. Czekałam w przedpokoju, ale łazienka była otwarta i słyszałam jej głos przez uchylone drzwi.
– …nienawidzę tych rozmów z mamą. Naprawdę się boję, że ona przestanie mnie kochać, jeśli nie dam jej wnuka – mówiła Karolina. – Mam wrażenie, że dla niej jestem mniej wartościowa, bo nie chcę dziecka. Że coś ze mną nie tak.
– Karola… – odparła Magda cicho – może ona po prostu nie rozumie, że masz prawo wybierać.
– Ale ona tak patrzy. Jakby mnie nie było, tylko jakaś przyszła mama, która się opiera. Jakby mnie, Karoliny, nie widziała.
Zamarłam. Trzymałam torbę w ręku jak tarczę. Zrobiło mi się gorąco, a potem zimno. Nie wiem, czy usłyszałam wszystko. Ale wystarczyło. Zapukałam cicho. Karolina wyjrzała, zbladła, gdy mnie zobaczyła.
– Przepraszam – powiedziałam tylko. – Przepraszam, że tak naciskałam.
Jej oczy zaszkliły się. Magda delikatnie się cofnęła, dając nam przestrzeń. Karolina nie powiedziała nic. Ale po raz pierwszy od dawna... nie czułam, że jestem intruzem w jej świecie.
Porozmawiałyśmy szczerze
Nie planowałam nic mówić. Ale słowa same zaczęły się ze mnie wydobywać. Siedziałyśmy przy kuchennym stole, z kubkami herbaty, które dawno wystygły.
– Wiesz... ja nie miałam wyboru – zaczęłam cicho. – Kiedy byłam w twoim wieku, to nie było pytania „czy chcesz dzieci”. Po prostu się je miało. Bo tak trzeba. Bo tak wypadało.
Karolina patrzyła na mnie uważnie, ale bez złości. To dodawało mi odwagi.
– Ojciec twojego taty mówił: „Dzieci są jak ubezpieczenie na starość”. Nikt się nie pytał, czy ja byłam gotowa, czy ja chciałam. Urodziłam ciebie, bo tak trzeba. I pokochałam cię. Ale wtedy... byłam po prostu dziewczyną, która miała się stać matką.
Wzruszyłam się. Odwróciłam głowę.
– Może dlatego tak bardzo chcę zostać babcią. Bo to by znaczyło, że to wszystko miało jakiś sens. Że to życie... nie było tylko z obowiązku. Że coś po mnie zostanie.
Milczenie.
– Ale może to egoizm. Może za bardzo chciałam napisać twoją historię po swojemu.
Karolina uniosła wzrok. Cicho, bez gniewu, powiedziała:
– A ja próbuję zbudować sens po swojemu. I nie chcę mieć dziecka tylko po to, żeby ktoś inny poczuł, że jego życie coś znaczyło.
Siedziałyśmy naprzeciw siebie. Bez krzyku. Bez dramatów. Po raz pierwszy rozmawiałyśmy jak dwie kobiety. Nie matka i córka. Kobieta i kobieta. I choć serce mi bolało, czułam, że coś się właśnie oczyściło.
Muszę to uszanować
Dzień Babci nadszedł jak co roku – zimny, szary i dziwnie cichy. W radiu leciały piosenki o babciach piekących szarlotki i dzieciach recytujących wierszyki. W piekarni Basia kupowała rogaliki dla wnuków, śmiała się głośno, opowiadając, co narysował dziś Jasio. Uśmiechnęłam się do niej, ale już bez zazdrości. Raczej z odrobiną czułości. I smutku.
Po południu znalazłam w skrzynce małą kopertę. Pismo Karoliny – znam każdą jej literę.
„Mamo, dziękuję, że jesteś. Nawet jeśli nigdy nie zostaniesz babcią, zawsze będziesz moją mamą. A to najważniejsze. Karolina.”
Przeczytałam trzy razy. Poczułam, jak coś się we mnie rozluźnia. Wyszłam na spacer. Śnieg lekko skrzypiał pod butami. Mijałam plac zabaw, ten sam, na którym Basia huśtała wnuki. Jedno z dzieci zawołało ją „babciu!” i rzuciło się jej na szyję. Zatrzymałam się na chwilę. Uśmiechnęłam się – naprawdę, szczerze – i poszłam dalej.
Już nie bolało tak jak wcześniej. Może nigdy nie dostanę laurki na Dzień Babci. Może nikt nie powie do mnie „babciu”. Ale dostałam coś innego. Coś, co jeszcze niedawno wydawało mi się niemożliwe – prawdę. Od mojej córki.
Anna, 63 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż miał z Anglii przesyłać kokosy, ale wciąż brakowało na buty dla dzieci. Zza granicy dostałam tylko pozew rozwodowy”
- „Mój mąż się ucieszył, gdy powiedziałam mu, że jestem w ciąży. Na szczęście wcale nie dopytywał, kto jest ojcem”
- „Teść myśli, że jestem potulną synową i będę żyć pod jego dyktando. Grubo się myli, bo ja nie dam sobie w kaszę dmuchać”

