„Choć byłam szarą myszką, to na studniówkę zrobiłam się na milion dolarów. Skończyło się wstydem i łzami”
„Gdy weszłam na salę, przez chwilę nikt mnie nie zauważał. A potem jakby czas się zatrzymał. Zobaczyłam spojrzenia. Najpierw przypadkowe, a potem te celowe, przeszywające”.

W liceum byłam jak cień — obecna, ale niedostrzegalna. Cicha, zgarbiona, przemykająca korytarzami tak, by nikomu nie rzucić się w oczy. Mówią, że szkoła to najlepszy czas w życiu, ale dla mnie były to trzy lata unikania spojrzeń, rozmów i zbędnych emocji. Gdy ktoś w klasie wypowiadał moje imię, robiło mi się gorąco, bo to znaczyło, że coś jest nie tak — pomyliłam stronę w zeszycie, zapomniałam o pracy domowej, albo miałam na sobie coś, co wygląda jak po babci.
Zazdrościłam dziewczynom z klasy. Tym, które śmiały się głośno, miały paznokcie robione u kosmetyczki i chłopaków na zawołanie. A ja wciąż byłam tą samą szarą myszką. Wmawiałam sobie, że to bez znaczenia, ale kłamałam. Chciałam być widziana. Chciałam poczuć, że mogę wyglądać ładnie, być kimś więcej niż tłem. Studniówka miała być moją chwilą. Jedną nocą, w której nie będę nikim. Pomogła mi kuzynka Oliwia — jedyna osoba, która widziała we mnie coś więcej. Powiedziała, że mnie „zrobi”. W jej ustach brzmiało to jak misja specjalna.
— Zobaczysz, Matylda. Raz się pokażesz i nie będą mogli oderwać od ciebie wzroku.
Nie wiedziała, jak bardzo się myli.
Stałyśmy chwilę w milczeniu
Kiedy Oliwia zabrała mnie na zakupy, czułam się jak ktoś, kto przypadkiem wszedł na plan filmowy. Przebieralnie, lustra, miliony świateł. Sukienki. Wszystkie „nie dla mnie”. Za odważne, za krótkie, zbyt dopasowane. Ale Oliwia była nieugięta.
— Przymierz. Nie pytaj, po prostu przymierz.
Na piątą sukienkę weszłam zrezygnowana. Beżowa, lekko opalizująca, z cienkimi ramiączkami i delikatnym dekoltem. Gdy spojrzałam w lustro… nie poznałam się. Naprawdę nie. Patrzyła na mnie dziewczyna, która wyglądała jak bohaterka innej opowieści. Delikatna, ale z zadziornym błyskiem w oczach.
— No, Matyldo… — Oliwia weszła za mną do kabiny bez pytania. — Mówiłam? Powali ich. Bierzemy.
Potem był fryzjer. Pierwszy raz farbowanie, loki, upięcie. Potem makijaż: rzęsy, usta, kontur. Nie wiedziałam, że można tak wyglądać bez użycia filtrów. Wróciłam do domu, a mama zamarła.
— Matylda… Boże, jak ty pięknie wyglądasz…
Nie pamiętam, kiedy ostatnio tak na mnie patrzyła. Jakby widziała mnie pierwszy raz naprawdę. Stałyśmy chwilę w milczeniu. W końcu powiedziała:
— Dziś cię wreszcie zobaczą.
Uśmiechnęłam się, niepewnie, z mieszanką nadziei i strachu. Bo owszem, miałam nadzieję, że mnie zobaczą. Ale nie sądziłam, że będzie to aż tak bolesne.
Czy to było zainteresowanie?
Gdy weszłam na salę, przez chwilę nikt mnie nie zauważał. A potem jakby czas się zatrzymał. Zobaczyłam spojrzenia. Najpierw przypadkowe, a potem te celowe, przeszywające. Ktoś szturchnął kogoś łokciem. Ktoś inny szepnął coś do koleżanki i obie parsknęły śmiechem — nie wiedziałam jeszcze, czy ze zdziwienia, czy kpiny.
— Matylda?! — przed nosem stanął mi Kuba z równoległej klasy. — Nie poznałem cię… wow.
Uśmiechnęłam się sztywno, niepewna, co powiedzieć. Nigdy wcześniej nie powiedział do mnie więcej niż dwa słowa.
— No, ładnie się wystroiłaś — rzucił kolejny chłopak, ten, co zawsze rzucał we mnie papierkami w autobusie.
Czy to było zainteresowanie? Czy może coś innego? Nie wiedziałam. Ale przez chwilę, przez krótką, cudowną chwilę, czułam się jak ktoś inny. Jak dziewczyna, którą można zauważyć. Tańczyłam. Nie dużo, nie z każdym, ale wystarczająco, by poczuć, że istnieję. Nawet wychowawczyni uśmiechnęła się do mnie z zaskoczeniem. Jakby chciała powiedzieć: „To ty?!”. Wszystko pachniało nowym początkiem. Spokojnie popijałam sok, gdy nagle usłyszałam za plecami głos:
— Serio, to Matylda? Myślałem, że ktoś przyprowadził kuzynkę modelkę…
Zachłysnęłam się. Ale jeszcze nie wiedziałam, że to dopiero początek.
W oczach stanęły mi łzy
Poszłam do toalety, żeby poprawić makijaż. Ręce lekko mi się trzęsły — z emocji, z ekscytacji, może trochę z niepokoju. Pochyliłam się nad umywalką, kiedy usłyszałam głosy. Drzwi łazienki nie były domknięte.
