Reklama

Walentynki zawsze mnie peszyły, bo zbyt łatwo zamieniały uczucia w widowisko. Tego dnia jednak pozwoliłam sobie uwierzyć, że publiczny gest potrafi dać poczucie bezpieczeństwa. W pracy wszystko było jak zwykle: spotkania, wypełnione po brzegi kalendarze, napięte terminy. Nie spodziewałam się, że kilka godzin później to, co miało mnie uszczęśliwić, stanie się początkiem cichego rozpadu w mojej głowie.

Czułam się wygrana

Poranek zaczął się od listy zadań i krótkiego spojrzenia Renaty znad monitora, które oznaczało: „nie czas na rozmowy”. Usiadłam przy biurku, poprawiłam sweter i włączyłam komputer. Iga skinęła do mnie z sąsiedniego stanowiska.

– Dzisiaj chyba wszyscy są jacyś bardziej spięci – powiedziała półgłosem.

– Walentynki – odpowiedziałam, wzruszając ramionami. – Każdy czuje jakąś presję, nawet jeśli udaje, że nie.

Pracowałam szybko, zaskakująco spokojna. Paweł rano napisał tylko krótkie „miłego dnia”, co uznałam za znak, że też ma natłok spraw. Około południa w biurze zrobiło się gwarno. Ktoś się zaśmiał, ktoś inny wstał. Usłyszałam swoje imię.

– Klara? – Renata wychyliła się z gabinetu. – Ktoś do ciebie.

Odwróciłam się i zobaczyłam Pawła. Stał niepewnie przy recepcji, z bukietem jasnych róż, jakby nagle zrozumiał, że to nie jego świat. Przez sekundę nie mogłam się ruszyć. Potem poczułam ciepło pod skórą i ten dziwny skurcz w gardle.

– Cześć – powiedział, kiedy podeszłam.

– Co ty tu… – zaczęłam, ale zabrakło mi słów.

Ktoś klasnął. Ktoś inny szepnął „jak w filmie”. Paweł podał mi kwiaty.

– Pomyślałem, że zrobię coś inaczej – dodał. – Chciałem, żebyś wiedziała.

Poczułam na sobie spojrzenia. Nie wstydliwe, raczej zazdrosne. Przez chwilę byłam nie tylko Klarą od kampanii i tabel, ale żoną, którą ktoś wybrał i pokazał światu. Uśmiechnęłam się szerzej, niż planowałam.

– Dziękuję – powiedziałam. – Naprawdę.

Renata uniosła kciuk w górę, a potem zniknęła w gabinecie. Iga mrugnęła do mnie porozumiewawczo. Paweł pożegnał się szybko, jakby bał się, że przekroczył granicę. Kiedy odszedł, jeszcze przez moment stałam z bukietem, nie wiedząc, gdzie go położyć.

Wróciłam do biurka, a zapach kwiatów mieszał się z zapachem papieru i kawy. Myślałam o tym, jak rzadko czuję się tak pewnie. Jak bardzo potrzebowałam tego znaku, nawet jeśli wolałam udawać, że nie. Pracowałam dalej, prostując plecy przy każdym kolejnym spojrzeniu. Tego dnia byłam przekonana, że wygrałam coś ważnego. I nie miałam pojęcia, jak krucha była ta wygrana.

Zasiała we mnie ziarno wątpliwości

Kiedy emocje po wizycie Pawła zaczęły opadać, biuro wróciło do swojego rytmu. Klawiatury znów stukały równo, jakby nic szczególnego się nie wydarzyło. Tylko ja wciąż zerkałam na kwiaty stojące przy monitorze, jakby miały mnie upewnić, że to wszystko było prawdziwe. Iga wstała po herbatę i zatrzymała się przy moim biurku.

– Masz chwilę? – zapytała cicho.

– Jasne – odpowiedziałam automatycznie, choć coś w jej tonie sprawiło, że ścisnęło mnie w środku.

Usiadła na brzegu krzesła obok, odwrócona częściowo w stronę okna. Przez moment milczała, jakby układała słowa.

– Nie wiem, czy powinnam to mówić – zaczęła. – Ale pomyślałam, że byłoby nie fair, gdybym przemilczała.

Serce uderzyło mi szybciej.

– Co takiego? – zapytałam, starając się brzmieć lekko.

Iga nachyliła się bliżej.

– Rano byłam w kawiarni przy rondzie. Widziałam tam Pawła.

Uśmiechnęłam się odruchowo.

– On czasem tam wpada przed pracą.

