„Cieszyłam się, że mój mąż zaplanował nam ferie w górach z dziećmi. Nie wiedziałam, że w pakiecie ma widoki na kochankę”
„Nadszedł trzeci dzień. Daniel znów poszedł się przejść. Tym razem nie wrócił na obiad. Siedziałam przy stole z dziećmi, próbując nie okazywać złości. Kiwnęłam głową, udając, że ich słucham. W środku już cała się gotowałam”.

Mam trzydzieści osiem lat, jestem matką dwójki energicznych dzieci: ośmioletniej Leny i dziesięcioletniego Kuby. Żoną Daniela jestem od jedenastu lat. Przez pierwsze pięć byłam szczęśliwa. Przez kolejne – zajęta. Ostatnie po prostu... jakoś przeżyłam.
Daniel był moim wielkim uczuciem. Nie jakąś tam szkolną miłostką, tylko człowiekiem, przy którym zapominałam o bożym świecie. Zakochaliśmy się szybko, jeszcze szybciej zamieszkaliśmy razem. Potem były dzieci, kredyt, praca, dom. Wszystko jak w podręczniku do życia. Tylko że ja gdzieś po drodze zaczęłam się gubić.
Od dawna czułam się w tym związku samotna. Daniel zamykał się w sobie, unikał rozmów. Coraz częściej siedzieliśmy przy jednym stole, ale jakby na dwóch różnych planetach. Próbowałam. Naprawdę próbowałam. Aż w końcu przestałam. Nie wiem kiedy, ale przestałam wierzyć, że jeszcze coś z tego będzie.
Dlatego kiedy Daniel pewnego dnia zaproponował wyjazd w góry na ferie, razem we czwórkę, zupełnie zaskoczył mnie tą inicjatywą. Pomyślałam, że może coś się w nim zmieniło. Może chce walczyć. Może jeszcze mu zależy. Tak bardzo chciałam w to wierzyć.
Pakując walizki, czułam się, jakbym przygotowywała się na jakąś wielką wyprawę – być może ostatnią próbę ratunku. Tylko coś we mnie cicho podpowiadało, żeby nie jechać. Dlaczego?
Próbowałam się cieszyć
Droga do Karpacza minęła spokojnie. Dzieci z tyłu śmiały się z jakiejś gry na tablecie, Daniel prowadził, a ja... przyglądałam się jego profilowi. Broda lekko zarośnięta, zmarszczka między brwiami – jak zawsze, kiedy się skupiał. Tyle razy patrzyłam na niego ukradkiem, ale dziś pierwszy raz od dawna zauważyłam, że jest przystojny. Przez chwilę zrobiło mi się ciepło.
Pensjonat był cudowny. Drewniane wnętrze, widok na góry, kominek w holu i ciepła herbata z sokiem malinowym na powitanie. Dzieci skakały z radości po pokoju. Daniel pomógł wnieść bagaże, nawet rzucił:
– Dobrze, że się zgodziliśmy na ten wyjazd. To nam dobrze zrobi.
Naprawdę uwierzyłam. Do drugiego dnia. Kiedy on zniknął zaraz po śniadaniu.
– Idę się przejść, potrzebuję ciszy – rzucił, zakładając kurtkę.
Nie było go przez trzy godziny. Nie odbierał telefonu. Wrócił, jakby nic się nie stało.
– Gdzie byłeś? – zapytałam cicho, gdy dzieci bawiły się w kącie.
– Mówiłem. Byłem się przejść, zebrać myśli. Cisza dobrze mi robi – odpowiedział spokojnie, jakby nie widział moich oczu pełnych niepokoju.
– Mógłbyś chociaż powiedzieć, że wychodzisz na tak długo. Martwiłam się.
– Nie przesadzaj, przecież nic się nie stało.
„Nie przesadzaj”. Tak, jakbym była histeryczką. Może jestem? Może za bardzo się czepiam? A może... po prostu wyczuwam coś, czego jeszcze nie potrafię nazwać. Tylko dlaczego to uczucie niepokoju nie chce mnie opuścić?
Zaczęłam coś podejrzewać
Nadszedł trzeci dzień. Daniel znów „poszedł się przejść”. Tym razem nie wrócił na obiad. Siedziałam przy stole z dziećmi, próbując nie okazywać złości. Lena mówiła coś o bałwanie, Kuba chciał iść na sanki, a ja tylko kiwnęłam głową, udając, że słucham. W środku cała się gotowałam.
Wrócił dopiero po szesnastej. Na jego twarzy nie było nawet cienia skruchy.
– Czuję, że jesteś tutaj tylko ciałem – powiedziałam w końcu, wieczorem, gdy dzieci już spały. – Ale i nawet to nie. Nie ma cię ze mną. Z dziećmi też nie.
– Przesadzasz, wszystko jest w porządku. Po prostu… mam dużo do przemyślenia.
– O czym tak myślisz? Może chcesz ze mną o tym porozmawiać?
– Nie teraz, Klaudia. Proszę cię. Nie zaczynaj.
Nie zaczynaj. Tyle lat razem, a on mówi mi: nie zaczynaj.
– Czy ty mnie jeszcze w ogóle kochasz? – spytałam cicho, bardziej do siebie niż do niego.
Milczał. Nie odpowiedział nic. Poszedł do łazienki i zamknął za sobą drzwi. Usiadłam na łóżku, wpatrując się w drzwi, które oddzielały mnie od męża i od prawdy. Przecież coś się dzieje. Wiem to. Kobiety to czują. To nie jest tylko zmęczenie ani jakaś potrzeba samotności. On jest gdzieś myślami – tam, gdzie mnie nie ma. Gdzie nie ma naszych dzieci. Gdzie nie ma tego życia.
Do tej pory bałam się wypowiedzieć na głos jedno słowo: zdrada. Teraz rozbrzmiało mi w głowie jak echo. Czy Daniel mnie zdradza? O czym innym miałby tak myśleć?
Odkryłam, gdzie tak znika
To był piąty dzień pobytu. Wieczorem poszliśmy na spacer – ja, dzieci i Daniel. On cały czas szedł w milczeniu z telefonem w kieszeni, który sprawdzał co pewien czas. Gdy wróciliśmy do pensjonatu, powiedział:
– Zrobię jeszcze rundkę po okolicy. Potrzebuję jeszcze trochę świeżego powietrza.
– Teraz? Jest ciemno. I dzieci zasypiają…
– Wrócę niedługo.
Nie wrócił. Czekałam. Pierwszą godzinę z telefonem w dłoni. Drugą – z rosnącym niepokojem. Po trzeciej nie mogłam już wytrzymać. Dzieci spały, a ja założyłam kurtkę i wyszłam. Obeszłam całą okolicę. Nikogo nie było. Dzwoniłam – nie odbierał. W recepcji powiedzieli, że nikt go nie widział.
W końcu, wracając w stronę pensjonatu, kątem oka zobaczyłam dwie postacie w oddali – na ścieżce w lesie. Szli w stronę wzgórza. Rozpoznałam jego sylwetkę. Przyśpieszyłam. Nie zauważyli mnie. Skręcili do drewnianej chaty. Stała tam, na uboczu, wyglądała jak z bajki. Weszli do środka. Serce waliło mi jak młot. Podeszłam do drzwi. Nie myśląc, nacisnęłam klamkę. Było otwarte.
W środku zamarłam. Daniel siedział na kanapie. Obok niego – kobieta. Śmiali się. Na stoliku stały kieliszki. Poczułam, jak coś we mnie się łamie.
– Co ty wyprawiasz? – wydusiłam, czując, że kolana mam jak z waty.
– Klaudia… ja… To nie miało się tak skończyć – Daniel podniósł się, ale nie podszedł.
– Od jak dawna?!
– To nie była jednorazowa przygoda. To trwa od ponad roku…
– Czyli ten wyjazd był po to, żeby mieć ją blisko?! Grać na dwa fronty?
Milczał. Świat przestał mieć sens. A ja... przestałam wierzyć, że jeszcze coś z tego małżeństwa zostało.
Nie poznawałam go
Nie wiem, jak wróciliśmy do pensjonatu. Szliśmy osobno. Dzieci już spały. W pokoju była cisza, tak gęsta, że aż bolała. Usiadłam na skraju łóżka. Daniel stał pod ścianą jak obcy człowiek. Patrzyłam na niego długo. Znałam każdą zmarszczkę na jego twarzy. Każdy gest. A teraz… nie wiedziałam, kto przede mną stoi.
– Dlaczego? – zapytałam szeptem.
– Nie wiem, jak to się stało – zaczął. – Zaczęło się niewinnie. Spotkaliśmy się po latach, była rozmowa, potem druga… I nagle wszystko zaczęło się zmieniać.
– A ja? Nasze dzieci? Nasze życie? To też się „zmieniało”?
– Nie potrafiłem z tobą rozmawiać. Od dawna czułem się… jakbym był obok. Próbowałem coś z tym zrobić, naprawdę. Ale czułem się jak duch w tym domu.