— ...ale po co ona to robiła, serio. Myślała, że jak się za kogoś przebierze, będzie lepiej? — rzuciła jedna. — Po co ta szopka?
— Też nie wiem, po co udawać kogoś, kim się nie jest. No, ale widziałaś, jak Kamil jej komplementy prawił? — odezwała się druga dziewczyna. — To pewnie o tym myślała. Założyłyśmy się z nim, że wyciągnie ją do tańca. I co? Zrobił to!
— Ej, ale wygrał, nie? — zaśmiała się pierwsza. — Pół klasy oglądało, jak tańczy z Matyldą, której wyraźnie odbiło. Będzie co wspominać. Ale ubaw.
Serce mi zamarło. W oczach stanęły mi łzy. Nie byłam jedną z nich. Nigdy nie byłam. Dałam się nabrać. Zrobiłam z siebie widowisko, a oni tylko czekali, aż się potknę. Wróciłam na salę tylko po to, by zabrać torebkę. Nie zatańczyłam już z nikim.
Zatrzasnęłam drzwi do pokoju
Zimne powietrze uderzyło mnie w twarz, gdy wybiegłam z sali. Szłam szybko, prawie biegłam, a szpilki wbijały się w chodnik jak kolce. Torebka dyndała mi na ramieniu, jakby należała do kogoś innego. Makijaż rozmazał się po policzkach, ale nie obchodziło mnie to. Już nic mnie nie obchodziło.
W domu zastałam mamę siedzącą na kanapie. Gdy tylko mnie zobaczyła, poderwała się.
— Matylda? Co się stało? Dlaczego jesteś tak wcześnie?
— Nie pytaj. Po prostu nie pytaj.
— Ale... wyglądasz… — Ruszyła za mną do mojego pokoju, ale wtedy wybuchłam.
— Wyglądam jak idiotka! Ty też myślałaś, że się uda? Że jak mnie pomalują i ubiorą w ładną kieckę, to nagle ktoś mnie polubi?! — krzyknęłam.
Mama zamarła.
— Co się stało?
— Stało się to, że zrobiłam z siebie pośmiewisko — wycedziłam przez zęby. — Dzięki, mamo. Dzięki za tę genialną radę, żeby „wreszcie mnie zobaczyli”. Zobaczyli. I wyśmiali.
— Ja... nie wiedziałam... Myślałam, że to ci pomoże...
— Pomogło. Nigdy się tak nie wstydziłam. W życiu.
Zatrzasnęłam drzwi do pokoju. Usłyszałam ciche: „Przepraszam”, ale było już za późno. Zsunęłam się po ścianie, usiadłam na podłodze i płakałam. Cicho, żeby nikt nie słyszał. Jak wtedy, gdy miałam jedenaście lat i ktoś nazwał mnie „dziwaczną kuzynką” na rodzinnej imprezie. Nie poszłam do szkoły następnego dnia. Ani kolejnego. Nie chciałam, żeby znowu mnie „zobaczyli”.
Odeszłam, nie czekając na więcej
Wróciłam po tygodniu. Nie dlatego, że miałam siłę — po prostu mama powiedziała, że dłużej nie mogę siedzieć w domu. Wcisnęłam się w najluźniejszy sweter, włosy związałam w niedbały kucyk. Nie było makijażu ani ozdób, tylko ja — znowu Matylda z końca klasy. Gdy weszłam do szkoły, rozmowy ucichły na moment. Potem znów wszystko wróciło do normy, ale czułam spojrzenia. Te niby przypadkowe. Te, które wbijały się w plecy.
Nikt nic nie powiedział. Nikt się nie śmiał. Ale właśnie ta cisza bolała najbardziej. Na przerwie zauważyłam Kubę. Tego, który jako pierwszy powiedział mi wtedy „wow”. Stał przy automacie z batonami, z telefonem w ręku. Zebrałam się w sobie i podeszłam. Serce waliło mi jak oszalałe.
— Cześć.
Podniósł wzrok, zaskoczony.
— O… Hej.
— Możemy pogadać?
Wzruszył ramionami. Wyszliśmy na korytarz, gdzie było ciszej. Patrzyłam mu prosto w oczy.
— Dlaczego to zrobiłeś?
Zmarkotniał.
— Matylda, to nie było tak…
— To dokładnie tak było. Wszyscy się śmiali. Ty pierwszy zacząłeś. Udawałeś, że ci się podobam. Po co?
Zawahał się. Westchnął.
— Nie wiem. Serio. To była… zabawa. Zakład. Nie myślałem, że ci to aż tak… Że weźmiesz to do siebie.
— A jak miałam to wziąć?! — Poczułam, że drży mi głos. — Przez chwilę poczułam się… kimś. A wy zrobiliście ze mnie pośmiewisko.
— Przepraszam — powiedział, ale brzmiało to płytko, bez krztyny żalu.
Odeszłam, nie czekając na więcej. Bo to nie było przepraszam, którego potrzebowałam.
Matylda, 18 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Moja matka woli się zajmować sąsiadem, niż własnymi wnukami. Widocznie nie zależy jej na laurkach z okazji Dnia Babci”
- „Kiedy poznałam przyszłą synową, od razu wyczułam nosem kłopoty. Nie wiem, jakim cudem weszła do naszej rodziny”
- „W Dzień Babci wnuki wpadają jak burza i tylko czekają na koperty z gotówką. W tym roku postanowiłam zrobić coś innego”