– Właśnie – powiedziała i urwała. – Tylko że nie był sam.

Czas jakby się zatrzymał. Usłyszałam szum w uszach, a litery na ekranie lekko się rozmazały.

– A z kim? – zapytałam po chwili.

Z jakąś kobietą. Nie znam jej. Rozmawiali… blisko. – Iga szybko dodała: – Może to klientka. Albo ktoś z pracy. Naprawdę nie chcę nic sugerować.

Pokiwałam głową, choć w środku coś zaczęło pękać.

– Pewnie tak – powiedziałam. – Paweł ma dużo spotkań.

Iga spojrzała na mnie uważnie.

– Klara, ja tylko uznałam, że powinnaś wiedzieć.

Byłam jej wdzięczna i jednocześnie czułam złość, że odebrała mi spokój. Że jedno zdanie potrafiło podważyć cały poranek. Kiedy wróciła do siebie, siedziałam nieruchomo, wpatrzona w ekran. Próbowałam to poukładać, podejść do tego racjonalnie. Kawiarnia nic nie znaczy, rozmowa też nic nie znaczy. A jednak w mojej głowie pojawił się obraz obcej kobiety pochylonej w jego stronę. Obraz, którego nie potrafiłam odgonić.

Kwiaty pachniały intensywniej niż wcześniej. I po raz pierwszy pomyślałam, że ich zapach może być próbą przykrycia czegoś, czego jeszcze nie umiałam nazwać.

Zaczęłam nabierać podejrzeń

Po rozmowie z Igą nie potrafiłam już wrócić do wcześniejszego rytmu. Siedziałam przy biurku, przesuwając myszką bez celu, jakby ruch miał mnie uspokoić. Każdy dźwięk był za głośny, każdy śmiech zbyt wyraźny. Miałam wrażenie, że biuro nagle się skurczyło, a ja nie mam gdzie uciec przed własnymi myślami.

– Ale niespodzianka z rana, masz szczęście –Rrzuciła w moją stronę koleżanka z działu kreatywnego.

Uśmiechnęłam się odruchowo, choć w środku coś mnie zabolało. Zaczęłam się zastanawiać, czy mówi to z podziwem, czy z litością. Czy wiedziała coś więcej. Czy widziała to, o czym ja jeszcze tylko myślałam. Renata poprosiła mnie na krótką rozmowę.

– Wszystko w porządku? – zapytała rzeczowo. – Wydajesz się nieobecna.

– Tak, jasne – odpowiedziałam zbyt szybko. – Po prostu dużo się dzieje.

Skinęła głową, ale jej wzrok zatrzymał się na mnie o sekundę za długo. Wracając na miejsce, czułam, że każdy krok jest obserwowany. Zaczęłam analizować poranek od nowa. Czy Paweł pojawił się u mnie dlatego, że chciał? Czy dlatego, że próbował coś mi wynagrodzić? Myśl była niechciana, a jednak wracała.

Iga unikała mojego wzroku. To bolało bardziej niż jej szept. Zrozumiałam, że teraz każda nasza rozmowa będzie naznaczona tym, co powiedziała. Współpracownicy przechodzili obok, a ja zastanawiałam się, kto z nich mógł widzieć Pawła wcześniej. Kto łączy w głowie poranną kawiarnię z popołudniowym bukietem.

Spojrzałam na kwiaty. Czy to był gest z serca, czy starannie zaplanowany ruch? Paweł nie był człowiekiem spontanicznym. Wiedziałam to. Tym bardziej coś przestało się zgadzać. Złapałam się na tym, że zamiast pracować, obserwuję ludzi. Każdy uśmiech wydawał mi się nieszczery. Każde spojrzenie – znaczące. Jakby wszyscy byli o krok przede mną.

Najgorsze było to, że wciąż grałam swoją rolę. Kiwałam głową, odpowiadałam na pytania, byłam tą samą Klarą co zawsze. Tylko w środku rosła cisza. Taka, która nie krzyczy, ale uparcie podważa wszystko, co dotąd wydawało się oczywiste.

Wróciły do mnie wspomnienia

Wracając do domu, patrzyłam przez szybę autobusu, ale nie widziałam miasta. W głowie przewijały się obrazy z ostatnich miesięcy, które wcześniej nie miały wspólnego mianownika. Teraz zaczynały układać się w ciąg, którego nie chciałam widzieć.

