Reklama

Mieszkam z mamą na obrzeżach miasta. Codziennie jadę do szkoły ponad godzinę, dwa środki transportu, kilka przystanków. Wracam późno, odrabiam lekcje, robię herbatę. Mama często już śpi – zmęczona po dwóch etatach.

Nie mam zbyt wielu znajomych. W klasie raczej znikam w tle. Nikt mnie nie zaprasza na kawę, nie taguje na Insta. Ale nie narzekam. Staram się po prostu przetrwać dzień. Nauczyciele lubią mnie za wyniki, koleżanki raczej mnie nie zauważają. No, może poza Anką, która co jakiś czas rzuci: „Olga, ty już masz sukienkę na studniówkę?”. Uśmiecham się tylko. Udaję, że nie wiem, kiedy ta studniówka.

Prawda jest taka, że nie pójdę. Nie mam sukienki, butów, ani nawet pieniędzy na bilet. Mama i tak robi, co może. Gdyby wiedziała, jak bardzo chciałam tam być, może by się jeszcze bardziej starała. A ja nie chcę. Nie mogę. Ona już i tak za dużo dźwiga. Po prostu postanowiłam: nie idę. I nikt tego nie zauważy. Tak mi się wydawało.

Trochę czułam żal

Studniówka była w sobotę. Dzień wcześniej w szkole panowała euforia. Sukienki, fryzury, paznokcie, kto z kim przyjdzie, kto będzie DJ-em. Śmiałam się cicho. Ja spędzę ten wieczór w szlafroku, z kubkiem herbaty. Nikt nie zapytał, czemu mnie nie będzie. Może naprawdę sądzili, że nie chcę.

W sobotę mama wstała wcześnie, jak zwykle. Zrobiła naleśniki, zapach rozchodził się po całym mieszkaniu. W kuchni było ciepło.

– Dzisiaj ten bal? – zapytała, jakby mimochodem.

– Nie idę – powiedziałam, siadając do stołu. – Nie mam ochoty.

Mama spojrzała na mnie, długo nic nie mówiła.

– Oluś... – zaczęła cicho. – Gdybym wiedziała wcześniej, może by się coś dało...

– Mamo, proszę. Daj spokój. To tylko impreza – uśmiechnęłam się. – W sumie nawet dobrze, że mnie tam nie będzie. Za głośno, za drogo, za tłoczno.

Zamieszałam herbatę. Nie patrzyłam jej w oczy.

Wieczorem leżałam na łóżku i przeglądałam Instagrama. Anka w czerwonej sukience, Paweł w garniturze, wspólne zdjęcia, śmiechy, tańce. Wszystko błyszczało. Przewijałam, serce biło dziwnie szybko. W gardle ściskało.

– Nie żałuję – szepnęłam, ale głos mi zadrżał.

Mama weszła z herbatą. Pocałowała mnie w czoło.

– Moja mądra dziewczynka... Może kiedyś to nadrobimy.

Przytaknęłam. Ale wiedziałam, że nie. Takich chwil się nie nadrabia.

Zaczęli dopytywać

Minął tydzień. W klasie wrzało od wspomnień. Każda przerwa to opowieści o tym, kto się z kim całował, kto płakał ze śmiechu, kto przegiął. Zdjęcia krążyły jak ulotki – każdy miał coś do pokazania. Siedziałam z tyłu, udając, że przepisuję notatki. Nikt mnie o nic nie pytał. Prawie. Do czasu.

– Ej, Olga – Paweł nachylił się do mnie. – Serio cię nie było? Myślałem, że po prostu przyszłaś później.

Uśmiechnęłam się krótko.

– Nie czułam się najlepiej.

– Szkoda. Fajnie by było, gdybyś była – powiedział cicho. Zaskoczył mnie.

Anka, siedząca ławkę dalej, odwróciła się nagle.

– A ty w ogóle miałaś jakąś sukienkę? Bo nie pamiętam, żebyś coś mówiła.

– Nie musiałam mówić – odparłam sucho.

– To co, mama ci zabroniła? – rzuciła z uśmieszkiem. – Czy może… nie było cię stać?

Zamarłam. Powietrze zgęstniało. Nagle zrobiło się cicho. Poczułam, jak twarz mi płonie.

– Nie twój interes – powiedziałam ostro i wstałam.

Rzuciłam zeszyt do torby i wybiegłam z klasy. Korytarz wydawał się ciągnąć bez końca. Zamknęłam się w łazience. Dłonie mi drżały. Nienawidziłam ich. Nienawidziłam siebie za to, że nie umiałam wcześniej powiedzieć, że nie było mnie, bo nie miałam pieniędzy. Ale przecież to nie takie proste.

Powiedziałam prawdę

Zostałam po lekcjach, niby żeby coś dokończyć. Klasa była pusta, światło zimne, jakby ostrzejsze niż zwykle. Siedziałam w ławce, głowa oparta na ramieniu. Czułam się jak ktoś, kto za chwilę zostanie złapany na kradzieży, choć nic nie ukradł.