– Dlaczego nie powiedziałeś mi prawdy?
– Nie chciałem cię ranić.
– I zdradzałeś mnie za moimi plecami. I zabrałeś nasze dzieci na wyjazd, żeby dawać nam złudzenia, a tak naprawdę być z nią?!
Nie odpowiedział. Wstałam gwałtownie. Ręce mi drżały, oczy miałam mokre. Podeszłam do walizki i zaczęłam pakować rzeczy dzieci.
– Klaudia, proszę…
– Nie odzywaj się. Jedź do niej. Śpij w tej swojej chatce. Chcę jutro wrócić do domu.
Usiadłam w łazience i płakałam długo. W głowie wciąż miałam jedno: nie tylko mnie zdradził. Zdradził wszystko, co razem zbudowaliśmy.
To było jak jakiś koszmar
Droga powrotna była cicha. Dzieci nic nie wiedziały. Kuba zasnął w samochodzie, Lena śpiewała cicho pod nosem. Daniel prowadził. Ja siedziałam obok, ale to było jak jazda z kimś obcym.
Po powrocie rozpakowałam dzieci, położyłam je do łóżek, pocałowałam w czoło. Potem przeszłam do salonu. Daniel już zbierał swoje rzeczy. Walizka stała przy drzwiach. Na stole leżały klucze.
– Przeniosę się do matki – powiedział. – Na razie.
– Dobrze.
– Porozmawiamy jeszcze… kiedyś?
– Może.
Zabrał rzeczy i wyszedł. Zostałam w ciszy. Usiadłam na podłodze, oparłam się o ścianę. Patrzyłam w okno i nie czułam nic. Ani ulgi, ani gniewu. Było we mnie tylko jedno wielkie pytanie: co teraz?
Wieczorem zadzwoniła Magda – moja przyjaciółka.
– I co teraz zrobisz? – zapytała po wysłuchaniu wszystkiego.
– Nie wiem. Mam wrażenie, że wszystko, co mieliśmy, było kłamstwem.
– Ale nie byłaś już z nim szczęśliwa, prawda?
– Nie, ale to nie znaczy, że zasłużyłam na takie piekło.
Zamknęłam się w sobie. W pracy udawałam, że wszystko jest w porządku. Dzieci nie pytały, tylko przytulały się częściej. Wieczorami płakałam w poduszkę, cicho, żeby nie usłyszały.
Nie miałam siły podjąć żadnej decyzji. Rozwód? Może. Sama myśl o tym mnie przerażała. Próbowałam zrozumieć, gdzie popełniliśmy błąd, ale w głębi duszy wiedziałam – byliśmy zagubieni już dawno temu. On tylko pierwszy wysiadł.
Uczę się żyć na nowo
Minęły dwa miesiące. Daniel mieszka u matki, dzieci przyzwyczaiły się do tego, że „tata jest gdzie indziej”. Nie dopytują, są mądrzejsze, niż myślałam. Czują wszystko, nawet jeśli nie rozumieją. Nie podjęłam jeszcze decyzji o rozwodzie. Każdego dnia jestem o krok bliżej, ale wciąż się cofam. Czasem myślę, że to ze strachu. Innym razem, że ze złości – bo nie chcę mu dać tej wolności tak łatwo. Najczęściej jednak po prostu... nie wiem, czego chcę.
Uczę się znowu oddychać. Dla siebie. Nie tylko dla kogoś. Uczę się, że zdrada nie zabrała mi godności. Że można być rozbitą, ale i silną. Nie wybaczyłam Danielowi. Może kiedyś wybaczę. Nie dla niego – dla siebie. Żeby już nie nosić w sobie tego ciężaru. Ale jeszcze nie dzisiaj.
Dziś jestem matką, która każdego ranka wstaje, choć czasem nie ma siły. Która patrzy dzieciom w oczy i uczy się mówić prawdę – bez okłamywania siebie. Jeszcze się nie podniosłam. Jednak już wiem, że kiedyś to zrobię.
Klaudia, 38 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż mojej przyjaciółki totalnie zawrócił mi w głowie. Obiecywał, że ją zostawi, ale po prostu stchórzył”
- „Nasze małżeństwo od dawna kręci się tylko wokół kanapy i telewizora. Mąż każdą inną rozrywkę uznaje za moją fanaberię”
- „Mój chłopak skakał z radości, gdy powiedziałam o ciąży. Nie chciałam łamać mu serca i mówić, że nie jest ojcem”

