„Chciałam zaradnego faceta, a trafiłam na lebiegę. Cieszę się, że chociaż jego ojciec potrafi o mnie dobrze zadbać”
„Z czasem przestałam mówić. Coraz więcej myślałam o tym, co by było, gdyby u mojego boku był ktoś inny. Ktoś, kto patrzyłby na mnie inaczej. Na przykład jego ojciec. Ten sam, który zawsze uśmiechał się ciepło i z troską zapraszał mnie do kuchni na herbatę po rodzinnych obiadach”.

Wyszłam za mąż, mając nadzieję na stabilność i dojrzałe partnerstwo. Mój wybór był przemyślany, choć pozbawiony wielkich uniesień – liczyłam, że z czasem uczucie przyjdzie. Nie potrzebowałam księcia z bajki, tylko faceta, który weźmie życie w swoje ręce i stanie się dla mnie wsparciem. Zamiast tego dostałam niedojrzałego chłopca, który więcej czasu spędzał przed ekranem niż ze mną. Długo tłumaczyłam sobie, że każdy związek ma swoje trudne momenty. Aż poznałam mężczyznę, który wiedział, czego chce. Ironią losu było to, że był ojcem mojego męża.
Ślub z rozsądku
Nie zakochałam się od pierwszego wejrzenia. To była relacja oparta na wzajemnym zrozumieniu, poczuciu bezpieczeństwa i... chłodnej kalkulacji. On był spokojny, poukładany, miał stałą pracę w rodzinnej firmie i marzył o żonie, która ugotuje obiad i nie będzie robić dram. Ja byłam po kilku burzliwych związkach i marzyłam o spokoju. Wydawało się, że możemy stworzyć stabilny dom. Przez chwilę naprawdę w to wierzyłam.
Rodzina była zachwycona. Teściowie zapraszali nas na niedzielne obiady, a jego ojciec, pan Andrzej, zawsze patrzył na mnie z takim ciepłem, że czasem aż robiło mi się głupio. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to spojrzenie zostanie ze mną na dłużej.
Nasz ślub był skromny, ale ładny. Goście bawili się świetnie, my trochę mniej – mój świeżo poślubiony mąż zniknął z kolegami na dłużej, zostawiając mnie na sali z rodziną. Przymknęłam na to oko, bo przecież „to jego dzień”. Wtedy nie sądziłam, że ten wieczór tak dobrze pokaże, jak będzie wyglądać nasze małżeństwo. Ja w centrum, ale samotna. On obok, ale jakby gdzieś bardzo daleko.
Chłopiec a nie mężczyzna
Na początku jeszcze próbowałam go tłumaczyć. Mówiłam sobie, że może musi się wdrożyć w rolę męża, że każdy potrzebuje czasu. Tylko że czas mijał, a ja czułam się coraz bardziej samotna. On wracał z pracy, rzucał torbę w kąt i siadał do konsoli albo przeglądał memy na telefonie. Wieczory spędzał ze słuchawkami na uszach, ja – z książką lub serialem, udając, że mi to odpowiada.
– Może byśmy gdzieś poszli w sobotę? – zaproponowałam kiedyś, siadając obok niego.
– W sobotę? A, nie mogę. Z chłopakami mamy rajd w Warzone – odpowiedział, nawet na mnie nie patrząc.
Nie chodziło o same wyjścia. Chodziło o to, że w ogóle nie chciał się postarać. Nie interesowało go, jak minął mi dzień, co czuję, czego mi brakuje. Był obecny fizycznie, ale emocjonalnie – jakby go nie było. Każda próba rozmowy kończyła się wzruszeniem ramion lub zbywającym „daj spokój”.
Z czasem przestałam mówić. Coraz więcej myślałam o tym, co by było, gdyby u mojego boku był ktoś inny. Ktoś, kto patrzyłby na mnie inaczej. Na przykład jego ojciec. Ten sam, który zawsze uśmiechał się ciepło i z troską zapraszał mnie do kuchni na herbatę po rodzinnych obiadach.
Pierwszy raz z teściem
To wydarzyło się w zwyczajny wieczór, kiedy mój mąż znów został dłużej u kolegów. Pojechałam do teściów, oddać dokumenty, o które prosił jego ojciec. Drzwi otworzył mi w swetrze, z podwiniętymi rękawami, pachnący kawą i drewnem. W domu było cicho, zbyt cicho jak na moje rozedrgane myśli.
– Zostaniesz na herbatę? – zapytał, a w jego głosie była uważność, której brakowało mi od miesięcy.
Usiedliśmy w kuchni. Rozmawialiśmy o pracy, o pogodzie, o drobiazgach. W pewnym momencie zapytał, czy jestem szczęśliwa. To pytanie zawisło między nami jak ciężka zasłona.
– Staram się – odpowiedziałam, unikając jego wzroku.
Spojrzał na mnie inaczej, poważniej. Opowiedział, że widzi, jak gasnę, i że nikt nie powinien czuć się tak samotny w małżeństwie. Jego dłoń spoczęła na mojej, pewnie, bez pośpiechu. Nie cofnęłam jej. Serce biło mi szybko, a jednocześnie czułam spokój, którego dawno nie znałam.