– Olga? – Wychowawczyni stała w drzwiach. – Wszystko w porządku?

Pokręciłam głową.

– Mogę? – zapytała, wskazując na krzesło obok. Usiadła. – Słyszałam, co się wydarzyło dzisiaj rano. I... widzę, że coś cię gryzie od dłuższego czasu.

Patrzyłam w okno. Milczałam. Ale coś we mnie pękło.

– Nie poszłam na studniówkę, bo nas nie stać – powiedziałam cicho. – Nawet nie pytałam mamy. Wiedziałam, że nie damy rady.

Spojrzała na mnie. Bez litości w oczach. Po prostu słuchała.

– Dziękuję, że mi to powiedziałaś – powiedziała cicho. – To nie twoja wina, Olga.

Następnego dnia rano wychowawczyni zaczęła lekcję inaczej.

– Zanim przejdziemy do tematu, chcę wam coś powiedzieć – zaczęła spokojnie. – Nie wszyscy mają te same możliwości. Nie wszyscy mają takie same domy, portfele, rodziców. Ale każdy zasługuje na szacunek. Pamiętajcie o tym.

W klasie zapadła cisza. Po lekcjach Paweł podszedł do mnie przy szafkach.

– To nie było w porządku – powiedział. – Ale wiesz... szanuję cię za to, że miałaś odwagę nie udawać. Mało kto potrafi tak.

Uśmiechnęłam się pierwszy raz od wielu dni.

Miałam dość udawania

Wróciłam do domu zmęczona. Nie fizycznie – emocjonalnie. Mama siedziała w kuchni, z gazetą i kubkiem herbaty. Spojrzała na mnie szybko, ale od razu wyczuła, że coś się stało.

– Coś się wydarzyło? – zapytała spokojnie.

Usiadłam naprzeciwko. Wzrok wbity w blat.

– Powiedziałam w szkole, że nie poszłam na studniówkę, bo nas nie było stać.

Zamilkła. Opuściła gazetę. Milczenie gęstniało jak mleko w garnku.

– Olga... – zaczęła, ale ja ją przerwałam.

 Nie chcę, żebyś mnie przepraszała. To nie twoja wina, mamo. To nie jest nikogo wina. Po prostu mam dość udawania, że wszystko jest w porządku.

Patrzyła na mnie ze ściśniętym gardłem. W końcu powiedziała:

– Bałam się, że cię zawiodę. Że będziesz się mnie wstydzić.

– Nie wstydzę się ciebie. Ale wstydziłam się przed nimi. A teraz już nie chcę.

Wstałam gwałtownie. Poszłam do pokoju. Trzasnęłam drzwiami – pierwszy raz od lat. Położyłam się na łóżku. Nie płakałam. Byłam zła. Na siebie, na świat, na to, że muszę wybierać między prawdą a spokojem.

Kilka minut później drzwi otworzyły się cicho. Mama usiadła obok mnie. Położyła rękę na moich plecach.

– Dziękuję, że to powiedziałaś. Może teraz będzie nam choć trochę lżej.

Nie odpowiedziałam. Ale jej dłoń została. I to wystarczyło.

To było odważne

W niedzielę siedziałam długo przed komputerem. Wokół cisza – mama poszła do pracy, a ja gapiłam się w pusty dokument tekstowy. W końcu zaczęłam pisać. Bez upiększeń. Bez wstydu.

„Nie poszłam na studniówkę, bo nie miałam pieniędzy. Tak, to było aż tak proste. I aż tak trudne. Nie mam sukienki, nie mam zdjęć, nie mam wspomnień z tej nocy. Ale mam prawdę. A to więcej, niż miałam przez lata.”

Zamieściłam post na szkolnej grupie. Na forum, gdzie zwykle wrzucano memy i ogłoszenia o zgubionych piórnikach. Kliknęłam „opublikuj” i... poczułam, jak serce wali mi jak szalone. Potem odłożyłam telefon i schowałam głowę pod kocem.

Reakcje przyszły po godzinie.

Kilkanaście wiadomości prywatnych. Niektóre krótkie: „Szanuję.”, „Jesteś silna.”, „Dzięki za ten post.” Inne – dłuższe. Pisali, że też udają. Że mają raty, że w domu się nie przelewa, że dziękują, że ktoś to wreszcie powiedział głośno. Ale były też inne. „Co za żenada.” „Trzeba było iść do roboty.” „Nie każdy nadaje się do takich imprez.” Zamarłam.

Zobaczyłam wiadomość od Anki. „Przepraszam. Nie wiedziałam, że to aż tak. Byłam głupia.”

Nie odpisałam od razu. Pierwszy raz od dawna poczułam, że nie muszę już niczego ukrywać. Ani przed światem, ani przed sobą.

Olga, 19 lat

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama