„Chciało mi się płakać na myśl o kolejnej samotnej Wigilii. Został mi tylko barszcz z przepisu mamy i wspomnienia”
„Zamknąłem oczy i pozwoliłem, by kolędy w radiu wypełniły pokój. Dźwięki odbijały się od ścian, tworząc złudzenie, że ktoś kiedyś tu był. Wspomnienia mieszały się z rzeczywistością, a ja nagle poczułem ciężar wszystkich samotnych Wigilii, które spędziłem w pustych mieszkaniach i wynajętych pokojach”.

- Redakcja
Samotność wypełniała mieszkanie ciszą, przerywaną jedynie tykaniem zegara. Światło choinki odbijało się od ścian, ale jej blask nie ogrzewał serca. Stół przygotowałem starannie, choć każdy talerz, każdy kubek przypominał, że nikt nie zasiądzie obok mnie. Dookoła panował spokój, który zamiast ukojenia wywoływał gorycz. Myśli krążyły wokół minionych świąt, pełnych gwaru, zapachu pierników i śmiechu, który już dawno ucichł. W garnku bulgotał barszcz, a ja patrzyłem na jego powierzchnię, jakby szukał tam cienia obecności bliskich. Czekała mnie kolejna samotna wigilia.
Samotny wieczór wigilijny
Mieszkanie tonęło w półmroku. Choinka migotała słabym światłem, a jej ozdoby odbijały refleksy lampki w oknach. Siedziałem przy stole, dłonie zaciśnięte na krawędzi blatu, czując chłód, który nie opuszczał ramion. W powietrzu unosił się zapach barszczu, który sam przygotowałem, starannie odmierzałem przyprawy, a mimo to wszystko wydawało się mdłe. W kuchni echo garnków przypominało mi o pustce wokół, o ciszy, która przytłaczała bardziej niż hałas ulicy za oknem.
– No i co, Jakub. Tak wygląda Wigilia – powiedziałem do siebie, a głos zabrzmiał obco w pustym pokoju.
Nie mogłem przestać myśleć o minionych świętach – o gwarze dzieci, o zapachu pierników, o głosach, których lubiłem słuchać i o rodzinnych rozmowach, które nigdy już nie wrócą. Stół stał gotowy, a jednak był pusty. Talerze, kubki i sztućce przypominały, że nie ma tu nikogo, kto by się ze mną nimi dzielił. Chciałem złapać tę samotność w ręce i wyrzucić ją na zewnątrz, ale nie potrafiłem.
– Może chociaż dziś zadzwonią – szepnąłem, patrząc na telefon, który milczał.
Sięgnąłem po miseczkę z barszczem, smakując go powoli, jakby każda kropla miała przypomnieć mi minione święta. Słone łzy spływały po policzkach, mieszając się z gorącym napojem. Pierwsza gwiazdka miała już świecić na niebie, ale ja patrzyłem w okno, szukając jej w samotności. Chciałem, żeby jej blask rozproszył ciemność w mieszkaniu, ale nawet ona wydawała się odległa, jak wszystko, co kiedyś było bliskie.
– Pokaż się w końcu – mruknąłem do nieba, jakbym mógł je przywołać.
W tle radio cicho grało kolędy, a ja zamknąłem oczy, pozwalając, by dźwięki odbijały się od pustych ścian. W tym momencie czułem, że całe moje życie skurczyło się do tego jednego wieczoru – wigilijnego, zimnego i samotnego, który miał gorzki smak.
Nie mogłem uciec od pustki
Patrzyłem na puste krzesła przy stole i nagle poczułem, jak echo dawnych świąt odbija się w całym mieszkaniu. Wspomnienia wracały z siłą uderzenia – zapach choinki w salonie u rodziców, stukot talerzy, śmiech kuzynów i ciepło, które wypełniało każdy zakamarek domu. Teraz wszystko było inne. Cisza stała się namacalna, niemal ciężka, a każdy ruch w mieszkaniu wydawał się przesadnie donośny.
– Pamiętasz, jak tata zawsze mówił: „Najpierw opłatek, potem wszystko inne”? – wyrwało mi się nagle, jakbym mówił do kogoś, kto siedzi obok.
Przygotowywanie kolacji było rytuałem, który utrwalał poczucie straty. Krojenie warzyw, mieszanie barszczu, układanie talerzy – wszystko powtarzałem z precyzją, jakby w tym mogła się ukryć resztka normalności. Nie mogłem jednak uciec od pustki. Samotność przy stole stała się bardziej realna niż cokolwiek w ciągu dnia. Czasem myślałem, że usłyszę stukanie w drzwi, że ktoś wejdzie, uśmiechnie się i usiądzie obok, ale to nigdy się nie zdarzało.
– Gdybyście tu byli, to byście się śmiali, że znowu przesadziłem z liściem laurowym – powiedziałem cicho, mieszając barszcz, jakbym naprawdę czekał na odpowiedź.
Zamknąłem oczy i pozwoliłem, by kolędy w radiu wypełniły pokój. Dźwięki odbijały się od ścian, tworząc złudzenie, że ktoś kiedyś tu był. Wspomnienia mieszały się z rzeczywistością, a ja nagle poczułem ciężar wszystkich samotnych Wigilii, które spędziłem w pustych mieszkaniach i wynajętych pokojach.
– Chciałbym, żeby było inaczej – szepnąłem do siebie, choć wiedziałem, że nikt nie usłyszy.
Łzy spływały mi po policzkach, a ja spróbowałem skupić się na smaku barszczu. Był gorący, intensywny, a mimo to nie potrafił zapełnić pustki w sercu. Pierwsza gwiazdka błysnęła na niebie, ale jej blask nie przynosił ulgi. Wpatrywałem się w nią, szukając cienia obecności kogoś, kto podzieliłby ze mną ten wieczór. Czułem, że samotność jest jedynym towarzyszem, który przyszedł na Wigilię.
Czułem się taki samotny
Światło choinki rzucało cienie na ściany, a każdy z nich wydawał się przypominać o tym, czego nie było w moim życiu. Siedziałem przy stole, wpatrując się w pusty talerz przed sobą. Czułem, jak czas zwalnia, a każda minuta wypełniona jest ciężarem samotności. W powietrzu unosił się zapach barszczu, który sam przygotowałem, mieszanka przypraw była idealna, lecz smak pozostawiał gorycz.
– Nawet nakryłem, jak dla kogoś – powiedziałem, przesuwając palcem po rancie dodatkowego talerza. – I co z tego.
Próbowałem odwrócić myśli, słuchając kolęd, ale echo dawnych Wigilii wciąż powracało. Wspomnienia rozbrzmiewały w głowie, a ja czułem, że każdy śmiech, każda rozmowa, każdy dźwięk, który kiedyś wypełniał dom, teraz istnieje tylko w pamięci. Nie miałem z kim dzielić tych chwil, nawet drobnych gestów, które kiedyś wydawały się naturalne.
– Dlaczego zawsze jestem sam? – wyrwało mi się w ciszy mieszkania, głos odbił się od ścian i zniknął.
– Bo tak łatwiej. Nie trzeba nic tłumaczyć – dodałem po chwili, sam do siebie, jakbym próbował się przekonać.
Czułem, że samotność staje się nieodłączną częścią tego wieczoru. Spojrzałem na okno, w którym odbijała się choinka, i nagle świat zewnętrzny wydawał się jeszcze bardziej odległy. Na ulicy ludzie spieszyli do rodzin, a ja tkwiłem w miejscu, które przypominało, że życie potrafi być okrutne.
– Chciałbym, żeby ktoś wszedł, usiadł i po prostu był… – szeptałem, obserwując migoczące światło pierwszej gwiazdki, która zdawała się patrzeć na mnie z wyrzutem.