Pocałunek był krótki i pełen wahania, a jednak przesądził wszystko. Nie było w nim pośpiechu, raczej obietnica opieki. Wiedziałam, że przekraczam granicę, której nie da się cofnąć. Jednocześnie czułam, że ktoś wreszcie mnie widzi.
Między dwoma mężczyznami
Po tamtym wieczorze wróciłam do domu z drżącymi dłońmi i ściśniętym gardłem. Mój mąż nawet nie zauważył, że byłam spóźniona. Siedział w salonie z padem w ręku, śmiejąc się do mikrofonu. Przeszłam obok niego bez słowa. Czułam się winna, ale też... pierwszy raz od dawna – żywa.
Romans z teściem nie zaczął się od razu. Przez kilka tygodni unikaliśmy siebie, choć każde spotkanie rodzinne było napięte od niewypowiedzianych spojrzeń. W końcu to on pierwszy zadzwonił. Zaprosił mnie na „przypadkowy” spacer po pracy. Znów rozmawialiśmy – dużo, długo, o wszystkim, o mnie.
– Nie chcę robić ci krzywdy – powiedział cicho, gdy zatrzymaliśmy się przy ławce.
– Ja już czuję się skrzywdzona. Codziennie – odpowiedziałam.
Nie chciałam wybierać między nimi. Z jednej strony miałam męża, któremu ślubowałam wierność, choć nie dawał mi nic, poza obecnością. Z drugiej – jego ojca, który traktował mnie z szacunkiem i czułością. Żaden wybór nie wydawał się uczciwy. Żaden nie był łatwy.
Spotykaliśmy się coraz częściej. Dyskretnie. Czasem wystarczyła chwila – jego dłoń na moim karku, szept, spojrzenie. Byłam rozdarta. Wiedziałam, że to nie potrwa wiecznie. Ale jeszcze nie umiałam z tym skończyć.
Niebezpiecznie blisko granicy
Pewnego popołudnia mój mąż wrócił wcześniej z pracy. Zdziwiło mnie to, bo od miesięcy unikał wspólnego czasu. Wszedł do mieszkania cicho, a ja siedziałam w kuchni, kończąc rozmowę przez telefon. To był Andrzej. Zdążyłam się pożegnać, zanim wszedł, ale on i tak coś wyczuł.
– Z kim gadałaś tak cicho? – zapytał, siadając naprzeciwko.
– Z koleżanką – skłamałam, nie patrząc mu w oczy.
Obserwował mnie długo. Pierwszy raz od dawna miałam wrażenie, że naprawdę mnie widzi. Tylko że było już za późno. Oddaliliśmy się zbyt mocno, a między nami stał jego ojciec. Nie wiedziałam, czy domyślał się czegoś, ale jego chłodne „dobranoc” tamtego wieczoru zostawiło po sobie dziwne napięcie.
Z Andrzejem spotkałam się dwa dni później. U niego, w domu. Jego żona wyjechała na kilka dni do siostry, wszystko było ciche, znajome. Patrzyliśmy na siebie inaczej. Wiedzieliśmy, że przekroczyliśmy granicę, zza której nie ma powrotu.
– Musimy podjąć decyzję – powiedział.
Milczałam. Serce chciało jednego, rozum drugiego. Każdy scenariusz niósł ból.
– Może czas pomyśleć o sobie – dodał, biorąc mnie za rękę.
Tego wieczoru zostałam u niego. Nie pierwszy raz. Ale pierwszy raz bez lęku, że to błąd.
Taki jest mój wybór
Kilka tygodni później spakowałam walizkę. Nie robiłam scen, nie krzyczałam, nie tłumaczyłam się. Po prostu wiedziałam, że dłużej tak nie chcę żyć. Mój mąż siedział na kanapie, jak zawsze, z kontrolerem w rękach. Podniosłam torbę i spojrzałam na niego.
– Odchodzę – powiedziałam cicho.
– Co? Żartujesz? – parsknął śmiechem, nie odrywając wzroku od ekranu.
– Nie żartuję – odparłam, już przy drzwiach.
Nie pytał, dokąd idę. Nawet nie wstał. I to utwierdziło mnie w tym, że decyzja była słuszna. Nie zamieszkałam od razu z Andrzejem. Potrzebowaliśmy czasu, żeby zrozumieć, czego chcemy. On rozmawiał z żoną, powiedział jej prawdę. Nie było łatwo. Bolało wszystkich. Ale nie da się budować życia na pustce i udawaniu. Próbowałam przez lata. Teraz wybrałam siebie.
Nie wiem, co będzie dalej. Może nasz związek się nie utrzyma, może wszystko się posypie. Ale dziś wiem jedno – zasługuję na miłość, na uważność, na dotyk, który coś znaczy. I nie chcę już zadowalać się półśrodkami tylko dlatego, że tak wypada. Miłość przyszła z najmniej spodziewanej strony. A ja w końcu pozwoliłam sobie ją przyjąć.
Natalia, 33 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Teściowa wtrącała się w wychowanie mojej córki. Nie chciałam robić afery w Dzień Babci, ale nie dała mi wyboru”
- „Lubiłem samotne życie, dlatego się na nie zdecydowałem. Teraz myślę, kto zadba o mnie po śmierci”
- „Marzyłam, by stanąć na ślubnym kobiercu, ale mój luby wystawił mnie do wiatru. W końcu odpłaciłam się pięknym za nadobne”

