„Chciałam zacząć rok od wyznania mężowi prawdy o zdradzie. Uprzedził mnie, więc swoje grzeszki zamiotłam pod dywan”
„Słuchałam go, ale nic nie słyszałam. Moje własne słowa, przygotowane wcześniej w głowie, rozwiały się. Czułam, jak zalewa mnie fala gorąca. I jakby... ulgi? On był pierwszy. On mnie uprzedził. Przegrałam w jakąś grę, w której nikt nie znał zasad”.

Nie wiem, kiedy ostatni raz Adam zapytał mnie, jak się czuję. Nie „czy jest mleko w lodówce”, tylko zwykłe: „jak się masz?”. Jesteśmy razem dziewięć lat. Cztery lata miłości, dwa przyzwyczajenia, trzy letargu. Teraz przypominamy współlokatorów. Uprzejmi, cisi, przezroczyści. Czasem mnie zapyta, czy wyrzucić śmieci. Ja jego – czy odkręci słoik z ogórkami. I to by było na tyle.
Pracuję w agencji marketingowej. Wieczny hałas, projekty, kawa z automatu. Tam jestem potrzebna. W domu po prostu jestem. Wracam, zmywam makijaż, kładę się obok mężczyzny, który zna kształt mojego ciała, ale nie zna mojego aktualnego stanu psychicznego.
Integracja firmowa w górach miała być tylko odskocznią. Niczego nie planowałam. A potem był bar, był śmiech i spojrzenie. Tomek. Dotknął mojej dłoni, a ja jej nie cofnęłam. Wieczór skończył się w jednym z pokoi. Następnego dnia płakałam pod prysznicem. Wróciłam do Adama z wyrzutami sumienia i decyzją: powiem mu. Nie dla oczyszczenia, tylko żeby przestać czuć się jak tchórz. Chciałam być szczera, ale on mnie uprzedził.
Zebrałam całą odwagę
Usiadłam na kanapie, wciąż w marynarce, z torebką na kolanach. Jakby to, co miałam powiedzieć, wymagało dystansu. Bez rozbierania się z winy.
– Adam, możemy pogadać? – zapytałam, choć czułam, jak serce tłucze mi się o żebra.
– Jasne. Coś się stało? – Spojrzał znad laptopa. Miał ten sam spokojny, lekko znużony wyraz twarzy. Jakby to była rozmowa o rachunkach.
– Muszę ci coś powiedzieć – zaczęłam.
Zamilkł. Odłożył komputer. To było nowe.
– Dobra. Tylko pozwól, że najpierw ja coś powiem, dobrze?
Zaskoczyło mnie to. Kiwnęłam głową. Chciałam, żeby to było szybko. Bezboleśnie. Powiedzieć i mieć z głowy. Potem wysłuchać oskarżeń, wyrzutów, kłótni. Ale wtedy on powiedział:
– Zdradziłem cię.
Cisza była ogłuszająca. Przez chwilę sądziłam, że źle usłyszałam.
– Co...? – Wydusiłam. Nie grałam zaskoczenia. Naprawdę byłam zaskoczona. W szoku. Chyba... naprawdę byłam w szoku.
– To był przypadek. Głupota. Wyjazd służbowy. Drinki. Koleżanka z działu. Nie chcę się tłumaczyć, ale... muszę być uczciwy. Żałuję tego.
Słuchałam go, ale nic nie słyszałam. Moje własne słowa, przygotowane wcześniej w głowie, rozwiały się. Czułam, jak zalewa mnie fala gorąca. I jakby... ulgi? Z zewnątrz byłam spokojna. Złożyłam dłonie na kolanach. Spojrzałam na niego. Nie płakałam. Nie krzyczałam. A w środku... piekło. On był pierwszy. On mnie uprzedził. Przegrałam jakąś dziwną grę, w której nikt nie znał zasad. A może... wygrałam?
Przyjęłam jego zasady gry
– A więc to tak – powiedziałam dopiero po kilkunastu minutach. W milczeniu pozbierałam z podłogi klucze, które upadły, kiedy zdjęłam torebkę z kolan. Adam siedział bez ruchu. Patrzył na mnie jak ktoś, kto właśnie czeka na wyrok.
– Powiesz coś? – zapytał w końcu, cicho.
– A co mam powiedzieć? – odpowiedziałam. – Że rozumiem? Że ci wybaczam? – Uśmiechnęłam się, choć było mi niedobrze.
