„Chciałam mieć dziecko, ale żaden facet nie chciał zostać tatą. Postanowiłam znaleźć sobie dobre nasionko”
„Zawsze chciałam być matką, ale faceci, których spotykałam, szybko uciekali, gdy im o tym mówiłam. Byłam zdesperowana i gotowa zrobić wszystko, aby zrealizować swoje pragnienie. W tym celu uknułam plan, który miał mi pozwolić osiągnąć cel – macierzyństwo bez faceta u boku”.

- Redakcja
Nie marzyłam o ślubie, białej sukni i mężu, który będzie nosił mnie na rękach. Marzyłam o małej istocie, którą mogłabym kochać bezgranicznie, wychować po swojemu i dać jej wszystko, co najlepsze. Problem w tym, że mężczyźni, z którymi się spotykałam, nie podzielali mojego pragnienia. Gdy tylko wspominałam o dzieciach, albo robili się bladzi i unikali tematu, albo mówili otwarcie, że jeszcze nie są gotowi.
Z czasem przestałam wierzyć, że znajdę odpowiedniego partnera. Dlatego postanowiłam wziąć sprawy w swoje ręce. Potrzebowałam tylko odpowiedniego kandydata. I wiedziałam, gdzie go znaleźć.
Poszukiwania czas zacząć
Impreza u Wojtka była jak zawsze pełna ludzi, śmiechu i wysokoprocentowych napojów. Wojtek organizował je regularnie i przyciągał najciekawsze osoby. Był tym typem gospodarza, który znał każdego, umiał wszystkich ze sobą połączyć i sprawiał, że nikt nie czuł się pominięty. Właśnie dlatego to tutaj zamierzałam znaleźć przyszłego ojca mojego dziecka.
Rozglądałam się po salonie pełnym tańczących i rozmawiających osób. Szukałam kogoś odpowiedniego – inteligentnego, przystojnego, zdrowego. Mężczyzny, który miałby dobre geny, ale jednocześnie kogoś, kto nie będzie chciał angażować się w moim życiu. Chciałam tylko zajść w ciążę, nic więcej. No, może też dobrze się bawić przy realizacji mojego planu.
Zatrzymałam wzrok na wysokim brunecie przy barku. Rozmawiał z jakąś kobietą, ale co jakiś czas jego spojrzenie wędrowało w moją stronę. Uśmiechnęłam się lekko i ruszyłam w jego kierunku.
– Cześć – rzuciłam, opierając się o bar tuż obok niego.
Mężczyzna uniósł brew i zmierzył mnie wzrokiem. Był przystojny, to fakt. Dobrze ubrany, pachnący drogimi perfumami. Idealny kandydat.
– Hej – odpowiedział, uśmiechając się z lekkim zaciekawieniem.
Rozmawialiśmy przez chwilę, ale szybko zorientowałam się, że to nie jest to. Był arogancki, chwalił się swoją pracą, samochodem i podróżami, ale nie powiedział nic, co wskazywałoby na jego inteligencję czy ciepło. Szybko przestał mnie interesować. Aż tak zdesperowana nie byłam.
Odeszłam od baru i kontynuowałam poszukiwania. Zaczęłam rozmowę z innym mężczyzną, tym razem blondynem w okularach. Był sympatyczny, ale zbyt nieśmiały. A ja nie miałam czasu na podchody. Z kolei kolejny kandydat, który próbował mnie poderwać na parkiecie, był już tak wstawiony, że ledwo stał na nogach.
Z każdą minutą czułam narastającą frustrację. Czy naprawdę nie było tutaj nikogo, kto nadawałby się na ojca mojego dziecka? Przetestowałam jeszcze kilku facetów, ale moja irytacja tylko się pogłębiła.
Nieoczekiwany zwrot akcji
W końcu usiadłam na kanapie, obserwując gości i myśląc, że może jednak mój plan był skazany na porażkę. Wojtek usiadł obok mnie, podając mi drinka.
– Dobrze się bawisz? – zapytał z uśmiechem.
Spojrzałam na niego zmęczona. Był moim przyjacielem od lat, znaliśmy się jak łyse konie. Nigdy nie patrzyłam na niego w ten sposób, ale w tej chwili byłam tak sfrustrowana, że zaczęłam się zastanawiać.
Doszłam do wniosku, że Wojtek miał wszystko, czego szukałam u innych. Był inteligentny, przystojny i miał dobre serce. Był stabilny, ciepły, odpowiedzialny. I co najważniejsze – byłby wspaniałym ojcem.
Patrzył na mnie z troską, której nie znalazłam u żadnego innego mężczyzny tego wieczoru. A może właśnie to było najważniejsze? Może nie liczyła się wyłącznie uroda, ale też poczucie bezpieczeństwa, jakie dawał? Ale z drugiej strony był moim przyjacielem i nie chciałam tego zaprzepaścić.
– O czym tak myślisz? – zapytał, marszcząc brwi.
Zawahałam się. Czy powinnam mu powiedzieć? A jeśli uzna mnie za wariatkę?
– Wojtek… – zaczęłam cicho, wciąż niepewna swoich słów. – Myślałeś kiedyś o dzieciach?
Spojrzał na mnie uważnie, jakby próbował odgadnąć, dokąd zmierza ta rozmowa.
– Jasne, że tak – odpowiedział po chwili. – Chciałbym kiedyś być ojcem.
Serce zabiło mi mocniej.
– A co byś powiedział… – zaczęłam ostrożnie. – Gdybyś mógł zostać ojcem, ale bez żadnych zobowiązań?
Patrzył na mnie z coraz większym zdumieniem.
– Patrycja, co ty właściwie próbujesz mi powiedzieć?
Wzięłam głęboki oddech.
– Chcę mieć dziecko – powiedziałam w końcu. – Ale nie chcę męża, związku, niczego takiego. Tylko dziecko.
Wojtek zmrużył oczy.
– I myślisz, że mógłbym…?
Nie wiedziałam, co odpowiedzieć. Ale zanim zdążyłam coś wymyślić, Wojtek nachylił się do mnie i powiedział cicho:
– A co, jeśli zawsze chciałem być kimś więcej niż twoim przyjacielem?
Najważniejsza próba
Zamarłam. Wyszłam na balkon, a on podążył za mną. Stanął bardzo blisko i popatrzył mi badawczo w oczy.
– Wojtek… – zaczęłam, ale nie dał mi skończyć.
Pocałował mnie. Wszystko we mnie krzyczało, że to nie miało się tak potoczyć, że przecież był konkretny plan, a nie romantyczna historia miłosna. Ale kiedy mnie objął, kiedy poczułam ciepło jego ciała, cała logika poszła w diabły. Pragnęłam go. Tamtej nocy nie tylko zrealizowałam swój plan. Zyskałam coś więcej, choć jeszcze nie do końca wiedziałam, czy ta modyfikacja pierwotnego planu wyjdzie mi na dobre.
Udało się
Kilka tygodni później zobaczyłam dwie kreski na teście ciążowym. Łzy napłynęły mi do oczu. Miałam wszystko, czego chciałam. A jednak w głębi serca czułam, że to nie koniec. Bałam się powiedzieć Wojtkowi, ale kiedy to zrobiłam, nie wyglądał na zaskoczonego.
– Wiedziałem, że tak będzie – powiedział cicho.
Spojrzałam na niego z niepewnością.
– I… co o tym myślisz?
Uśmiechnął się i delikatnie położył dłoń na moim brzuchu.
– Myślę, że jesteś kobietą, którą zawsze kochałem. I że chcę być nie tylko ojcem, ale i kimś więcej.
Serce zabiło mi szybciej. Nie tylko miałam dziecko, ale i kogoś, kto naprawdę mnie kochał. I nagle po raz pierwszy od dawna poczułam, że naprawdę jestem szczęśliwa.
Patrycja, 29 lat
Czytaj także:„Wszyscy czekali na spadek babci Tereski, ale ona nie była głupia. W testamencie zakpiła sobie z pazernej rodzinki”„Przez syna nie śpię po nocach. Związał się z kobietą po 40-stce, a przecież ona już nie da mu dziecka”„Na wsi wytykają mnie palcami, bo mam nieślubne dziecko. Czy to moja wina, że ojciec syna okazał się draniem?”