Reklama

Z Michałem byliśmy razem wystarczająco długo, żebym przestała idealizować każdy jego gest, a jednocześnie wciąż na tyle krótko, by wierzyć, że wszystko między nami ma znaczenie. Miałam trzydzieści lat, głowę pełną symboli i serce, które reagowało szybciej niż rozsądek. On był spokojny, wyważony, racjonalny. Czasem mówił, że dzięki temu się uzupełniamy. Czasem myślałam, że po prostu mijamy się w pół drogi.

Walentynki zawsze były dla mnie czymś cichym, intymnym. Nie potrzebowałam kolacji przy świecach ani drogich niespodzianek. Lubiłam myśl, że ktoś mnie zna na tyle, by pamiętać o drobiazgach. O zapachu, który kiedyś skomentowałam w sklepie. O tym, że lubię rzeczy proste, ale znaczące. Perfumy byłyby wystarczające. Byłyby sygnałem, że słuchał.

Tego dnia obudziłam się z lekkim napięciem w brzuchu, które brałam za ekscytację. Wmawiałam sobie, że to tylko zwykły dzień, a jednak liczyłam na coś więcej niż codzienność. Na moment, w którym poczuję się zauważona. Nie przypuszczałam wtedy, że małe pudełko, wręczone bez słowa, otworzy we mnie pytania, na które nie byłam gotowa.

Dostałam prezent-niespodziankę

Michał wręczył mi prezent bez zbędnych ceregieli, jakby podawał klucze albo paragon. Małe pudełko było owinięte w jasny papier, a mimo to od razu poczułam jego wagę. Zbyt dużą jak na perfumy. Zbyt konkretną jak na symbol.

– Otwórz – powiedział spokojnie, ale nie odrywał ode mnie wzroku.

Usiadłam na brzegu kanapy. Gdy uniosłam wieczko, zobaczyłam złoty łańcuszek, ułożony równo, niemal demonstracyjnie. Błyszczał w świetle lampy. Był piękny.

Uśmiech pojawił się na mojej twarzy odruchowo, jakby ktoś pociągnął za niewidzialną nitkę.

– Jest… śliczny – powiedziałam, choć w środku coś się przesunęło, jak źle postawiony mebel.

Michał odetchnął. Dopiero wtedy zauważyłam, że wcześniej był spięty.

Pomyślałem, że taki będzie pasował do ciebie – rzucił szybko.

Wzięłam łańcuszek do dłoni. Był chłodny, gładki, cięższy, niż się spodziewałam. Przypomniałam sobie zapach perfum, o których wspominałam kilka tygodni wcześniej, i zdziwiło mnie, jak bardzo ta myśl zabolała.

– Jest drogi – powiedziałam cicho. – Nie musiałeś.

– Chciałem – odpowiedział natychmiast.

Patrzył na mnie uważniej, niż kiedykolwiek wcześniej. Jakby sprawdzał, czy wszystko jest na swoim miejscu. A ja po raz pierwszy pomyślałam, że ten prezent znaczy coś innego niż wyznanie uczuć.

Przyjaciółka była podejrzliwa

Z Kasią spotkałam się następnego dnia w małej kawiarni niedaleko pracy. Znała mnie na tyle dobrze, że wystarczyło jedno spojrzenie, by zauważyła łańcuszek na mojej szyi. Nie powiedziała nic od razu. Dopiero gdy usiadłyśmy i kelnerka odeszła, uniosła brew.

– Nowy? – zapytała, wskazując delikatnie palcem na złoto.

– Walentynkowy – odpowiedziałam z uśmiechem, który był bardziej wysiłkiem niż radością.

Kasia przyjrzała mi się uważnie.

– I cieszysz się?

Zawahałam się. Przesunęłam palcami po filiżance, jakbym szukała w niej właściwej odpowiedzi.

– Jest piękny. Po prostu… nie tego się spodziewałam.

– Anka – westchnęła. – To nie są kolczyki z sieciówki. Dlaczego akurat teraz?

– Bo chciał mi zrobić przyjemność – rzuciłam zbyt szybko. – Przesadzasz.

– A on ma w zwyczaju takie drogie gesty? – dopytała spokojnie.

Nie odpowiedziałam od razu. Przypomniałam sobie inne sytuacje. Niedopowiedziane rozmowy. Zmiany planów bez wyjaśnienia. Jego „później”, które czasem nigdy nie nadchodziło.

Michał nie jest wylewny – powiedziałam w końcu. – Może to jego sposób na wyrażenie uczuć.

– Albo rekompensata – odparła cicho.

Te słowa zawisły między nami ciężko. Chciałam je zignorować, zepchnąć na bok, ale wracały uparcie. W drodze do domu zdjęłam łańcuszek i schowałam go do torebki. Po raz pierwszy poczułam ulgę, że nie dotyka mojej skóry.

To nie było w jego stylu

Wieczorem łańcuszek leżał na komodzie, dokładnie tam, gdzie go położyłam po powrocie. Michał zauważył go od razu, choć udawał, że to przypadek. Krzątał się po kuchni, nalewał wodę do czajnika, poprawiał coś, co nie wymagało poprawy.