Wtedy nie wyznałam swojej zdrady. Jeszcze nie. Coś mnie powstrzymało. Może to, że nie chciałam dzielić z nim tej winy. Może to, że pierwszy raz od miesięcy czułam, że mam nad nim przewagę. Że to on zawinił. Oficjalnie.
Następnego dnia w pracy Kaja przyciągnęła mnie na bok, do kuchni.
– I co? Powiedziałaś mu?
Zamieszałam łyżeczką w kawie.
– Nie było już potrzeby. Adam mnie zdradził. Uprzedził mnie.
– Żartujesz?! – Kaja otworzyła szeroko oczy.
– Chciałam być uczciwa, serio. Ale skoro to on był pierwszy... to niech to będzie jego historia. Ja będę tą zdradzoną.
– A nie boisz się, że to wróci? Że coś wyjdzie?
– Dlaczego miałoby wyjść? I jak? Tomek nie jest idiotą. A ja... nie chcę tego naprawiać. Chcę to przeżyć. Zgodnie z moimi zasadami – powiedziałam i dopiłam kawę.
W drodze powrotnej do biurka pomyślałam: może właśnie zaczynam nową grę. Zasady? Żadne nie istnieją. Tylko jedna – ja nie przegram.
Nie zamierzałam odpuścić
Adam wrócił wcześniej niż zwykle. Zrobił kolację. Nic wielkiego – makaron, jakiś sos, sałata. Nakrył do stołu. Usiadł naprzeciwko mnie z tą swoją zbolałą miną.
– Chciałem porozmawiać – zaczął. – Wiem, że zawaliłem, ale... chcę to naprawić. Przemyślałem wszystko.
Milczałam. Wzięłam kęs. Sałata była za bardzo posolona.
– Nie chcę, żeby to się tak skończyło. My mieliśmy dobre chwile i ja to wszystko... – urwał, jakby nie wiedział, co dalej.
Spojrzałam na niego spokojnie.
– Adam. Nie wiem, czego oczekujesz. Przebaczenia? Terapii? Że cię przytulę i powiem, że nic się nie stało?
– Nie... chociaż trochę bym chciał – zaśmiał się nerwowo. – Chcę tylko wiedzieć, czy jest dla nas jeszcze jakaś szansa.
Popatrzyłam mu w oczy i nagle poczułam... pustkę. Nie złość. Nie ból. Pustkę.
– Nie wiem – powiedziałam. – Może. Na razie... po prostu nie zadawaj więcej pytań.
Chciałam dać mu nadzieję, ale tylko po to, żeby nie musieć się tłumaczyć. Żeby nie pytał, dlaczego patrzę inaczej. Dlaczego jestem zimniejsza. Dlaczego trzymam dystans. W mojej głowie zapadła już decyzja. Odejść. Bez scen, bez wyznań. Bez spowiedzi. Nie chodziło już o uczucia. Chodziło o sprawiedliwość. On mnie zdradził. Ja go zdradziłam. Różnica była taka, że ja nie zamierzałam dźwigać winy publicznie.
Wina zostaje po jego stronie
Spakowałam się w jedno popołudnie. Dwa kartony książek, walizka z ubraniami, kosmetyczka i laptop. Na razie wystarczy. Znalazłam kawalerkę na Pradze – ciasną, z zieloną wersalką i zacinającym się domofonem. Właścicielka powiedziała: „idealna dla singielki”. Uśmiechnęłam się tylko. Tak, „singielka” brzmiało znacznie lepiej niż „kobieta, która uciekła po zdradzie – ale nie tej, którą wyznała”. Adam nie pytał, dlaczego. Nie prosił, żebym została. Chyba wiedział, że to nie była decyzja podjęta pod wpływem emocji. A może po prostu był zbyt skupiony na swoim żalu.
Tego samego dnia zadzwoniła moja mama.
– Asia, co się dzieje? Adam nie odbiera, ty nie piszesz. Co wyście zrobili?
– Mamo, spokojnie. Wyprowadziłam się.
– Wyprowadziłaś... Co ty mówisz? Dlaczego?
Zawahałam się tylko przez sekundę.
– Bo on mnie zdradził – powiedziałam.
Cisza. Potem tylko westchnięcie.
– Wiedziałam. Od jakiegoś czasu czułam, że coś między wami się dzieje. Co za drań... A ty? Ty jesteś cała?
– Jestem cała – skłamałam. – Już tak.