Paweł coraz częściej wracał później i za każdym razem miał inną wymówkę. „Spotkanie się przeciągnęło”. „Nowy projekt”. Nie drążyłam. Byłam dumna z tego, że sobie ufaliśmy. Teraz przypomniałam sobie, jak czasem milkł przy kolacji, jak odkładał telefon ekranem w dół. Jak szybko okazywał zniecierpliwienie.

W kuchni zapaliłam światło i położyłam torebkę na krześle. Cisza była zbyt gęsta. Oparłam się o blat i zamknęłam oczy. Złość przyszła nagle, bez ostrzeżenia. Nie gwałtowna, raczej ciężka, lepka.

Jak mogłam tego nie zauważyć? – powiedziałam na głos, choć nikt mnie nie słyszał.

A potem przyszło zaprzeczanie. Może przesadzam. Może Iga źle zinterpretowała sytuację. Może ta kobieta była kimś zupełnie nieistotnym. Chwytałam się tych myśli, bo to było łatwiejsze od zderzenia się z prawdą.

Jednak kolejne wspomnienia nie dawały spokoju. Weekend, który Paweł spędził „na szkoleniu”. Zmieniony ton głosu, kiedy pytałam o szczegóły. Uśmiech, który pojawiał się za późno. Wszystko to wcześniej tłumaczyłam zmęczeniem. Teraz brzmiało jak wymówki, które sama sobie sprzedawałam.

Usiadłam przy stole i położyłam dłonie płasko na blacie. Poczułam chłód. Zrozumiałam, że bardziej niż jego ewentualnego kłamstwa boję się czegoś innego. Tego, że zbyt łatwo wierzyłam w obraz, który chciałam widzieć. Że potrzebowałam tej wiary, żeby nie zadawać pytań. Gniew ustąpił miejsca zmęczeniu. Cichej zgodzie na to, że coś mogło się wydarzyć poza mną. Ta myśl bolała najbardziej.

Spojrzałam na zegar. Paweł miał wrócić za godzinę. Pierwszy raz pomyślałam, że mogę nie chcieć usłyszeć odpowiedzi. Że nieufność, choć okrutna, daje mi jeszcze iluzję kontroli. A ja nie byłam gotowa jej oddać.

Brakowało mi odwagi

Walentynkowy wieczór był spokojny aż do przesady. Paweł wrócił punktualnie, uśmiechnął się i zapytał, czy kwiaty to był dobry pomysł.

Podobały ci się? – zapytał, zdejmując buty.

– Były… piękne – odpowiedziałam po chwili.

Usiedliśmy przy stole. Kolacja smakowała jak zawsze, tylko ja jadłam wolniej, jakbym musiała kontrolować każdy gest. Obserwowałam go uważnie. Jak nalewa wodę. Jak mówi o pracy. Jak unika jednego tematu, choć sama go nie poruszyłam.

W mojej głowie istniały dwa obrazy. Paweł stojący w biurze z bukietem, lekko skrępowany, ale dumny. I Paweł z porannej kawiarni, nachylony w stronę kobiety, której nie znałam. Oba były prawdziwe. I oba nie pasowały do siebie.

Mogłam zapytać. Wystarczyłoby jedno zdanie. Czułam je na końcu języka, ciężkie, gotowe, ale zabrakło mi odwagi. Nie dlatego, że bałam się odpowiedzi. Bałam się ciszy po niej. Tego, że coś się skończy, zanim zdążę zrozumieć, co właściwie trzymało mnie przy tym stole.

– Wszystko w porządku? – zapytał nagle.

– Tak – skłamałam. – Po prostu długi dzień.

Uśmiechnął się z ulgą. A ja zrozumiałam, że wybrałam inną drogę. Nie konfrontację, tylko czujność. Obserwowanie, czekanie. Ta decyzja bolała bardziej, niż się spodziewałam. Była jak powolne odklejanie plastra z rany, zamiast jednego szybkiego ruchu.

Kiedy poszliśmy spać, długo leżałam z otwartymi oczami. Kwiaty stały w wazonie w salonie, nadal pachniały. Były dowodem na coś, co widzieli wszyscy, ale we mnie została wątpliwość, której nikt nie mógł już zagłuszyć. Zrozumiałam wtedy, że publiczne gesty potrafią zbudować piękną fasadę, ale to, co naprawdę ważne, dzieje się w ukryciu. I nie zawsze wychodzi na jaw.

Klara, 34 lata

Historie są inspirowane prawdziwym życiem. Nie odzwierciedlają rzeczywistych zdarzeń ani osób, a wszelkie podobieństwa są całkowicie przypadkowe.


Czytaj także:


Reklama
Reklama
Reklama