„Chciałam iść na studniówkę, by nie myśleć o ponurej rzeczywistości. Tam wszystko się pokomplikowało”
„Sala była przystrojona tak, że przez chwilę zapomniałam, że to tylko remiza. Światełka, czerwony dywan, balony — wszystko wyglądało magicznie. W tle leciała jakaś romantyczna wersja Perfect Sheerana, a Ola śmiała się, że zaraz się tu komuś oświadczą. Zrzuciłam płaszcz, poprawiłam sukienkę i ruszyłyśmy do naszej klasy. I wtedy go zobaczyłam”.

Studniówka miała być chwilą wytchnienia. Wymarzonym wieczorem, w której na moment zapomnę o rozwodzie rodziców, nieprzespanych nocach i uciekających stopniach. Zamiast zamartwiać się tym, co dalej z moją rodziną, chciałam po prostu zatańczyć, zaśmiać się i przez kilka godzin poczuć się jak ktoś, kto ma wszystko pod kontrolą. Kupiłam sukienkę, zrobiłam włosy, umalowałam się — na zewnątrz wyglądałam jak dziewczyna, która nie ma żadnych zmartwień. I przez chwilę w to wierzyłam. Dopóki nie zdarzyło się coś, czego nie przewidziałam.
To będzie dobry wieczór
Do fryzjerki poszłam już o trzynastej. Mama nie mogła mnie zawieźć, bo „mieli z tatą coś ustalić u notariusza”. Ostatnio każde ich „ustalenie” kończyło się krzykiem i trzaskaniem drzwiami. Więc wzięłam autobus i modliłam się, żeby nie spóźnić się do Marty, która miała mi zrobić włosy.
— Zrobimy coś prostego, ale z efektem wow — zapowiedziała, gdy usiadłam na fotelu. — Ty nie masz siły na tapiry i loki jak u panien młodych.
— Trafione — parsknęłam.
Starałam się myśleć o czymkolwiek, tylko nie o tym, że tata dzisiaj rano powiedział: „Jakby co, nie wiem, czy wieczorem wrócę”. I o tym, jak mama trzymała telefon przez pół śniadania, jakby czekała na wiadomość od kogoś innego niż on. Makijaż zrobiłam sobie sama. Ręce mi się trochę trzęsły, ale wyszło okej. Kiedy ubrałam sukienkę i spojrzałam w lustro, przez chwilę naprawdę siebie nie poznałam. Wyglądałam jak dziewczyna z Pinterestu. Jakby wszystko miało być dobrze.
— Wow, serio, sztos — powiedziała Ola, gdy po mnie przyjechała.
Uśmiechnęłam się i pomyślałam: „To będzie dobry wieczór. Musi być”.
Zamrugałam jeszcze raz
Sala była przystrojona tak, że przez chwilę zapomniałam, że to tylko remiza. Światełka, czerwony dywan, balony — wszystko wyglądało magicznie. W tle leciała jakaś romantyczna wersja „Perfect” Sheerana, a Ola śmiała się, że zaraz się tu komuś oświadczą. Zrzuciłam płaszcz, poprawiłam sukienkę i ruszyłyśmy do naszej klasy. I wtedy go zobaczyłam.
Stał pod ścianą, w ciemnym garniturze, rozmawiał z Michałem i... z nią. Z Mają. Zamrugałam, jakby to miało coś zmienić. Maja się zaśmiała i dotknęła jego ramienia. Jakby miała do tego prawo. Jakby nic się nie stało.
— Przecież oni nie są razem, prawda? — wyszeptałam do Oli.
— Nie wiem... mówił, że się przyjaźnią — odpowiedziała, ale jej mina mówiła coś zupełnie innego.
Przez chwilę stałyśmy w miejscu. Ja z ręką na biodrze, z sercem bijącym jak oszalałe. On spojrzał na mnie. Tylko na sekundę. I nic. Ani uśmiechu, ani „hej”, ani kroku w moją stronę. Odwrócił się z powrotem do niej.
— Chodź, zatańczymy. — Ola pociągnęła mnie na parkiet.
Zamrugałam jeszcze raz, ale już wiedziałam. To nie będzie ten wieczór, na który liczyłam.
Miał ciepłe dłonie
Pierwszy taniec przetańczyliśmy wszyscy razem. Polonez, jak zawsze. Partnerował mi Kuba z matmy, trochę sztywny, trochę spocony, ale przynajmniej się starał. Patrzyłam tylko, żeby nie potknąć się o te cholerne obcasy i nie runąć na podłogę. Po ukłonach wszyscy rozeszli się w popłochu, jakby chcieli zapomnieć, że przez chwilę musieli być poważni. DJ odpalił „Coco Jamboo” i dziewczyny zaczęły krzyczeć jak na koncercie.
Stałam przy stole, próbując udawać, że mam ochotę na śmianie się z idiotycznych żartów Jacka, kiedy usłyszałam za sobą głos:
— Zatańczysz?
Odwróciłam się. Stał za mną Filip. Ten, który czasem podsyłał mi śmieszne memy, ale nigdy nie zagadał w realu.
— Ze mną? — zdziwiłam się.