Znajomi pisali. Dzwonili. Każdy miał swoje zdanie. Większość była po mojej stronie. „Trzymaj się”, „To on stracił coś wartościowego”, „Dobrze, że się uwolniłaś”. Słuchałam, kiwałam głową, odpowiadałam serduszkami. Potem kładłam się na tej nowej wersalce, patrzyłam w sufit i czułam, że coś się we mnie przestawiło. Jestem wolna, ale nie czysta. Wolność przyszła za cenę kłamstwa, które zadziałało aż za dobrze.
Za wcześnie na coś nowego
Z Tomkiem spotkałam się trzy tygodnie po wyprowadzce. Sam napisał. „Może kawa? Pogadajmy”. Zgodziłam się. Nie z ciekawości, nie z sentymentu. Z obowiązku. Tak to wtedy nazwałam. Przyszłam na spotkanie w płaszczu, którego nie zdejmowałam przez całą rozmowę.
– Słyszałem, że się rozstaliście – powiedział niepewnie. – Przykro mi, ale... może to jakaś szansa?
Zamieszałam łyżeczką w herbacie. Nie chciałam tej rozmowy. Nie chciałam go ranić, ale jeszcze bardziej nie chciałam zostawiać żadnych niedomówień.
– Tomek, to był jeden raz. Nie szukam teraz niczego więcej.
Spuścił wzrok. Przez chwilę milczeliśmy.
– Myślałem, że może... skoro to się wydarzyło, to coś znaczyło.
– Znaczyło. Byłam wtedy kimś innym. Potrzebowałam zapomnieć, poczuć coś. Ale to nie była przyszłość.
Uśmiechnął się krzywo. Nie próbował mnie przekonywać.
Wieczorem zadzwoniła Kaja.
– I jak? Spotkałaś się z nim?
– Tak.
– I co?
– Powiedziałam mu, że to koniec.
– Czujesz się lepiej?
Zawahałam się.
– Nie wiem – odpowiedziałam. – Już niczego nie czuję. Może tak miało być.
Po rozłączeniu długo patrzyłam w ekran telefonu. Nie było ulgi. Nie było poczucia zwycięstwa. Była tylko cisza i samotność. Nie opłakiwałam Adama. Nie tęskniłam za Tomkiem. Po prostu... nie wiedziałam, co dalej. Może właśnie tak wygląda koniec – nie z hukiem, tylko ze znużeniem.
Prawda zostanie ze mną
Mieszkam teraz sama. Mała kawalerka na czwartym piętrze bez windy. Wieczorami siadam na parapecie i patrzę, jak sąsiedzi w blokach naprzeciwko zasłaniają rolety. Wymyślam ich historie. Jedna z kobiet zawsze wraca o tej samej porze z siatkami pełnymi zakupów. Mężczyzna obok podlewa rośliny i nigdy nie ma zapalonych świateł. Chyba też nie lubi być widoczny.
Adam czasem pisze. „Jak się masz?”, „Czy czegoś ci nie trzeba?”. Nie pytam, czy ma kogoś. On nie pyta, czy wybaczyłam. Oboje udajemy, że nasze rozstanie było konieczne. Oficjalnie – on zdradził, ja odeszłam. Tyle wiedzą ludzie.
Czasem myślę, że to była wojna na ciche ciosy. Ja mu nie wybaczyłam. On nie wiedział, że powinien wybaczyć mnie. Może tak miało być. Może nie chodzi o prawdę. Może nigdy nie chodziło. Chodziło o to, kto pierwszy rzuci kamień. A ja miałam pecha – czy może szczęście – że to on go podniósł.
Nie mam poczucia winy ani ulgi. Mam tylko spokój. Zimny, cichy, nieprzyjemny. Jak zamknięte drzwi, których nikt nie próbuje otworzyć. Nie jestem już tą samą kobietą. Nie szukam wybaczenia. Może to właśnie jest dorosłość.
Joanna, 34 lata
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Chciałam zaradnego faceta, a trafiłam na lebiegę. Cieszę się, że chociaż jego ojciec potrafi o mnie dobrze zadbać”
- „Mieliśmy z mężem układ: ja robiłam karierę, a on zajmował się domem. Szybko jednak znudziło mu się pranie i sprzątanie”
- „Mąż jeździł w delegacje, a ja naiwnie myślałam, że ciężko pracuje. Nie wiedziałam, że uwił sobie gniazdko z inną”