– Nie nosisz? – zapytał w końcu, zbyt obojętnym tonem.

– Bałam się, że zahaczę – skłamałam, siadając przy stole.

Kiwnął głową, jakby to wystarczało. Przez chwilę rozmawialiśmy o niczym: o pracy, o pogodzie, o planach na weekend. Słowa płynęły, ale między nimi było coś gęstego, niewypowiedzianego.

– Michał… – zaczęłam ostrożnie. – Chciałam cię zapytać o ten prezent.

Spojrzał na mnie i od razu się uśmiechnął. Ten sam uśmiech, którym zwykle zamykał trudne tematy.

– Za bardzo analizujesz – powiedział lekko. – Po prostu chciałem zrobić coś miłego.

– Wiem. Tylko… to nie do końca w twoim stylu.

Zaśmiał się krótko.

– Ludzie się zmieniają.

– Tak nagle? – wyrwało mi się ciszej, niż planowałam.

Zapadła krótka pauza. Michał podniósł kubek, napił się herbaty, jakby musiał zyskać czas.

– Czy naprawdę chcesz robić z tego problem? – zapytał w końcu.

Poczułam ukłucie. Nie dlatego, co powiedział, ale jak to powiedział. Jakby rozmowa była niewygodnym obowiązkiem, a nie czymś, co nas dotyczy obojga.

Chcę tylko wiedzieć, co za tym stoi – odpowiedziałam.

– Nic – rzucił zbyt stanowczo. – Naprawdę nic.

To nie był dowód miłości

Prawda wyszła na jaw w wielkiej kłótni, ale w zwykłej codzienności. Michał poszedł pod prysznic, a jego telefon zawibrował na stole. Nigdy go nie sprawdzałam. Tym razem ekran rozświetlił się sam, jakby chciał, żebym zobaczyła.

„Dziękuję, że wtedy przyszedłeś. To dla mnie ważne i cieszę się, że jesteś.”

Imię było mi obce, ale wystarczyło jedno spojrzenie na datę. Dwa dni przed walentynkami. Gdy Michał wrócił, siedziałam już spokojnie, z telefonem przed sobą.

– Kim ona jest? – zapytałam bez wstępu.

Zatrzymał się w pół kroku. Przez sekundę wyglądał, jakby rozważał ucieczkę.

– To… moja była partnerka – powiedział w końcu. – Odezwała się. Chciała porozmawiać.

– I porozmawialiście – odparłam. – Tuż przed tym, jak dałeś mi prezent.

Usiadł ciężko naprzeciwko mnie.

To było zamknięcie starego rozdziału. Nic więcej.

– A łańcuszek? – zapytałam cicho. – Też był zamknięciem?

Milczał zbyt długo.

– Czułem się winny, że zrobiłem coś za twoimi plecami – przyznał w końcu. – Ale chciałem ci pokazać, że jesteś ważna.

Te słowa zabolały bardziej niż jakiekolwiek inne. Nie dlatego, że spotkał się z byłą. Dlatego, że próbował to ukryć i zamaskować wyrzuty sumienia świecidełkami.

Wstałam i wzięłam łańcuszek z komody.

To nie jest dowód miłości – powiedziałam spokojnie. – To dowód twojego lęku.

Położyłam go między nami i wyszłam.

Nastały ciche dni

Po tamtej rozmowie w mieszkaniu zapadła cisza, jakiej wcześniej między nami nie było. Nie była gwałtowna ani pełna złości. Była ciężka, lepka, nie do przejścia. Michał zabrał łańcuszek ze stołu i schował go do pudełka, jakby odkładał rzecz, która nagle straciła znaczenie.

Nie chciałem cię zranić – powiedział jeszcze, stojąc w drzwiach sypialni.

– Wiem – odpowiedziałam. I to była prawda. Właśnie to bolało najbardziej.

Przez kolejne dni funkcjonowaliśmy obok siebie. Rozmowy ograniczały się do pytań technicznych: kto kupi chleb, o której wrócimy, czy pranie jest rozwieszone. Nikt nie wracał do tamtego wieczoru, ale on był obecny w każdym spojrzeniu, które uciekło za szybko.

Zadzwoniłam do mamy. Nie opowiedziałam wszystkiego, tylko tyle, ile potrafiłam.

– Czasem ludzie robią dobre rzeczy z niewłaściwych powodów – powiedziała spokojnie. – To nie znaczy, że są źli. Ale ty masz prawo czuć, co czujesz.

Wieczorem wyjęłam pudełko z szuflady. Otworzyłam je powoli. Złoto błysnęło znajomo, ale już mnie nie kusiło. Odłożyłam łańcuszek i zamknęłam wieczko.

Nie wiedziałam jeszcze, czy odejdę, czy spróbujemy naprawić to, co pękło. Wiedziałam tylko jedno: nie chcę już prezentów, które mają coś zagłuszyć.

Anna, 30 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama