„Ciągle mieszkamy u teściów, bo mężowi tak wygodnie. Nie wytrzymam tego dłużej, więc postawiłam mu ultimatum”
„Zamarłam. Nie mogłam oddychać. Zasłoniłam usta dłonią, żeby się nie rozpłakać. A Michał… milczał. Nie bronił mnie. Nie powiedział ani słowa. W tej chwili zrozumiałam, że w tym domu zawsze będę gościem. A on nigdy nie będzie mój”.

Czasem mam wrażenie, że jestem gościem we własnym życiu. Wstaję rano w cudzym domu, słyszę cudze rozmowy i piję kawę w kuchni, gdzie wszystko pachnie Teresą, moją teściową. Nawet kubki są jej, z tymi brzydkimi, fioletowymi kwiatkami.
— Michał znowu sam wszystko ogarnia, a Julia tylko w telefonie siedzi — słyszę jej głos z salonu. Nie mówi do mnie, mówi „obok mnie”. Zawsze tak. Dla niej jestem dodatkiem do syna. Uciążliwym.
Michał wraca z pracy późno, rzuca mi szybki buziak w czoło i siada do komputera. Żadnego „Jak się czujesz?”, „Co u ciebie?”. Mieszkamy tu już dwa lata. Dwa. Na początku mówił, że to „na chwilę”, że „po ślubie odłożymy”. Ale nie odłożyliśmy nic, poza marzeniami o własnym kącie.
Wieczorem dzwonię do Magdy.
— Jeśli jeszcze raz usłyszę, że „teraz nie czas na zmiany”, to chyba wybuchnę — mówię, ściskając kubek z herbatą.
— A może czas wybuchnąć? — rzuca spokojnie.
Nie wiem, kiedy straciłam siebie, ale czuję, że jeśli zostanę tu dłużej, to już się nie odnajdę.
Patrzyłam na niego w osłupieniu
— Michał, chciałam z tobą porozmawiać — zaczęłam cicho, siadając obok niego na łóżku.
Oczy miał wlepione w telefon, coś przeglądał, jakby mnie nie słyszał.
— Mhm?
— Myślałeś ostatnio o tym, żebyśmy zaczęli szukać mieszkania?
Zamarł. Telefon zsunął mu się na kołdrę. Spojrzał na mnie, jakbym powiedziała coś skandalicznego.
— Serio? Teraz z tym wyjeżdżasz?
— Michał… minęły dwa lata. Obiecywałeś, że to tymczasowe.
— Aha, czyli znowu się zaczyna — prychnął i odwrócił wzrok. — Zawsze coś ci nie pasuje. Przecież mamy dach nad głową, wygodnie nam i wszystko pod nosem.
— Nie wszystko — powiedziałam spokojnie, ale serce biło mi jak szalone. — Nie mamy prywatności, nie mamy siebie. My tu nie jesteśmy… razem.
— Julia, błagam cię, nie rób dramatu. Wiesz, ile kosztuje wynajem? Kredyty? Ty masz jakieś wyobrażenia z Instagrama, a ja żyję w rzeczywistości!
— Nie chodzi mi o apartament z tarasem. Chodzi o nasze życie. Żebyśmy w końcu byli tylko we dwoje, jak małżeństwo, a nie podnajemcy u twoich rodziców.
— Czyli co? Mam się pokłócić z matką, żebyś ty mogła mieć więcej przestrzeni w łazience? — warknął.
Patrzyłam na niego w osłupieniu. To nie był chłopak, którego kiedyś kochałam. To był ktoś zupełnie obcy, zamknięty, agresywny.
— Wiesz co, Julia? Przestań mnie cisnąć. Ja naprawdę mam dość tej twojej presji — rzucił i wyszedł z pokoju, trzaskając drzwiami.
Zostałam sama. Ze ściśniętym gardłem, pustym pokojem i myślą: „Może to naprawdę tylko ja coś psuję?”.
Nie mogłam oddychać
Następnego dnia próbowałam inaczej. Bez emocji, bez „presji”. Michał siedział w kuchni z kawą, przeglądał coś w laptopie. Usiadłam naprzeciwko niego.
— Mogę coś powiedzieć? Spokojnie — zaczęłam.
— Mhm — mruknął, nawet na mnie nie patrząc.
— Chciałam tylko, żebyś mnie wysłuchał. Bez złości, okej?
Wzruszył ramionami.
— To, co mówiłam wczoraj… to nie był atak. Ja po prostu czuję się tu… nie na miejscu. To nie jest nasze. Nie możemy być sobą. Ciągle ktoś nas słyszy, widzi. Mam wrażenie, że nawet mówić muszę szeptem. — Próbowałam się uśmiechnąć, ale głos lekko mi zadrżał. — Tęsknię za nami, Michał. Za tym, że byliśmy razem. Tu czuję się, jakbyśmy byli osobno. Pod jednym dachem, ale osobno.
Wreszcie spojrzał na mnie. I tylko westchnął. Bez słowa zamknął laptopa, wstał, wziął kubek i wyszedł z kuchni. Nawet nie odpowiedział. Zostałam przy stole, czując, że się duszę. Wieczorem usłyszałam rozmowę z pokoju obok. Głos Michała — podniesiony, ale cichy. I głos Teresy, jego matki.
— Ona naciska. Ciągle gada o tej wyprowadzce. Nie wiem, co jej się nie podoba.
— Michał, nie pozwól jej tego rozwalić. To jest twój dom. My jesteśmy twoją rodziną. Ona chce cię odciągnąć od nas — powiedziała zimno Teresa.
Zamarłam. Nie mogłam oddychać. Zasłoniłam usta dłonią, żeby się nie rozpłakać. A Michał… milczał. Nie bronił mnie. Nie powiedział ani słowa. W tej chwili zrozumiałam, że w tym domu zawsze będę gościem. A on nigdy nie będzie mój.
Odwróciłam się do niej
Nie spałam całą noc. Rano wstałam wcześnie, ubrałam się i zaczęłam zbierać rzeczy z naszego pokoju. Cicho, by nikogo nie obudzić. Ale Teresa już krążyła po kuchni.
— Gdzieś się wybierasz? — zapytała chłodno, mijając mnie w korytarzu.
— Do mamy. Na kilka dni — powiedziałam spokojnie.
— No jasne. A Michał wie? Czy postanowiłaś po prostu wyjść i obrazić się jak dziecko?
Zignorowałam ją. Wiedziałam, że każde słowo więcej będzie tylko paliwem do jej wywodu. Ale wtedy w drzwiach stanął Michał. Potargane włosy, zaspane oczy.
— Co robisz? — zapytał zdziwiony.
— Jadę do mamy. Muszę odpocząć — odpowiedziałam, nie patrząc mu w oczy.
— Od czego? Od naszej gościnności? — wtrąciła Teresa.
Odwróciłam się do niej.
— Od życia na cudzych zasadach — powiedziałam cicho. — Od bycia niewidzialną żoną twojego syna.
— Julia, przestań. — Michał złapał się za głowę. — To znowu ta sama gadka. Ciągle coś nie tak!
— Bo NIC nie jest tak, jak powinno! — przerwałam mu, pierwszy raz podnosząc głos. — Nie chcę już być gościem w swoim małżeństwie. Nie chcę spać obok człowieka, który nawet nie próbuje mnie zrozumieć.
Teresa stanęła przy synu, splatając ręce na piersi.
— Michał, widzisz? Ona tylko rozbija rodzinę.
Spojrzałam na niego. Czekałam. Na choćby jedno zdanie, które będzie oznaczało, że wybiera mnie. Ale on milczał.
— W porządku — powiedziałam. — Albo szukamy mieszkania, albo kończymy z tym wszystkim.
Zerwałam kurtkę z wieszaka i wyszłam. Nikt nie próbował mnie zatrzymać.
Spojrzałam na nią z wdzięcznością
W domu mamy było cicho. Pachniało herbatą z cytryną i świeżo wypraną pościelą. Gdy weszłam, mama spojrzała na mnie bez pytania. Tylko rozłożyła ręce, a ja wpadłam w nie jak dziecko.
— Zostanę na kilka dni — powiedziałam, gdy się odsunęłyśmy.
— Zostań, ile trzeba — odpowiedziała. Nie pytała o powody. Chyba znała je wszystkie.
W nocy długo nie mogłam zasnąć. Przewracałam się z boku na bok, słuchając odgłosów starych rur i tykania zegara. Mój telefon milczał. Michał nie zadzwonił ani razu. Rano czekałam na wiadomość. Nic. Wzięłam kubek kawy i poszłam do parku. Usiadłam na ławce, gdzie kiedyś godzinami opowiadałam Magdzie, jak bardzo go kocham. Teraz czułam pustkę. I ulgę.
— Mówiłam ci, że długo tam nie wytrzymasz. — Magda spojrzała na mnie uważnie, gdy spotkałyśmy się tego samego popołudnia.
— Wiesz, najgorsze jest to, że naprawdę wierzyłam, że dam radę. Że miłość wystarczy — powiedziałam. — Ale ona nie wystarczy, jeśli się ją zamknie w czterech ścianach z jego matką.
— Co dalej?
Wzruszyłam ramionami.
— Michał nie walczy. Nawet nie próbuje. A ja… chyba już nie mam siły. Nie wiem, czy jeszcze chcę być jego żoną.
— To nie jest słabość, Julia. To siła. Że stawiasz granice.
Spojrzałam na nią z wdzięcznością. Pierwszy raz od dawna czułam się… nie winna. Tylko wolna.
Spuścił wzrok
Spotkaliśmy się tydzień później. Michał zadzwonił wieczorem, powiedział tylko:
— Musimy pogadać.
Zgodziłam się, ale bez emocji. Już nie miałam w sobie tej paniki, która kiedyś kazała mi ratować wszystko za wszelką cenę. Usiedliśmy w parku, tam gdzie zawsze przychodziłam przemyśleć ważne sprawy. Tym razem czułam się gościem we własnej historii.
— Przepraszam — powiedział. — Może rzeczywiście przesadziłem. Może nie rozumiałem, jak się czujesz.
— Może? — zapytałam. — Michał… ja mówiłam o tym tyle razy. Prosiłam, żebyś mnie wysłuchał. Ty się tylko broniłeś. I milczałeś, gdy twoja matka mówiła o mnie jak o obcej.
Spuścił wzrok.
— Wiem. Tylko… nie chciałem konfliktów. Nie chciałem wybierać.
— Ale wybrałeś. Za każdym razem, kiedy stawałeś po jej stronie, kiedy milczałeś. Michał, ja nie potrzebuję, żebyś walczył z matką. Potrzebuję, żebyś był mężem. Partnerem. Kims, z kim mogę budować coś własnego.
— Może… może byśmy poszukali czegoś razem? Mieszkania? — zapytał cicho.
Popatrzyłam na niego długo. W oczach miał lęk. Nie przed utratą mnie — przed odpowiedzialnością.
— Powiedz mi jedno. Czy jesteś gotów odciąć pępowinę? Czy potrafisz być mężem, nie tylko synem?
Nie odpowiedział. Po prostu patrzył. I w tym spojrzeniu nie było niczego, co dałoby mi nadzieję. Wstałam.
— Nie chcę już być jedyną, która walczy o nasze życie – powiedziałam i odeszłam.
A on nie zrobił ani kroku, by mnie zatrzymać.
Julia, 35 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Nie wiedziałam, ile kasy dać księdzu do koperty i przesadziłam. Ten gest kosztował mnie wiele więcej niż dniówka”
- „Nie miałem zamiaru napychać koperty dla księdza na kolędę w tym roku. Szybko pożałowałem swojego skąpstwa”
- „Żona kręciła nosem na moją wypłatę i powtarzała, że nie stać mnie na jej szczęście. Co mi po takiej miłości?”