Brakowało mi towarzystwa
Nagle ktoś zapukał, a potem drzwi do mieszkania otworzyły się cicho, choć w ciszy wydawało się, że huknęły z całej siły. Podskoczyłem, serce zabiło mi szybciej, a w głowie pojawiła się myśl, że ktoś wszedł nieproszony. Przez chwilę patrzyłem w ciemny korytarz, próbując rozpoznać sylwetkę. Ktoś stał w cieniu, a ja poczułem nagłe ciepło, którego tak bardzo brakowało w tym wieczorze.
– Kto tam? – zapytałem, sam zdziwiony, że głos mi nie zadrżał aż tak.
– Przepraszam, że przeszkadzam… – odezwał się nieśmiało głos, który wywołał mieszankę zaskoczenia i ulgi. – Myślałem, że może… mogę usiąść?
Spojrzałem na niego, niepewny, czy to prawda, czy tylko wyobraźnia płata mi figle. Powoli skinąłem głową, a on podszedł bliżej, siadając na wolnym krześle. Wreszcie poczułem, że w pomieszczeniu pojawia się obecność, której od dawna pragnąłem. To nie były te wspomnienia z dzieciństwa, które wracały z bólem, ale coś prawdziwego, namacalnego, co mogło wypełnić ciszę.
– Nie spodziewałem się, że ktoś przyjdzie – wyszeptałem, wciąż nie mogąc uwierzyć w swoje szczęście.
– Widziałem światło choinki i pomyślałem, że… może nie chce pan być sam? – odpowiedział cicho, uśmiechając się niepewnie.
– Skąd masz klucz? – wypaliłem nagle, dopiero teraz łapiąc się na tym, że to wciąż wygląda jak sen.
– Jestem z sąsiedniego mieszkania. Zostawi pan kiedyś u mnie zapasowy. Pomyślałem… że dziś może się przydać – powiedział, spuszczając wzrok.
Rozmawialiśmy przy barszczu. Powoli zaczynałem rozumieć, że samotność nie musi być trwała, że obecność drugiego człowieka może zmienić całe postrzeganie tego wieczoru. Rozmowa była prosta, zwyczajna, a mimo to wypełniła pokój ciepłem, którego od dawna nie czułem.
– Jak masz na imię? – zapytałem, bo nagle głupio było, że ktoś siedzi przy moim stole, a ja nawet nie znam jego imienia.
– Bartek – odpowiedział. – A pan ma na imię Jakub, prawda? Słyszałem kiedyś na klatce.
Patrzyłem, jak światło choinki odbija się w jego oczach i nagle Wigilia przestała być wyłącznie czasem straty. Mogła stać się czymś innym, czymś, czego nigdy się nie spodziewałem – początkiem chwili, która wypełniła pustkę.
Ktoś o mnie pamiętał
Rozmawialiśmy cicho, jakby każde słowo było delikatnym mostem nad przepaścią samotności, która wypełniała mieszkanie przez lata. Jego obecność była dziwnie kojąca, a mimo to nie mogłem uwolnić się od uczucia, że wszystko to jest nietrwałe. Barszcz stał na stole, nadal gorący, a ja patrzyłem, jak lekko drżą mu ręce przy kubku.
– Nigdy nie myślałem, że ktoś naprawdę przyjdzie… – wyszeptałem, próbując nie pokazać, jak bardzo drżą mi palce.
– Czasem wystarczy, że ktoś zauważy światło – odpowiedział spokojnie, a jego spojrzenie było pełne zrozumienia.
– A ty, czemu jesteś sam? – zapytałem w końcu, ostrożnie, jakbym nie chciał rozdrapywać jego ran.
– Bo tak wyszło. Rodzina daleko, a ja nie lubię robić z siebie biednego gościa – uśmiechnął się krótko. – Dziś mi coś nie pasowało, jak wracałem. Za cicho było na klatce.
Wypiliśmy barszcz, a ja czułem, że gorycz samotnych Wigilii powoli ustępuje miejsca nowemu uczuciu – niepewnemu, kruchemu, ale prawdziwemu. Obserwowałem migotanie choinkowych świateł w jego oczach i nagle wiedziałem, że choć przeszłość wciąż jest obecna, teraz istnieje też coś, co może wypełnić pustkę.
– Dziękuję, że przyszedłeś – powiedziałem cicho, niepewnie.
– Nie musisz dziękować – odparł z lekkim uśmiechem. – Czasem wystarczy po prostu być razem, choć na chwilę.
– Zostań jeszcze moment. Dokończymy kolędę w radiu – powiedziałem, sam zdziwiony, że potrafię to powiedzieć tak prosto.
– Zostanę – odpowiedział i uniósł kubek. – Za to, że dziś ktoś jednak jest obok.
Milczeliśmy przez dłuższą chwilę, słuchając tylko dźwięku ulotnego ciepła, które wypełniało pokój. Choinka migotała, barszcz parował, a ja poczułem, że samotność nie zniknęła całkowicie, ale przestała być wszechobecna. W tej Wigilii pojawiło się coś nowego – świadomość, że nawet najbardziej chłodne święta mogą stać się mniej samotne, jeśli ktoś przyjdzie i zostanie obok. Może nic się nie zmieniło na zawsze, ale przez chwilę poczułem, że ktoś mnie dostrzegł. Że ktoś pamięta, że istnieję.
Nie jesteśmy sami
Święta dobiegły końca, a ja nadal siedziałem przy stole, choć pokój wypełnił się cichym spokojem. Wigilia nie była już całkowicie samotna, ale kiedy sąsiad wyszedł, pustka wróciła z całą swoją mocą. Barszcz już ostygł, a choinka migotała słabym światłem, które odbijało się w pustych ścianach. Czułem, że noc minęła, pozostawiając po sobie smak łez i ciepło, którego nie potrafiłem zatrzymać.
– Wpadnę jutro na herbatę, jeśli ci pasuje – powiedział na progu, jakby rzucał to od niechcenia, a ja słyszałem w tym coś więcej.
– Pasuje – odpowiedziałem szybko, zanim zdążyłem się wycofać.
Próbowałem zachować w pamięci każdy szczegół, ale świadomość, że wszystko to było chwilowe, przynosiła bolesne ukłucie w sercu. Samotność nie odeszła, jedynie ustąpiła na moment, a ja poczułem, że wciąż jestem w tym sam, choć trochę inaczej – z doświadczeniem obecności, które mogło kiedyś powrócić.
Czułem, jak w sercu miesza się ulga i gorycz, świadomość, że życie potrafi dawać krótkie chwile bliskości, by zaraz pozostawić pustkę.
– Może kiedyś znowu… – wyszeptałem, choć tym razem brzmiało to mniej jak prośba, a bardziej jak obietnica.
Noc była długa, cicha, spokojna i nieprzewidywalna. Pierwsza gwiazdka oświetlała mój pokój, a ja patrzyłem na nią, wiedząc, że nic się nie zmieniło w moim życiu, choć coś w tej krótkiej chwili wigilijnego ciepła zostało. To wspomnienie było jedynym prezentem, który mogłem zachować, jedynym dowodem, że samotność czasem ustępuje na chwilę.
Wstałem od stołu, spojrzałem jeszcze raz na choinkę i poczułem, że nawet jeśli świat nadal jest pusty, czasami wystarczy jeden moment, by poczuć, że nie jesteśmy całkowicie sami.
Jakub, 64 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Kupowałam sylwestrową kreację, ale zamiast na promocje, trafiłam na dowód zdrady. Okazja do zemsty spadła mi z nieba”
- „Mąż skąpi na prezenty dla dzieci, a sobie kupił smartwatch. Ja pod choinkę dam mu klocki, bo nie dorósł do roli ojca”
- „Córka potrzebowała korepetycji z biologii. Zapisałem ją na prywatne lekcje, bo skusił mnie uśmiech nauczycielki”