— A nie mogę? — Uśmiechnął się.
Popatrzyłam przez salę. Mój były nadal stał z Mają. A może to już jego dziewczyna?
— Jasne — odpowiedziałam i dałam mu się poprowadzić.
Filip miał ciepłe dłonie. I pachniał jak męski dział w drogerii.
— Ładnie wyglądasz — powiedział.
— Dzięki — szepnęłam.
Po raz pierwszy tego wieczoru naprawdę się uśmiechnęłam.
Zamilkłam na moment
Filip tańczył jak ktoś, kto nigdy nie brał lekcji, ale ma wyczucie rytmu i nie dba, jak wygląda. To było odświeżające. Zwłaszcza po tylu miesiącach analizowania każdego kroku, każdego spojrzenia mojego byłego. Zatańczyliśmy trzy piosenki z rzędu. Potem usiedliśmy, zamówiliśmy colę i śmialiśmy się z chłopaków, którzy zrobili układ taneczny do „Barbie Girl”. Filip puścił mi filmik z treningu piłki nożnej, gdzie jego kolega przypadkiem kopnął trenera w głowę. Płakałam ze śmiechu.
— Dobrze cię widzieć taką — powiedział nagle.
— Jaką?
— No... śmiejącą się.
Zamilkłam na moment.
— Trochę o to chodziło w tej nocy, nie?
Filip tylko skinął głową. Przez chwilę było cicho. I właśnie wtedy mój były podszedł do naszego stołu. Sam. Maja została przy barze.
— Możemy pogadać? — zapytał, patrząc na mnie, jakby nic się nie wydarzyło.
— Serio teraz? — mruknęłam.
— Chwila — naciskał.
Filip zerknął na mnie pytająco.
— Idź — powiedział cicho. — Poczekam.
Nie tego się spodziewałam. Wcale nie chciałam z nim rozmawiać. A jednak wstałam. I poszłam za nim.
Nie wróciłam już do Filipa
Wyszliśmy na zewnątrz. Było zimno, ale nie aż tak, żeby nie dało się wytrzymać. Skrzyżowałam ramiona i czekałam, aż powie coś pierwszy. Milczał. Patrzył gdzieś na bok, jakby nagle nie był pewien, po co mnie w ogóle wyciągnął.
— No mów — rzuciłam. — Tylko nie rób sceny.
— Nie robię — odpowiedział. — Tylko... nie sądziłem, że tak szybko sobie kogoś znajdziesz.
Roześmiałam się. Może trochę za głośno.
— Ty? Ty to mówisz? Przyszedłeś tu z Mają, stary.
— Maja to tylko kumpela...
— Aha, jasne. Trzymała cię za rękę, ale to na pewno przez przyjaźń.
— Po prostu... to dziwne, wiesz? Patrzeć, jak się uśmiechasz do kogoś innego.
— A ty myślałeś, że będę płakać w kącie, aż ci się znudzi?
Zamilkł. Spojrzał na mnie i przez chwilę znowu widziałam tego chłopaka, w którym się kiedyś zakochałam.
— Tęsknię — powiedział cicho.
I ja, idiotka, się zawahałam. Nie odpowiedziałam nic. Ale nie wróciłam już do Filipa ani na salę. Zamówiłam taksówkę i pojechałam do domu.
Wszystko się posypało
Zmywałam makijaż przed lustrem i myślałam tylko o jednym: po co ja tam w ogóle poszłam? Żeby sobie przypomnieć, że jeszcze coś czuję? Żeby znów dać mu dostęp do emocji, z których dopiero się wygrzebywałam? Może. Albo po prostu naiwnie liczyłam, że to będzie wieczór bez dramatu. Wieczór, w którym ktoś zatańczy ze mną nie po to, żeby wzbudzić zazdrość, tylko dlatego, że naprawdę chce.
Filip nie napisał. Nic dziwnego. Sama zniknęłam bez słowa. Pewnie pomyślał, że wróciłam do byłego. Że jestem jedną z tych, które zawsze wracają. Nie miał racji. Nie wróciłam. Ale też niczego nie naprawiłam. Zostawiłam za sobą coś, co mogło się rozwinąć, i wróciłam do pokoju, gdzie wciąż leżały porozrzucane bilety na studniówkę i puste opakowanie po sztucznych rzęsach.
Miałam wyglądać jak dziewczyna z obrazka i przez chwilę nawet tak się czułam. Ale wszystko się posypało, bo serce mnie nie słuchało. Może to była lekcja. A może tylko kolejna noc, w której nie umiałam się ogarnąć. Studniówka miała być ucieczką od problemów. Tymczasem wyniosłam z niej jeszcze kilka nowych.
Weronika, 18 lat
Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.
Czytaj także:
- „Mój wnuk przyjechał na Dzień Babci tylko po to, żeby nagrać głupi filmik. Nawet mnie nie przytulił”
- „Kiedy mój chłopak wprowadził się do mnie, aż skakałam z radości. Szybko jednak poznałam, jego drugą twarz”
- „Na Dzień Babci i Dziadka od wnuków dostałam tylko tanie perfumy. Wycenili mnie i moją troskę na 19.99 zł”

