„Chciałem zostawić dziewczynę w walentynki. Zwątpiłem, gdy usłyszałem, że nosi pod sercem moje dziecko”
„Moje uczucia nie zmieniły się ani trochę. Zmieniło się tylko to, że nagle przestałem widzieć drogę ucieczki. Siedziałem naprzeciwko niej, słuchałem, jak mówi o przyszłości, a w środku czułem jedynie narastający strach”.

Wiedziałem od dawna, że coś się we mnie skończyło, tylko brakowało mi odwagi, by nazwać to po imieniu. Każdy kolejny dzień udawania był jak noszenie cudzego płaszcza — niby pasował, ale coraz bardziej ciążył. Tamtego wieczoru chciałem wreszcie zdjąć go z siebie. Nie wiedziałem jeszcze, że zamiast ulgi poczuję ciężar, którego nie da się tak po prostu odłożyć.
Chciałem się rozstać
Przygotowania do walentynek zacząłem zbyt wcześnie, jakbym bał się, że jeśli na chwilę przestanę działać, zabraknie mi odwagi. Kwiaty kupiłem bez zastanowienia, te same co zawsze. W restauracji poprosiłem o stolik przy oknie, bo wydawało mi się, że światło miasta złagodzi słowa, które miałem w głowie przećwiczone niemal na pamięć. Powtarzałem je w myślach, idąc ulicą.
To nie twoja wina. To się po prostu wypaliło. Zasługujemy na coś lepszego z kimś innym.
Brzmiały rozsądnie. Prawie uczciwie.
Lena przyszła chwilę po mnie. Zauważyłem to od razu — jej uśmiech był jakby na siłę. Usiadła, poprawiła włosy, dotknęła mojej dłoni dłużej niż zwykle.
– Ale tu ładnie – powiedziała cicho. – Tak… uroczyście.
Skinąłem głową, czując ukłucie wstydu. Uroczystość miała być przecież dla rozstania, nie dla nas.
Zamówiliśmy kolację. Lena mówiła więcej niż zwykle, trochę chaotycznie, przeskakując z tematu na temat. O pracy, o planach na wiosnę, o jakimś artykule, który ostatnio czytała. Słuchałem, ale bardziej obserwowałem. Drżały jej dłonie. Co chwilę brała głębszy oddech, jakby zbierała się na coś ważnego. Pomyślałem, że wie. Że wyczuła to, co ja nosiłem w sobie od miesięcy.
– Wszystko w porządku? – zapytałem w końcu, bardziej z obowiązku niż troski.
Spojrzała na mnie uważnie.
– Tak. Znaczy… tak, oczywiście – odpowiedziała zbyt szybko. – Po prostu się wzruszam. To miły wieczór.
Miły. To słowo zabolało bardziej, niż się spodziewałem. Wziąłem łyk wody i poczułem, jak serce bije mi szybciej. Byłem pewien, że za chwilę wszystko się zacznie. Że powiem swoje kwestie, ona się rozpłacze, a potem każde z nas wróci do innego życia.
Nie zauważyłem nawet momentu, w którym Lena przestała mówić. Spojrzała na mnie tak, jakby chciała się upewnić, że patrzę.
– Paweł… – zaczęła, a ja byłem gotów wejść jej w słowo. Zatrzymać ją. Zrealizować plan. Nie zdążyłem.
Tego się nie spodziewałem
– Paweł… ja muszę ci coś powiedzieć.
Jej głos był cichy, ale drżał w nim jakiś upór, którego wcześniej nie słyszałem. Odłożyła sztućce, jakby nagle straciły sens. Patrzyła na mnie uważnie, z tą samą napiętą miną, tylko teraz doszło do niej coś jeszcze — oczekiwanie.
– Co się stało? – zapytałem, choć serce zaczęło mi bić szybciej. W głowie wciąż miałem swoje kwestie. Te o końcu. O uczciwości.
Lena wzięła głęboki oddech. Jeden. Drugi. Przez ułamek sekundy pomyślałem, że się rozpłacze.
– Jestem w ciąży.
Świat się zatrzymał. Dosłownie. Dźwięki restauracji odpłynęły gdzieś daleko, jakby ktoś nagle zamknął mnie pod grubą szybą. Patrzyłem na nią, ale nie byłem pewien, czy ją widzę. Jedno zdanie, a w głowie miałem pustkę, której nie potrafiłem wypełnić żadną myślą.
– Co…? – wydusiłem w końcu.
Brzmiało to żałośnie, obco. Jakby mówił ktoś inny. Lena uśmiechnęła się nerwowo i kiwnęła głową.
– Wiem, że to niespodziewane. Dla mnie też było. Ale… chciałam, żebyś wiedział. Dziś.
Dziś. Oparłem się plecami o krzesło, czując, że ciało mam ciężkie, jakby ktoś nalał do mnie ołowiu. Przez głowę przemknęło mi tysiąc myśli naraz, ale żadna nie była kompletna. Dziecko. Odpowiedzialność. My. A gdzieś pod tym wszystkim — zdanie, które miałem przygotowane, teraz nagle zupełnie bezużyteczne.
– I… co ty na to? – zapytała ostrożnie.
Patrzyła na mnie z nadzieją. Czystą, niemal dziecinną. Zobaczyłem w jej oczach coś, czego nie czułem w sobie od dawna — radość. Pewność. Plan.
– Ja… – zacząłem i urwałem. Gardło miałem ściśnięte. – To dużo. Muszę… to przemyśleć.
Jej uśmiech na chwilę zgasł, ale zaraz wrócił, trochę słabszy.
– Rozumiem. To normalne. Najważniejsze, że jesteśmy razem.
To „razem” uderzyło mnie mocniej niż wszystko inne. Bo ja już wtedy wiedziałem, że moje uczucia nie zmieniły się ani trochę. Zmieniło się tylko to, że nagle przestałem widzieć drogę ucieczki. Siedziałem naprzeciwko niej, słuchałem, jak mówi o przyszłości, a w środku czułem jedynie narastający strach.
Miałem mętlik w głowie
Wracaliśmy razem, ale w zupełnie innych kierunkach. Lena szła obok mnie blisko, niemal przyklejona do mojego ramienia, jakby bała się, że jeśli puści, coś zniknie. Ja z kolei czułem, że każdy jej krok pogłębia dystans, którego nie potrafiłem już skrócić.
– Jest chłodno – powiedziała nagle i wsunęła dłoń w moją kurtkę.
Skinąłem głową, choć nawet nie sprawdziłem, czy rzeczywiście jest zimno. Mi było duszno. Myśli kotłowały się bez ładu, wracając wciąż do jednego momentu sprzed kilku dni, gdy siedziałem z Michałem na ławce w parku i mówiłem mu wprost, że to już nie ma sensu.
– Po prostu się wypaliło – powiedziałem wtedy. – Nie kłócimy się, ale to jeszcze gorsze. Nic już nie czuję.
– To po co z nią jesteś? – zapytał bez owijania.
Nie odpowiedziałem. Milczenie było prostsze.
Teraz to samo milczenie szło obok mnie w postaci Leny. Tyle że ona wypełniała je słowami. Opowiadała, co trzeba będzie zmienić w mieszkaniu, jak inaczej ustawić wszystko, że może warto pomyśleć o większym miejscu. Mówiła szybko, jakby bała się, że jeśli przestanie, ja wreszcie powiem coś, czego nie chce usłyszeć.
– Myślisz, że twoja mama się ucieszy? – zapytała nagle, spoglądając na mnie z boku.
– Pewnie tak – odpowiedziałem automatycznie.
Wiedziałem, że ucieszy się bezwarunkowo. Wiedziałem też, co powie: że teraz trzeba być odpowiedzialnym, że życie to nie tylko uczucia, że są sprawy ważniejsze niż moje wątpliwości. Już słyszałem jej głos w głowie i czułem, jak coś we mnie się kurczy.
Nie wiedziałem, co robić
W mieszkaniu Lena zdjęła płaszcz i od razu zaczęła krzątać się po kuchni. Robiła herbatę, choć oboje wiedzieliśmy, że jej nie wypiję. Usiadłem przy stole i patrzyłem, jak porusza się po znanej przestrzeni z nową energią, jakby nagle wszystko nabrało sensu.
– Boję się – powiedziała cicho, odwrócona do mnie plecami. – Ale to dobry strach. Taki, który mówi, że coś się zaczyna.
Nie odpowiedziałem. Każde słowo, które przychodziło mi do głowy, było niewłaściwe. Prawda była zbyt ostra. Kłamstwo – zbyt łatwe.
Gdy położyliśmy się spać, leżałem sztywno, wpatrując się w sufit. Lena spała niespokojnie, co chwilę zmieniając pozycję. Położyła rękę na mojej klatce piersiowej, jakby chciała się upewnić, że wciąż tu jestem. Byłem. Fizycznie. Reszta została gdzieś daleko, razem z odwagą, którą jeszcze niedawno miałem.
Zwierzyłem się mamie
Do matki pojechałem sam. Powiedziałem Lenie, że muszę przewietrzyć głowę, choć oboje wiedzieliśmy, że chodzi o coś więcej. Nie dopytywała. Uśmiechnęła się tylko blado i poprosiła, żebym dał znać, kiedy wrócę. To „kiedy” zabrzmiało jak oczywistość, nie pytanie.
Otworzyła drzwi, zanim zdążyłem zapukać drugi raz. Jak zawsze wyglądała na gotową — uczesana, skupiona, z tym samym spojrzeniem, które pamiętałem z dzieciństwa. Spojrzeniem osoby, która rzadko się waha.
– Zmizerniałeś – zauważyła zamiast powitania.
Usiadłem przy stole w kuchni. Zapach zupy był znajomy, kojący, zupełnie niepasujący do tego, co miałem w środku. Przez chwilę rozmawialiśmy o niczym. O pogodzie, o sąsiadach, o tym, że ceny znowu poszły w górę. Odkładałem moment, który i tak musiał nadejść.
– Lena jest w ciąży – powiedziałem w końcu, patrząc w blat.
Zapadła cisza, krótka, ale znacząca. Irena uniosła brwi, a potem na jej twarzy pojawiło się coś na kształt uśmiechu.
– No proszę – powiedziała spokojnie. – To poważna sprawa.
– Wiem.
– To dobrze, że wiesz – dodała. – Teraz trzeba myśleć odpowiedzialnie.
Nie zapytała, co czuję. Nie zapytała, czy jestem gotów. W jej świecie te pytania nie miały znaczenia. Był fakt. A skoro był fakt, to była też droga, którą należało iść.
– Paweł – spojrzała na mnie uważnie – dziecko to nie zabawka. Rodzina to obowiązek. Czasem uczucia przychodzą później.
Pokiwałem głową, choć coś we mnie krzyczało. Chciałem powiedzieć, że to nie tak, że uczucia nie są dodatkiem, który można odłożyć na potem. Ale zabrakło mi siły. Albo odwagi.
Gdy wychodziłem, Irena objęła mnie krótko, zdecydowanie.
– Dobrze zrobisz – powiedziała. – Zobaczysz.
Na klatce schodowej poczułem, że tracę prawo do własnych wątpliwości. Jakby zostały mi odebrane w imię czegoś większego, tylko że ja nie byłem pewien, czy to „większe” naprawdę wszystko usprawiedliwia.
Nie powiedziałem Lenie
Nie powiedziałem jej prawdy. Ani tamtego wieczoru, ani następnego dnia, ani tydzień później. Każda okazja wydawała się niewłaściwa, każda rozmowa zbyt krucha, by ją rozbić jednym zdaniem, że chciałem wtedy odejść. Zamiast tego kiwałem głową, słuchałem planów, pozwalałem, by przyszłość układała się beze mnie, ale wokół mnie.
Lena była coraz spokojniejsza. Jakby samo wypowiedzenie tego jednego zdania w restauracji ustawiło jej świat na właściwym miejscu. Mówiła „my” z taką naturalnością, że momentami niemal jej wierzyłem. Patrzyłem na nią i czułem coś na kształt czułości, ale obok niej zawsze stał cień — świadomość, że budujemy coś na kłamstwie.
Któregoś wieczoru usiadła obok mnie na kanapie i położyła głowę na moim ramieniu.
– Wiesz, że damy radę? – zapytała cicho.
– Wiem – odpowiedziałem bez wahania.
To była prawda, ale nie ta najważniejsza. Bo „dać radę” nie znaczyło „chcieć”. Odpowiedzialność okazała się łatwiejsza niż szczerość. Bezpieczniejsza. I znacznie bardziej samotna.
Zrozumiałem wtedy, że już dokonałem wyboru. Zostałem, bo bałem się odejść. Bo bałem się jej łez, oceny matki, własnego sumienia. Zostałem nie z miłości, lecz z lęku. A lęk, choć potrafi trzymać ludzi razem, nigdy nie był fundamentem, na którym chciałbym coś budować.
Paweł, 32 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mąż marudził, że za dużo wydaję i biegał na skargę do teściowej. Teraz we dwójkę przepytują mnie z paragonów”
- „Budowałam wielką karierę, ale na drodze stanął mi stażysta. Moje dziecko nigdy się nie dowie, kto jest jego ojcem”
- „Teściowa ma się za ekspertkę w sprawach damsko-męskich. Kiepsko jej idzie, skoro nie potrafi upilnować własnego męża”

